niedziela, 31 stycznia 2016

ROZWAŻANIA NA SZÓSTEJ MILI

Znajoma Japonka Michiko namówiła mnie na wzięcie udziału w zakończeniu wystawy "Ja i inne" w wykonaniu pistojskiej artystki Rosselli Baldecchi.  Już od dawna, dawna intrygowało mnie miejsce, w którym miało się odbyć rzeczone wydarzenie, miałam wolne niedzielne popołudnie, nic nie stało na przeszkodzie, by ruszyć się z domu.

Są dwie wersje pochodzenia nazwy Villa Smilea, do której się wybrałam - bardzej popularna twierdzi, że "smilea" wywodzi się od słów "sześć mil", druga (oczywiście postponująca poprzednią) - mówi o pniaku wytyczającym punty graniczne z czasów rzymskich. To właśnie w tym miejscu wybudowano w 1300 roku zamek. Bez względu na prawdziwość etymologiczną, trudno nie zauważyć, że dotyczą odległości i to niewielkiego dystansu od Pistoi. Miałam do pokonania ciut dłuższy odcinek, bo mieszkam po drugiej stronie miasta, ale i tak do Montale mi niedaleko, a tam właśnie znajduje się bardzo interesujący budynek.
Średniowieczny zamek z krenelażami, zmienił się w willę, przeżywającą różne koleje losu, łącznie z byciem szpitalem podczas I Wojny Światowej. Na własność gminy przeszedł w 2003 roku. Został porządnie odremontowany.

Villa Smilea (zamiennie z Castello della Smilea) jest obecnie siedzibą biblioteki, wystawy stałej uznanego lokalnego rzeźbiarza oraz miejscem wielu różnych imprez kulturalnych. Marzenie! Wyobraziłam sobie pracę w takim rodzaju ośrodka kultury. Chociaż, chociaż ...
Przecież nie chciałabym już pracować jako instruktor sztuki ani organizator wystaw. Lepiej być autorem wystawy. Kto wie, może kiedyś? Teraz jestem na takim etapie, gdy samo malowanie sprawia tyle radości, że niewiele myśli się o szukaniu widza. Nie jestem pewna, czy to się zmieni. Obserwuję z zaciekawieniem, jak jest tutaj animowane życie artystyczne, jak dochodzi do organizowania wystaw, kto na nie przychodzi, kto je funduje, co decyduje o powodzeniu, bądź niepowodzeniu wystawy, itp.
Osoby nieograniczone finansami mogą sobie opłacić zorganizowanie indywidualnej wystawy.
Bardzo popularne są wystawy zbiorowe, co oczywiście zmniejsza koszty udziału.
Pół roku temu poznałam osobę, która pracuje w stowarzyszeniu artystycznym. To taka odmiana wersji opłacania sobie możliwości wystawiania się. Grupa osób o zacięciu artystycznym wynajęła lokal, usiłuje teraz znaleźć następnych członków, prowadzi odpłatne kursy. Byłam na jednym spotkaniu członków i sympatyków, potem na rozmowach w sprawie poprowadzenia kursu, zaproszono też mnie do sprzedaży świec i wspólnego wystawienia się. Chyba jednak mam mentalność nieczłonkowską, bo gdy zapytałam o status i zasady udziału, nastąpiło milczenie, a za kurs chciano mi zapłacić za godzinę mniej, niż zarabia sprzątaczka (z całym szacunkiem do osoby wykonującej ten zawód). Może ja czegoś nie załapałam? Choć mam wrażenie, że prowadzącej galerię zależało głównie na tym, bym zainwestowała w ich działalność opłatą członkowską wysokości około 350 euro na rok, jeśli dobrze usłyszałam między wierszami podczas dyskusji nawiedzonych artystów :)
Sama wystawiłam się w zeszłym roku niemal za darmo (poniosłam koszt druku katalogu), ale to dzięki znajomościom Krzysztofa.
Na jakiej zasadzie trafiła do Villa Smilea Rosella Baldecchi? Myślę, że nie ujmując jej w niczym umiejętności, jej prezentacja wiąże się z zaangażowaniem społecznym i dręczącym wiele kobiet na świecie problemem domowej przemocy. Na pewno łatwiej jest znaleźć wystawcę, zwłaszcza gdy nad całością czuwa Amnesty International.
Trudno mi orzec, na ile zamysł formalny jest świadomie zbliżony do stylistyki "kosmetycznej". Słodkie na pozór portrety kobiet i dziewczynek często przestają nimi być, gdy się im bliżej przyjrzymy, zobaczymy siniak, ranę wyciętą nożem na skórze. W oczach niemal wszystkich jest dojmujący smutek.

Nie znam doświadczenia domowej przemocy, nie jestem też typem ofiary. Gdy dyrektor w szkole, w której dopiero co zaczęłam pracę, podniósł na mnie głos, wyszłam z gabinetu.
Tym bardziej uważnie obserwowałam więc wszystko, co się działo podczas finisażu. Kobiety stanowiły przeważającą część widowni. Michiko grała muzykę z filmu "Pianino", a aktorka Stella Paci powiedziała dwa monologi z książki Sereny Dandini "Zranione na śmierć".

Mam mieszane uczucia, co do celowości malowania takich obrazów. Nie wiem, czy znajdzie się chociaż jeden mężczyzna, który powstrzyma swoją agresję po obejrzeniu tych dzieł?  Jeśli chociaż jeden człowiek zmieni coś w swoim postępowaniu, to absolutnie dobrze się stało, że Rosella namalowała te obrazy. A nawet jeśli nie, to mam nadzieję, że ich tworzenie sprawiło wielką satysfakcję malarce, bardzo sympatycznej osobie.
Bardzo się cieszę, że Michiko namówiła mnie na udział w wydarzeniu. Poukładałam trochę własnych myśli, dobrze spędziłam czas i nabrałam apetytu na dokładnie zwiedzenie Villi Smilea. Ale to tylko z przewodnikiem, więc zaczynam czuwać, aż znajdę ogłoszenie o organizacji takiej wizyty, zwłaszcza w dziennym świetle.
Może i Wam się uda tam zajrzeć?

Nie mam zbyt wielu zdjęć, ale znalazłam na youtube film pokazujący Villę Smilea. Póki tam nie dotrę w celach jedynie turystycznych, musi wystarczyć to. Film można odtworzyć jedynie na portalu, więc nie mogę go tu wkleić, kliknijcie więc na link

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz