środa, 24 lipca 2019

TO SKĄD TA NAZWA MAKARON?

W dzieciństwie nazywano mnie proroczo makaroniarą. Fakt, lubiłam i lubię makaron, także robić. Potrafiłam długo siedzieć w rodzinnej kuchni i dziecięcymi rękami ugniatać ciasto do absolutnej gładkości. Nie wiem, czy teraz byłabym gotowa na takie poświęcenie. Na szczęście, są roboty!
Gdy zaczęłam przygodę z językiem włoskim, ze zdziwieniem odkryłam, że nasz makaron to włoska pasta. Więc skąd u nas makaron?
Łatwo nie jest, bo źródła internetowe absolutnie nie są w zgodzie.
Trafiłam nawet na tłumaczenie, że to się wzięło od słowa maccarone, a to przecież słodkie kolorowe ciastka makaroniki. Jako, że zamieszkałam w Toskanii, a co ważniejsze dla potrzeb tego artykułu, w Pistoi i jej okolicach, szybko zaczęłam kojarzyć nasz makaron z maccheroni i porównywać ich kształt z łazankami. Ostatnio odkryłam, że przypuszcza się pochodzenie łazanek od lasagne. I tu koło się zamyka, bo pistojska wersja maccheroni to właśnie małe lasagne, niewielkie, najczęściej kwadratowe płaszczyzny makaronu. Żeby było weselej, w innych regionach Włoch maccheroni są rurkami.
Co mnie tak wzięło na lingwistyczne rozważania?
Otóż jutro mamy święto patrona Pistoi - Jakuba, kiedy to podaje się klasycznie pistojską potrawę maccheroni all'anatra, po naszemu: jajeczne łazanki z ragù z kaczki.
W końcu postanowiłam zmierzyć się z tą potrawą, którą bardzo lubię, a która jest też do wykonania w Polsce, więc namawiam i Was do jej ugotowania.

MACCHERONI ALL'ANATRA 
albo 
MACCHERONI di SAN JACOPO

sos
kaczka 2kg - tutaj nazywają ją dużą, tłustą (nie zdziwcie się też, gdy zamiast anatra spotkacie papero, najczęściej trafiałam na określenia anatra muta, znaczy kaczka piżmówka)
pół łodygi selera naciowego
gałązka rozmarynu
2 ząbki czosnku
3 marchwie
3 cebule
500 g obranych pomidorów (pelati, ja wzięłam moje zamrożone zmiksowane świeże pomidory, dają genialny aromat wszelkim pomidorowym potrawom)
oliwa, sól, pieprz
pecorino z surowego mleka (oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że taki ser jest trudny do znalezienia, przyznam się bez bicia, zdarza mi się, że używam parmezanu, chociaż fachowcy twierdzą, że jest za słony dla delikatnej kaczki)
szklanka białego wina (wytrawnego)

Makaron, czyli łazanki jajeczne robię z przepisu, w którym używa się 12 jaj na kg mąki, miesza ciasto aż zrobi się gładkie, smaruje oliwą, owija w folię i odstawia na co najmniej pół godziny. 

Kaczkę należy oczyścić, zostawić skórę, podroby odłożyć, jeśli są (w mojej ich nie było). 
Podzielić mięso na duże kawałki. Podrumienić warzywa i rozmaryn, dodać kaczkę, gdy ta się zacznie rumienić, dodać podroby. 

Posolić i popieprzyć, podlać winem, po odparowaniu dodać pomidory. 

Gotować półtorej godziny. Moje pomidory są płynne, więc nie musiałam podlewać wodą podczas gotowania, ale lepiej kontrolujcie, czy Wam potrawa się nie przypala :) Pozwoliłam sobie jedynie drugi worek z zamrożonymi pomidorami zagęścić na rozgrzanej oliwie z czosnkiem (pamiętajcie, by czosnek nie zbrązowiał), lubię mocno pomidorowy posmak. 

I teraz zaczyna się zabawa. Poczekałam, aż mięso trochę wystygnie. Skórę wyrzucamy, albo dajemy psu. Druso uważa, że ta druga opcja jest jedyna słuszna :) Kości nie da rady dać psu, więc lądują w śmietniku. Kto chce, może większe kawałki mięsa odłożyć jako osobne danie, ja pociachałam wszystko i mam zamrożony spory zapas kaczkowego ragù. 

Przed posypaniem serem:


I po:

Smacznego!




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza