środa, 16 sierpnia 2017

SZALONY SIERPIEŃ

Już parę osób zaniepokoiło się moim niepisaniem, więc śpieszę donieść, że żyję, choć tego nie do końca jestem pewna. Goszczę gości, niektórych dorywczo, innych na stałe na plebanii,  z rzadka udaje mi się towarzyszyć ich wyprawom, prowadziłam międzynarodowe warsztaty artystyczne dla dzieci, sama brałam udział w warsztatach malarstwa miniaturowego, byłam gościem na pięknej imprezie, wysłuchałam lutniowego koncertu, który zagrał w Tobbianie jeden z naszych gości, przygotowuję oprawy pod śluby, ustroiłam nasz kościół na Matkę Bożą Zielną, prowadzę długie Polaków nocne rozmowy, totalnie nie dosypiam,  staram się utrzymać dom w jako takim stanie, piekę  chleby, popełniłam przyjęcie pizzowe dla 15 osób, zapominam o robieniu zdjęć, a o blogu nie mam nawet kiedy pomyśleć. To tak w skrócie. Dzisiaj tylko na chwilę przycupnęłam, by Was pozdrowić. Do pisania mam mnóstwo, tylko kiedy?


niedziela, 6 sierpnia 2017

MEDAL I PUCHAR

MEDAL
Jak zapewne zauważyliście, o sporcie to ja właściwie nie piszę. Nie uprawiam, nie za bardzo interesuję się, chociaż zawsze podziwiam ludzi za wytrwałość w dążeniu do osiągnięcia formy. Są, oczywiście sporty, które mają w sobie dużo piękna, ale czas entuzjazmu, amatorskiego uprawiania siatkówki i bycia kibicem mam za sobą.
Nie da się jednak czasami uniknąć przenikania, wchodzenia w nieinteresujące mnie już dziedziny życia.
Dwa tygodnie temu bilardziści z Tobbiany postanowili uczcić mistrzostwo okręgu, poprosili proboszcza, czy mogliby urządzić kolację na trawniku przed plebanią. Prośba nie wzięła się znikąd, bo parafianie urządzają tu już od lat wielkie kolacje na 200 osób, albo i więcej. Jedna taka kolacja za nami, ale ze względu na złą pogodę na początku lipca, odbyła się w zamkniętym pomieszczeniu. Pomagałam wtedy przy strojeniu stołów i roznoszeniu posiłków, więc i tym razem pomagałam przy organizacji.
  IMG_0248 IMG_0251 IMG_0256 IMG_0266 IMG_0272 IMG_0289

Pod koniec kolacji, wszyscy zasłużeni dostawali odznaczenia, myślałam, że to zasłużeni gracze, czy może działacze klubu, a tu nagle podchodzą do mnie i wręczają mi medal z wyrytym moim imieniem.
Jest to dla mnie bardzo symboliczna i poruszająca sytuacja, gdyż pokazała, że w pewien sposób zostałam już wciągnięta w pejzaż Tobbiany.
Proboszcz, oczywiście, też został uhonorowany.
Przy okazji powiem Wam, że nasi bilardziści grają w mniej znaną odmianę, zwaną w Polsce karambolem. Stoły nie mają łuz (czyli otworów), są podgrzewane, bo powierzchnia musi mieć stałą temperaturę około 36 stopni.

PUCHAR
Lipiec był też miesiącem gminnego turnieju piłkarskiego rozgrywanego od 40 lat, z ośmioletnią przerwą. Grają w nim młodzi męzczyźni. Tobbiana nigdy wcześniej nie wygrała, choć często bywała o krok od zwycięstwa, ale zabrakło chyba jej przysłowiowego łutu szczęścia.
Proboszcz wybrał się na dwa mecze eliminacyjne. Na pierwszym, gdy już wychodził po wygranym dla Tobbiany meczu, kibice drugiej drużyny spojrzeli na księdza i powiedzieli "oto, czemu przegraliśmy".
Tobbiana szła w tym roku jak burza. Aż podczas meczu dwóch innych drużyn sędzia wręczył jednemu zawodnikowi dwie żółte kartki, co powinno automatycznie zakończyć się czerwoną kartką, ale tak się nie stało. Przeciwna drużyna pojechała na skargę do związku piłkarskiego w Pistoi i uznano ich żądania. Trzeba było rozegrać dodatkowy mecz, a to wiązało się z tym, że jedna z drużyn musiałaby grać trzy mecze w jednym tygodniu, jeśli turniej miał się zakończyć na czas. Ta drużyna powiedziała, że to niemożliwe, odmówiła dalszej gry, w tym miejscu postanowiono zakończyć turniej. I tak Tobbiana miała zostać po raz pierwszy w życiu zwycięzcą turnieju, jednak to było gorsze od przegranej, bo wygrać walkowerem to dyshonor.
Nagle pojawiła się informacja, że turniej będzie kontynuowany. Mały ministrant z drugiej parafii pytał Krzysztofa, za kim będzie kibicował, jeśli Tobbiana spotka się z Fognano. Proboszcz powiedział, że w pierwszej części za Fognano, a w drugiej za Tobbianą. Chłopczyk zupełnie serio spytał się, czy mógłby mieć prośbę, żeby było na odwrót. Zaskoczony pryncypał zapytał, dlaczego. Chłopiec zdradził, że Fognano zazwyczaj lepiej gra w drugiej połowie.
Proboszcz postanowił, na wszelki wypadek, nie iść na ten mecz, by nikt nie dopatrywał się faworów dla którejkolwiek parafii.
Fognano odpadło, Tobbiana przeszła do finału.

Wtedy człowiek w koloratce pojawił się znowu na trybunach angażując się w kibicowanie aż do zdartego gardła.
Vittoria!
4 sierpnia 2017 zwyciężyli!!!
IMG_0655 

Proboszcz polecił oznajmić to światu kościelnymi dzwonami i oświetleniem.

Weźcie pod uwagę, że mecze rozgrywane były późnym wieczorem, więc gdy zwycięska drużyna dojechała roztrąbioną kawalkadą, po tryumfalnym objechaniu całej gminy, była godzina 1 w nocy.

IMG_0623

Piłkarze uformowali zbitą grupę i skandując maszerowali z pucharem na czele. Myślałam, że idą zjeść spóżnioną kolację, a oni zmierzali w odwrotnym kierunku wykrzykując "Ksiądz jest jednym z nas".

   

Krzysztof zszedł do nich, wręczyli mu puchar i przyszli pod kościół, prosząc o błogosławieństwo  i przemowę. IMG_0630 IMG_0642 IMG_0635 Było w tym tyle poruszającej radości. Podejrzewam, że większość młodych miała pierwszy raz do czynienia z nowym proboszczem.
Nagle zapadła cisza, drużyna gdzieś się rozpłynęła.
Wszyscy w skupieniu poszli na cmentarz, by złożyć hołd zmarłemu ojcu jednego z zawodników. Gdy wrócili z powrotem już na nich czekał proboszcz ze słodkim winem, no nie mógł niczym innym poczestować niż trunkiem, które w nazwie ma świętość - vinsanto :)
IMG_0662 Dzisiaj na dzwonnicy pozostał jeszcze widomy znak zwycięstwa, Krzysztof zawiesił na niej flagę Tobbiany.
IMG_0666 

 Niestety, większość dokumentacji filmowej mam umieszczoną tylko na Facebooku. Poniosły mnie sportowe emocje i dałam relację na żywo, której potem nie można przenieść na bloga.



fotografie z kolacji bilardzistów:
Cena di biliardo
fotografie z festowania zwycięstwa:
Vittoria della Tobbiana
La traduzione in ritardo

niedziela, 30 lipca 2017

NADMORSKIE UWODZICIELKI

Campiglia Marittima kusiła mnie od dłuższego czasu. Zrobiłam już dwa podejścia do tej miejscowości, raz nie daliśmy rady czasowo, raz byłam sama na długiej wycieczce i nie starczyło mi na nią sił. O trzecim razie mogę napisać, że chociaż trochę poznałam miasteczko, ale znowu zabrakło czasu, przed umówionym spotkaniem z kuzynką Krzysztofa.
Najczęściej w ciemno można wspinać się na jakieś wzgórze toskańskie, na którym widać zabudowania, bo absolutna większość położonych tak miejscowości ma swoje korzenie w średniowieczu i  dotąd zachowała wiele uroku. Bywają miasteczka wymuskane, bywają zaniedbane, bywają, niestety, zbyt unowocześnione. Trzeba to sprawdzić osobiście, bo oczywiste jest też to, że żadne fotografie nie pokażą całej złożoności takich miejsc, zmiany wysokości, przejść i zaułków.

003-IMG_9751 

Ogólną panoramę zobaczyliście w poprzednim artykule o Pieve di San Giovanni, dzisiaj pospacerujemy zaglądając Campiglii w zaułki.
Dojechaliśmy na parking od strony cmentarza i szczęściem (jak zwykle, anioły czuwały) znaleźliśmy na nim miejsce.

  157-IMG_9907

Wąskie gardło bramy jest granicą dwóch światów.
001-IMG_9749

Za plecami zostały wielkie przestrzenie, na bliższym planie Pieve żeglująca nad cmentarzem, a w tle dwa kominy zgrzytające swoimi pionami po morzu odciągające uwagę od trójkątnych żagli daleko za nimi.
005-IMG_9753

Przed nami wspinanie się, przejścia, łuki, małe placyki. 004-IMG_9752 

Nie wchodziłam już do kościoła w samym centrum. Nic nie mogło się równać z Pieve leżącą nieopodal.
Znowu obudziło się we mnie małe dziecko, chciało wrócić do zabaw w chowanego i podchody.

007-IMG_9755 032-IMG_9781 048-IMG_9798 076-IMG_9826

Czułam, że chodzę śladami Chirico. Światło załamujące się na budynkach, czy  uproszczenie kadru wciągały mnie w nierealny świat malarza.
010-IMG_9758 016-IMG_9764 083-IMG_9833 

W większość zaułków zapuszczałam tylko wzrok, bo chciałam dotrzeć do fortecy na samym szczycie.
  127-IMG_9877 

 Zwiedzanie skończyło się jednak u jej stóp, gdyż trzeba było jechać dalej.
093-IMG_9843 

 Wyjeżdżałam z niedosytem, nadając Campiglii określenie miasteczka z medalionami.
Uzbierałam kilka oznaczeń ulic lub domów zasłużonych mieszkańców. Ależ dobry pomysł!
031-IMG_9780 023-IMG_9772


W tytule są uwodzicielki, bo to jeszcze nie koniec nadmorskiej wyprawy, wraz z rodziną kuzynki pryncypała wybraliśmy się na kolację do Piombino.
  176-IMG_9926 194-IMG_9944 

Byłam tak zajęta towarzystwem, że nie pamiętam absolutnie nazwy lokalu i tego, co jadłam. Za to pod powiekami zamknęłam wakacyjne wieczorne Piombino, a właściwie nadmorski deptak.
  211-IMG_9961 235-IMG_9985

Leniwe snucie się nadbrzeżem, chwila na ławeczce pod małą morską latarnią, lekko jazzująca piosenkarka uwiodły mnie wakacyjną swobodą i wzbudziły ciekawość, jak tam jest za dnia.
232-IMG_9982 238-IMG_9988

Wszystkie zdjęcia:
Campiglia Marittima + Piombino



Campiglia Marittima mi ha tentato per lungo tempo. Ho fatto due prove di raggiungerla. Una volta durante il viaggio con Don Cristoforo, però mancava il tempo, altra volta ero da sola per un lungo viaggio e mi è finita la forza per visitarla. Della terza volta posso qualcosa scrivervi, ma ancora una volta il tempo è esaurito prima dell’incontro con la cugina di Don Cristoforo.

Spesso al buio, si può salire su qualche collina Toscana, dove ci sono gli edifici, la maggioranza assoluta dei villaggi situati in questo modo ha sue radici nel Medioevo e sempre ha mantenuto stupendo fascino. Le città toscane tendono a essere ben tenute, a volte trascurate, a volte, purtroppo, troppo moderne. Meglio vederle di persona, perché è evidente che nessuna fotografia mostra tutta la complessità di questi luoghi, le differenze dell’altezza, salite e discese, stretti passaggi e vicoli.
Il panorama della Campiglia potevate vedere nel precedente articolo di Pieve di Giovanni. Oggi faremo la passeggiata guardando nei occhi della citta.
008-IMG_9756 Siamo arrivati dal cimitero e con la fortuna (come al solito, gli angeli sempre mi badano) abbiamo trovato ultimo posto libero per la macchina.
La porta per centro storico sembra essere il collo stretto che divide due mondi.
Dietro ci sono grandi spazi: nel prossimità della Pieve come il veliero sopra cimitero, e in fondo due altissimi camini che con la bruttezza vogliono essere più importanti dalle vele triangolari dietro di loro.
005-IMG_9753 Quando si passa la porta, davanti a noi c’è l'arrampicata, ci sono passaggi, archi, piazzette. Non sono entrata nella chiesa del centro. Niente si può confrontare con la Pieve, situata nelle vicinanze.
Ancora una volta ho risvegliato in me una bambina piccola, volevo tornare a giocare a nascondino, e altro gioco molto popolare in Polonia.
017-IMG_9765 032-IMG_9781 

 Sentivo che camminavo sulle tracce di Chirico. La luce che si rompe sugli angoli delle case, tante semplificazioni mi ha avvicinato al mondo irreale del pittore.
066-IMG_9816 148-IMG_9898 

 Nella maggior parte dei vicoli solo guardavo, non entravo li, perché volevo raggiungere la fortezza in cima. Camminata si è finita ai suoi piedi, però era necessario andare oltre.
Ho lasciato Campiglia con insoddisfazione, so che devo tornarla, ricordando bellissimo paese con medaglioni. Ho scattato le foto con alcune tavole lungo le strade di Campiglia. Ci sono dipinte le persone famose in tutta Italia o solo in questo paese. Che buona idea!
030-IMG_9779

Nel titolo polacco ho scritto “le seduttrici marinare”, perché questo non è la fine del viaggio. Con la famiglia della cugina di Don Cristoforo siamo andati a cenare a Piombino. 198-IMG_9948 

 Ero così occupata con nostra compagnia che assolutamente non ricordo il nome di ristorante e quello che ho mangiato. Sotto le palpebre ho chiuso la serata festiva a Piombino, precisamente lungomare a Piombino. 208-IMG_9958 La passeggiata lenta, il momento su una panchina sotto una piccola lanterna marinara, soave cantante di jazz, atmosfera delle vacanze, tutto mi ha suscitato la curiosità del paese alla luce del giorno.
234-IMG_9984 241-IMG_9991

Tutte le foto:

Campiglia Marittima + Piombino