środa, 14 czerwca 2017

SZKOLENIE

Według otrzymanych informacji (dopiero po napisaniu tego artykułu) Biblioteka spełniła moje żądania. 
Cieszę się bardzo, że pracownicy przeszli szkolenie, o czym mnie zapewniono mailowo, obiecano mi, że dostanę nagranie z tego szkolenia.
Załączam zrzut ekranowy przeprosin:




Długo się zbierałam do napisania artykułu o moich prawach autorskich i własnościowych.
Nigdy nie umieściłam na blogu uwagi o tym, że moje jest moje, bo to jest tak oczywiste, a nieznajomość prawa nikogo nie zwalnia z odpowiedzialności.
Dlaczego akurat dopiero teraz poruszam ten temat?
Ciągle pokazuję tu swoje obrazy, inne prace. Ostatnio zostałam oszukana na dużym świecowym zamówieniu. Jest we mnie pewien rodzaj rozgoryczenia, a zarazem bojowe nastawienie, wykorzystuję więc wyciągnięte pazurki.

Wiele razy proszono mnie o jakieś zdjęcie, o możliwość posłużenia się którąś z moich prac. Zależnie od tego, kto i dlaczego mnie prosił, dawałam pozwolenie, często bez żadnej gratyfikacji.
Liczyłam i liczę na to, że ktoś uzna moje zdjęcie, akwarelę, obraz, kaligrafię, świecę, tekst za efekty finalny pracy, a za pracę należy się zapłata, chyba, że sama z tego nie skorzystam.
Nie chodzi tu o to, żeby tak strasznie od kropki do kropki czegoś pilnować, ale zwykła ludzka uczciwość wymaga podpisania chociażby źródła. Cytaty wszak są dozwolone, itp.
Już wiele razy spotkałam się z naruszeniem moich praw autorskich, a to jakieś radio wzięło sobie ilustrację na stronę internetową, a to jakaś fundacja, a to gazeta lokalna zrobiła zdjęcie mojej dekoracji, wyjęła ją z kontekstu, zmieniła proporcje i nie myślała o żadnych przeprosinach, nawet po liście napisanym przez prawnika z ZAIKSu. Niektóre sprawy to dawne czasy.
Blogowo też już mnie to dotknęło.
Niedawno Pani Aldona pytała o to, gdzie się podziała lista filmów i książek związanych z Toskanią. Wyrzuciłam spis, bo zajmował dużo miejsca, bo chcę ograniczyć liczbę elementów na blogu do minimum. Pytanie przypomniało mi jednak, że trafiłam kiedyś w sieci na swoją listę, żywcem zerżniętą, bez żenady autora, któremu na to zwróciłam uwagę.
Od dawna już nie przeglądam stron polskojęzycznych o Toskanii, jako taka znajomość włoskiego pozwala mi na korzystanie z bogatych źródeł w tubylczym języku. Ale, nie łudźmy się, środowisko piszących o Toskanii, czy nawet o Włoszech, jest tak małe, że ciągle się gdzieś natykam na innych piszących o tym regionie. Poza tym wielu czytelników jest fanami wielu autorów, a to przekłada się na (chociażby) facebookowe udostępnienia, więc tym sposobem i tak widzę, co piszą inni autorzy.

Do brzegu Małgorzato!

Wszystko zaczęło się mniej więcej rok temu. Ze zdumieniem wielkim zobaczyłam relację ze spotkania autorskiego w jednej z wypożyczalni Miejskiej Biblioteki im. Rumla w Warszawie, której tłem była gazetka w stylu najgorszych gazetek szkolnych, ale jej elementami były ... moje kaligramy!



Od razu zaznaczę, że od jednego z uczestników tego wydarzenia wiem, że autorka zapytała, czy ja się zgodziłam na użycie moich prac. Odpowiedź pań z biblioteki zachwyconych moimi pracami nie przeszkodziła potem w przeprowadzeniu całego spotkania z moimi pracami w tle.
Dodam jeszcze niechętnie, że nie jestem wielką entuzjastką pisania bohaterki wydarzenia, więc tym bardziej nie życzę sobie "upiększać" jej występów.

Clou tego wszystkiego jest świadomość bibliotekarzy.
Zanim ruszyłam z oficjalnym pismem do dyrektorki Biblioteki, zrobiłam wywiad pomiędzy zaprzyjaźnionymi i znajomymi bibliotekarzami, a mam ich sporo i wśród przyjaciół i wśród czytelników.
Świadomość prawa autorskiego była porażająco blada. Tylko jedna pani, ze szkolnej biblioteki, przeszła szkolenie i wiedziała że złamano prawo. A już osłabił mnie tekst pewnej dyrektorki biblioteki publicznej, która rozbrajająco powiedziała, że ona to się na tym nie zna.
Dodam, że złamano prawo autorskie Moniki Zawadzkiej (jako poetki) i moje (interpretacja jej wierszy). Złamano też prawo własności, wszystkie prace użyte do zrobienia gazetki, są w moim posiadaniu. Złamano tez prawo do reprodukcji, które też należy do mnie, ja je wykonałam.
Wspaniała młoda prawniczka z Warszawy napisała mi list wzywający do zapłaty za naruszenie praw autorskich. Należało się spodziewać, że dyrektorka Biblioteki nie będzie skłonna do spełnienia moich żadań. Nie zaprzeczyła, że naruszono prawo, ale ... spotkanie było bardzo kameralne, przyszło mało czytelników, nie mają pieniędzy na zapłatę za karę, zrobią mi wystawę w Warszawie (Tak? A skąd na to wezmą pieniądze?), pracownica młoda, niedoświadczona, itp.
Przyznam, że ta pracownica to był dobry chwyt. O tym za chwilę.
Długo się zastanawiałam, aż po kilku miesiącach napisałam, że zrezygnuję z roszczeń, jeśli przeproszą mnie na swojej stronie oraz przeprowadzą szkolenie dla wszystkich pracowników na temat prawa autorskiego, z użyciem opisu sytuacji zaistniałej z moimi pracami.
Przeprosin na stronie nie zobaczyłam.
O szkoleniach nic mi nie napisano, nie przysłano na razie żadnej dokumentacji, dałam rok na ich realizację, ale że nie spełniono już pierwszego warunku, powinnam wrócić do wersji z żądaniem zadośćuczynienia.
Nie zrobię tego.
Z tego samego powodu, dla którego zmieniłam wcześniej roszczenia.
Po prostu strasznie się boję, że wynikiem przegranej Biblioteki, a to dosyć pewne, że przegrałaby, pracę straciłaby owa młoda bibliotekarka. Nie wyobrażam sobie mieć jej na sumieniu. No nie mogłam. Sama napisałam na początku artykułu, że nieznajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności, ale, czym jest zrobienie gazetki z moich prac wobec pracy młodego człowieka? Straty nieporównywalne.

Zwrócę się teraz bezpośrednio do władz Biblioteki im. Rumla:
Szanowna Pani Dyrektor. Miała Pani wyczucie, jak oddalić groźbę obciążenia finasowego swojej placówki, ale zlekceważenie moich zmienionych roszczeń świadczy już nie o możliwościach Biblioteki, ale o Pani samej. 
Zrobię więc szkolenie za Panią. Jedyne czego nie mogę zrobić, to przeprosić mnie publicznie. A może tak?

Drodzy Bibliotekarze! I nie tylko :)
Na co dzień dysponujecie dziełami wielu, wielu autorów. Być może zatraciliście poczucie, że za każdym napisanym słowem, za każdą ilustracją w książce, za każdym filmem, obrazem stoi człowiek, bardzo konkretny, ze swoimi emocjami, który włożył kawałek swojego życia w powstanie tego, czym potem się posługujecie. Włożył w to pracę. Wy studiowaliście, by móc zająć się tym, co robicie. Był to czas, który zaowocował potem pensją. Dokładnie tak samo było z autorami, przygotowali się wcześniej, by potem móc zarabiać na swoich dziełach.
A jak to ma się w świecie prawa?

O samym prawie autorskim nie muszę wiele pisać. Wiadomo, autor jest autorem i to on ma pełne prawo decydować o tym, co się dzieje z jego pracą.

Oto wyciąg z ustawy:
Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności prawo do:
1) autorstwa utworu;
2) oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo;
3) nienaruszalności treści i formy utworu oraz jego rzetelnego wykorzystania;
4) decydowania o pierwszym udostępnieniu utworu publiczności;
5) nadzoru nad sposobem korzystania z utworu.


Biblioteki są specyficznym środowiskiem, korzystającym z pewnego poważnego wyjątku - dozwolonego użytku publicznego.
Czy takim było zrobienie gazetki z moich prac?

1. Powielanie prac przez bibliotekę może zachodzić tylko w ramach zbioru będącego w jej posiadaniu, bądź po zawarciu umowy z autorem.

2. Biblioteki nie obejmuje wyraźnie prawo do użytku na cel edukacyjny. Nie są taką placówką, jak szkoły. Czy można je traktować jako placówki oświatowe? Niektóre jej działania na pewno są edukacyjne, wtedy można rozważyć możliwość użycia pracy. Trzeba jednak wiedzieć, że edukacyjnymi są warsztaty, nauczanie, ale nie spotkanie autorskie. Jest ono wydarzeniem dochodowym - nie dla biblioteki, ale dla autora. To raczej typ promocji, prezentacji. Biblioteki płacą zupełnie dobre pieniądze za spotkania autorskie. Jest to wydarzenie komercyjne i nie może być tak, że jedna autorka dostaje wynagrodzenie za swoje pojawienie się i poświęcenie czasu na rozmowę z czytelnikami, a druga autorka (a nawet i trzecia) nawet nie wie, że posłużono się jej pracami.

3. Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła pochodzenia utworu. Na zdjęciach z relacji tego nie widać, ponoć było tam moje nazwisko, ale już Moniki Zawadzkiej chyba nie.
Na pewno nikt się nie zająknął o tym w swoich relacjach, ani Biblioteka ani autorka na swoich stronach internetowych.

4. Wolno korzystać z reprodukcji obrazu w ramach promocji wystawy, na której będzie można go zobaczyć. To nie ten przypadek.

5. Użycie moich prac nie służyło jakiejkolwiek edukacji. Dodatkowo, zmieniono ich wydźwięk poprzez takie a nie inne zestawienie. Punkt piąty z przytoczonego tu wyciągu mówi o tym, że autor ma prawo decydowania o sposobie użycia jego prac. Mnie wręcz rozjuszyło zrobienie z nich okropnej gazetki.

Drodzy Bibliotekarze!
Zastanówcie się więc, gdy spodobają się Wam czyjeś prace.

Więcej nie będę się rozpisywać. Przypomnę, że prace powstały wynikiem projektu artystycznego dwóch przyjaciółek. Doczekały się też włoskojęzycznej wersji.
Tutaj, cały projekt:

Poezja Moniki Zawadzkiej, Kaligramy Małgorzata Matyjaszczyk 

Monika zawierzyła mi swoje wiersze, a ja, z wielkim pietyzmem do tekstu, wieloma godzinami poszukiwań jak najlepszej formy zaprezentowałam je publiczności. Tylko ja mam prawo decydować o tym, co się stanie z pracami, a nawet ich reprodukcjami.

Edytowane:
Jest mi teraz to dopiero bardzo trudno. Aż mnie zatkało! 
Okazuje się, że nie mogłam użyć zdjęcia, więc je wycofałam. Reakcja M. w komentarzu pod artykułem zdumiała mnie bardzo. Nakrzyczała na mnie? Przepraszam, jeśli coś źle zrozumiałam, może mam problem z czytaniem ze zrozumieniem, bo podczas marcowej rozmowy, dotyczącej zdjęcia padły słowa "rób, jak uważasz".
Pisząc ten artykuł nie chciałam się koncentrować na osobie autorki, co chyba zostało zauważone przez Czytelników? Zaznaczyłam wcześniej, że wiem, że autorka nawet zapytała się, czy ja wiem o użyciu moich prac. Nie chciałam używać jej nazwiska, bo nie o to w tej sprawie chodzi. 
Jeśli jednak nie mogę posłużyć się zdjęciem M., to odsyłam Was do publicznej relacji autorki na jej blogu: http://aleksandraseghi.com/2016/07/06/spotkanie-autorskie-na-majdanskiej/
Póki jeszcze wisi, bo Biblioteka już usunęła zdjęcia z moimi pracami w tle. Ale chyba nie wie, że istnieje coś takiego, jak zrzuty ekranowe. Na szczęście je zrobiłam. 

Non ho scritto in italiano, perché la cosa tratta della legge polacca sul copyright. L’hanno violata un anno fa, con riproduzioni delle mie opere.

26 komentarzy:

  1. Małgorzato-w punkt! Chylę czoła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko, to nasze czułe artystyczne przedsięwzięcie skończyło jako marne tło, nie mogłam inaczej zareagować. Trzeba ludzi uświadamiać, że to krzywda dla autorów.

      Usuń
  2. Tak mi przykro, pani Małgorzato! Sprawa jest ewidentnym nadużyciem – okropne, że bibliotekarki, osoby które „nieść mają kaganek oświaty”, same zaprezentowały tak niski poziom kultury… Bardzo mi się podobał pań cykl poetycko-kaligraficzny. Zasługuje na wspaniałą oprawę. Miał już zresztą taką podczas wystawy obu pań, prace były później do kupienia w galerii. Nie rozumiem, jak można po prostu ukraść zdjęcia z czyjegoś bloga, odbić na kolorowej drukarce w małym formacie i wytapetować sobie kawałek ściany, jakby to były wyrwane kartki ze starego podręcznika. I jeszcze to miganie się, udawanie, że „ale o co chodzi…”; wstyd, proszę pań bibliotekarek z Warszawy!
    Pozdrawiam, Aldona
    P.S. Nie „pani”, proszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, Aldono :) Jak przeczytasz dwa komentarze niżej, nie dla każdego sprawa jest tak jasna, właściwie okazuje się, że jestem winna, że się upominam o swoje prawa.

      Usuń
  3. Ma Pani rację, ma Pani rację, ma Pani rację i co? Jak wyżej... Pojęcie własności intelektualnej praktycznie nie istnieje w szerokiej świadomości. Owszem, ktoś coś słyszał, ale w którym kościele dzwonili to już niekoniecznie.Przez wszystkie lata prawo autorskie ograniczało się do konkretnych fizycznie dzieł. Okres PRL przyzwyczaił do dość swobodnego interpretowania prawa autorskiego. Z takim bagażem świadomości przyszła era cyfrowa i zaczął się bałagan.A ściślej - nawet pojęcie oryginału straciło pierwotny sens.
    Łatwość powielania nie stanowi żadnej bariery, a odróżnienie tego co w internecie od tego co w gazecie papierowej wykracza poza pojęcie tego co już wolno, a czego jeszcze nie. Gdyby Pani prace zostały sfotografowane i opublikowane w jakimś czasopiśmie , a młoda bibliotekarka wycięłaby je i powiesiła na ścianie - Pani prawa nie zostałyby naruszone. Czasopismo zawarło z Panią umowę, a biblioteka zapłaciła za egzemplarz. Niełatwo jest pojąć, że wydrukowanie grafiki znalezionej w internecie to co innego niż wycięcie jej z gazety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie zamieniłam roszczenia finansowe na żądanie przeprowadzenia szkolenia, bo to jest o wiele ważniejsze - uświadomić ludzi.

      Usuń
  4. W tej racji widzę manipulację, choćby anonimowych komentatorów.
    Jeśli to moje zdjęcie, to jeśli miałoby urazić albo dotknąć osobę, głowę, której ucinasz to nie wyraziłam zgody!!! I kto tu łamie prawa! rozmawiałyśmy o tym rok temu!!!
    Rozumiem Twoją walkę o swoje prawa, jako twórcy ale my nie miałyśmy wpływu, co biblioteka zaprezentuje na spotkaniu autorskim. Jeśli biblioteka ta konkretna, nie zadośćuczyniła to nie jest to powód aby wykorzystywać moje zdjęcia publicznie do swoich rozrachunków. i
    I innych, choćby wspomnianych świec!!!
    Nie jest to grzeczne ani etyczne. Proszę o usuniecie jeśli to moje zdjęcie.
    podkreślałam stanowczo w naszej rozmowie, że nie chcę, awantur, pomówień i przykrości.
    Przy naruszeniu praw pozostaje sąd, ja tego nie wieszałam ani osoba do której być może "pijesz".
    Rozumiem twoje emocje, prawa autorskie, komercję ale pozostaje coś jak ludzka życzliwość i dotrzymanie ustaleń naszej rozmowy!!!!.
    Szukając winnego nie szanowania praw, wykorzystałaś mnie, Twoją blogową znajomość od 10 lat. jest mi bardzo smutno i przykro. Coś się skończyło...
    jestem przeciwko kradzieży, praw autorskich. czuję się pomówiona i zmanipulowana i wmanewrowana. Posłużyłaś się nami do załatwienia słusznych spraw w sposób niedopuszczalny!!!! Usuń zdjęcie!!! i nie pisz jako Anonimowy komentator!!
    Mam też nadzieje, że mój komentarz się pojawi




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jak już napisałam w edycji artykułu, Twój komentarz Mażenko zaskoczył mnie totalnie. Agresja, niesłuszne oskarżenie, a nawet posądzenie mnie o to, że sama sobie piszę kmentarze. Jej! Serio? Myślisz, że nie mam odwagi napisać czegoś jawnie? NIe umieściłam w artykule zrzutu ekranowego wskazującego, gdzie leży prawda, ale wiesz to z prywatnej rozmowy, a raczej monologu, bo zbywasz mnie milczeniem, że napisałaś słowa "rób jak uważasz". Czyli okazuje się, że miałam robić, jak Ty uważasz? Ok, posłusznie wyrzuciłam zdjęcie. Pewnie, po co masz mi pomagać? Przecież niczym sobie nie zasłużyłam na Twoją pomoc, z powodu 10 lat blogowej znajomości. Czy bez Twojego zdjęcia też w niedopuszczalny sposób chcę uświadomić ludziom, na czym polega kradzież własności intelektualnej? A co mają do tego moje świece? Chyba za mocno się zdenerwowałaś. No i jeszcze mam jedno pytanie. Kim są "My"? Występujesz w imieniu Aleksandry Seghi?

      Usuń
    2. "My" to dziewczyny, z którymi byłam na spotkaniu autorskim...
      Powiedziałam, rób jak chcesz ale pod warunkiem, ze nie będziesz raniła osób, które w tym miejscu były pierwszy i może jedyny raz w życiu....
      Tak dużo jest absurdu, bezprawia i zła, czasem trzeba wyhamować...i prawdziwi twórcy o tym wiedzą!

      Usuń
    3. Tu Cię boli :) A co do warunków, to ich nie stawiałaś. Przyjrzyj się uważnie naszej rozmowie. Zdradž mi jeszcze, proszę, w czym Ciebie zraniłam upominając się o swoje prawa, czym zraniłam inne osoby i na ile to było istotne, że były tam pierwszy raz?

      Usuń
    4. Mazenko, nie bredz tu o zranieniach. Wszyscy jestesmy bardzo wrazliwi w sytuacjach, gdy ktos potraktowal nas w sposob, naszym zdaniem, niewlasciwy. Czasem nie pamietamy, ze sami sobie napytalismy biedy i mamy pretensje do innych, apowinnismy miec do siebie. I, jednak, wyjasnij mi, prosze, czym Malgosia zasluzyla sobie na tak zle traktowanie? To ona jest tu najbardziej pokrzywdzona, i - jesli juz mowi sie o zranieniu, to takze ona najbardziej obrywa.
      Lacze wyrazy zazenowania Twoja postawa,
      Kinga

      Usuń
  5. Pani Małgosiu, w pełni się z panią zgadzam. Sama jestem nauczycielem bibliotekarzem z pasji i wykształcenia i problem tkwi w tym, że w wielu bibliotekach publicznych nie pracują bibliotekarze albo bibliotekarze, którzy nie chcą się dokształcać. Postąpiła Pani bardzo właściwie i chylę czoła nad szkoleniem. Czasem trzeba coś komuś uzmysłowić, a czasem się nie da, bo ludzie to ludzie i parapety. Pozdrawiam serdecznie. Obrazek od Pani, który wygrałam nadal wisi w pięknym miejscu i bardzo go lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za słowa wsparcia, to było dla mnie bardzo trudne stanąć tak otwarcie w konflikcie wobec instytucji oraz, jak się okazało z komentarza nad Pani wypowiedzią, wobec konkretnych osób.

      Usuń
  6. ""popatrz jak wszystko szybko sie zmienia,coś jest,a póżniej tego nie ma""Cały czas popełniamy ten sam błąd,oddajemy skrawek siebie Tym którzy zupełnie na to nie zasługują....w imię jakich wartości ja się pytam???A,P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyśmy się nie dzielili sobą, bo są tacy, którzy na to nie zasługują, ryzykowalibyśmy wylanie dziecka z kąpielą. Lepiej chyba zaznać krzywdy, ale po drodze odkryć wiele pięknych osób :) Z tej piosenki to ja wybieram jeszcze tytuł i piję zdrowie za nasze skrawki :)

      Usuń
  7. Ja także kroczę tą odkrywczą "drogą",jest piękna,ale coraz częściej na pewnych etapach kamienie ranią"stopy...i też wybieram...tytuł:)powodzenia na "szlaku A.P

    OdpowiedzUsuń
  8. Niezrozumiała jest ta awantura o zdjęcie, które było zwykłą ilustracją tego, co zrobiono z pracami Małgorzaty&Moniki. Rzeczywiście widać było, że to tandeta i paskudztwo. "Jeden obraz wart tysiąca słów", przyjaciółka, mając taką dokumentację, po prostu by pomogła, udostępniając. Jeśli to cudo nadal wisi, mogę pojechać i zrobić zdjęcie :) Reakcja pani Mażeny jest niezrozumiała i bardzo nieprzyjemna... współczuję; kolejny kopniak zamiast wsparcia. Prawa autorskie trzeba chronić i w związku z łatwością internetowej kradzieży coraz więcej prawników się w tej kwestii specjalizuje - a nieznajomość prawa u internetowego złodzieja nie jest usprawiedliwieniem ani nie chroni go przed odpowiedzialnością. Tu nie ma żadnego "prawda leży pośrodku", prawda leży tam gdzie leży... biblioteka wykorzystała i skrzywdziła obie autorki. Jak się czuła ta trzecia, mówiąc o swoich dziełach pod cudzymi, bezprawnie pozyskanymi? Chyba też słabo...
    Pozdrawiam, Aldona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aldono, to już było rok temu, wątpię, żeby Biblioteka ryzykowała po listach ode mnie tak ciągły zachwyt nad pracami :) Ale masz rację, do nieprzyjemniej sytuacji z biblioteką dołączyło nieciekawe doświadczenie próby zamienienia mnie w winowajcę i to ze strony, z której bym się tego absolutnie nie spodziewała w takim formacie. Jaką ja krzywdę komuś tym artykułem wyrządziłam? No nie mam pojęcia.

      Usuń
  9. doprawdy nie do wiary, że takie rzeczy się dzieją w tak wydawałoby się inteligentnym środowisku. Biblioteka ?? i to z Warszawy ??? podejrzewałabym o taką niewiedzę bibliotekę wiejską albo jakąś doprawdy małą pipidówkę gdzie pracuje Pani Gienia nie będąca nawet stricte wykształconą w tym kierunku personą ale po prostu kobietą lubiącą książki. Ale Warszawa ??? naprawdę ?? i takie durne tłumaczenia ??? nie do wiary.

    Problem znany mi jest od innej strony. Mój mąż jak Pani wie robi zdjęcia. Kiedyś amatorsko a teraz już profesjonalnie bo zdobył stosowne wykształcenie. I niestety również spotyka swoje zdjęcia w różnych miejscach w sieci. Nagminnie niektórzy sobie je ściągają żeby zrobić tło na FB profilu ... żenujące o tyle, że minn robi tak jeden z naszych znajomych i nigdy o zgodę nie poprosił. Przy fotografii można dodać podpis lub zrobić znak wodny i chyba Pani też powinna tak logować swoje prace w sensie ich fotografie.

    Żenujące doprawdy ... w XXI wieku gdzie na prawo i lewo grzmoci się o prawach autorskich wszystkich artystów coś podobnego w bibliotece ... powala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tych autorów za dużo na codzień i się zatraca na nich wrażliwość? Książka, obraz staje się wtedy narzędziem w pracy, niczym więcej. A co do zdjęcia, to myślę, że ludzie jeszcze mniej odczuwają autorstwo, bo im się wydaje, że "pstrykać" każdy może. Z okazji Bożego Ciała po sieci mocno krąży jedno niebywałe ujęcie, musiałam trochę poszperać, żeby odkryć autora, bo udostępnienia na FB idą bez jego nazwiska. A zdjęcie jest bomba: http://www.foto-kurier.pl/users/galleries/c5b33e4bbde51f2e8303ea90383895b9_p.jpg Autorem jest Karol Kin.

      Usuń
    2. zdjęcie faktycznie bombowe widziałam gdzieś dzisiaj też niestety bez podpisu autora ... ehhhhh

      Usuń
  10. Kiedy czytam co tu wszystko powiedziano tylko jedno przychodzi na myśl z Pisma Świętego ...nieś między ludzi spokój i łagodność... ". Pokory życzę...
    Nie odstraszania czytelników trudnymi i kłopotliwymi w odbiorze tematami. Zatem pokój, łagodność i pokora wobec tego co życie niesie pokora od Boga wzięta. Pozdrawiam Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że Pani rys programowy mojego bloga jest także wyrazem pokoju, pokory i łagodności? A tak przy okazji, nie znam Pisma św. na pamięć, proszę mi napisać, z jakiej księgi pochodzi cytat?

      Usuń
  11. Po roku, ale przeprosili. Gratuluję! Sei brava! A przeszkolenie się przyda - to złudzenie, że co z sieci, jest za darmo i dla wszystkich. Dziękuję za dwujęzyczność bloga... włączam włoskie "czytanki" do moich ćwiczeń :) Pozdrawiam, Aldona

    OdpowiedzUsuń