środa, 25 maja 2011

NIEDZIELA NA PLACU

Od kilku dni mieszkam na plebanii tylko z psami. Boguś snuje się po domu szukając swojego padrone, Druso nie narzeka, bo miski z jedzeniem pojawiają się na czas. Myślałam, żeby nie dobijać charta pozostawieniem  w domu (czego zresztą Druso też bardzo nie lubi) i zabrać psy w niedzielę ze sobą. Mamy niepisaną umowę z Krzysztofem - unikać nowych miejsc, gdy jedno nie jedzie na wycieczkę. Nie da się tego w stu procentach zrealizować, ale tym razem z chęcią podporządkowałam się obopólnym ustaleniom. Dawno nie rysowałam w plenerze, poza chwilką oczekiwania przed Florenckim Muzeum Katedralnym. Dawno też nie pisałam o Pistoi, więc ...
Zapakowałam smoki do auta o 14.00, licząc na spokojną, wyludnioną Piazza del Duomo. Trochę się przeliczyłam, bo, i owszem, w sennej atmosferze, ale plac okupowały stoiska gotowe do popołudniowej akcji zabiegania o dawców organów. Romantycznie! Ale rozumiem.
Najpierw dojdźmy do placu uliczką Ripa del Sale. Czy patrzę przed siebie, czy za siebie, czy w bok - tematy w obiektyw same wpadają.

Z założenia nie chciałam, i nie za bardzo mogłam, z taką ilością łap gdziekolwiek wchodzić, ale choć zajrzałam na dziedziniec obecnego Muzeum Miejskiego. Takie przypomnienie samej sobie, że ciągle jeszcze go nie zwiedziłam! 
Piazza del Duomo jest rzadkim połączeniem kilku istotnych funkcji miasta w jednym miejscu, obsiadły go budynki  należące do władzy kościelnej i świeckiej. Muzeum mieści się w starym ratuszu sięgającym XII wieku. Prace nad nim trwały ponad wiek i doprowadziły do stworzenia budynku będącego melanżem stylu florenckiego, sieneńskiego, a nawet zauważa się tu wpływy Północy Półwyspu Apenińskiego. Wnętrza mocno przebudowano w XV wieku, ale na razie nic o nich nie umiem powiedzieć.  Nad wejściem wita nas olbrzymi hebr Medyceuszy połączony z insygniami papieskimi, mającymi uhonorować papieża Leona X wywodzącego się z tego rodu. 
Trudno nie zauważyć dziwnej głowy, która na budynkach Pistoi pojawia się kilka razy. Ulokowano ją tam w XIV wieku, a pierwowzór przypisuje się zdrajcy Filippo Tedici, choć inni twierdzą, że to portret murzyńskiego króla z Majorki zabitego przez pistojskiego kapitana podczas konkwisty Balearów przez Pizie, z która Pistoia weszła w porozumienie. Co ciekawe na wszystkich zdjęciach w przewodnikach i nie tylko ta głowa jest czarna, a tu proszę! Odczyszczono ją i dopiero teraz widać, że to marmur.
W XVII wieku na poziomie pierwszego piętra dobudowano przejście do katedry. Zawsze mi mocno jeżdżą po wyobraźni takie miejsca. Od razu chciałabym zobaczyć taki korytarz. 
Przy głównym wejściu, po jego prawej stronie, możemy porównać jak się miała stara lokalna miara (dosłownie podwójne ramię florenckie) w stosunku do przyjętego w XVIII wieku metra. Jest to pamiątka często spotykana na tych terenach, gdy w miejscach publicznych umieszczano mierniki. Pisałam kiedyś o takich przy drzwiach do Baptysterium we Florencji, albo np. o miarach (także objętości) w Bardze.
Idąc w lewo od Palazzo Comunale trafiamy w narożniku na wieżę (w poniższym kolażu, na prawym dolnym zdjęciu) o wysokości 30 metrów. Jej nazwa - Wieża Katyliny - pochodzi od imienia rzymskiego polityka i awanturnika, którego ponoć gdzieś tu pochowano po Bitwie pod Pistoią, będącej zakończeniem krótkiej wojny domowej w Starożytnym Rzymie, wywołanej właśnie przez Katylinę i zakończonej wraz jego śmiercią w styczniu 62 roku przed naszą erą. 
Na najmniej efektownej pierzei ulokowały się dwa budynki XX wieczny - gminny oraz XVIII wieczny z siedzibą najdłużej egzystującego na świecie Banku Monte dei Paschi di Siena.O budynku sądu umieszczonego naprzeciw Palazzo Comunale nie opiszę teraz, bo niebawem nadarzy się ku temu specjalna okazja. 


Pozostał jeszcze "kącik religijny". Katedra z dumną dzwonnicą, stary pałac biskupi, aż żal że pewien biskup tak łatwo go opuścił, ale o tym też w przyszłości, gdy w końcu zwiedzę tamtejsze pomieszczenia. 

Zupełną perełką jest baptysterium - jedno z czterech osobno stojących w Toskanii. Może gdzieś jeszcze jest taki budynek w tym regionie,ale ja spotkałam tylko te we Florencji, Pizie, Volterze i właśnie w Pistoi.Duży udział w jego projektowaniu miał Nicolo Pisano. Obecna jego forma sięga XIV wieku. Trudno nie zauważyć wpływów gotyckich, ale też i romańskich pizańskich, z typowym pasmowaniem z białego i zielonego marmuru. Już w średniowieczu odbywał się tu sobotni targ, ta tradycja poszerzona o inne ulice i place trwa po dziś dzień.
 To właśnie baptysterium stało się moim motywem rysunkowym tego dnia, choć przyznam, że trudno było rysować, gdyż przepadam za przyglądaniem się ludziom, tym bardziej, gdy wyglądają tak barwnie:

Psy cierpliwie znosiły zainteresowanie przechodzących mieszkańców i turystów, za to bardzo niecierpliwie reagowały na innych pobratymców. Boguś ostentacyjnie dawał mi do zrozumienia, że mu twardo, o czym świadczy tzw. pozycja na Małysza. Za to pewna turystka dała mi do zrozumienia, że męczę mopsa, który cierpi podczas upałów. A Druso o wiele bardziej przeżywa pozostawienie w domu, niż wyjście,a  dyszał głównie z przejęcia, że widział tylu kolegów, z którymi nie pozwolono mu się bawić

Siedzieliśmy wszak cały czas w cieniu, a gdy w tej części placu pojawiło się słońce, uznałam, że czas wracać do domu z w miarę skończonym rysunkiem:


Kto by chciał "przejść się" po placu zapraszam na stronę z bardzo dokładną mapą.

8 komentarzy:

  1. Małgosiu 'zazdraszczam'pleneru!Piękne to babsysterium,a i ciekawie wygląda przyległa ściana,z tym fragmentem paskowym na tle ciepłej cegły,jak collage!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana dziękuję Ci za tą sentymentalną podróż.. miło było sobie przypomnieć ścieżki, którymi w ubiegłe wakacje wędrowaliśmy... znowu tęsknię do Toskanii... To chyba nigdy nie kończąca się tęsknota..

    OdpowiedzUsuń
  3. Błam w ubiegłym roku i nie wstąpiłam do Pistoi a teraz nie wiem kiedy pojawi się następna możliwość...Piękny plener, rysunek zachwyca!

    OdpowiedzUsuń
  4. I pomyśleć, że tydzień temu stałam na tym placu, Ech, łza się w oku kręci...

    OdpowiedzUsuń
  5. Bomba, bomba!
    Nie na temat, od czapy ten mój wpis, ale...
    Robię go, ponieważ słucham od kilku dni Pani książkę (audioksiążkę) w samochodzie i...
    Choć na początku miałem podobne wrażenia, jak autorka niesławnej recenzji popełnionej w "Przekroju" ponad rok temu, to po kilkunastu minutach moja opinia zupełnie się zmieniła. Dotarło do mnie bowiem, że to przedruk bloga, a poza tym - ma Pani dar łagodzenia wszelkich zgryzot. Z Pani płynie samo dobro, słodycz winogron grzejących się w słońcu południowej Europy i szacunek dla innych ludzi, o którym często nie chcemy już nawet myśleć.

    Dręczą mnie tylko dwa pytania (po 99 odcinkach "Toskanii dzień po dniu"). Pierwsze: dlaczego o charcie i mopsie pisze (mówi) Pani "smoki"?
    Drugie: czy w Italii na oliwę najwyższego gatunku mówi się (fon.) ekstra werdżine, czy - tak jak czyta Anna Maria Buczek - z angielska (fon.) ekstra werdżyn?

    Hiszpanie na taką oliwę mówią (fon.) ekstra wirhen, więc stawiam liry i pesety, że Włosi "werdżinują" po swojemu (z akcentem na pierwszą sylabę i z obowiązkowym "e" na końcu).

    Tak czy owak - wpisuję Pani bloga do zakładki ulubione i pozdrawiam serdecznie, czekając na dalsze Pani wpisy.

    Roberto


    PS. Może rozważy Pani spolszczenie tego najlepszego gatunku oliwy na "oliwę dziewiczą"?

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że spędziliście ze mną chwilę tego dnia. Chciałam Wam pokazać, jak pięknie jest w mało znanej Pistoi. Spotkałam wtedy znajomych, którzy tu mieszkają od lat i razem się pozachwycaliśmy. Marisa nawet użyła określenia, że piazza jest meravigliosa, czyli cudowna.
    Pana Roberto witam serdecznie. Cieszę się, że zmienił Pan nastawienie. Wydaje mi się, że ludzie tak uciekają od prawdziwych emocji i mówienia o nich, że gdy ja się zachwycam, to zostaję nazwana egzaltowaną. A poza tym pisząc bloga, nie miałam pojęcia, że zamieni się on w książkę i nie chciałam potem sztucznie zmieniać jego w formy w bardziej literacką, że tak to nazwę. Postawiłam na autentyczność, lekko tylko czyszcząc tekst. Takie po prostu były moje pierwsze dwa lata w Toskanii :)
    Co do wymowy, to przyznam się bez bicia, że nie przesłuchałam żadnej z książek. Zaakceptowałam tylko głos aktorki w podesłanej mi próbce. Oczywiście podana przez pana wymowa jest poprawna, łącznie z akcentowaniem.
    Spolszczaniem się niestety nie zajmę, ale nie wiem, czy czytał Pan jeden z moich wpisów o Lukce. Wtedy dotarłam do tłumaczenia bardzo odwrotnego. Wklejam ten fragment tekstu:
    Szukając w internecie informacji o Zycie, gdy miałam wątpliwość co do znaczenia wyrazu, wrzucałam tłumacza strony. Ale, nie szukając tłumaczenia "vergine", kwiknęłam, gdy zobaczyłam, że zamiast "dziewicy" mechanizm przetłumaczył ją na ... "z pierwszego tłoczenia". No, szeroko poszli googlami!
    dobrego dnia wszystkim życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapomniałam wyjaśnić, skąd smoki. Hmm, sama nie wiem. Tak pieszczotliwie i w skrócie chyba :) Bo to takie dwa ssstraszne ssssmoki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. I wszystko jasne :)

    Dziękuję za odpowiedzi!

    W sprawie google - zdarzają się gorsze wpadki, nawet makabreski, zwłaszcza przy tzw. reklamach google. Raz mnie nieźle zmroziło przed monitorem:

    http://www.otwock24.home.pl/?p=2510

    OdpowiedzUsuń

KONTAKT (proszę pamiętać o wpisaniu maila)

Nazwa

Adres e-mail *

Wiadomość *