To akurat nic dziwnego, wszak pranie to ulubiona dyscyplina domowa włoskich gospodyń, ale w Catselnuvo di Berardenga rozpanoszyło się ono niezwykle.
To był 1 maja 2017 roku. Rzutem na taśmę zdążyliśmy przed zapowiadanymi ulewami, czego nie zapowiadało zwodnicze niebo. Pamiętam, że miałam tego dnia jeszcze kilka innych punktów na mapie, do dwóch miejsc zajrzeliśmy już w deszczu i niewiele zobaczyliśmy. Warto jednak wrócić do wycieczki, warto wrócić też na południe Chianti, by pomyszkować po okolicach Castelnuovo Berardenga.
niedziela, 19 sierpnia 2018
niedziela, 12 sierpnia 2018
POMNIEJSZE PROJEKTY
Pracuję intensywnie, nie daję się upałom, najwyżej w najgorętsze dni zmieniam trochę rytm i zaczynam malować od rana.
Żeby nie popaść w automatyzm, zachować świeże wejrzenie, przerywam czasami, a wtedy powstają pojedyncze projekty.
W drugiej parafii był pokój bez okna, więc je namalowałam.
Za to w Tobbianie uszykowaliśmy w końcu porządną altanę. Już jej nam nie zerwie deszcz z wiatrem (jak to było z żaglem w zeszłym roku). Szukałam pomysłu na lampy i w końcu namówiłam Krzysztofa do eksperymentu z odcinaniem dna w gąsiorach. Nie wyszło zbyt równo, bo fabrycznie produkowane gąsiory są odlewane w kliku częściach, więc napięcia w szkle są nieprzewidywalne.
Dorobiłam wiklinowe kołnierze, pryncypał zajął się resztą.
A gdy już jestem mocno zmęczona, to siadam i snuję wzory po widokach Toskanii. Tych poniżej chyba jeszcze tu nie pokazywałam?
Zakończenie dużego projektu przewiduję na Boże Narodzenie, lecz kto wie, co mi potem do głowy wpadnie?
Żeby nie popaść w automatyzm, zachować świeże wejrzenie, przerywam czasami, a wtedy powstają pojedyncze projekty.
W drugiej parafii był pokój bez okna, więc je namalowałam.
Za to w Tobbianie uszykowaliśmy w końcu porządną altanę. Już jej nam nie zerwie deszcz z wiatrem (jak to było z żaglem w zeszłym roku). Szukałam pomysłu na lampy i w końcu namówiłam Krzysztofa do eksperymentu z odcinaniem dna w gąsiorach. Nie wyszło zbyt równo, bo fabrycznie produkowane gąsiory są odlewane w kliku częściach, więc napięcia w szkle są nieprzewidywalne.
Dorobiłam wiklinowe kołnierze, pryncypał zajął się resztą.
A gdy już jestem mocno zmęczona, to siadam i snuję wzory po widokach Toskanii. Tych poniżej chyba jeszcze tu nie pokazywałam?
![]() |
| Anghiari |
![]() |
| toskańskie drzwi |
![]() |
| San Gimignano |
![]() |
| Sant'Antimo |
Zakończenie dużego projektu przewiduję na Boże Narodzenie, lecz kto wie, co mi potem do głowy wpadnie?
niedziela, 5 sierpnia 2018
ŚWIEŻUTKIE WYDANIE
Chciałoby się napisać, że jeszcze pachnie farbą drukarską,
ale jest plikiem PDF, do którego przeczytania Was zapraszam.
W środku znajdziecie artykuł o bohaterce namalowanego przeze mnie portretu kucharki.
Oczywiście, są tam i inne italiki :)
Miłej lektury!
![]() |
| kliknij: ULICA MICKIEWICZA |
środa, 1 sierpnia 2018
POWRÓT DO ROMAŃSKIEGO CUKIERKA
Przy okazji opracowywania ostatnich zdjęć, przypomniało mi się, że nie pokazałam wspomnień z ponownej wizyty w Pieve di San Pietro a Gropina.
Opisu, jak się domyślacie, nie będzie.
Na szczęście, jako taki poczyniłam 7 lat temu (artykuł "Na rympał").
Dzisiaj wzbogacona foto dokumentacja, rozszerzona na pewno o absydę z zewnątrz i podziemia.
KLIKNIJ NA PIEVE DI GROPINA
KLIKNIJ NA PIEVE DI GROPINA
poniedziałek, 30 lipca 2018
POSZUKIWACZE ROMANIZMU
Kilka razy byłam w pobliżu, ale tylko przejazdem. W końcu zatrzymaliśmy się w Bagni di Lucca oraz pomyszkowaliśmy po okolicy w poszukiwaniu romańskich kościołów.
Prawie wszystkie były zamknięte, udało mi się jedynie zdobyć namiary na pana, który ma klucze do kościoła w Vico Pancellorum, ostatniego odwiedzonego tego dnia. Wcześniej mocno anglojęzyczne Bagni di Lucca, znajomo brzmiące San Gemignano. Wszędzie kapiące zielenią wysokie góry.
Prawie wszystkie były zamknięte, udało mi się jedynie zdobyć namiary na pana, który ma klucze do kościoła w Vico Pancellorum, ostatniego odwiedzonego tego dnia. Wcześniej mocno anglojęzyczne Bagni di Lucca, znajomo brzmiące San Gemignano. Wszędzie kapiące zielenią wysokie góry.
piątek, 20 lipca 2018
KOMENTARZOWA ZAPAŚĆ
Dziwnym zbiegiem okoliczności, po ogłoszeniu zmiany formuły bloga na foto bloga, przestały do mnie przychodzić powiadomienia o czekających na moderację komentarzach. Przyznam, że byłam niemile zaskoczona całkowitym milczeniem, pokornie uznałam, że Was zawiodłam, więc mam za swoje.
Aż tu pisze do mnie koleżanka, z pytaniem, co się dzieje. Myślałam, że może nie wie o zmianach na blogu, ale dzięki jej wyjaśnieniom, zajrzałam do zakładki "oczekujące na moderację" i oczy ze zdziwienia przecierałam. Tony komentarzy, tych od żywych ludzi i tych spamowych. Rankiem wszystko przesiałam, opublikowałam wszystkie "ludzkie", a teraz siadam, by Wam to wyjaśnić i odpowiedzieć na Wasze miłe słowa. Oj! Będzie odpisywania.
A propos słów, wklejam jeszcze jedno zdjęcie z Vico Pancellorum. Nie umiem powiedzieć, czy to tylko działanie artystyczne (bo takich jest wiele w tej miejscowości), czy to lodówka zamieniona na punkt wymiankowy książek.
Aż tu pisze do mnie koleżanka, z pytaniem, co się dzieje. Myślałam, że może nie wie o zmianach na blogu, ale dzięki jej wyjaśnieniom, zajrzałam do zakładki "oczekujące na moderację" i oczy ze zdziwienia przecierałam. Tony komentarzy, tych od żywych ludzi i tych spamowych. Rankiem wszystko przesiałam, opublikowałam wszystkie "ludzkie", a teraz siadam, by Wam to wyjaśnić i odpowiedzieć na Wasze miłe słowa. Oj! Będzie odpisywania.
A propos słów, wklejam jeszcze jedno zdjęcie z Vico Pancellorum. Nie umiem powiedzieć, czy to tylko działanie artystyczne (bo takich jest wiele w tej miejscowości), czy to lodówka zamieniona na punkt wymiankowy książek.
sobota, 14 lipca 2018
Subskrybuj:
Posty (Atom)













