środa, 31 grudnia 2014

wtorek, 30 grudnia 2014

ŚWIĄTECZNA OPOWIEŚĆ - część miejska

Miejska część - znaczy spacerowa i dekoracje w wykonaniu innych.

25 grudnia wyciągnęłam Krzysztofa do Florencji. Miałam nadzieję zobaczyć ją taką, jak dwa lata temu - głównie rodzinną, odświętną, ustrojoną w światełka, których nigdy mi dosyć.
Wszystko niby było, ale jakieś uboższe, trudno było o ciekawe wystawy, a i miejskie oświetlenie nic nowego, a wręcz wyraźnie mniej go było tego roku.
Ja, oczywiście, i tak jestem zadowolona, lubię Florencję pod każdą postacią.
Pierwszą grupą są pojedyncze zdjęcia - jak zwykle trudny wybór, by ograniczyć ich liczbę.



Pan lekko przesadził ze strojem.




























Bądźcie egoistami na Boże Narodzenie, hojni cały rok.


Drugą grupę stanowią zdjęcia sferyczne wykonane na Piazza Signoria, Piazza Repubblica oraz w Loggia Mercato Nuovo, którą usilnie starałam się zaludnić. Przypominam, że tymi zdjęciami można obracać w dowolnym kierunku.
Piazza Signoria

Piazza Repubblica

Loggia del Mercato Nuovo


26 grudnia z częścią gości ruszyliśmy na spacer po Pistoi.

No, proszę! Pod nosem miałam tę atmosferę, jakiej oczekiwałam dzień wcześniej. Mieszkańcy zapełnili ulice, tłumnie cisnęli się do perfekcyjnie wykonanej ze sznurka szopki w katedrze.


Twórca Franco Melani zawsze wybiera jedno tworzywo i konsekwetnie buduje z niego całą strukturę. Wcześniej użył, między innymi, słomy, makaronu, bambusa.

Bary były zapełnione nie tylko chętnymi na gorącą czekoladę (np. nami), ale i na lody! Spożywane także na powietrzu.

Chyba nigdy nie odważę się zjeść zimnej pyszności, gdy na dworze panuje niska temperatura, tak około 5 stopni.
W historycznym centrum porozstawiano drzewka i krzewy ofiarowane przez szkółkarzy.  Byliśmy zachwyceni atmosferą świątecznej Pistoi.
Zaszłam do biura turystycznego z życzeniami dla Paolo. Powiedział, że rankiem zajrzeli do niego polscy turyści. Dobry wybór!


















28 grudnia, w oktawie Bożego Narodzenia, Krzysztof zaproponował wypad do Prato, ostatnio co raz chętniej przez nas odwiedzanego. Z radością przygarnęłam jego pomysł, bo wcześniej wpadło mi w oko ogłoszenie o odbywającym się w mieście świątecznym festiwalu.
O naiwności!
W drodze lekko siąpiło, ale co tam!
Na miejscu, po trudach zaparkowania, w końcu ruszyliśmy do centrum przez wąskie przejście w murach.

Nie padało, za to wiatr świstał niemożliwie, więc odczuwalna temperatura spadła nawet poniżej zera.
Kiermasz antykwaryczny właśnie się zwijał.
Kino dla najmłodszych, zbudowane z palet, na dwóch placach straszyło pustkami, ale twardo realizowało program. Żal mi się zrobiło ludzi puszczających bajki, mam nadzieję, że nie okupili tego przeziębieniem.

Na zdjęciu nie widać, ale na ekranie wyświatlano jakąś bajkę.

Na Palazzo Pretorio sypał wyświetlany śnieg i różne mniej lub bardziej populistyczne hasła niby świąteczne, niby solidarnościowe.

Zapowiadana jako olbrzymia choinka na Piazza Duomo groźnie trzeszczała foliowymi kokardami, nie ocieplały jej smętnie zwisające sznury lampek.


Zajrzeliśmy do Katedry, obejrzeliśmy tylko żłóbek i wyszliśmy,  nie miał to być czas na zwiedzanie.

Ludzie szybko przemykali ulicami. To nie był czas na passeggiatę. Tylko najwięksi twardziele przysiedli na krzesełkach przy gofrach.



Nawet na czerwono podświetlone niektóre budynki nie dały rady ogrzać atmosfery.







W pośpiechu, żeby ręce nie zmarzły, łapałam kadry.






Wszystko przez mroźne wietrzysko.
Uciekliśmy czym prędzej do domu.

Trzy miasta, trzy różne nastroje. A gdyby gdzieś tak jeszcze pojechać?