czwartek, 4 lipca 2019

PUTTO

Najczęściej słowo putto kojarzy nam się z pyzatym aniołkiem, cherubinkiem, wyobrażeniem rozpowszechnionym w renesansie i baroku, ale może to być po prostu nagi chłopczyk, bardzo rzadko dziewczynka. Bywało nawet, że tym terminem określano Dzieciątko Jezus.

Putto doczekało się w Toskanii kilku przysłów.

All'uomo moglie, all putto verga - mówiące o wychodzącej z użycia (przynajmniej oficjalnie) metodzie wychowania. Po polsku dosłownie: Mężczyźnie żona, dla putto pręt. Co znaczy, że mężczyzna odnajdzie swoje miejsce na ziemi dzięki żonie, a putto dzięki klapsom, uderzeniom.

Aver cura de' putti non è mestier da tutti. Czyli: Opieka nad puttami nie jest zajęciem dla wszystkich. Jest to jedno z wielu przysłów dotyczących roli matki.

Cani, polli e putti imbrattan per tutto.  To oczywiste: Psy, kurczaki i putta usmarują się wszędzie.

Co mnie tak wzięło na cherubinka?
Radość, że jednego z najsłynniejszych mogłam obejrzeć w końcu bardzo dokładnie. A było to 13 marca tego roku. Ciągle się zbierałam do opisania dzieła, ale wiadomo, czas ...
Spotkałam go w Palazzo Strozzi, na wspaniałej wystawie "Verrocchio mistrz Leonarda".
Wcześniej i później spotykałam jego kopię, o czym nie wiedziałam, a przekonałam się, że tak jest, gdy podczas trwania wystawy (będzie czynna jeszcze do 14 lipca) zaszłam na dziedziniec Palazzo Vecchio i ze zdumieniem odkryłam, że aniołek ciągle trwa na posterunku.
Dziedziniec Michelozzo jest dostępny bezpłatnie i wielu turystów zagląda tylko tam, gdzie wśród niezwykle zdobnych kolumn, otoczony mapami bryka skrzydlate chłopiątko.
Daleko nam do niego, bez odpowiedniego zoomu możemy zapomnieć o detalach.




Gdy tak sobie rozmyślałam, które dzieło Verrocchio jest najbardziej znane, najczęściej oglądane, sama siebie zaskoczyłam odpowiedzią. Zaznaczam, że odpowiedź jest moja własna, ale podejrzewam, że słuszna. Otóż wszyscy niemal znamy, jeśli nie widzianą na żywo, to ze zdjęć złotą kulę wieńczącą kopułę florenckiej katedry (wspominałam tutaj o jej spektakularnym upadku).
Ostatnio przez profile florenckie przewinął się filmik, pokazujący jak duża jest ta kopuła.
Obejrzyjcie, są tam napisy po angielsku. A nawet, jeśli obydwa języki, zarówno angielski jak i włoski są Wam nieznane, obraz rozumie się sam przez się. Film pochodzi ze strony https://www.corriere.it


A teraz zmieniamy proporcje, kulę zamieniamy na mały jej wycinek i w ten sposób mamy już bazę dla Putto, zwanego też Duszkiem (Spiritello). Całość wysoka na 67 cm. 

Pełny tytuł rzeźby to"Putto z delfinem". Mamy więc już wszystkich bohaterów niewielkiego dzieła. 
Autorstwo znamy z kilku źródeł, pierwszy raz wspominane jest w spisie prac Andrea Verrocchio, wykonanym przez jego brata.

Postać nagiego chłopczyka została odlana w brązie dla medycejskiej willi Careggi, stanowiła część dużej fontanny. W XVI wieku figurka została przeniesiona do Palazzo Vecchio, gdzie pozostaje do dziś, lecz nie w tym samym miejscu. Oryginał przeniesiono na piętro. Obecnie jest jednym z eksponatów wystawy, ale pewnie nieprędko wróci do Palazzo Vecchio, bo ta sama wystawa ma wyruszyć za ocean. 
Za czasów ulokowania putto na fontannie, woda wylatywała z pyszczka i nozdrzy delfina. 
Temat nie był nowy, rzeźbiarz zaczerpnął go z antyku, ale dodał swoiste ożywienie postaci, nadał mu nadzwyczajną naturalność, radość, dynamikę. Cherubinek zgrabnie balansuje na jednej nodze ściskając stylizowanego delfina. Część fryzury mu oklapła, zmoczona przez wodę. 

Echo rzeźby spotkacie w Waszyngtonie (może ktoś trafi do National Art Gallery?), tam, w niewypalonej glinie, zachwyca golusieńki chłopczyk, przypisywany Verrocchio. Także zadziera filuternie nogę, ale mam wrażenie, że jest bardziej toporny i bardziej przejęty, tym, co mu się wywinęło z rąk. 
https://www.nga.gov

Nasz skrzydlaty duszek nie kryje zadowolenia ze złapania delfina.
Biegnie, frunie niemal, pelerynka zsunęła mu się na plecy.


Może kiedyś opiszę jeszcze jedno dzieło Verrocchio, bo pochodzi z Pistoi, zazwyczaj wisi w katedralnej kaplicy Najświętszego Sakramentu, więc nie ma możliwości dokładnego przyjrzenia się mu, tym bardziej sfotografowania. 
Całej wystawy nie zamierzam opisywać, choć trudno nie zaakcentować, że Leonardo da Vinci nie urodził się jako samotna gwiazda zawieszona w kosmicznej przestrzeni. Jego mistrz był także genialnym artystą, rzeźbił, malował, zostawił po sobie piękną artystyczną spuściznę. Trudno nie zauważyć jego maestrii, aż po najdrobniejszy detal. Zaznaczę, że zdjęcia w albumie "VERROCCHIO IL MAESTRO DI LEONARDO" nie pokazują jedynie dzieł głównego bohatera, gdyż wystawa umieszcza je w kontekście poprzedników i następców.

2 komentarze:

  1. A może jeden putto i drugi putto to ten sam chłopczyk tylko w różnym wieku...? ;)
    Agnieszka
    the sec.

    OdpowiedzUsuń