niedziela, 1 marca 2020

ZAŁĄCZNIKI

Wyprawa do katedralnego muzeum w Pizie miała, oczywiście, swoją kontynuację.




Oczywiście, bo przecież zawsze to miło przejść się po mieście, zwalczając stereotyp, że jeśli Piza, to tylko Krzywa Wieża, oczywiście, bo była pora obiadowa i trzeba było znaleźć jakiś lokal na posiłek. Pewnym krokiem prowadziłam do wypatrzonej kiedyś osterii, ale była nieczynna poza sezonem. No to gdzie by tu ...? Idziemy, idziemy, aż w końcu trafiamy w dziesiątkę. Znaleźliśmy miejsce, gdzie stołują się głównie studenci (zawyżaliśmy średnią wiekową). Szybka (co istotne, bo klientów mnóstwo), przesympatyczna obsługa w wykonaniu panów niebędących na pewno studentami, menu świeżutko wypisane kredą na czarnych tablicach dostarczanych do stolika, smaczne, domowe jedzenie i absolutny hit w postaci pomarańczowego tiramisu. Cena za wszystko szalenie niska. Z czystego serca polecam Trattorię da Stelio, dodam, że moją rówieśniczkę, co wzbudza we mnie tylko dodatkowy sentyment


A potem ruszyliśmy dalej, w kierunku Livorno na wystawę poświęconą Modiglianiemu.

Z chęcią wróciłam do nazwisk, które nieodłącznie kojarzą mi się z przygotowaniami do egzaminów na studia. Wystawa ciekawa, ale użycie nazwiska artysty było na wyrost, jako i cena za tę przyjemność - 15€ za 9 obrazów i kilkanaście rysunków zdominowanych przez dużo większą resztę ekspozycji, poświęconą środowisku malarza, który urodził się właśnie w Livorno.









Z całą pewnością mogę powiedzieć, że nadal zachwyca mnie twórczość Amadeo, te za długie szyje, oczy, albo nawet ich brak, które nadają interesujący wyraz portretom, nieuchwytny klimat tajemnicy.









Moim numerem uno został portret żony Modiglianiego, tak mi się spodobał, że nie mogłam się opanować i kupiłam sobie zeszycik z jego reprodukcją na okładce.


Już mi służy do zapisków i szkiców związanych z realizacją jednego z projektów malarskich.

Ciągle jeszcze nie mogę się przekonać do samego miasta, ale bardzo lubię jedną jego część - Taras Mascagni - fotogeniczny sam w sobie, zawsze jest też doskonałym tłem dla ludzkich zachowań, które w nieskończoność lubię podglądać.










A kto lubi oglądać więcej zdjęć, niech czuje się zaproszony do kliknięcia na link:  

2 komentarze:

  1. Mają niepowtarzalny urok te Twoje zdjęcia. Wspaniałą wystawę odwiedziłaś :-). Pozdrawiam .

    OdpowiedzUsuń
  2. Portret żony cudowny!! Kojarzy mie się z tymi czterema wspaniałymi renesansowymi pannami Pollaiuolo - po jednej w Uffizzi, Berlinie, Mediolanie i MET; kiedyś były pokazane cztery na raz, obok siebie, w Poldi Pezzoli w Mediolanie, to prawie wzruszające jak trzy krucyfiksy we florenckim Baptysterium, o czym kiedyś tu czytałam, eh... Czy grający w karty to również Modigliani?

    OdpowiedzUsuń