Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzeum Katedralne Florencja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzeum Katedralne Florencja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 lutego 2016

ANIMULA

Już samo słowo, bez tłumaczenia, ma w sobie jakąś miękkość, przytulność, jest takie, że otuliłabym jego brzmienie dłońmi. Delikatnie kołysze się, by za chwilę nabrać zupełnej lekkości.
Też tak macie, że widzicie słowa jako byty samoistne? Oderwane od znaczeń?

Tak jak wspomniałam w poprzednim wpisice, długo wpatrywałam się w makietę starej fasady Duomo.

W pewnym momencie zobaczyłam głowę Chrystusa przytuloną do małej dziewczęcej główki i, szukając opisu, znalazłam animula - duszyczkę. Zafascynowała mnie ta intymność, ciepło relacji.

Nigdy wcześniej nie spotkałam, a raczej nie zwróciłam uwagi na motyw Chrystusa z duszą Maryi.
Postanowiłam poszukać, o co chodzi, kiedyś tam.
Nie minęło kilka dni, gdy gościliśmy J. Wybrałam się z nim na spacer po Pistoi. Zajrzeliśmy do wielu kościołów.
W ciągle nieopisanym kościele św. Jana za Murami jest romańska ambona, na niej ze zdumieniem zobaczyłam wcześniej ukrytą przed moimi oczami animula! Nie wzięłam aparatu, ale znalazłam niezbyt dobrej jakości zdjęcie zrobione kilka lat temu. Wystarczy, by zobaczyć w górnej części panelu Chrystusa trzymającego w rękach owinięte dzieciątko.

Wciągnęło mnie.
Zaczęłam szukać. Skąd to odwrócenie ról?
Chrystus trzymający duszę Maryi zawsze pojawia się w scenach Zaśnięcia NMP.
Tam jest wyjaśnienie.
Święto Zaśnięcia Bogurodzicy pojawiło się dość szybko w świecie chrześcijańskim.
W Kościele Rzymskokatolickim połączono je z Wniebowzięciem i tę nazwę przyjęło. W Prawosławiu istnieje swego rodzaju odpowiednik śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Madonna zasypia - umiera, jest złożona w grobie, a po trzech dniach nie ma Jej ciała w grobie, gdyż zmartwychwstała.
Chrystus trzymający na rękach animula obrazuje moment oddzielenia się duszy i to On jest centralnym punktem kompozycji, a nie główna jej Bohaterka.
W ikonach długo pojawia się ta scena, w zachodnim malarstwie dziecko zmieniło się najpierw w dziewczynkę w sukience, a potem już w dorosłą kobietę. Nie jestem specjalistą, ale myślę, że Madonna z Ołtarza Wita Stwosza, ta przy Chrystusie, może być właśnie duszą, choć już na pewno nie duszyczką :)
http://wf2.xcdn.pl/files/12/08/12/803352_owziecie_Zasniecie_Krakow_hp_34.jpg
Podczas poszukiwań informacji znalazłam piękne obrazy. Autorów niektórych nie mogłam znaleźć, ani nawet miejsc, gdzie się znajdują. Wolę je zapisać, bo może kiedyś trafię na nie i połączę umieszczonymi tu reprodukcjami.

Zacznijmy od Polski. Bardzo ciekawiło mnie, czy można gdzieś zobaczyć Jezusa z duszyczką.
Są, są, duszyczki, czasami bardzo nieporadne:
W rzeźbie we wrocławskim Muzeum Narodowym:
http://pak455.blox.pl/2007/09/Wroclaw-Muzeum-Narodowe.html
Subtelna w poliptyku z Grudziądza, obecnie w Warszawie:

Katedra w Sandomierzu może poszczycić się bizantyjskim freskiem:

Kościół w Aninie ma współczesny witraż:
http://www.witraze.info/117-witraze-w-kosciele-w-aninie
Rozejrzyjmy się po świecie.
U naszych czeskich sąsiadów powstał obraz będący obecnie w bostońskim muzeum:
http://projekt-wschod-zachod.blogspot.it/2014/08/exaltata-est-chora-gregorianski-na.html
Nie będę wkleiajć wielu ikon, stanowią największą reprezentację tematu:
https://blogokno.files.wordpress.com
Na bizantyjskim fresku w monasterze Gracanica (obecnie Kosowo) trudno odczytać, że duszyczka ma żeńską płeć:
http://histmag.org/Co-z-tym-Kosowem-1701
Jeszcze tylko jedna ikona, z dorosłą Madonną i piękną czułością relacji Syn-Matka:
http://www.consolata.org/new/media/k2/items/cache/d503b79bddae5a3eeed71620c726e5d6_XL.jpg
Zaśnięcie (w ujęciu z animula) namalowała taka sława, jak Giotto:
http://chiesaepostconcilio.blogspot.it/2014/08/dormizione-e-assunzione-della-vergine.html
W Kościele pw. Mariam Tsion w Aksum z charakterystcznymi dla etiopskiego malarstwa dużymi ciemnymi oczami. To spojrzenie duszyczki na syna!
http://dimensionesperanza.it/images/stories/cqi/fausto/dormizione.%20chiesa%20di%20mariam%20tsion%20ad%20aksum.jpg
I jeszcze w innych technikach.
W portalu katedry w Strasburgu:
https://upload.wikimedia.org

Mozaika w Bazylice Większej Matki Bożej w Rzymie:
http://francescobonomo.blogspot.it/2013/08/adsumptio-s-mariae-la-solennita.html

Przykładów jest wiele, już wiem, że mam czujnym okiem rozglądać się za nimi, by nie polegać jedynie na tym, co znalazłam w internecie.

czwartek, 25 lutego 2016

ZNOWU W RAJU

Tak, wiem, wiem, właściwie to mieszkam w raju, więc, jakie znowu?
Co do ogólnego pojęcia o Toskanii, to różnie z tym rajem bywa, choć nie zaprzeczę, jestem w tym regionie zakochana po uszy. A może i wyżej? Z całym pięknem i rysami na jej obliczu.
Ostatnio byłam znowu w muzealnym raju.
Już kilka razy w nim byłam, ale w poprzedniej odsłonie, rzecz by można przed liftingiem, choć jednak nie do końca mi tu to określenie pasuje.
Jeśli wcześniej piałam, to obecnie dodatkowo rozpływam się w zachwycie.
Piszę o moim numer jeden, o którym były już trzy artykuły (kliknij, by do nich trafić).
Oczywiście, chodzi o Museo dell'Opera del Duomo we Florencji, albo Museo dell'Opera  di Santa Maria del Fiore, albo ... nie do końca rozgryzłam, skąd kilka odmian nazw, nawet na samym budynku.

Bez względu na to, która jest najwłaściwsza, wystarczy pójść za katedrę i zanurzyć się w pięknie.
Nie będę tym razem zbyt dogłębnie pisać o eksponatach.
Chciałabym przykuć Waszą uwagę do samego muzeum, organizacji sal, czy ich wystroju.
Kasa biletowa została przeniesiona na zadaszony dziedziniec. Warto wiedzieć, że kupiony bilet jest kumulacyjny, nie ma możliwości nabycia biletu tylko do muzeum. Z jednej strony to bardzo irytujące, no i drogie (15 euro), gdy wchodzi się tylko do muzeum, ale być może wygodne dla turystów, którzy chcą za jednego pobytu zobaczyć jak najwięcej atrakcji, czyli i katedrę, baptysterium, dzwonnicę, kopułę.
Florenckie Muzeum Katedralne zostało poddane gruntownemu remontowi. Ktoś wpadł na prosty,  a zarazem genialny pomysł, by podzielić sale tematycznie kierując się oryginalnym przeznaczeniem wystawianych w nich dzieł.
Ku wnętrzom prowadzi dziesięciometrowa ściana z wyrytymi nazwiskami twórców pracujących dla katedralnego kompleksu. Nazwiska wielkich architektów, malarzy, rzeźbiarzy przeplatają się z nazwiskami muzyków, czy nawet rzemieślników, po których ślad pozostał jedynie w księgach wypłat wynagrodzeń.

Pierwsze pomieszczenie wraz z przedsionkiem to "Sala Raju".

Nazwa związana jest z placem między katedrą a baptysterium, który dawniej nazywano rajem, gdyż ochrzczone osoby wychodzące z baptysterium ku katedrze, szły drogą ku zbawieniu. Stąd też nazwa słynnych drzwi "Brama Raju".
Te drzwi oraz drugie północne (obydwoje autorstwa Ghibertiego), oryginalne można podziwiać w tej sali. Trzecie (Andrei Pisano) są ciągle jeszcze w batysterium, więc całość dopełnia doskonałej jakości fotografia.

Może kiedyś opiszę osobno drzwi z florenckiego Baptysterium, ale nie dzisiaj.
Nad bramami ulokowano oryginalne grupy rzeźbiarskie związane z patronem św. Janem Chrzcicielem.

Wystarczy się obrócić, by po drugiej stronie zobaczyć makietę niedokończonej XIV wiecznej fasady katedralnej (a raczej jej dolnego fragmentu, w skali 1:1).

Francesco I de'Medici wymarzył sobie renesansową, więc kazał rozebrać średniowieczne początki fasady.
W samym muzeum już była makieta, drewniana. Obecnie została zbudowana z mieszanki marmurowego i alabastrowego pyłu oraz żywicy. Wrażenie powalające. Ciepło i delikatność barwy tworzywa, miękkość rozkładającego się na strukturze światła spływającego ze świetlików kazały mi długo stać i patrzeć. Najpierw obejrzałam samą makietę, a dopiero potem powoli zatrzymałam się przy rzeźbach. Część oryginałów postawiono na wysokości patrzącego, a ich miejsce w makiecie sygnalizują kopie.

Dzięki zapatrzeniu odkryłam coś bardzo ciekawego, czemu poświęcę osobny wpis.
Teraz przechodzimy koło średniowiecznych ornamentalnych fragmentów zdobiących fasadę, by dojść do następnych pomieszczeń

Nie zobaczymy wielu nowych eksponatów, zostały głównie przegrupowane.
Maria Magdalena wróciła przed Krucyfiks, ale stoi teraz tyłem do niego. Ładnie zestawiono w jednym pomieszczeniu dojmującą rzeźbę Donatella z popiersiem świętej, gdy była jeszcze atrakcyjną fizycznie kobietą.

Pieta Michała Anioła już nie stoi poniekąd ukryta na półpiętrze, doczekała się swojej sali i godnej przestrzeni.

Warto zajrzeć do mniejszych pomieszczeń, przyjrzeć się (chociażby) misternym relikwiarzom.

Wybieramy nową, albo starą, klatkę schodową i wchodzimy na piętro.

Na piętrze wyróżniają się trzy główne sale.
Cały czas mam wrażenie, że wydłużony kształt dzwonnicy zainspirował projektanta, po prostu ją "przewrócił".

Długie pomieszczenie z oryginałami rzeźb z campanile powinnam właściwie odwiedzić osobno.
Tam się tyle dzieje, te wszystkie drobne historie o ludzkich zajęciach. Eegocentryczne oko wyłowiło, oczywiście, skrybę :)

Zaraz z sali Dzwonnicy można wejść w historię budowy kopuły.

Zrobienie modelu i podwieszenie go w taki sposób, by zajrzeć do  środka i zobaczyć, gdzie się znajdują poszczególne sceny z wewnętrznych fresków - majstersztyk!

Nie pamiętam, bym wcześniej widziała maskę pośmiertną Brunelleschiego, przyznam więc, że byłam bardzo poruszona. Tym bardziej można myśleć o nim, jako o człowieku, a nie o legendzie.

Chodzę tam jak zahipnotyzowana. Nowy wystrój świetnie wyeksponował skarby muzeum, a do do tego dochodzi gra pomieszczeń, które poprzez otwory drzwiowe, ażurowe ściany cały czas kierują wzrok do innych zagadnień, łącząc wszystko w umyśle.
Zapewne nie można było ruszyć śpiewaczych balkonów Donatella i della Robbi, ale tego nie wie nikt, kto nie widział wcześniej tej sali. Trudno byłoby ją rozpoznać, gdyby nie olbrzymie cantorie, gdyż wybito dość szeroki otwór w kształcie łuku i połączono z salą wystroju katedralnych naw.

Skarbiec przechowuje obecnie srebrny ołtarz, o którym już pisałam i inne bardzo drogocenne elementy, typu fragmenty strojów liturgicznych, czy niezwykle zdobne przenośne tabernakulum, używane w Wielkim Tygodniu.

To są główne pomieszczenia.
A przecież jeszcze można obejrzeć konkursowe projekty nowej fasady, czy antyfonarze i graduały. Żałuję, że tego typu księgi widzimy tylko w miejscu ich otwarcia, chciałabym z lupą wejść w świat każdej namalowanej tam miniatury.

Na koniec czujność mi spadła, pamięć zawiodła, że przecież czytałam o widokowym tarasie i... wyszłam, ale z muzeum. Buuu!
Na pewno tam wrócę, ale wspominam o tym, by Was uczulić, że jeszcze parę rzeczy umknęło mojej uwadze, a turystom wszak dużo trudniej nadrobić niedopatrzenia.
Zadzwoniłam do muzeum i spytałam się, gdzie jest wejście. Pani nie wiedziała, połączyła się z kasą biletową, gdzie ją poinformowano, że na trzecim piętrze. Którędy tam dojść? Nie mam pojęcia, gdyż jedne schody wiodące na wyższe piętro zastałam z napisem "strefa dydaktyczna, zakaz wejścia".
A może trzeba było kierować się gwiazdami stylizowanymi na tę z katedralnego zegara? Wyświetlane na podłodze służą zwiedzającym za strzałki.

Może windami? Próbujcie, a jeśli ja tam trafię wcześniej, dam znać.
Szkoda stracić możliwość obejrzenia kopuły z jeszcze innej perspektywy.
http://www.discovertuscany.com
Mnie, na razie, pozostaje widok przez świetlik.

czwartek, 6 czerwca 2013

DONATELLO BEZ WDZIĘKU

Oj! Poczekał sobie Donatello na lepsze czasy, czyli na długie chwile, gdy mogę w spokoju zasiąść i odsłuchać całość wykładu poprowadzonego, jak zwykle, przez Lukę Vivona uporządkować go i, ewentualnie i, ewentualnie, dodać coś od siebie.
Zapraszam znowu do Muzeum Katedralnego, do jednej tylko sali, w której zgromadzono dzieła artysty. Nie wszystkie rzeźby tego dnia były na miejscu, gdyż trafiły na wystawę w Palazzo Strozzi, która jeszcze trwa i mam nadzieję na nią dotrzeć.
Dorobek Donatella obfituje w dzieła, gdyż, jak na tamte czasy, żył długo - 80 lat i był bardzo pracowity. Pierwsze, co przychodzi na myśl, jeśli chodzi o Donatello, to jego niesamowita kreatywność, zawsze świeże spojrzenie na rzeźbę.
Życiorys Donatella spisany przez Vasariego jest jednym z ciekawszych i piękniejszych, wielkie wrażenie robi spis dzieł, które pozostawił po sobie rzeźbiarz, a wszystko przeplata smakowitymi opowiastkami, jak ta o krucyfiksie (pisałam tutaj). Do innych mam nadzieję jeszcze kiedyś razem z Wami zajrzeć.
Tenże Vasari rozróżnia trzy maniery, można by powiedzieć trzy szkoły: pierwsza to Giotto, drugą wiąże z Masaccio (tu lokuje takie renesansowe nazwiska jak Brunelleschi, Donatello, Luca della Robbia), a trzecia promieniuje nazwiskiem Michała Anioła (zwana  maniera moderna), w tym kręgu jest i Leonardo da Vinci i Rafaello. Do tej ostatniej stylistyki Vasari zalicza i siebie.
Donatello stwarza jednak poważne trudności w klasyfikacji. Datą urodzenia bliski jest renesansowym artystom z drugiej maniery, lecz niektóre rozwiązania stylistyczne wyprzedza o niemal wiek. Zauważmy, że rodzi się w 1386 roku, Leonardo da Vinci w 1452, a Michał Anioł w 1475.
Inną ważną cechą Donatella jest fakt, że wraz z Brunelleschim ( 9 lat starszym od niego) jako jeden z pierwszych sięgnął po inspiracje do świata antycznego Rzymu, który odkrywał wraz z przyjacielem podczas wypraw do Wiecznego Miasta. Chodził z Filippo, robił odkrywki archeologiczne, co było wtedy absolutnym novum. Ludzie myśleli, że oni szukają skarbu, nawet tak ich nazywano "ci od skarbu". Kto by ich posądził o archeologię?
Dlaczego jeździli do Rzymu? Ponieważ Florencja nie obfituje w pozostałości rzymskie. To bardzo ciekawe, we Florencji rodzi się idea antyku, ale samego antyku w niej jak na lekarstwo. O wiele większe predyspozycje miały ku temu takie miasta, jak Mantua, Padwa, Werona, czy nawet Rimini.
Tak przygotowani wejdźmy do Museo dell'Opera del Duomo do sali, w której zgromadzono dzieła Donatella. To cenna okazja do prześledzenia rozwoju stylu rzeźbiarza.
Dzięki olbrzymiemu przedsięwzięciu, jakim była budowa florenckiej katedry (rozpoczęta w XIII wieku, zakończona wraz z położeniem elewacji w XIX wieku), możemy dzisiaj obcować z dziełami wybitnych artystów, wystarczy wspomnieć Giotto, Pisano, Brunelleschiego, Ghibertiego, della Robbię, czy w końcu Donatello, wzywanego parę razy przez komitet budowy świątyni.
Po raz pierwszy poproszono go w 1408, by zrealizował dwa posągi proroków, obecnie znajdujące się w muzeum rzeźby w Bargello (opisy w internecie informują, że rzeźby są w muzeum katedralnym - niestety, nie).
Następnie znowu go wezwano, by stworzył proroków dla dzwonnicy, na trzeci jej poziom.
Pierwszym jest bliżej nieokreślony profeta, zwany "zamyślonym".
Drugiego określa się mianem "bez zarostu".
Przypuszcza się, że artysta nadał mu rysy swojego przyjaciela Filippo Brunelleschiego.  Postać wskazuje palcem na trzymany arkusz papieru. Być może były tam namalowane jakieś słowa, ale dzisiaj są nie do odczytania. Mamy do czynienia z rzeźbą z marmuru, w oryginale białego marmuru. Tu okrutnie już zabrudzonego.

Mimo tej przeszkody widzimy, że już we wczesnych rzeźbach Donatello rezygnował z pojęcia piękna, wdzięku na rzecz wyrazu, ekspresji postaci. Brud w większości zakrył ślady chromatyzmów, czyli podmalówek wykonanych przez samego autora. Pamiętacie wizytę w domu Michała Anioła? Wspominałam wtedy o podobnej technice. Teraz możemy się przekonać, skąd szła inspiracja. Zresztą nie tylko w podmalówkach Donatello był mistrzem dla Michała Anioła, ale o tym później.
Znowu pojawia się problem odnawiania, czy też czyszczenia dzieł sztuki. W przypadku Donatella, wraz ze zdjęciem brudu, zlikwidowano delikatne podmalowania wykonane przez rzeźbiarza. Podobne straty dotyczą na przykład Kapeli Sykstyńskiej, w której podczas prac zmyto naniesione przez Michała Anioła na sucho przecierki, zniknęły welony, czasami nawet oczy. W Lukce jest cudowny posąg Ilarii Jacopo della Quercia, której podczas konserwacji zmyto całą autorską woskowaną patynę.
Czy brud stanowi część dzieła? A może raczej historii tego dzieła? Czy go zostawiać? Czy ryzykować utratę chociażby podmalówek zwiększających ekspresję rzeźby? A może dałoby się tak umyć figurę, by nie stracić subtelnych wykończeń?
Z takimi pytaniami stajemy przez następnym prorokiem, znanym z imienia (wykute na szarfie) - Jeremiaszem.
Zdjęto z niego brud, ale zabrano mu ekspresję, jego oczy są ślepe.
A wyglądały przedtem tak:
http://www.scultura-italiana.com

http://habanera-nonblog.blogspot.it/2008/10/saper-guardare-1.html
Były podmalowane czarną farbą. Strata niewątpliwa!
I Jeremiasz i sąsiadujący z nim prorok Habakuk, zwany Lo Zuccone (głowacz, łysa pała, tępak - jak wolicie) mają bardzo pewną atrybucję, gdyż są podpisane. Choć tę pewność tak naprawdę to mają chyba tylko historycy sztuki, bo wiadomo, że powszechną praktyką było autorskie wykańczanie dzieł zaczętych przez ucznia i firmowanie ich jako własnych.
Tego typu rzeźba stoi po lewej stronie Zuccone.
Wróćmy do Jeremiasza, by odkryć sekret Michała Anioła. Porównajcie sami Dawida i rzeźbę Donatella.

http://www.lombardiabeniculturali.it/
Nie mówimy o plagiatach, ale właśnie o inspiracji. Ciekawie, że Donatello nigdy nie zyskał takiego uznania we Florencji, jakim cieszył się jego następca po fachu. Nie nazwano go "boskim".
To jeszcze nie wszystkie wpływy. Pierwszym, który umiał w reliefie oddać głębię trzech wymiarów był właśnie Donatello. I znowu odsyłam do wpisu o Michale Aniele i jego płaskorzeźbach, ewidentnie czerpiącym z dokonań poprzednika.
Wraz z postacią proroka Habakuka zbliżamy się jeszcze bardziej do tematu wykładu. To niezwykle ważna rzeźba w dorobku Donatello.
Artysta wyraźnie skręca w kierunku brzydoty, pozostawia kategorię piękna innym renesansowym kolegom.  Możemy powiedzieć o rzeźbie, że jest piękna, ale piękna jako dzieło, lecz o samym proroku trudno byłoby powiedzieć, że przystojniaczek z niego, nieprawdaż? Vasari mówi o Habakuku, że to portret Franciszka Soderiniego (przeciwnika Medyceuszy).  Artysta podczas pracy nad dziełem ciągle powtarzał "gadaj, gadaj, niechbyś czerwonki dostał".
Donatello tak bardzo cenił tę rzeźbę, że przysięgał zawsze na nią, mówiąc "Na mego Habakuka".
Komitet zamawiający był na tyle zafascynowany zrealizowanym zamówieniem, że postanowił zmienić planowane położenie posągów (Habakuka i Jeremiasza). Pierwotnie miano je umieścić na najmniej widocznym północnym boku dzwonnicy, zdecydowano się na najlepsze miejsce, od strony zachodniej. Obecnie są tam kopie. Co ciekawe, na "mało atrakcyjną ścianę" trafili Andrea i Nino Pisano.
Oryginały przeniesiono do muzeum w 1937 roku. Marmur nie tylko brudzi się, ale wystawiony na warunki atmosferyczne zamienia się w zwykły gips.
Po jednym z następnych wypadów do Rzymu Donatello otrzymuje zamówienie od kanoników katedralnych na kantorię, czyli trybunę śpiewaczą. Obiecują, że jeśli wykona swoją lepiej od della Robbi (obecnie na przeciwległej ścianie) otrzyma 50 florenów za jeden kawałek (o 10 florenów więcej od Luki). Miałabym wielki problem z określeniem, że któraś kantoria jest lepsza. Pisałam o nich w pierwszym opisie muzeum.
Dzisiaj tylko o kantorii Donatella.
Widać w niej wyraźny wpływ rzymskich sarkofagów. Amfory, kolumny, maski, festony, czy cały układ - nasiąknięte są antykiem. Rzeźbiarz "na chwilę" odchodzi od "brzydkiego" naturalizmu.
Obiekt umieszczony był w głębokim cieniu, aby rozświetlić miejsce, artysta użył złoconych elementów dekoracji, w tym tło wyłożył złotymi płytkami, co z kolei przypomina mozaiki bizantyńskie.
Zamawiający bardzo docenili Donatella i, według zachowanego w archiwum rachunku, zapłacili za dzieło dwukrotnie więcej niż Luce della Robbia.
Zwieńczeniem linii ekspresywnej, naturalistycznej u Donatella (oczywiście w katedralnym muzeum) jest Maria Magdalena (także już przeze mnie wspominana) - rzeźba w drewnie topoli białej.
Antyk to nie tylko spokojne linie, harmonia, doskonałe kształty, to także groteska, maska, potwory. Nie tylko więc kantoria swoją dostojnością wpisuje się w renesansowe nawiązanie do starożytności, ale i ta brzydka, zniszczona ascezą kobieta wskazuje na inspiracje rzeźbiarskie Donatella. Brzydota jej ma niezwykłą siłę wyrazu, intensywnie wpływa na nasze doznania natury ludzkiego ciała. Można się pokusić o stwierdzenie, że brzydota jest bardziej ekspresywna od piękna. Takie podejście do sztuki każe traktować naszego bohatera wykładu jako wyjątkowo nowoczesnego artystę, protagonistę sztuki nowożytnej.
Kantoria wywołuje dobre doznania, miłe oku, lecz to Maria Magdalena zatrzymuje na dłużej każdego zwiedzającego. Donatello tworzy ją sam będąc ciężko chorym, rozumiał więc odczucia pokutującej świętej.
Zastanawiające, lecz zapewne przemyślane jest użycie topoli białej, mało cennego drewna, a następnie pokrycie jej złotem, resztki polichromii widać w zakamarkach posągu. Do tego jeszcze temat - zniszczona ascezą kobieta, a do tego jeszcze historia rzeźby ciężko doświadczonej przez wylane wody Arno w 1966 roku. I to złoto!
Mimo, że mamy do czynienia ze zwykłą topolą, to wcale nie oznacza łatwości rzeźbienia w niej. Kamień (dzięki jednolitej budowie) daje większe możliwości ukazania miękkości, drewno ma niejednorodną strukturę, jest włókniste, co utrudnia pracę z tym materiałem.

Jak już wspomniałam na początku, rzeźbiarz pozostawił po sobie bardzo bogaty dorobek, nie tylko ten "bez wdzięku". To, co ma katedralne muzeum, jest jego małym wycinkiem, choć zapewne stanowi i tak marzenie wielu muzeów, by posiadać choć jedno dzieło na tak niezwykłym artystycznym poziomie.  Z łatwością można nazwać Donatello ojcem włoskiego renesansu.