środa, 2 lutego 2011

WYCIECZKOWY SURVIVAL

Cały ostatni weekend był pod znakiem deszczu, więc nadrobiłam choć jedną zaległość i poczyniłam wpis o Ołtarzu św. Jakuba. Co jeszcze robić, gdy pada, a pracować ileż można? Książki i filmy, filmy i filmy. Te ostatnie głównie z wypożyczalni.
Były dwa - jeden do myślenia jeszcze długo - "Wątpliwość" z Meryl Streep, a drugi - ku radości i wzruszeniu, ku przybliżeniu Toskanii - "La passione". Ten, kto będzie miał możliwość obejrzeć, niech nie czyta następnego akapitu, choć oczywiście nie streszczę całego dzieła, ale może są takie osoby, które wolą nie wiedzieć nic o fabule. Dla wygody napiszę kursywą.

"PASJA" 2010r. reż. Carlo Mazzacurati:
Reżyser z Rzymu z pięcioletnim  kryzysem twórczym zostaje nagle wezwany do małej miejscowości w Toskanii, gdzie wynajmował turystom zakupione w tym celu mieszkanie. Nie dbał o nie i okazało się, że poszły wszystkie rury. Niby nic, ale woda zalała sąsiadów, czyli ... kaplicę z XVI wiecznym freskiem. Reżyser nie ma pracy, nie ma pieniędzy, za to ma ważne spotkanie w Rzymie, które powinno  zadecydować o jego przyszłości. A tu utknął na prowincji. Wzywają go do burmistrza, którym jest mocny typ kobiety. Reżyser staje przed wyborem: albo będzie wysłany donos  na niego do konserwatora zabytków, albo poprowadzi mieszkańców w przygotowaniu Misterium Męki Pańskiej - wieloletniego zwyczaju miejscowości. Dotąd zajmował się tym lokalny hrabia, ale wziął był zmarł. Zostało 5 dni do Wielkiego Piątku. No i zaczyna się, mamy przed sobą galerię typów wszelkich, barwne toskańskie charaktery, światek filmowy, kryminalny, poczciwiny i głowy zwane tutaj twardymi; burzę komicznych sytuacji, grę słów, grę nastrojów, pastisze, wzruszenie aż po łzy i ... Toskanię, nie taką widzianą oczami obcokrajowców, nie tę, która zmienia życie po przeprowadzce, ale tę zwyczajnie ludzką, w której obcokrajowcem jest reżyser z Rzymu. Polskiego smaczku dodaje filmowi aktorka Kasia Smutniak. 
Razem - palce lizać!

Na wtorek zapowiadano poprawę pogody, więc postanowiliśmy wyruszyć śladem filmu, w poszukiwaniu jego plenerów. Jednej rzeczy nie uwzględniłam z prognozy pogody - wiatrów. Oślepiona symbolem słońca na stronie www nie spojrzałam dalej i ubrałam się co najmniej nieodpowiednio. Krzysztof też się nie popisał. Atmosferę ocieplało nam  jedynie towarzystwo psów i ogrzewanie w samochodzie. Pogoda okroiła więc listę miasteczek do zwiedzenia. Dwa tylko zlokalizowaliśmy, dwa odwiedziliśmy, wszystko będzie musiało poczekać do lata, gorącego, drgającego słońcem.
Pierwsze miasteczko - Casale Marittimo, miodowym światłem wypełnione i wiatrem wyjące, z poświęceniem zobaczone, dało letni przedsmak.
Takie małe, a wypatrzyłam dwie agencje nieruchomości i kilka domów na sprzedaż.
Domu nie kupię, ale plebania wygląda jak cukiereczek, nieprawdaż? Hmmm. No nic więcej nie napiszę. Wystarczy mi moich marzeń, hi hi hi.
Szybko łapaliśmy obrazy w oczy, bo gonił nas głośny świst wiatru, przemykał się pod łukami przejść, obijał o bliskie siebie mury, okręcał wokół kominów niczym z Gaudiego, robił przegląd każdego detalu..
Zimny hulaka wydawał się taki znikąd wobec spokojnego krajobrazu na horyzoncie
Koniecznie trzeba wrócić do Casale Maritimo.
Motywację pogłębił pewien bar - "La Ribalta". Krzysztof wypatrzył szyld zapraszający na herbatę, zziębniętych nie trzeba było zapraszać.
Weszliśmy i znaleźliśmy się w innym świecie. Czas zatrzymany w starych meblach i fotografiach pod szklanymi blatami stołów, ciasno i swojsko.
Przy wejściu napis informuje nas, że poeta strajkuje. Na szczęście właścicielka - Stefania - nie. Okazała się rozgoryczoną aktorką, która w wyniku kolei życiowych znalazła się w tym maleńkim miasteczku nieopodal Ceciny. Ale to nie rozgoryczenie przywiodło ją do Casale, spowodowały je nasilające się gesty mieszkańców miasteczka dające do zrozumienia, że jest obcą, oraz ostatnia zmiana władzy. Przejęli ją młodzi komuniści, w wyniku czego nie przedłużono jej pozwolenia na letni ogródek przed barem, co wiąże się z obcięciem ilości klientów.
Porozmawialiśmy z nią też o filmie. Od razu powiedziała: "prawdziwy, oj, prawdziwy". Zapewne chodziło jej właśnie o te charakterystyczne małomiasteczkowe typy i twarde głowy.
U Stefanii można nie tylko wypić coś ciepłego, czy zjeść rogalik, w sezonie służy posiłkami i to o każdej porze, nie ma przerwy tak charakterystycznej dla tutejszych lokali.
Na koniec pokazała nam uratowaną przez siebie od zagłady nieczynną tłocznię oliwy - zaraz obok baru.
Wspomniała o jeszcze jednym polskim akcencie - nieopodal mieszka jakieś polskie hrabiostwo, jakie, nie umiała nam powtórzyć nazwiska..

Potem przemknęliśmy koło Guardistallo i Montescudaio, by ostatecznie zatrzymać się w Montecaini Val di Cecina. Samochód zostawiliśmy w nowszej części położonej na niższym wzgórzu.
Jako zagorzali zwiedzacze zaczęliśmy od ... posiłku, żeby mieć siły na ciąg dalszy walki z wiatrem. Oszklony taras restauracji zapewniał nas, że zimno na chwilę nam odpuści. Pozwalał też spokojnie spoglądać na opustoszały Plac Republiki, na którym przez pewien czas pojawił się tylko "personaggio", jak określa się tutaj ludzi o odmiennym kontakcie z rzeczywistością. Mam do nich wielką słabość, zwłaszcza gdy ich ruchy mają tak niezwykłą choreografię, że siedziałabym dniami i bym nie wymyśliła, żeby np. przemieszczać się płynnie nad barierką-łańcuchem z gracją bliską tai chi (ten zobaczony we worek), albo skręcać jedynie pod kątem prostym przemierzając prosty deptak skomplikowanym szlakiem (kiedyś widziany w Perugii).
Zamówiliśmy bardzo zimowe dania, Krzysztof - flaki po florencku, ja - zupę z kaszą i fasolą, a na drugie jedną porcję dzika na dwie osoby. To było na granicy pęknięcia, z powodu możliwości pojemnościowych żołądków. Wszystko pyszne!
Już chciałam zrejterować, bo gardło zaczynało mnie lekko pobolewać, ale wiatr złudnie ucichł i pozwolił słońcu ogrzać kawałek spaceru. Wśród murów pozostałych po cmentarzu odrobinę naładowaliśmy baterie.
Potem jeszcze przez chwilę poszukaliśmy filmowych plenerów. Nie znaleźliśmy. Temperatury za niskie?
Miasteczko ma chłodniejsze barwy domów od tych poprzednio zobaczonych w Casale Marittimo, a może to tylko jego zimowa szata. Latem zapewne z szarością kamienia konkurują kwiaty. Pierwszego dnia lutego prym jednak wiodły budynki.
Wśród nich wyróżnia się Palazzo Pretorio. Korzeniami sięgający XIII wieku, z wieloma naleciałościami późniejszych czasów. Obecnie stanowi część muzealną poświęconą wydobyciu miedzi, którego prężnym ośrodkiem było Montecatini Val di Cecina.
Ciekawe jakie jeszcze bogactwo kryje ta ziemia? Przecież jest to też teren bogaty w złoża alabastru.. Wszak niemal na sąsiednim wzgórzu jest słynąca tym minerałem Volterra.
Alabaster się ostał, ale miedzi zaczęto szukać gdzie indziej. Na szczęście miasteczko zostało, w swoim rdzeniu średniowieczne i bajeczne.

A na koniec trochę nadziei. Kwitnie, coś kwitnie! Rozpoznałam przebiśniegi, rozmaryn, cyklameny i, niestety, niesfotografowaną mimozę. Jeszcze oczy radowało jakieś owocowe drzewo i białe coś podobne do ubiorka.

mapka wycieczki


20 komentarzy:

  1. Jakie piękne! Jak ja bym chciała mieć teleporter... i pobyć tam choć przez chwile... Doprawdy, nad czym ci fizycy pracują? :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem nową fanką Twojego bloga. Czytam, przeglądam piękne zdjęcia i chłonę, chłonę, chłonę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowicie klimatyczna ta knajpka Stefanii - lubię takie miejsca.
    A te śliczne kwiatki cieszą oko widać, że w Toskanii wiosna tuż tuż.
    U mnie w ogródku też rosną.... ale kopce po kretach jak "grzyby po deszczu" - czy to oznaka wiosny?
    Pozdrawiam Iwona

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały klimat, zauważony najmniejszy drobny, wspaniały szczegół, to dar obserwacji! Pozdrawiam serdecznie! Opolska fanka Twojego bloga Małgosiu - Joanna

    OdpowiedzUsuń
  5. Plebania - prześliczna, ale myślę, że jak Wy się uporacie z remontami, to będziecie mieć jeszcze piękniej. Co prawda miejsce wygląda inaczej i otoczenie nie jest tak średniowiecznie malownicze, ale wiedząc, że będziesz obecna podczas remontu, jestem dziwnie spokojna o to, co powstanie.
    Kinga z Krakowa

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie dlatego marzy mi się kolejna podróż po Toskanii samochodem, żeby móc pojechać do takich małych miasteczek. Bar piękny :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystko nastrojowe. A ta Stefani niesamowita. Te miasta bez turystów....Czytam Rachel Cusk "Ostatnią wieczerzę" "Czasem trzeba wyruszyć w podróż aby... odnaleźć najpiękniejsze zabytki Toskanii...i..samą siebie" to jest na okładce. Jestem przy opisach fresków Piero della Francesca "Śmierć Adama" Czy gdzieś o tym pisałaś?
    Twoja wycieczka jak zawsze odkrywcza i trafiona i te "budzące" się rośliny!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Piero della Francesca widziałam jeszcze przed czasami blogowymi, podczas moich wakacyjnych pobytów w Toskanii. Muszę kiedyś do niego wrócić. Jest tyle miejsc do powrotów i nowych nieodkrytych :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam nowych czytelników, rozsiądźcie się, proszę, wygodnie i czytajcie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne miejsca... i te widoki zamglone, jakie to romantyczne.
    Natomiast zachwyciła mnie tłocznia, czy wchodzi w skład wyposażenia lokalu i jest widoczna dla klientów?

    OdpowiedzUsuń
  11. La Passione super! Tez widzielismy, jeden z pierwszych wloskich filmow na wloskiej ziemi ! :) opisalismy go tez na naszym blogu

    http://ewamichal.blogspot.com/2010/10/101012-pasja-i-pasja-do-kina.html

    zastanawiam sie wlasnie czy istnieje jakies szczegolne okreslenie dla tego typu rodzaju filmow we Wloszech? Oby bylo ich coraz wiecej :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Tłocznia jest zaraz obok baru, który znajduje się w niższej części miasteczka. Stefania z chęcią ją pokaże. To są wszystko oryginalne urządzenia do tłoczenia na zimno.

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam,
    Dziękuję za spacer po Casale! Ja byłam w Montescudaio i Casale wiosną 2010,w maju, było w sam raz,a nawet cudownie... w Casale poznaję chyba nawet ten sam gąsior..... hi hi http://www.shutterstock.com/pic-64450663/stock-photo-beautiful-decorated-entrance-to-the-tuscan-home.html
    Małe jest piękne...
    Właściwie odwiedzenie każdego miasteczka należącego do "Borghi piu' belli d'Italia" to zawsze strzał w dziesiątkę.
    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  14. Po raz kolejny cudnie ! Zazdraszczam wiosny, na zdjeciach widac tylko słoneczko, wiatru nie czuć ;) juz zacieram rączki na letnią wycieczkę do Casale Maritimo.
    Pozdrawiam ciągle zimowio /niestety/ ...

    OdpowiedzUsuń
  15. Ach,jak cudownie! Ta pogoda, te widoki, atmosfera. Pięknie:)
    Na razie tylko obejrzałam ,przeczytam później.
    Niestety cierpię na totalny "brakczas" ostatnio.
    Pozdrawiam Cię serdecznie Małgosiu.
    Majana

    OdpowiedzUsuń
  16. Od czasu do czasu czytam Twojego bloga, ale dziś chętnie się wpiszę....
    Casale Marittimo znam bardzo dobrze, a ostatnio w sierpniu zwiedziłam go na rowerze od strony Bibbony i jadłam przepyszne gelato w "La Ribalta" upajając się niesamowitymi widokami....
    W tym roku na pewno to powtórzę :).
    Pozdrawiam Ola

    OdpowiedzUsuń
  17. Ola! Margherita
    que passeio acabei de fazer junto com voce, belo, belíssimo local
    Estou aguardando que voce faça uma viagem fotográficas em Vicenza e Arzignanno cidades da nossa família e temos muitas saudades desses lugares mágicos.
    bjs amiga
    c/carinho
    Teresa Grazioli



    Ciao! Margherita
    Ho appena fatto che ride insieme a te, bello, bellissimo posto
    Sto aspettando di fare un viaggio fotografico a Vicenza città Arzignanno della nostra famiglia e ci mancano quei luoghi magici.
    amico BJS
    w / affetto
    Teresa Grazioli



    Hello! Margherita
    Ja po prostu nie jeździć, że razem z wami, piękne, piękne miejsce
    I czekam na ciebie, aby fotograficzna podróż w Vicenzy miast Arzignanno naszej rodziny i brakuje nam tych magicznych miejsc.
    BJS znajomego
    w / uczucia
    Teresa Grazioli

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak jak myslałam . Już po mnie. Pewnie nie zasnę. Tęsknota mnie zażre. Tydzień temu wróciłam z Italii. Byłam o krok od tych miejsc.Straszny żal.Byle do maja.BARDZO CIEPŁO POZDRAWIAM.(chociaż przebisniegi u mnie ledwo co wystawiają kiełki a cyklameny tylko na WEWNĘTRZNYM kuchennym parapecie) Maszka

    OdpowiedzUsuń
  19. "La Ribalta", to chyba musi być Rybałtka - pani Stefanią, prawda? Była wędrowna aktorka... fajnie :)
    Pozdrawiam, Aldona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ribalta to raczej po polsku przewrót. O o Stefanii po latach dowiedziałam sie wielu zupełnie innych rzeczy, zupełnie z drugiej strony. Od bardzo wiarygodnych osób.

      Usuń