piątek, 26 marca 2010

KOMENTARZOWISKO

I znowu zrobiła mi się duża odległość między komentarzowiskami. Czas miota mną, jak mu się żywnie podoba. Ciągle mam wrażenie, że niedawno pisałam odpowiedzi, a tu półtora miesiąca. Jedynie mnie pociesza, że w tym czasie powstawała książka i zrodziło się wiele innych pomysłów, dziękuję więc Wam za cierpliwość i przystępuję do odpisywania.

Zacznę od komentarzy pod ostatnim komentarzowiskiem z 7 lutego.

Atelierpolonaise bardzo dziękuję za polecenie książki, jeszcze się nie zabrałam za jej szukanie, ale rzecz z zakresu tematycznego bardzo mnie interesującego, więc gdy tylko złapię drugi oddech ...

A.G-S pytała o termin ukazania się drugiej książki. Ma to nastąpić w maju, mam nadzieję, że przed moim przyjazdem do Polski na jej promocję :)
Tabu ta książka to drugi rok i będzie nosiła tytuł "Toskania dzień po dniu". Mam nadzieję, że nie zanudzę czytelników taką samą formą. Tekst oczywiście jest uporządkowany, są też fragmenty zupełnie nowe na potrzeby książki i niepublikowane rysunki, specjalnie do książki narysowane.

Niebieska pytała, czy byłam na wycieczce w spodniach, czy sukience - ot chochlik z niej - w spodniach na pewno nie, raczej jakaś spódnica mi się pałętała. Nie przepadam za spodniami, zakładam je do pracowni, ogrodu itp. brudnych robót. "Wyjściowo" jestem w stanie znieść zestaw spodnie plus krótka sukienka czy spódnica. No chyba, że długo prania nie robiłam :)

Toja piszesz, że zaczęłaś u siebie zwracać uwagę na szczegóły architektoniczne. Ja też zauważyłam podczas ostatniego pobytu w Polsce, że Toskania nauczyła mnie inaczej zwiedzać i smakować miejsca, których i w Polsce do zachwytu nie brakuje.

Cieszę się, że zostały zrozumiane moje opory przed grami losowymi i dużymi pieniędzmi. Oczywiście wiem, zdaję sobie sprawę, nie wzbraniałabym się przed jakimś leciutkim wzbogaceniem takim, żeby móc np. swobodnie wysyłać Wam więcej prezentów :) Żeby nie myśleć, co z emeryturą itp. Ale co tam się będę zamartwiać i tak czuję się wielce obdarowana i bogata :)

Remont, o którym pisałam i o którego losy się dopytujecie na razie stanął u progu wykończenia. I nie myślę o tym, że to ja jestem wykończona, ale o tym, że teraz przede mną najprzyjemniejsza część pracy - szczegóły i dopieszczanie, tylko nie wiem jak długie jest to "przede mną".

Janna się pyta, czemu nam przeszkadza nieład wkoło nas. Ja tam nie wiem jak inne kobietki, ale mi nie za bardzo przeszkadza na co dzień, zawsze mówiłam o sobie, że jestem porażką wychowawczą teraz już śp. Mamy. Porządki są na dalekim miejscu moich priorytetów, za Kingą powtórzę, jest tyle innych pasjonujących rzeczy do zrobienia. Mam jednak pewną granicę odporności na bajzel. I ona zaczyna bardzo się przybliżać, gdy ważne, wymagające wielkiego skupienia rzeczy mam do zrobienia. wtedy ład musi być wszędzie i we mnie i naokoło mnie. To jest trochę tak jak w cytacie z "Gwiezdnego pyłu", w którym Iga Cembrzyńska wypowiada dla mnie bardzo ważne słowa: "Ładne chcę mieć myśli, to się ładnie ubrałam". To jest taka cudna myśleńka nie wprost o potrzebie celebracji w życiu, o potrzebie formy, o tym jak piękno wpływa na mnie samą.

Odezwali się nowi i nienowi czytelnicy, więc witam serdecznie na blogu wszystkich, których dotąd nie przywitałam. Czasami to jest trudno uchwycić moment, kiedy kogoś powitać, albo ktoś "przyznaje się" do czytania w mailu i nie wiem, jak to rozwiązać. Każdą i każdym z Was z osobna bardzo się cieszę.

Greenewo nie jestem historykiem, ale zapewne niesnaski albo wręcz nienawiści między miastami-państwami wynikały najczęściej z podbojów jednych przez drugie, z anektowania terenów, z chęci np. posiadania dostępu do morza itp. itd. Współczuję tutejszym uczniom historii kraju, a to z powodu wielkiego skomplikowania, przecież Italia jako państwo jest bardzo młodziutka, wcześniej księstwa, księstewka, republiki, królestwa, państwo kościelne, stronnictwa gibelinów, gwelfów. Tego się nie da ogarnąć w prosty sposób.

Agnieszko co do źródła anegdotek florenckich już wyjaśniałam, że ukazała się taka książka po włosku "Lo struscio fiorentino". Obecnie wyszło drugie wzbogacone jej wydanie pt. "Il canto dei Bischeri". Czasami więc mozolnie tłumaczę, potem proszę Krzysztofa o weryfikację mojej swobodnej interpretacji, przy okazji pobytu we Florencji robię zdjęcia i historyjki gotowe. Zdjęć mam więcej niż tłumaczeń, więc możecie się spodziewać dalszego ciągu. Joanno stąd czasami ubiór ludzi nie odpowiada porze roku, w której powstaje mój wpis na blogu.
Nowa książka wspomina około 100 różnych sytuacji, zdarzeń, miejsc itp.

Ulcik powstawanie dżemu pomarańczowego jest w tym wpisie

Janno nie wiem, czego oczekiwałaś, że określiłaś notkę o zapustach jako skromną, nie mogłam nic dodać, bo tak właśnie było tego dnia, a ja żadnych więcej zwyczajów nie znam, nie znam też Twoich wymagań, ale i tak solennie obiecuję nie za bardzo im się podporządkowywać :) Ja to taka Gosia-Samosia jestem i piszę raczej o czym chcę pisać :)

Joanno to jawne pomówienie określenie mnie wielką artystką sztuki kulinarnej, ja po prostu się gapię na pewne blogi, zaglądam do książki kucharskiej i z rzadka wam się przyznaję, że mi coś nie wyszło, hihihi

Mażena do dżemu używałam zwykłego cukru. Przyznam się, że w Polsce mnie zbyt nie przejmowały te pryskane skórki. Po prostu moczyłam je, pisze o wersji z cytrynami, na które przepis kiedyś tu podawałam. Jakoś dotąd żyję, nic mnie nie zmogło :)

Za życzenia zdrowia wszystkim dziękuję. Jakoś się kulam i robię wszystko, co sobie wymyślę do zrobienia, więc nie mam na co narzekać. Tym bardziej, że lekarka oddaliła ode mnie jakieś większe zmagania z tarczycą. Nawet lekarstw nie muszę brać :)

O wizycie Kingi mogę napisać jeszcze, że postanowiłam zakończyć podejmowanie gości obiadami. I nie ze skąpstwa czy niegościnności. Po prostu przygotowania zabrały mnóstwo cennego czasu, który można było spędzić na gadaniu. A tak wstawiłam dziewczyny do kuchni i towarzyszyły mojemu motaniu się pomiędzy garnkami. Niedobrze. Następnym razem jakiś lekki deserek, kawka i paplanina w dużych ilościach :) Albo dłuższy spacer po Pistoi :)

A teraz bardzo się cieszę, że mogę w końcu napisać Wam o losach błąkającego się psa. Otóż schronisko dwa dni temu nas poinformowało, że odnalazł się właściciel. Ależ mi ulżyło! Bo te niektóre Wasze wizje mnie przeraziły, a tu naprawdę nie było możliwości nawet przenocować tego miłego stwora.

Miłośniczko włoskiego muszę Cię rozczarować, nie posługuję się językiem włoski w sposób płynny. Przed wyjazdem chodziłam na prywatne lekcje, ale to było w czasie, gdy w ogóle nie myślałam o zmianie miejsca zamieszkania. Po prostu po pewnych wakacjach zachciało mi się choć trochę poznać ten język. Jednak nie dawałam rady i zarzuciłam lekcje. Potem już tu na miejscu chodziłam na kursy włoskiego dla średnio zaawansowanych. Ja byłam najmniej zaawansowana spośród wszystkich uczestników. Trudność przyswajania polega też na tym, że na co dzień nie muszę używać włoskiego. Próbowałam wielokrotnie rozmawiać po włosku z Krzysztofem, ale się nie da, trybiki same wskakują na język ojczysty. Poza tym to jest trochę jak z porządkiem, szkoda mi czasu na naukę, bo jest tyle innych ciekawych rzeczy tu do robienia. Więc pokornie jestem na poziomie "dogadania się", samodzielnie załatwiam sprawy typu pogaduszki pod kościołem, zakupy, fryzjerka, rozmowy przez telefon z udzieleniem odpowiedzi, kiedy będzie proboszcz itp. No nie jest ze mnie poliglota! Tłumaczenie tekstów to ślęczenie ze słownikiem, jest też o tyle trudne, że np. w przewodnikach często używa się tych trudniejszych czasów przeszłych. Na początku niemal nic nie mówiłam, więc i tak jest jakiś postęp :)

Agnieszko no właśnie ta czerń ubiorów jest uderzająca i jeszcze bardziej widzi się ją na zdjęciach, czasami pojawi się fiolet i tyle z szaleństwa. Dlatego tak mi spodobał się w Sienie pan w białym płaszczu i niebieskich skarpetkach. Pozostaje nadzieja, że dyktatorzy mody wymyślą jakiś inny jaśniejszy kolor jako obowiązujący :)

Dublinio, gdybym była w tym czasie, co masz zamiar przyjechać to bym się razem z Tobą wdrapała na wieżę w Sienie, może jakoś wespół zespół byśmy dały radę :) Pamiętam pewne wakacje, kiedy co chwilę na jakąś wieżę wchodziliśmy. Już miałam dość, a zważ że mam słabą kondycję i lęk wysokości :) Ale warto dla wyśmienitych widoków.

Emilystar rozłożyłaś mnie na łopatki marzeniem o byciu krzesłem w mojej pracowni. Ja bym z chęcią widziała Cię raczej jako gościa w niej. Wiem, że taka wspólna praca to jest jeszcze coś bardziej zbliżającego niż same pogaduchy.

Za wszystkie komplementy dotyczące prac serdecznie dziękuję, tych nigdy dość :) Ja tam jetem łasa na pochwały, nie wiem, jak Wy?

Małgosia K. pyta się o film o freskach z kaplicy Brancacci. Jest, ale nie chcieliśmy czekać. Może kiedyś.

Południe Włoch faktycznie na pierwszy rzut oka nie zachęca, by się tam zatrzymać. Ale po tych paru dniach mogę powiedzieć, że z chęcią jeszcze tam kiedyś wrócę. Za natchnienie i motywację do wyjazdu bardzo dziękuję Hani. Powiem tylko, że wraz z mężem snującym NATO-wskie opowieści utrudnialiście nam zwiedzanie, bo wybór wcale nie był łatwy: Wy czy turystyka. Aż głupio było mi jechać na te wycieczki.

Eugenio Lacrima Christi jest dalej w sprzedaży. To chyba bardzo charakterystyczny wyrób dla winnic rosnących w pobliżu. Ale jakoś nie pomyślałam, by kupić choć jedną butelczynę.

Marleno ja świadomie Neapol zostawiłam na jakąś dalszą nieokreśloną przyszłość. Myślę, żeby choć trochę to miasto obłaskawić trzeba większej liczby dni, niż nasze trzy razem wzięte. Poza tym skoro wiem, że jest tam dużo baroku, to odkładam go aż nasycę się starożytnością i średniowieczem :)

Mażeno ten cień śmierci jest dość trudny do ominięcia w Pompejach, ale konsekwentnie starałam się wyobrażać to miasto jako żywe, pełne ludzi, ich emocji, uśmiechów, łez, ploteczek, kłótni, okrzyków radości. Nie miałam pojęcia, że Pompeje wymagają minimum dwóch dni, by je spokojnie poznać. Dlatego mam w sobie ogromne poczucie niedosytu. Dobrze jest za czymś tęsknić a nie myśleć, że już się wszystko zobaczyło.

Majano drożdżówki były z serem i kawałeczkami skórki pomarańczowej i niestety najlepsze były na drugi dzień, gdy przykryte folią nasiąknęły trochę wilgocią. Ale goście sygnalizują mi, że te podsuszone też były jadalne, więc się mocno nie przejmuję.

Chiarze jeszcze raz dziękuję za troskę w sprawie kleszcza. Obserwuję, czy się nie pojawia rumień i za poradą w mailu zadzwoniłam do lekarki. Ponieważ niebawem mam robić kontrolne badania krwi, przy okazji zleci też wykonanie tych związanych z chorobami przenoszonymi przez kleszcze. Przy okazji chciałam Wam się pochwalić, że Chiara na swoim blogu napisała recenzję mojej książki, nie znając uprzednio bloga. Jest to pierwsza znana mi blogowa recenzja. Dziękuję!

BB-Italia już kiedyś pisałam, ale z chęcią odpowiem jeszcze raz. Do podstawowej obróbki zdjęć używam programu Picasa. Robienie kolaży bardzo usprawniło mi tworzenie wpisów, bo wklejanie każdego zdjęcia osobno było nie lada mordęgą i zabierało mnóóóóóóstwo czasu. Najczęściej używane przeze mnie funkcje to przycinanie, obracanie, wyostrzanie, nieostrość, rozjaśnianie i przyciemnianie. No i oczywiście tworzenie kolaży.

W końcu udało mi się odpowiedzieć. Czasami mam wrażenie, że pęknę przygnieciona stosem rzeczy do zrobienia. Proszę więc Was o cierpliwość, bo bywa, że muszę wybierać między zrobieniem nowego wpisu, odpowiedzeniem na komentarze, maile, między wycieczkami, domem, pracownią i wieloma innymi sprawami. Jeszcze w ogóle nie wspominałam, że jesteśmy w trakcie prac w ogrodzie, ale nie chcę nic pokazywać, póki całość konkretniejszych kształtów i oprawy nie zyska. Po wytyczaniu ścieżek i rabat miałam zakwasy w nogach hi hi hi. Teraz trochę uspokojona nadrobionymi zaległościami blogowymi (zaznaczam, że nie wszystkimi) wracam do innych zajęć. Dobrych przygotowań do Wielkanocy życzę.

8 komentarzy:

  1. komentarzowisko do komentarzowiska :)
    Książka będzie lepsza niż pierwsza. Wiem co mówię! Małgosia nam się po prostu rozwinęła jako pisarka, ot co!
    Co do sztuki kulinarnej Małgosi - wielki szacun, miałam okazję spróbować: smaczne, fikuśnie podane, pięknie nakryte do stołu. I robi przepyszną konfiturę z pomarańczy. Zazdrośćcie mi dziewczyny, bo to był ostatni raz, jak niżej napisano:)))
    Co do podejmowania obiadami: jak było widać, nam (a zwłaszcza mojej przyjaciółce, bo dla mnie zabrakło zajęcia) nie przeszkadzało zajęcie związane z przygotowaniami. No i okoliczności stołu sprzyjają pogawędce. Natomiast wiem, będąc sama nieco znerwicowaną organizatorką domowych przyjęć, że to wszystko strasznie stresuje. Zamiast więc się stresować wizytą "biesiadną", lepiej podejść do rzeczy na luzie. Popieram bardzo.
    Małgosia MÓWI po włosku. Sama słyszałam jak gadała przez telefon, z sąsiadem, z dziećmi katechatycznymi. Małgoś, nie doceniasz się w tej dziedzinie.
    To tyle w skrócie:)
    Kinga z Krakowa

    OdpowiedzUsuń
  2. i wpuść tu babę do domu hi hi hi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam każdą Twoją notkę ,a komentarzowiska także i zawsze szukam siebie hyhy;) Ot, mały egoizm z mojej strony:))

    Kingo, ja tak się domyślam, że Małgoś MÓWI po włosku i świetnie gotuje :)) Skromna z niej dziewczyna, nie chce się przyznać.

    Pozdrawiam ciepło wiosennie:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ bogate komentarzowisko! chyba każda z nas ,odnalazła odpowiedź na swoje uwagi . Podziwiam ogromnie Twoją pracowitość i cierpliwość ,Małgosiu!
    Uściski wiosenne!
    Gdynianka

    OdpowiedzUsuń
  5. myślę, że umiejętność dogadania się z Włochami na co dzień to już bardzo dużo :) ja uczę się od 1,5 roku, 6 godzin lekcyjnych w tygodniu i nawet mimo mojego szczerego zapału i dobrych chęci nie jestem w stanie zrozumieć rodowitego Włocha- jak oni szybko mówią! zresztą sama powiedzieć też niewiele umiem, te końcówki, pronomi itd.. a mówili, że włoski taki prosty! :)
    pozdrawiam
    miłośniczka włoskiego

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie jest prosty. Jak się to przyjmie do wiadomości i uzna, to zaczyna być łatwiej:) i ma się mniej kompleksów.
    Ja się uczę od niecałych dwóch lat dwa razy w tygodniu. Dalej mam problemy z pronomi, congiuntivi i całą resztą - ale się dogaduję coraz lepiej. Z błędami, ale jednak. Najważniejsze -to nie poddawać się!
    Kinga z Krakowa

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak Majanko, ja też lubię swoje imię zobaczyć w komentarzowisku. A Małgosia bardzo skromna jest,a wiele talentów posiada i co ważniejsze rozwija je i się nimi dzieli.

    OdpowiedzUsuń
  8. "Ładne chcę mieć myśli, to się ładnie ubrałam", podoba mi się to.

    OdpowiedzUsuń

KONTAKT (proszę pamiętać o wpisaniu maila)

Nazwa

Adres e-mail *

Wiadomość *