poniedziałek, 19 lutego 2018

HUMANISTA I WINOROŚLE

Przyznam się od razu. Jakoś mało wciąga mnie ruch humanizmu renesansowego, nie pasjonuję się filozofią, a jednak ... Z wielką radością poszłam na wystawę o Leonardo Brunim, nie mając zbyt dużego pojęcia o tym, kto jest jej bohaterem, troszkę pobieżnej wiedzy na nic się zdało. Zwariowałam? Może nie aż tak, ale o tym później.
Najpierw o samej postaci. Skoro już mam iść na wystawę, to wypadałoby choć trochę wiedzieć, o kim mowa.
Pozwólcie więc, że Wam krótciutko scharakteryzuję bohatera wystawy:
Leonardo Bruni (1370 - 1444) to jedna z bardziej znaczących postaci kultury XV wieku. Urodził się w Arezzo, ale część swojego życia związał z Florencją, nie tylko jako jej mieszkaniec, lecz i autor. Uważa się, że mało kto, jak Leonardo, miał tak duży wpływ na rozwój nurtu intelektualnego miasta, i nie tylko. Zafascynowany greckim erudytą Chrysolorasem, przebywającym wtedy we Florencji, porzucił studia prawnicze, by zgłębiać filozofów kultury helleńskiej. Zaowocowało to rozwojem postawy aktywnego obywatela, przeciwstawianego człowiekowi średniowiecznemu, nakierowanemu na kontemplację. Od razu zaznaczę, że to nie moje spostrzeżenia, tylko próba opisania novum, jakie wniósł swoją postacią Bruni.

  034-IMG_8311 

Nie posiadam wiedzy o socjalnych postawach ludzi w średniowieczu, by skonstruować wniosek, że główny nacisk kładziono na kontemplację.
Pewnikiem za to jest fakt, że Leonardo będąc przez lata kanclerzem papieskim, papieży i antypapieży, umiał  dotrzeć do wielu przedstawicieli Kościoła i przekonać ich, że mogą się  uczyć od antycznych filozofów, że i tam znajdą wiele na temat cnot ludzkich, moralności, itp. Na podstawie jego życiorysu i poczynań literackich można zobaczyć, że jako humanista nie odwracał się od Boga, jedynie pogłębiał rozumienie człowieka. Był tłumaczem, filozofem, politykiem, dyplomatą, kanclerzem Republiki Florenckiej i papieży, jak już wspomniałam. Dodał nowe informacje do biografii Dantego,  zapewnej zdobytym dzięki żmudnym przeszukiwaniom archiwów, czemu poświęcał wiele czasu i energii. Absolutną jego pasją była historia, a za dzieło życia humanisty  uznaje się "Dzieje ludu Florencji". Przy ich pisaniu wzorował się na antycznych dziejopisarzach, między innymi na Liwiuszu. Już po ukazaniu się pierwszego tomu został honorowym obywatelem Florencji, a po dziewiątym tomie Republika Florencka uznała, że jest godzien zwolniena z opodatkowania.
110-IMG_8387 Swoją drogą, które współczesne państwo uhonorowałoby tak swojego obywatela? Może mam małe pojęcie o historii, znacie taki przypadek? Medale medalami, odznaczenia, odznaczeniami, ale dożywotnie zwolnienie z podatku? Marzenie, nieprawdaż?
W różnych źródłach spotkałam wzmianki o rodzinie, jak chociażby o tym, że na potomków przeszło zwolnienie z podatku, albo, że delegacja z Arezzo rozmawiała z synem Bruniego o godnym nagrobku w Kościele Świętego Krzyża. I ... to wszystko. Szperałam i szperałam, śledziłam żonę, rodzinę i nic, zero śladów. Wszyscy z zamiłowaniem wymieniają fakty z życia naukowego Leonardo, skrupulatnie wypisują listy jego dokonań, ale jakim był człowiekiem? Cisza. Na pewno doceniano go już za życia, o czym świadczy chociażby uznanie rady miasta, chciano też by i następne pokolenia zapamiętały, że kiedy Leonardo opuścił to życie, historia płakała a elokwencja stała się niema i opowiada się, że zarówno muzy greckie, jak i łacińskie, nie mogły powstrzymać się od łez.
https://upload.wikimedia.org/
To tłumaczenie z nagrobka autorstwa Bernardo Rosselino, który przedstawił Bruniego leżącego, ubranego w srój rzymskiego mówcy, dla uhonorowania jego zamiłowania dla antyku. Twarz w rzeźbie zdaje się tak prawdziwa, że przypuszcza się jakąś kopię z portretu powstałego za jego życia.
Jeśli kiedykolwiek zajdziecie do Santa Croce we Florencji będziecie wiedzieli, że dość spokojna i harmonijna kompozycja z wyrytą po łacinie inskrypcją, kryje doczesne szczątki wielkiego erudyty z XV wieku.
POSTQUAM LEONARDUS E VITA MIGRAVIT 
HISTORIA LUGET ELOQUENTIA MUTA EST 
FERTURQUE MUSAS TUM GRAECAS TUM 
LATINAS LACRIMAS TENERE NON POTUISSE

I teraz dochodzimy do tego, co mnie zmotywowało do odwiedzenia wystawy. Wiedziałam, że styl białej winorośli (którą ostatnio się pasjonuję i którą wspominałam w ostatnich artykułach) powstał  inspirowany dawniejszymi romańskimi plecionkami, ale powstał właśnie w środowisku dokumentującym poczynania florenckich humanistów.
Skoro więc bohaterem wystawy manuskryptów miał być Bruni, jako autor tłumaczeń, listów, itp. byłam na 100% pewna, że na żywo obejrzę znany mi dotąd z reprodukcji styl. Nie zawiodłam się.

029-IMG_8306 045-IMG_8322 048-IMG_8325 082-IMG_8359 085-IMG_8362 139-IMG_8416 119-IMG_8396 

 Wystawa, zresztą, jak każda propozycja Biblioteki Medycejskiej Laurenziany, była świetnie zorganizowana. Ktoś przewidział, że znajdą się takie wariatuńcie, jak ja i będą żałować, że nie mogą wertować ksiąg. Na te potrzeby kilka tomów zostało zeskanowanych i wrzuconych do programu umożliwiającego ich przeglądanie.
  145-IMG_8422 146-IMG_8423 151-IMG_8428

Okazało się, że zdobne malarstwo miniaturowe pojawiało się głównie na początkach wydań, więc niewiele ukryto przed oczami zwiedzających. Pokazano ponad 60 manuskryptów, z których (jak się dowiedziałam) żaden nie był autografem Leonardo Bruniego.
Fascynowały mnie też różne kroje pisma. Niektóre tak doskonale napisane, że zdawały się drukiem. 079-IMG_8356 044-IMG_8321 095-IMG_8372 129-IMG_8406

Ciekawostką jest to, że w kilku ozdobnych inicjałach namalowano portrety renesansowego erudyty (towarzysząc części biograficznej artykułu), jakby mało było, że duża część dokumentów była zatytułowana, zawsze ze wskazaniem na autora.


071-IMG_8348

1-110-IMG_8387

wszystkie zdjęcia: LEONARDO BRUNI

czwartek, 15 lutego 2018

Z DEDYKACJĄ DLA PANII LIDII

Wrzucone na Facebooku zdjęcie dżemu z pomarańczy poruszyło wiele osób, a przecież tylko je zobaczyły.
33-IMG_E8800 

Szybko pojawiło się pytanie o przepis, a że jest fantastycznie prosty, spełnię też inną prośbę, usłyszaną podczas spotkania w Polsce, bym wrzucała przepisy możliwe do wykonania w Polsce.
Przepis pochodzi ze zbiorów Thermomixa, we Włoszech nazywanego Bimby.
To, co mnie w nim zaskoczyło, że nie robi się żadnych przygotowań, które wcześniej znałam z przepisów, nic się nie moczy, nie rozdziela się skórki, by ją osobno moczyć, itd. Usuwa się jedynie obydwie końcówki, potem kroi pomarańcze na plastry i jeszcze na połowę.

01-IMG_8814 03-IMG_8816 02-IMG_8815


A że zima to dobra pora na pomarańcze, zapraszam:

29-IMG_E8733

Na 1 kg owoców zaleca się 700 g cukru. Od razu wydało mi się to zbyt słodkie, daję więc maksymalnie 500g, albo i mniej. Spróbowałam wariacji z brązowym cukrem. Smak jest świetny, lecz żal mi koloru, który ma dżem z białym cukrem.
09-IMG_E8823

Eksperymentowałam też z ulubioną cytryną. Ta próba weszła już do produkcji. Dodanie jednej cytryny wyostrza smak i daje lekką, bardzo znośną goryczkę. 
Jeśli nie macie robota z podgrzewaną misą, czeka Was, niestety, mieszanie, żeby dżem się nie przypalił, ale obiecuję Wam, że wysiłek nie pójdzie na marne. 
16-IMG_E8832Thermomix zaleca dwa etapy, różnią się tym, że pierwszy (40 minut) podgrzewa do 100 stopni, a drugi (15 minut) nazwano Varoma, usiłowałam dotrzeć, jaka to temperatura. Zapewne wyższa od 100 stopni. Obydwa przebiegają na obrotach przeciwnych do ruchu wskazówek zegara. Co w przypadku ręcznego mieszania nie ma znaczenia, bo chodzi o uniknięcie powstania miazgi przez ciągłe krojenie podczas gotowania. Drugi krok ma na celu zagęszczenie dżemu, w przepisie zaleca się sprawdzenie gęstości. Robi się to w ten sposób, że na talerzyk (wyjęty z zamrażarki po 10 minutach) kapie się odrobinę dżemu i sprawdza stan. Jeśli nie jest płynny, ma zwartą konsystencję, nie trzeba powtarzać drugiego kroku.  Nigdy nie miałam tego problemu, zawsze wychodzi mi dobra konsystencja, już nawet nie sprawdzam.  Wolę, gdy są mniejsze kawałki skórek, więc na chwilę włączam miksowanie, żeby je rozdrobnić, ale to już kwestia gustu. Idealnie na kanapkę :) 


Gorącą potrawę trzeba przełożyć od razu do wyparzonych słoików (na te proporcje wychodzą cztery małe o pojemności 250 ml).  Jeśli przewidujecie szybkie znikanie, lepiej kłaść w większe słoiki :)

10-IMG_E8826

wtorek, 13 lutego 2018

ODPLAMIACZE

Skoro już zaczęłam pokazywać prace namalowane farbami do tkanin, to może wrócę do początków i pokażę Wam, skąd w ogóle wziął się pomysł.
Otóż jestem dosyć nieuważną osobą, brudzę ubrania, jeśli nie profesjonalnie, to kulinarnie. Znając swój charakter, staram się mocno rozdzielać przeznaczenie ubioru, odpowiednio: do pracowni, w tym osobno do robienia świec, do kuchni, ogrodu, na wyjście, itp.
Zabrudzenia na  na ubraniach pracownianych absolutnie mnie nie ruszają, oczywiście, ciuchy lądują w pralce, ale tylko w celu odświeżenia. Gorzej z tym, co ma być poza pracownią.
Nie jestem chyba wybitną praczką, bo zdarzają mi się tłuste plamy, z którymi nie umiem sobie poradzić. Bywało, że wrzucałam nawet kolorowe wdzianka do wybielacza, jako jedynego ratunku, ale nie wszystko tak się da.
Wymyśliłam więc zamalowywanie plam.
I tak już powstało kilka "nowych" sukienek, bluzek.

03-maki 41-IMG_8760 46-IMG_8765 

Niektóre moje "odplamiacze" spodobały się podczas warsztatów z Basią Bodziony.

35-IMG_8753 1-IMG_8747 

Zrodził się wtedy pomysł, by zaproponować ofertę malowania na tkaninie, inspirowaną malarstwem z manuskryptów.
Znając właściwości farb, sposób nanoszenia wzoru na tkaninę, wiedziałam, że lepiej zacząć od przykładu malarstwa, który będzie poniekąd kolorowanką. Do tego nadaje się wspomniany w poprzednim artykule styl białej winorośli, po włosku nazywany "bianchi girari".
Przygotowałam już kilka wzorów.
Na dwóch torbach są kopie renesansowych inicjałów.

1-26913999_10211840363025554_753893720_n-001 2-26913599_10211840362945552_998616345_n-001

Na trzeciej wprowadziłam cyprysy zamiast litery.

3-26996861_10211840362985553_206779682_n-001 

Potem poszłam jeszcze dalej, zmieniłam kolorystykę (w klasycznym stylu jest to zestaw niebieskiego, czerwonego, zielonego, bieli i złota), porzuciłam złoto i w ten sposób uratowałam następne ubranie.
01-IMG_8488 

Spodobało mi się to "odplamianie", mimo, że farby nie kładą się tak dobrze, jak na innych podkładach, gdy maluję na zagruntowanym płótnie, desce, czy dachówce. Zaletą jest spersonalizowany ubiór, oczywiście, z możliwością jego prania, raczej ręcznego.

WSZYSTKIE FOTOGRAFIE:
MALOWANIE NA TKANINIE

sobota, 10 lutego 2018

PREZENTY

To oczywiste, że gdy się jedzie "do kogoś", to wiezie się prezenty, dni przed wyjazdem do Polski miałam więc wypełnione malowaniem.
Jestem już z powrotem w Tobbianie, prezenty rozdane, mogę pokazać część z tego, co przygotowałam.
Powstały dwie tablice botaniczne:

2-Poziomka 1-Lavandula 

Napisałam i ozdobiłam, klasycznie florenckim wzorem piętnastowiecznych manuskryptów, zwanym białą winoroślą, modlitwę "Ojcze nasz".

1-Pater noster 

Dla przyjaciół z Delikatesów Peretti przygotowałam krótką serię toreb zakupowych. Chciałam, by wpisały się w minimalistyczny wystrój sklepu. Z radością mogę Wam się przyznać, że zostały przyjęte z entuzjazmem.

Polska 2018 

A skoro już o Delikatesach mowa, to wybaczcie, ale nie mam jak opowiedzieć fotograficznie o spotkaniu z czytelnikami. Z wrażenia zupełnie zapomniałam o dokumentacji. W imieniu właścicieli i własnym mam prośbę do przybyłych o udostępnienie mi zdjęć, oczywiście z zachowaniem praw autorskich.
Już otrzymałam zdjęcie od Pana Marka:

IMG_20180208_203951
fot. Marek K.

fot. H.W.
 Samo wydarzenie odbiegało od wyobrażeń o klasycznym spotkaniu autorskim. Zaczęło się od prezentacji miejsca, Czytelnicy mogli poznać też część członków rodziny, która nas gościła.
Ola Gruszka (sommelier) opowiedziała o trzech wybranych winach (na rynku polskim dostępnych tylko w Delikatesach), w tym o produkcie własnym, czerwonym Monte Curiano - winie, w którym już od ponad roku jestem absolutnie zakochana. Z wielką przyjemnością uczyłam się, jak opisać wino, na co zwrócić uwagę, do czego je podać. Uczestnicy spotkania bardzo aktywnie współpracowali z prowadzącą degustację, prezentując swoje, często doskonale trafione, pomysły na charakteryzację trunku.
Tak, jak postanowiliśmy wcześniej, moją rolą było "wtrącanie się" z własnymi uzupełnieniami, anegdotkami, spostrzeżeniami.
Potem, przy pysznych serach i innych włoskich smakołykach, cierpliwie czekano, by porozmawiać z autorką tego bloga. Bardzo spodobała mi się taka forma, gdyż w ten sposób poznałam każdego uczestnika spotkania, dostając w prezencie tyle wyrazów uznania, że z ledwością zmieściły mi się w bagażu powrotnym. Przemiło było zobaczyć twarze stojące za komentarzami, dowiedzieć się, że niektórym niestraszna była odległość Łodź-Poznań, że mamy wspólnych znajomych, albo, że rozmawia się z jedną z Panien Młodych od Joanny z VisiToscana (akurat nie pracowałam przy tym ślubie).
Tych, którym musiałam odmówić ze względu na brak miejsca, jeszcze raz przepraszam. Mieliśmy do dyspozycji niewielką powierzchnię z małą liczbą krzeseł, a i tak niektóre osoby stały.
Dziękuję bardzo wszystkim przybyłym. Miło mi było, że wypatrzyliście coś dla siebie na sklepowych półkach i mogliście też zobaczyć moich przyjaciół, którzy wiele razy udostępniali nam swój toskański dom na krótkie wakacje w ciszy.  Widziałam też, z jaką chęcią rozmawialiście z Krzysztofem, pamiętając o tym, że często nazywam go pryncypałem :)
W ten sposób poznaliście osobiście kilku dodatkowych bohaterów mojego bloga.

czwartek, 1 lutego 2018

NA KAŻDĄ PORĘ ROKU

Usłyszałam ich i zobaczyłam pierwszy raz tej zimy i ... zakochałam się. W swingowym klimacie tego trio, w oryginalności "wiadra basowego", w dykcji śpiewaka, w swoistym zatrzymaniu czasu. Zakupiona płyta gra teraz na okrągło w domu. Zapraszam do wysłuchania piosenki o spaghetti w Detroit zaśpiewanej na Piazza Repubblica we Florencji. Panie i Panowie przed Wami "I Citofoni":