piątek, 23 czerwca 2017

SALA GIMNASTYCZNA - z cyklu "Galeria jednej fotografii"

Schodzę z Piazzale Michelangelo, idę Via del Monte alle Croci, tyle razy już tędy przechodziłam. Widzę dobrze znany sobie budynek, ale tym razem zatrzymuję wzrok na tabliczce informacyjnej. Wisi na prawym słupie, trudno ją zauważyć, bo zlewa się z tłem. Chwila skupienia i ze zdziwieniem odczytuję "Gmina Florencja. Sala gimnastyczna S. Niccolo".
Nie dziwi mnie, że to gminny budynek, nie dziwi, że San Niccolo, bo jestem w tej dzielnicy. Ale, że sala gimnastyczna? Tylko we Włoszech.


Sto scendendo dal Piazzale Michelangelo, ho preso Via del Monte alle Croci. Molte volte passavo qui. Vedo un edificio ben noto, ma questa volta i miei occhi si fermano su una piastra. Si appende sulla colonna di destra, è difficile da vederla, perché si fonde con lo sfondo. Un momento e con stupore ho letto "Comunità di Firenze. Palestra S. Niccolò.
Non mi sorprende che questo è edificio comunale, non è sorprendente che San Niccolò, perché sono in questo quartiere. Ma la palestra? Solo in Italia.

piątek, 16 czerwca 2017

PIEŚŃ O MADII

Gdybym nie miała kompleksów muzycznych, na pewno nagrałabym takową pieśń z moim osobistym wykonaniem. A tak to musicie się obyć słowami i zdjęciami.
10-IMG_7726 Madia to rodzaj kredensu, pomocnika, no nie wiem, jak to przetłumaczyć. Jedna starsza pani z Polski mówiła mi, że coś podobnego jest w użytku na lubelszczyźnie i to nawet nazwała, a ja, głupia!, zapomniałam.
Spotyka się jej wiele typów. Te toskańskie charakteryzuje rozszerzająca się część otwierana z góry, trochę jak trumna.

  02-IMG_7718

Mają różne wielkości i są, niestety, w cenie.
Szukałam dzisiaj podobnej do mojej, znalazłam jedną w cenie 1800 euro.
Nie, nie, nie myślcie, że jestem aż tak zakręcona na punkcie madii, by ją kupować za takie pieniądze.
Puściłam wici po znajomych, gadałam jak najęta wszystkim, że zaopiekuję się każdą madią, choćby nie wiem jak przeżartą. I tak parę lat temu Paola wypatrzyła mi zniszczoną pożarowymi przejściami madię w cenie 180 euro. Skądinąd zastanawia mnie fakt, że ten pożar miał miejsce w środku dolnej części, wypalając dziurę w górnej półce. Hmm? Ktoś włożył świeczkę do środka, gorący garnek? Papierosa? Im bardziej się nad tym zastanawiam, tym głupsze rozwiązania przychodzą mi do głowy.
Pewien zbój (właściwie dosłownie, bo siedzi znowu w więzieniu), w interwale między przestępstwami, doskonały i niedrogi restaurator mebli, doprowadził moją pupilkę do stanu używalnego, zostawiając wygląd starego drewna.
  11-IMG_7727 

Nie chciałam by likwidował zwichrowanie wieka, czy szparę w nim. 16-IMG_7732 14-IMG_7730 

Nie szkodzi , że okruszki idzie sprzątnąć tylko odkurzaczem :)
13-IMG_7729 Póki się nie przeprowadziliśmy, póki kuchnia nie została wyremontowana (ciągle jeszcze jej Wam nie pokażę, bo brakuje w niej pewnego istotnego elementu), w San Pantaleo madia stała w jadalni i nie spełniała swojej funkcji należycie.


madia

Część z Was wie, że moją pasją stało się pieczenie chlebów, a to przekłada się na różne rodzaje mąki w zapasach.

  20-IMG_7736

Żadna, ale to żadna półka nie zastąpi możliwości zaglądania do sypkich produktów z góry, nabierania mąki prosto z worka. A jeśli jeszcze do tego używamy mebla wypalonego historią ...

Mankament? Druso uważa, że tam nie ma nic ciekawego. 06-IMG_7722


Se non avessi complessi di inferiorità per quanto riguarda la musica, registrerei un inno cantato personalmente che trattarebbe di madia.
Invece devo farlo con le parole e immagini.
Agli Italiani non devo spiegare cosa è madia.

01-IMG_7717 

Oggi ho trovato sull’internet una simile alla mia, al prezzo di € 1800.
No, no, non credete che sono così pazza di comprare la madia al prezzo di questo livello.
Dicevo a tutti ciò che prendessi anche più distrutta possibile. Pochi anni fa mia amica Paola l’a trovata al prezzo di 180 euro. Madia era bruciata dopo l’incendio.
Strano, questo incendio si è verificato nella parte inferiore bruciando un buco.
Hmm? Qualcuno ha messo una candela all'interno? Piatto caldo? Sigaretta? Più ci penso dei motivi, più soluzioni sciocche mi vengono in mente.

Un restauratore ha rinnovato la madia con pochi soldi, l’ha portata a uno stato utilizzabile. Non volevo averla tutta come nuova. Ho chiesto di lasciare coperchio storto e le crepa sopra. Non importa che le briciole posso pulire solo con un’aspirapolvere :)
A San Pantaleo la madia si trovava nella sala da pranzo e non svolgeva la sua funzione in modo corretto.
Alcuni di voi sanno che mi piace tantissimo di preparare pane, e questo si traduce a diversi tipi di farina, specialmente la farina di segale, quale usiamo in Polonia.
Sono sicura che nessuna mensola può sostituire la possibilità di prendere i prodotti sfusi direttamente dal sacchetto.
L'unica mancanza? Druso pensa che non ci sia nulla d’interessante.
17-IMG_7733

środa, 14 czerwca 2017

SZKOLENIE

Według otrzymanych informacji (dopiero po napisaniu tego artykułu) Biblioteka spełniła moje żądania. 
Cieszę się bardzo, że pracownicy przeszli szkolenie, o czym mnie zapewniono mailowo, obiecano mi, że dostanę nagranie z tego szkolenia.
Załączam zrzut ekranowy przeprosin:




Długo się zbierałam do napisania artykułu o moich prawach autorskich i własnościowych.
Nigdy nie umieściłam na blogu uwagi o tym, że moje jest moje, bo to jest tak oczywiste, a nieznajomość prawa nikogo nie zwalnia z odpowiedzialności.
Dlaczego akurat dopiero teraz poruszam ten temat?
Ciągle pokazuję tu swoje obrazy, inne prace. Ostatnio zostałam oszukana na dużym świecowym zamówieniu. Jest we mnie pewien rodzaj rozgoryczenia, a zarazem bojowe nastawienie, wykorzystuję więc wyciągnięte pazurki.

Wiele razy proszono mnie o jakieś zdjęcie, o możliwość posłużenia się którąś z moich prac. Zależnie od tego, kto i dlaczego mnie prosił, dawałam pozwolenie, często bez żadnej gratyfikacji.
Liczyłam i liczę na to, że ktoś uzna moje zdjęcie, akwarelę, obraz, kaligrafię, świecę, tekst za efekty finalny pracy, a za pracę należy się zapłata, chyba, że sama z tego nie skorzystam.
Nie chodzi tu o to, żeby tak strasznie od kropki do kropki czegoś pilnować, ale zwykła ludzka uczciwość wymaga podpisania chociażby źródła. Cytaty wszak są dozwolone, itp.
Już wiele razy spotkałam się z naruszeniem moich praw autorskich, a to jakieś radio wzięło sobie ilustrację na stronę internetową, a to jakaś fundacja, a to gazeta lokalna zrobiła zdjęcie mojej dekoracji, wyjęła ją z kontekstu, zmieniła proporcje i nie myślała o żadnych przeprosinach, nawet po liście napisanym przez prawnika z ZAIKSu. Niektóre sprawy to dawne czasy.
Blogowo też już mnie to dotknęło.
Niedawno Pani Aldona pytała o to, gdzie się podziała lista filmów i książek związanych z Toskanią. Wyrzuciłam spis, bo zajmował dużo miejsca, bo chcę ograniczyć liczbę elementów na blogu do minimum. Pytanie przypomniało mi jednak, że trafiłam kiedyś w sieci na swoją listę, żywcem zerżniętą, bez żenady autora, któremu na to zwróciłam uwagę.
Od dawna już nie przeglądam stron polskojęzycznych o Toskanii, jako taka znajomość włoskiego pozwala mi na korzystanie z bogatych źródeł w tubylczym języku. Ale, nie łudźmy się, środowisko piszących o Toskanii, czy nawet o Włoszech, jest tak małe, że ciągle się gdzieś natykam na innych piszących o tym regionie. Poza tym wielu czytelników jest fanami wielu autorów, a to przekłada się na (chociażby) facebookowe udostępnienia, więc tym sposobem i tak widzę, co piszą inni autorzy.

Do brzegu Małgorzato!

Wszystko zaczęło się mniej więcej rok temu. Ze zdumieniem wielkim zobaczyłam relację ze spotkania autorskiego w jednej z wypożyczalni Miejskiej Biblioteki im. Rumla w Warszawie, której tłem była gazetka w stylu najgorszych gazetek szkolnych, ale jej elementami były ... moje kaligramy!



Od razu zaznaczę, że od jednego z uczestników tego wydarzenia wiem, że autorka zapytała, czy ja się zgodziłam na użycie moich prac. Odpowiedź pań z biblioteki zachwyconych moimi pracami nie przeszkodziła potem w przeprowadzeniu całego spotkania z moimi pracami w tle.
Dodam jeszcze niechętnie, że nie jestem wielką entuzjastką pisania bohaterki wydarzenia, więc tym bardziej nie życzę sobie "upiększać" jej występów.

Clou tego wszystkiego jest świadomość bibliotekarzy.
Zanim ruszyłam z oficjalnym pismem do dyrektorki Biblioteki, zrobiłam wywiad pomiędzy zaprzyjaźnionymi i znajomymi bibliotekarzami, a mam ich sporo i wśród przyjaciół i wśród czytelników.
Świadomość prawa autorskiego była porażająco blada. Tylko jedna pani, ze szkolnej biblioteki, przeszła szkolenie i wiedziała że złamano prawo. A już osłabił mnie tekst pewnej dyrektorki biblioteki publicznej, która rozbrajająco powiedziała, że ona to się na tym nie zna.
Dodam, że złamano prawo autorskie Moniki Zawadzkiej (jako poetki) i moje (interpretacja jej wierszy). Złamano też prawo własności, wszystkie prace użyte do zrobienia gazetki, są w moim posiadaniu. Złamano tez prawo do reprodukcji, które też należy do mnie, ja je wykonałam.
Wspaniała młoda prawniczka z Warszawy napisała mi list wzywający do zapłaty za naruszenie praw autorskich. Należało się spodziewać, że dyrektorka Biblioteki nie będzie skłonna do spełnienia moich żadań. Nie zaprzeczyła, że naruszono prawo, ale ... spotkanie było bardzo kameralne, przyszło mało czytelników, nie mają pieniędzy na zapłatę za karę, zrobią mi wystawę w Warszawie (Tak? A skąd na to wezmą pieniądze?), pracownica młoda, niedoświadczona, itp.
Przyznam, że ta pracownica to był dobry chwyt. O tym za chwilę.
Długo się zastanawiałam, aż po kilku miesiącach napisałam, że zrezygnuję z roszczeń, jeśli przeproszą mnie na swojej stronie oraz przeprowadzą szkolenie dla wszystkich pracowników na temat prawa autorskiego, z użyciem opisu sytuacji zaistniałej z moimi pracami.
Przeprosin na stronie nie zobaczyłam.
O szkoleniach nic mi nie napisano, nie przysłano na razie żadnej dokumentacji, dałam rok na ich realizację, ale że nie spełniono już pierwszego warunku, powinnam wrócić do wersji z żądaniem zadośćuczynienia.
Nie zrobię tego.
Z tego samego powodu, dla którego zmieniłam wcześniej roszczenia.
Po prostu strasznie się boję, że wynikiem przegranej Biblioteki, a to dosyć pewne, że przegrałaby, pracę straciłaby owa młoda bibliotekarka. Nie wyobrażam sobie mieć jej na sumieniu. No nie mogłam. Sama napisałam na początku artykułu, że nieznajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności, ale, czym jest zrobienie gazetki z moich prac wobec pracy młodego człowieka? Straty nieporównywalne.

Zwrócę się teraz bezpośrednio do władz Biblioteki im. Rumla:
Szanowna Pani Dyrektor. Miała Pani wyczucie, jak oddalić groźbę obciążenia finasowego swojej placówki, ale zlekceważenie moich zmienionych roszczeń świadczy już nie o możliwościach Biblioteki, ale o Pani samej. 
Zrobię więc szkolenie za Panią. Jedyne czego nie mogę zrobić, to przeprosić mnie publicznie. A może tak?

Drodzy Bibliotekarze! I nie tylko :)
Na co dzień dysponujecie dziełami wielu, wielu autorów. Być może zatraciliście poczucie, że za każdym napisanym słowem, za każdą ilustracją w książce, za każdym filmem, obrazem stoi człowiek, bardzo konkretny, ze swoimi emocjami, który włożył kawałek swojego życia w powstanie tego, czym potem się posługujecie. Włożył w to pracę. Wy studiowaliście, by móc zająć się tym, co robicie. Był to czas, który zaowocował potem pensją. Dokładnie tak samo było z autorami, przygotowali się wcześniej, by potem móc zarabiać na swoich dziełach.
A jak to ma się w świecie prawa?

O samym prawie autorskim nie muszę wiele pisać. Wiadomo, autor jest autorem i to on ma pełne prawo decydować o tym, co się dzieje z jego pracą.

Oto wyciąg z ustawy:
Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności prawo do:
1) autorstwa utworu;
2) oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo;
3) nienaruszalności treści i formy utworu oraz jego rzetelnego wykorzystania;
4) decydowania o pierwszym udostępnieniu utworu publiczności;
5) nadzoru nad sposobem korzystania z utworu.


Biblioteki są specyficznym środowiskiem, korzystającym z pewnego poważnego wyjątku - dozwolonego użytku publicznego.
Czy takim było zrobienie gazetki z moich prac?

1. Powielanie prac przez bibliotekę może zachodzić tylko w ramach zbioru będącego w jej posiadaniu, bądź po zawarciu umowy z autorem.

2. Biblioteki nie obejmuje wyraźnie prawo do użytku na cel edukacyjny. Nie są taką placówką, jak szkoły. Czy można je traktować jako placówki oświatowe? Niektóre jej działania na pewno są edukacyjne, wtedy można rozważyć możliwość użycia pracy. Trzeba jednak wiedzieć, że edukacyjnymi są warsztaty, nauczanie, ale nie spotkanie autorskie. Jest ono wydarzeniem dochodowym - nie dla biblioteki, ale dla autora. To raczej typ promocji, prezentacji. Biblioteki płacą zupełnie dobre pieniądze za spotkania autorskie. Jest to wydarzenie komercyjne i nie może być tak, że jedna autorka dostaje wynagrodzenie za swoje pojawienie się i poświęcenie czasu na rozmowę z czytelnikami, a druga autorka (a nawet i trzecia) nawet nie wie, że posłużono się jej pracami.

3. Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła pochodzenia utworu. Na zdjęciach z relacji tego nie widać, ponoć było tam moje nazwisko, ale już Moniki Zawadzkiej chyba nie.
Na pewno nikt się nie zająknął o tym w swoich relacjach, ani Biblioteka ani autorka na swoich stronach internetowych.

4. Wolno korzystać z reprodukcji obrazu w ramach promocji wystawy, na której będzie można go zobaczyć. To nie ten przypadek.

5. Użycie moich prac nie służyło jakiejkolwiek edukacji. Dodatkowo, zmieniono ich wydźwięk poprzez takie a nie inne zestawienie. Punkt piąty z przytoczonego tu wyciągu mówi o tym, że autor ma prawo decydowania o sposobie użycia jego prac. Mnie wręcz rozjuszyło zrobienie z nich okropnej gazetki.

Drodzy Bibliotekarze!
Zastanówcie się więc, gdy spodobają się Wam czyjeś prace.

Więcej nie będę się rozpisywać. Przypomnę, że prace powstały wynikiem projektu artystycznego dwóch przyjaciółek. Doczekały się też włoskojęzycznej wersji.
Tutaj, cały projekt:

Poezja Moniki Zawadzkiej, Kaligramy Małgorzata Matyjaszczyk 

Monika zawierzyła mi swoje wiersze, a ja, z wielkim pietyzmem do tekstu, wieloma godzinami poszukiwań jak najlepszej formy zaprezentowałam je publiczności. Tylko ja mam prawo decydować o tym, co się stanie z pracami, a nawet ich reprodukcjami.

Edytowane:
Jest mi teraz to dopiero bardzo trudno. Aż mnie zatkało! 
Okazuje się, że nie mogłam użyć zdjęcia, więc je wycofałam. Reakcja M. w komentarzu pod artykułem zdumiała mnie bardzo. Nakrzyczała na mnie? Przepraszam, jeśli coś źle zrozumiałam, może mam problem z czytaniem ze zrozumieniem, bo podczas marcowej rozmowy, dotyczącej zdjęcia padły słowa "rób, jak uważasz".
Pisząc ten artykuł nie chciałam się koncentrować na osobie autorki, co chyba zostało zauważone przez Czytelników? Zaznaczyłam wcześniej, że wiem, że autorka nawet zapytała się, czy ja wiem o użyciu moich prac. Nie chciałam używać jej nazwiska, bo nie o to w tej sprawie chodzi. 
Jeśli jednak nie mogę posłużyć się zdjęciem M., to odsyłam Was do publicznej relacji autorki na jej blogu: http://aleksandraseghi.com/2016/07/06/spotkanie-autorskie-na-majdanskiej/
Póki jeszcze wisi, bo Biblioteka już usunęła zdjęcia z moimi pracami w tle. Ale chyba nie wie, że istnieje coś takiego, jak zrzuty ekranowe. Na szczęście je zrobiłam. 

Non ho scritto in italiano, perché la cosa tratta della legge polacca sul copyright. L’hanno violata un anno fa, con riproduzioni delle mie opere.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

"CULINARIA" - PICCOLA MOSTRA

Niewielkie obrazy akrylowe, 20x20 cm, z  pomalowanymi bokami, by można je powiesić bez ram. 
Piccoli quadri in acrilico, 20x29 cm, con i lati dipinti, per poter sospenderli senza i cornici.

IMG_7713-001
IMG_7712-001 IMG_7714 IMG_7711 IMG_7710 IMG_7708


IMG_7716

czwartek, 8 czerwca 2017

ARMA CHRISTI

W ostatnim artykule głównym motywem był krzyż procesyjny. Okazało się nawet, dzięki Czytelnikom, że w Polsce te dni procesyjne nazywano Dniami Krzyżowymi.
W Parafii Michała Archanioła w Tobbianie jest kilka krzyży. Mnie ucieszyła bardzo obecność innego, niż tego niesionego podczas Rogazioni, myślę o krzyżu z narzędziami Męki Pańskiej, używanym podczas Drogi Krzyżowej zwanym też Arma Christi (Oręż Chrystusa).

Niestety, był bardzo zniszczony, cały przeżarty przez szkodniki, miał wyszczerbione końce, niektóre narzędzia były wybrakowane. Wszystko pokryte warstwą brudu prawie uniemożliwiającego odczytanie barw. Rozmontowałam kompozycję, wymyłam, zdrapałam farbę z samego krzyża, wytrułam kołatka, uzupełniłam kitem większe ubytki, potem nasączyłam żywicą konsolidującą drewno.
Masą papierową posłużyłam się przy dorobieniu rękawków w tunice i kapitela kolumny. Na nowo położyłam czarną farbę, opierając się pokusie zostawienia drewna. Skoro wszędzie widziałam czarne, i ten będzie czarny. Podczas prac okazało się, że krzyż już ktoś odnawiał, nie przejmując się śladami farby z krzyża na narzędziach, i odwrotnie.


Często tak bywa, że jakaś praca, odnawianie, obrazy na zamówienie, prowokują mnie do poszukiwań ikonograficznych. Byłam bardzo ciekawa, skąd się wzięły takie krzyże? Czy są spotykane w Polsce?
We Włoszech ich wspólnym mianownikiem jest brak Chrystusa, ale na tych w Polsce widziałam sylwetki Zbawiciela i czassami zaskakujące rozwiązania skrzynkowe. Widziałam, że są też w innych krajach, ale skumy się tylko na tych mi bardziej znanych.

ITALIA:
http://www.statoquotidiano.it

http://commons.cathopedia.org/w/images/commons/8/8a/Croc_penitenziale.jpg

http://www.cadepuio.it/images/p041_1_01.jpg

https://associazione9cento.files.wordpress.com
https://i0.wp.com/associazione9cento.files.wordpress.com
http://notizie.comuni-italiani.it/wp-content/uploads/2016/03/62.jpg

POLSKA:
http://encyklopedia.warmia.mazury.pl/
http://images.polskaniezwykla.pl
http://www.muzeum-radom.pl
https://danielpaczkowski.blogspot.it/

Nie spotyka się tych krzyży wśród wybitnych dzieł sztuki,  powstały na użytek liturgiczny. Otwierano nimi procesję Drogi Krzyżowej w Wielki Piątek. Są przetworzoną dużo wcześniejszą tradycją rozpowszechnioną w gotyku, gdy narzędzia i wszelkie przedmioty związane z Męką Pańską pojawiły się, by w ekspresyjny sposób opowiadać o niej. Gdzieś znalazłam informację, że umieszczono je na krzyżu w XIX wieku. Ale to nic pewnego, nie znalazłam żadnych wiarygodnych źródeł  w znanych mi językach.

Nel recente articolo, la croce processionale era un elemento principale. Nella Parrocchia di San Michele Arcangelo in Tobbiana ho trovato diverse croci. Una di quelle mi ha rallegrato molto. Si tratta della croce con gli strumenti della Passione di Cristo, utilizzata qui durante la Via Crucis.

Purtroppo era guasta, tutta mangiata da parassiti, alcuni strumenti sono stati molto danneggiati. Tutto ricoperto da uno strato di sporcizia che impedisce la lettura dei colori. Ho smontato tutta la composizione, ho trattato legno contro i tarli, poi ho tappato i buchi con il stucco e alla fine ho messo la resina consolidante.
Ho usato la carta pesta per completare le maniche di tunica e capitello di colonna. Ho tinteggiato colore al nero, resistendo alla tentazione di lasciare il colore di legno. Tutte le croci che ho visto erano nere, e questa sarà nera. Durante i lavori ho scoperto che qualcuno aveva già rinnovato la croce, senza preoccuparsi delle tracce di tinta sulla croce sugli strumenti, e viceversa.

Spesso accade così che un certo lavoro, rinnovamento, quadri su commissione provocano mia ricerca iconografica.
Ero molto curiosa, dove è origine di queste croci? Si trovano in Polonia? Altri paesi?
In Italia ho trovato l'assenza di Cristo, ma nelle croci polacche si trova la figura del Salvatore, e anche la scatola, come soluzione sorprendente. Ho visto che ci sono le croci in altri paesi, ma concentriamoci solo su quelli più familiari per me.
Non troverete queste croci tra le eccezionali opere d'arte, erano create solo per l'uso liturgico, per la processione della Via Crucis di Venerdì Santo.
Sono un risultato elaborato della vecchia tradizione diffusa nel medioevo, quando gli strumenti e tutti gli elementi legati alla Passione del Signore parlavano in modo molto espressivo. Da qualche parte ho trovato informazioni che gli strumenti erano posti alla croce nel XIX secolo. Non sono convinta, non ho trovato nessun fonte attendibile in lingue che conosco.
Salva

poniedziałek, 5 czerwca 2017

ROGAZIONI

Tym razem tytuł po włosku, wymaga on nie tylko tłumaczenia na polski, ale i wyjaśnienia, czym są rogazioni, właściwie już zapomniane w naszym kraju.
Dopisane dzięki wspaniałym Czytelnikom: W Polsce znane jako Dni Krzyżowe, ale chyba nie w każdym regionie. No i w Niemczech też są. Mogłam tak przypuszczać, że to ogólnokościelne zwyczaje, gdyż wyjaśnienia zawsze mówiły o tradycji w Kościele Katolickim, a  nie we Włoszech.
Rogazioni (dni przebłagalne) to były dni z różnymi nabożeństwami, ale wyróżniała je forma procesji 
z suplikacjami. Prosiło się w nich o dobre życie, plony, ustrzeżenie przed kataklizmami.
Krzysztof słyszał o nich od wielu lat, nie wiedział jednak, jak "ugryźć" temat. No i wystarczyło przeprowadzić się do Tobbiany, a tu każdy wie, czym są rogazioni, obecnie ograniczone do jednego dnia - Wniebowstąpienia Pańskiego.
Przyznam się, że miałam lekkiego stracha, czy dam radę, bo nie dość że procesja zaczynała się o 6:30 i miała trwać do 9:30 (plus potem Msza św.), to jeszcze moja kondycja jest w stanie szczątkowym.
Najtrudniejsze były strome podejścia w samej Tobbianie. Teraz już się nie dziwię starszym paniom rześko idącym uliczkami, skoro każdego dnia muszą pieszo pokonywać wielkie różnice wzniesień.
028-IMG_7079 

Mnie dopomógł zachwyt. Było pięknie, ze słońcem powoli rozlewającym się zza wzgórza.

029-IMG_7080 Wszystko pachniało wiosną, tchnęło radością. 253-IMG_7319 

 Nadrabiałam ciągle drogi, bo musiałam się zatrzymywać, nie mogłam odpuścić widokom.
Przyznacie sami, że nie mogłam?

223-IMG_7285

Ważne, że ludzie dopisali. Tradycja już powoli zamierała, poprzednicy Krzysztofa chyba nie garnęli się do takiego wysiłku, ludzie sami odprawiali procesję, dzięki czemu nie zapomnieli tradycji. Nikt nie liczył aż na taką grupkę chętnych. Liczono, że będzie około 5 pątników. Ha! Poszło 30! Najstarsza uczestniczka procesji ma 87 lat, Liliana - zawsze pełna humoru i wigoru. Bravissima!

179-IMG_7235

Procesja zatrzymywała się przed niektórymi kapliczkami (a jest ich tu bardzo dużo). 

070-IMG_7122 

Tam następowała krótka suplika, błogosławieństwo wodą i krzyżem na cztery strony świata.
142-IMG_7198

Doszliśmy do miejsca zwanego San Poteto z krzyżem upamiętniającym ten punkt pielgrzymiego postoju w średniowieczu. W tamtych czasach stał tu erem z kościołem, ale śladów po nim nie uświadczycie, ponoć jest jakaś kupka kamieni, która ma być pozostałością po świątyni. Nie rozglądałam się, bo wszyscy rozsiedli się, jedli śniadanie i ... rozmawiali, oczywiście.

  186-IMG_7242

Byłam na to przygotowana, miałam nawet kanapki na zbyciu, sama z kolei dostałam słodkie co nieco. Kiedyś podczas postoju dzieci łapały tu świerszcze.
Mijający nas liczni kolarze robili znak krzyża i jechali dalej.
185-IMG_7241
Jednemu, który poprosił o modlitwę za niego, dałam garść poziomek, sama obdarowana przez inne kobiety tak pięknym bukiecikiem:
239-IMG_7305

Z San Poteto procesja wróciła do kościoła i zakończyła się Mszą św.
308-IMG_7375 

W Tobbianie mieliśmy dobrze, wyruszywszy wczesnym rankiem. W drugiej parafii Krzysztofa, w Fognano Rogazioni zaczęły się o 15.00, więc proboszcz z lekkim niepokojem patrzył, czy niektórzy starsi uczestniczy przeżyją marsz w upale. Dali radę, ilu wyruszyło, tylu wróciło :)

Więcej zdjęć:
Rogazioni 2017


Non c'è bisogno di tradurre che cosa sono le Rogazioni. In Polonia sono sparite quasi totalmente, perciò questo il testo polacco oggi è più lungo di italiano, devo un po’ spiegarle.
Mi piaceva tanto di andare da edicola a edicola.
Ammetto che ero preoccupata se potessi andare perché non avrei la forza, la mia condizione era in uno stato rudimentale. Le salite erano la parte più difficile della processione. Ora non mi stupisce la salute delle vecchie signore che raggiungono le case superando le grandi differenze di altitudine.
050-IMG_7102 

 L’ammirazione mi ha aiutato. Tutto era bello, con il sole che lentamente si scioglieva da dietro le colline. 053-IMG_7105 Tutto profumava di primavera, si respirava della gioia. 209-IMG_7268 Dovevo avere forza di più, perché mi sono dovuta fermarsi lungo la strada, non potendo non fare le foto.
084-IMG_7137 E 'importante che le persone sono venute. Abbiamo sperato che sia stato almeno di circa cinque pellegrini. Ha! Erano in trenta!
  151-IMG_7207 

Il più vecchio partecipante della processione è di ottantasette anni, Liliana - sempre piena di umorismo e vigore. Bravissima!
Davanti ogni tabernacolo Don Cristoforo diceva una breve supplica, benedicendo con l’acqua e la croce sui quattro angoli del mondo.
  246-IMG_7312 

Dicevamo anche Rosario.
Tobbiana è partita la mattina presto, ma Fognano le Rogazioni hanno iniziato alle 15.00.  Il Parroco vigilava per vedere come alcuni dei più anziani sopportavano il caldo. Sono riusciti!

Tutte le foto:
Rogazioni 2017