niedziela, 8 marca 2020

W POTRZEBIE

Nie chcę rozpisywać się nad koronawirusem, od tego są specjaliści. Co raz bliżej nas tworzone są czerwone strefy, te najbardziej restrykcyjne. W Toskanii na razie wprowadzono pewne obostrzenia, zamknięto szkoły i uczelnie (to w całych Włoszech). Od dzisiaj zamknięte są też wszelkie placówki kulturalne.
A co do kościołów, to biskupi zakazali, między innymi, kolędy (przypominam, tutaj tradycyjnie związanej z Wielkim Postem). Brakuje bardzo postawy religijnej, czyli zaleceń pozytywnych, co można zrobić. A przecież można chociażby zwrócić się do patrona od chorób zakaźnych, powodujących epidemię.
Proboszcz znalazł Nowennę do św. Rocha i od dzisiaj modlimy się do niego o opiekę nad Tobbianą.

Modlimy się przed obrazem, który powstał w ciągu półtora dnia (od pomysłu do realizacji). Czas i malunek o wymiarach 100x70 poniekąd wymusiły na mnie uproszczony styl.



Dlaczego św. Roch?
Urodził się w Montpelier (ok. 1350 roku) ze znamieniem w postaci czerwonego krzyżyka na klatce piersiowej, stąd jego imię ma pochodzić od słowa rubeus = czerwony. Gdy udał się z pielgrzymką do Rzymu, wokół szalała dżuma, przechodząc przez zarażone tereny uzdrawiał ludzi znakiem krzyża. Dotarł do Rzymu, a w drodze powrotnej, w okolicach Piacenzy, i jego sięgnęła zaraza. Nie chcąc nikogo narażać na chorobę, schował się w grocie nieopodal pewnego majątku. Pies właściciela odkrył go i przynosił mu codziennie kawałek chleba. Szlachcic poszedł kiedyś z ciekawości za swoim pupilem, zajął się kuracją świętego, przy okazji zmieniając własne życie. Uzdrowiony Roch dotarł do rodzinnego miasta. Niestety, nierozpoznany przez nikogo, został oskarżony o włóczęgostwo, zamknięty w więzieniu, gdzie po 5 dniach zmarł.
Świętego Rocha poznacie łatwo na obrazach po wielu atrybutach: jako młodzieńca, w szerokim kapeluszu i z kosturem wędrownika, z muszlą św. Jakuba (charakterystyczną dla pielgrzymujących), z otwartą raną na udzie (dokładnie to powinien być guz dymieniczy), no i w towarzystwie psa z kawałkiem chleba. Innymi znakami charakterystycznymi patrona zarażonych jest krótka pelerynka, która wzięła swoją nazwę od świętego (sanrocchino), czy tabliczka z zapisaną modlitwą.

5 komentarzy:

  1. Pięknie, dziękuję Małgosiu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech Małgosiu, dzisiaj wybierałam zdjęcia do nowego posta o Awinionie, do którego pojechałam po raz drugi, żeby lepiej przyjrzeć się miastu. Za pierwszym razem sporo czasu spędziłam w pałacu papieskim i nie miałam go za dużo na pozostałe zabytki. Podczas drugiego mojego tam pobytu "odkryłam" czternastowieczną bazylikę świętego Piotra, w której odnalazłam posąg wyobrażający świętego Rocha z kosturem wędrownika u prawego boku, z dwoma muszlami świętego Jakuba nad dwiema piersiami, raną na lewym udzie i psem u lewej nogi. Kiedyś też pisałam o tym Świętym.
    Jak zawsze, podziwiam Twoje dzieła. Niech Wasze modlitwy zostaną wysłuchane...
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Roch - to imię, które dla mnie wiele znaczy. Śp.ojciec Roch, franciszkanin, był przez długie lata moim spowiednikiem i najlepszym przyjacielem, prawdziwym ojcem duchowym.
    Natomiast jeżdżąc dziesiątki razy z Gdańska do Poznania przez Brusy, mijaliśmy figurkę św. Rocha opatrzoną wezwaniem: Święty Rochu, chroń nas od zarazy (nb. na froncie budynku, w którym mieściła się siedziba PZPR!). Niech ten dobry święty Was i całą Italię chroni! Twój obraz piękny, a psia mordka wyjątkowo znajoma... Annamaria

    OdpowiedzUsuń
  4. A obraz 1. stacji Drogi Krzyzowej nabral nowego znaczenia...

    OdpowiedzUsuń
  5. Malgosiu pozdrawiam ,zdrowia i sil zycze, niech Sw Roch ma Was w opiece,
    irena z Poznania

    OdpowiedzUsuń