czwartek, 25 lutego 2016

ZNOWU W RAJU

Tak, wiem, wiem, właściwie to mieszkam w raju, więc, jakie znowu?
Co do ogólnego pojęcia o Toskanii, to różnie z tym rajem bywa, choć nie zaprzeczę, jestem w tym regionie zakochana po uszy. A może i wyżej? Z całym pięknem i rysami na jej obliczu.
Ostatnio byłam znowu w muzealnym raju.
Już kilka razy w nim byłam, ale w poprzedniej odsłonie, rzecz by można przed liftingiem, choć jednak nie do końca mi tu to określenie pasuje.
Jeśli wcześniej piałam, to obecnie dodatkowo rozpływam się w zachwycie.
Piszę o moim numer jeden, o którym były już trzy artykuły (kliknij, by do nich trafić).
Oczywiście, chodzi o Museo dell'Opera del Duomo we Florencji, albo Museo dell'Opera  di Santa Maria del Fiore, albo ... nie do końca rozgryzłam, skąd kilka odmian nazw, nawet na samym budynku.

Bez względu na to, która jest najwłaściwsza, wystarczy pójść za katedrę i zanurzyć się w pięknie.
Nie będę tym razem zbyt dogłębnie pisać o eksponatach.
Chciałabym przykuć Waszą uwagę do samego muzeum, organizacji sal, czy ich wystroju.
Kasa biletowa została przeniesiona na zadaszony dziedziniec. Warto wiedzieć, że kupiony bilet jest kumulacyjny, nie ma możliwości nabycia biletu tylko do muzeum. Z jednej strony to bardzo irytujące, no i drogie (15 euro), gdy wchodzi się tylko do muzeum, ale być może wygodne dla turystów, którzy chcą za jednego pobytu zobaczyć jak najwięcej atrakcji, czyli i katedrę, baptysterium, dzwonnicę, kopułę.
Florenckie Muzeum Katedralne zostało poddane gruntownemu remontowi. Ktoś wpadł na prosty,  a zarazem genialny pomysł, by podzielić sale tematycznie kierując się oryginalnym przeznaczeniem wystawianych w nich dzieł.
Ku wnętrzom prowadzi dziesięciometrowa ściana z wyrytymi nazwiskami twórców pracujących dla katedralnego kompleksu. Nazwiska wielkich architektów, malarzy, rzeźbiarzy przeplatają się z nazwiskami muzyków, czy nawet rzemieślników, po których ślad pozostał jedynie w księgach wypłat wynagrodzeń.

Pierwsze pomieszczenie wraz z przedsionkiem to "Sala Raju".

Nazwa związana jest z placem między katedrą a baptysterium, który dawniej nazywano rajem, gdyż ochrzczone osoby wychodzące z baptysterium ku katedrze, szły drogą ku zbawieniu. Stąd też nazwa słynnych drzwi "Brama Raju".
Te drzwi oraz drugie północne (obydwoje autorstwa Ghibertiego), oryginalne można podziwiać w tej sali. Trzecie (Andrei Pisano) są ciągle jeszcze w batysterium, więc całość dopełnia doskonałej jakości fotografia.

Może kiedyś opiszę osobno drzwi z florenckiego Baptysterium, ale nie dzisiaj.
Nad bramami ulokowano oryginalne grupy rzeźbiarskie związane z patronem św. Janem Chrzcicielem.

Wystarczy się obrócić, by po drugiej stronie zobaczyć makietę niedokończonej XIV wiecznej fasady katedralnej (a raczej jej dolnego fragmentu, w skali 1:1).

Francesco I de'Medici wymarzył sobie renesansową, więc kazał rozebrać średniowieczne początki fasady.
W samym muzeum już była makieta, drewniana. Obecnie została zbudowana z mieszanki marmurowego i alabastrowego pyłu oraz żywicy. Wrażenie powalające. Ciepło i delikatność barwy tworzywa, miękkość rozkładającego się na strukturze światła spływającego ze świetlików kazały mi długo stać i patrzeć. Najpierw obejrzałam samą makietę, a dopiero potem powoli zatrzymałam się przy rzeźbach. Część oryginałów postawiono na wysokości patrzącego, a ich miejsce w makiecie sygnalizują kopie.

Dzięki zapatrzeniu odkryłam coś bardzo ciekawego, czemu poświęcę osobny wpis.
Teraz przechodzimy koło średniowiecznych ornamentalnych fragmentów zdobiących fasadę, by dojść do następnych pomieszczeń

Nie zobaczymy wielu nowych eksponatów, zostały głównie przegrupowane.
Maria Magdalena wróciła przed Krucyfiks, ale stoi teraz tyłem do niego. Ładnie zestawiono w jednym pomieszczeniu dojmującą rzeźbę Donatella z popiersiem świętej, gdy była jeszcze atrakcyjną fizycznie kobietą.

Pieta Michała Anioła już nie stoi poniekąd ukryta na półpiętrze, doczekała się swojej sali i godnej przestrzeni.

Warto zajrzeć do mniejszych pomieszczeń, przyjrzeć się (chociażby) misternym relikwiarzom.

Wybieramy nową, albo starą, klatkę schodową i wchodzimy na piętro.

Na piętrze wyróżniają się trzy główne sale.
Cały czas mam wrażenie, że wydłużony kształt dzwonnicy zainspirował projektanta, po prostu ją "przewrócił".

Długie pomieszczenie z oryginałami rzeźb z campanile powinnam właściwie odwiedzić osobno.
Tam się tyle dzieje, te wszystkie drobne historie o ludzkich zajęciach. Eegocentryczne oko wyłowiło, oczywiście, skrybę :)

Zaraz z sali Dzwonnicy można wejść w historię budowy kopuły.

Zrobienie modelu i podwieszenie go w taki sposób, by zajrzeć do  środka i zobaczyć, gdzie się znajdują poszczególne sceny z wewnętrznych fresków - majstersztyk!

Nie pamiętam, bym wcześniej widziała maskę pośmiertną Brunelleschiego, przyznam więc, że byłam bardzo poruszona. Tym bardziej można myśleć o nim, jako o człowieku, a nie o legendzie.

Chodzę tam jak zahipnotyzowana. Nowy wystrój świetnie wyeksponował skarby muzeum, a do do tego dochodzi gra pomieszczeń, które poprzez otwory drzwiowe, ażurowe ściany cały czas kierują wzrok do innych zagadnień, łącząc wszystko w umyśle.
Zapewne nie można było ruszyć śpiewaczych balkonów Donatella i della Robbi, ale tego nie wie nikt, kto nie widział wcześniej tej sali. Trudno byłoby ją rozpoznać, gdyby nie olbrzymie cantorie, gdyż wybito dość szeroki otwór w kształcie łuku i połączono z salą wystroju katedralnych naw.

Skarbiec przechowuje obecnie srebrny ołtarz, o którym już pisałam i inne bardzo drogocenne elementy, typu fragmenty strojów liturgicznych, czy niezwykle zdobne przenośne tabernakulum, używane w Wielkim Tygodniu.

To są główne pomieszczenia.
A przecież jeszcze można obejrzeć konkursowe projekty nowej fasady, czy antyfonarze i graduały. Żałuję, że tego typu księgi widzimy tylko w miejscu ich otwarcia, chciałabym z lupą wejść w świat każdej namalowanej tam miniatury.

Na koniec czujność mi spadła, pamięć zawiodła, że przecież czytałam o widokowym tarasie i... wyszłam, ale z muzeum. Buuu!
Na pewno tam wrócę, ale wspominam o tym, by Was uczulić, że jeszcze parę rzeczy umknęło mojej uwadze, a turystom wszak dużo trudniej nadrobić niedopatrzenia.
Zadzwoniłam do muzeum i spytałam się, gdzie jest wejście. Pani nie wiedziała, połączyła się z kasą biletową, gdzie ją poinformowano, że na trzecim piętrze. Którędy tam dojść? Nie mam pojęcia, gdyż jedne schody wiodące na wyższe piętro zastałam z napisem "strefa dydaktyczna, zakaz wejścia".
A może trzeba było kierować się gwiazdami stylizowanymi na tę z katedralnego zegara? Wyświetlane na podłodze służą zwiedzającym za strzałki.

Może windami? Próbujcie, a jeśli ja tam trafię wcześniej, dam znać.
Szkoda stracić możliwość obejrzenia kopuły z jeszcze innej perspektywy.
http://www.discovertuscany.com
Mnie, na razie, pozostaje widok przez świetlik.

2 komentarze:

  1. Ech, jak miło powspominać. Dziękuję Małgosiu za ucztę estetyczną.

    OdpowiedzUsuń