wtorek, 4 sierpnia 2015

OCZEKUJĄC

Czekam na pewien materiał związany z wpisem o warsztatach w Perugii, ale nie chciałabym mieć zbyt wielu zaległości, więc zaproszę Was dzisiaj na dzwonnicę.
Chodzi o przykościelną wieżę w Montagnanie, drugiej parafii Krzysztofa.
Namówił moich przyjaciół do wspinaczki, a ja w końcu pokonałam opory i dołączyłam do nich.
Charakterystyczną cechą dzwonnicy jest jej przysadzistość, zupełnie oderwana stylem od dużo lżejszej bryły kościoła. Przyczyna tkwi w recyklingu architektonicznym, wykorzystano pozostałości po zamku, kiedyś stojącym w miejscu traktu schodzącego z gór. To właściwie jedyny świadek dawnej fortyfikacji.

Przez wiele lat dotarcie do dzwonów było nie lada wyczynem, gdyż drewniane schody biegnące wewnątrz, wzdłuż ścian, zbutwiały i nie nadawały się do postawienia na nich ani jednego kroku.
A dzwony i mechanizm nimi poruszający wymaga wszak konserwacji, więc wewnątrz wieży stanęło bezpieczne rusztowanie z metalowymi drabinkami.
Ale, żeby do nich dotrzeć, trzeba udać się do przejścia pod wieżą, pokonać maluśkie drzwi otwierane wielkim kluczem, utrudniające dostęp nie tylko swoją wielkością, ale i położeniem pół metra ponad ziemię i zaraz potem natychmiastowym skrętem na kamienne schodki.

Potem trzeba omieść tony pajęczyn, nie zauważyć tych, którzy dokończyli tu żywota i cieszyć się dotarciem do dzwonów.

Wszyscy zachwycaliśmy się nie tylko widokami z wieży, ale i pięknym wykończeniem samych dzwonów.


Zastanawialiśmy się nad osobowością ludzi, którzy ozdabiali metalowe kielichy wiedząc, że mało kto te ozdoby będzie oglądał.
Jeden z dzwonów ma nawet niezwykłe uchwyty w kształcie twarzy.
Krzysztof opowiedział nam o obracaniu dzwonu, gdy serce wybije już zbyt wiele metalu, pokazał skórzane mocowania, jedyne wytrzymujące ciągłe tarcie, wyjaśnił gościom użycie młoteczków bijących w zewnętrzną czaszę na odmierzanie godzin i na ogłaszanie pogrzebu.

Wykorzystaliśmy jeszcze obecność proboszcza i ruszyliśmy z nim na spacer po Montagnanie. Pomógł nam pokonać opory przed wchodzeniem w zaułki, na prywatne podwórka, które zna z wiosennej kolędy. Miejscowość stromo narosła na zboczu góry, w najwyższym jej punkcie zobaczyliśmy dzwonnicę z lotu ptaka.

9 komentarzy:

  1. Ach! dzięki, dzięki! Nieskromnie uważam, że to jakaś odpowiedź na moją tegoroczną tęsknotę za Montargnaną.
    I nie mogę odżałować, że mnie tam nie było, jak się wspinaliście na wieże.
    Bosko tam jest!
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko przed Wami, dwa kabanoski i proboszcz urobiony :)

      Usuń
  2. Fascynująca wycieczka! Ciekawe te drzwi - jak gubijskie (a może umbryjskie?) porta del morto - czy tu też występują w tej roli? Chyba nie, bo tamte były w domach mieszkalnych, żeby zapobiec powrotowi zmarłych do zywych (swoja droga - dlaczego? żeby nie zakłócac porządku boskiego?). Nie zauważyć tych, którzy dokonali tu żywota? Czyżby tam były ludzkie szczątki - niemożliwe! Napis nad drzwiami to M -- 24? Data?

    Mała wycieczka, a tyle ciekawostek! Zadowolone miny najlepiej swiadczą o tym, jak przyjemne to było (mimo pajęczyn!)

    serdeczności,

    iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że te drzwiczki nie mają nic wspólnego z tzw. drzwiami umarłych. Nie prowadzą wszak do żadnego domu, a i zakręt za nimi skutecznie utrudniłby wyniesienie zwłok. Prawdopodobnie brakuje im schodków.
      Napis tak, ale pełna data, to nie jest na pewno M, podejrzewam tu 17, tylko mi ten relief nie pasuje, wydaje się być dużo starszy. Może użyto go jako ozdobnika ze starszej konstrukcji i dopisano datę umieszczenia nad drzwiczkami ? Właściwie to źle zrobiłam, że nie nagrałam dźwięku, chociażby skrzypienia wyschniętej skóry, na której wisi serce dzwonu, czy też uderzenia młoteczka, bo na rozbujane serca to uciekliśmy, chyba byśmy ogłuchli.

      Usuń
  3. "Potem trzeba omieść tony pajęczyn, nie zauważyć tych, którzy dokończyli tu żywota i cieszyć się dotarciem do dzwonów." Opis powalił mnie - dziękuję!!! Prawie jak z filmu opowiadającego kolejną przygodę Indiany Jonsa :) Jakby tak zmienić godzinę zwiedzania na np. przedświt, albo północ przy okazji pełni, to normalnie jak zdjęcie do opowiadań Edgara Alana Poe! A tak poważnie... nie będę odkrywcza, jak napiszę, ze jestem po raz kolejna uwiedziona tymi szczególikami i detalami. I dodam, że bardzo lubię zdjęcia robione z bram oraz zauważające w tle schody. Mam też pytanie. Jest to budowla powstała z elementów ufortyfikowania, czy znaczy, że było jakieś pasmo budowli obronnych i to jedna z nich? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za docenienie opisu :) "Fortyfikacja" oznacza istniejący tu kiedyś zamek-twierdzę. Niefortunnie napisałam w liczbie mnogiej, już poprawiam.

      Usuń
  4. ... a ja już myślałam, ze będzie opowieść o kilkunastu twierdzach tworzących silny mur broniący przed... :)

    OdpowiedzUsuń