poniedziałek, 9 grudnia 2013

IMMACOLATA

Od dwóch lat zaczynałam coś podejrzewać, że ten ósmy grudnia to ja przegapiam. Nie myślę jednak o Święcie Niepokalanego Poczęcia N.M.P. (czyli w skrócie po włosku Immacolata), ja przegapiałam tutejszą tradycję, by właśnie w ten dzień zapalać świąteczne lampki.
Żeby tylko lampki, parafianie w końcu wyraźnie powiedzieli, że żłóbek powinien już być gotowy na 8 grudnia, tylko ma w nim brakować Dzieciątka Jezus, no, i Trzech Króli.
Właściwie to według liturgii niedziela przesuwa Święto na poniedziałek, ale data jest mocno wdrukowana w świadomość, albo i nieświadomość Włochów, tym bardziej, że 8 grudnia jest dniem ustawowo wolnym od pracy.
Skoro lampki na choince, to może na jakiejś dużej?
W bardzo zamglonej atmosferze pojechaliśmy do Florencji, w której już od kilku dni  przed katedrą stało drzewo ozdobiony jedynie czerwonymi liliami. Tradycyjnie 8 grudnia burmistrz miasta zapala na nim lampki.
Ale skoro już Florencja, to jeszcze Mercato di Natale na Piazza Santa Croce.
Nie żebym aż tak chciała przepychać się przez tłumy snujących się między kiermaszami ludzi. Chyba dwa lata temu widziałam tam drewniany chlebak sekretarzykowo się zamykający. Od kilku miesięcy piekę chleby na żytnim zakwasie, nie mrożę ich pokrojonych na kromki, jak to robiłam z chlebami z gotowych mieszanek. Brakowało mi więc pojemnika na przechowywanie długo utrzymującego świeżość bochenka. Znalazłam słoweńskie stoisko z drewnianymi cudeńkami, a ku memu zadowoleniu znalazłam na nim jeszcze duży drewniany pulpit, by mieć na czym opierać księgi z reprodukcjami manuskryptów, gdy ćwiczę, bądź kopiuję. Plan wykonany w nadmiarze :)
Tłumy okrutne, więc wzrok automatycznie wędruje gdzieś w dal, gdzieś poza nie.

Bardzo lubię spacerować po Florencji i chłonąć przedświąteczność. Nie zrażała mnie komercyjna strona Świąt, gdyż mało mnie dotyka. Do sklepów nie zaglądałam, chyba że na wystawy, by zobaczyć, co też w tym roku powieszą na choinkach. Wełniane bombki to już standard, ale co powiecie na buty?
Na dziedzińcu Palazzo Vecchio stała dobroczynna choinka. Nie do końca rozumiem. na czym polegała jej dobroczynność, ale po układzie bombek można przypuszczać, że właśnie opłata za jej powieszenie była "cegiełką" wspomagającą działanie ważnej fundacji wspierającej chore dzieci.

W tym roku zmieniono światełka nad ulicami. Nie ma małych zielonych lampionów z czerwonymi wstążkami. Ich wspomnienie wisiało tylko na jednej z bocznych ulic. Zapewne żaróweczki LED przyczyniły się do kompozycji opartych o mnogość drobnych punkcików świetlnych.

Zastanawiające, że Piazza Signoria zawsze opiera się powszechnej choinkowatości. Gdyby nie pobliskie sklepy, nie można by odgadnąć, w którym z zimowych miesięcy zrobiono zdjęcia.

Na tymże placu zainteresowanie grupki turystów, moje też, oczywiście, wzbudziło pakowanie koni straży miejskiej do furgonetki.
Ciekawe, czy mają aż tak bardzo daleko, że nie dojadą o własnych kopytach?

Nie tylko świąteczny nastrój przykuł moją uwagę.
Bywały ciekawe, ujmujące, bądź wycięte z kontekstu sytuacje, które aż się prosiły o ich utrwalenie.




Tu muszę wyjaśnić. Te Japonki jedzą lody!



Zaraz, zaraz!
Przecież pojechałaś obejrzeć zapalanie lampek na choince!
Gdy piszę ten artykuł, w tym samym czasie wrzucam filmik zmontowany z tego, co uchwyciłam na placu przed Duomo.
Unikałam tłumów na Mercato di Natale?
Dostałam za swoje. Trafiłam w sam gąszcz ludzkich głów, wzrostem to ja nie grzeszę, więc utrwalałam wszystko na wyciągniętej do góry ręce. Dużo wyższy ode mnie Krzysztof przezornie poszedł sobie na herbatę do baru :)
Cała impreza polega na tym, że burmistrz przychodzi wraz z paradą w strojach historycznych i żonglerami.
Podziwiałam, że w takim ścisku w ogóle udało im się cokolwiek zaprezentować. Nie były to spektakularnie wysokie rzuty flag, ale zawsze coś. Z jednego zdjęcia jestem bardzo zadowolona, więc wyróżnię je i nie umieszczę w kolażu.

Po krótkiej prezentacji następują okrzyki, które można zatytułować "Viva Fiorenza!", a potem chyba jakiś dzieciak pomaga burmistrzowi przycisnąć włącznik światełek. "Chyba" - bo nie widziałam, jeno słyszałam przez głośniki, w pobliżu których akurat stanęłam.
Zresztą, przekonajcie się sami.


A żłóbek, faktycznie też był, z dużymi terakotowymi figurami, lecz bez Dzieciątka.



Nie mam pojęcia, co jeszcze zdążę wpisać przed życzeniami. Zapewne każdy z Was zna to ciekawe zjawisko przedświątecznego przykurczu czasu. Kto wie? Może coś uda się jeszcze zapisać?


Pamiętajcie, że do 16 grudnia, do godz. 20.00 trwa

18 komentarzy:

  1. Małgosiu!
    Zdjęcia - jak zawsze - świetne. Oj, narobiły apetytu na święta! Takie z pozycji gościa. Bo choć bardzo lubię przedświąteczna krzątaninę, i nawet to zmęczenie i niedospanie, to przecież zawsze żałuję, że brakuje doby na podziwianie tego, nad czym inni się napracowali przystrajając swoje otoczenie.
    Parada i zdjęcie z flagami - super.
    Pozdrawiam przedświątecznie
    Ewa z Legnicy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo, a po zmęczeniu krzątaniną potem cudownie błogie świętowanie :)

      Usuń
  2. Dziękuję, że mogliśmy się przenieść na chwilę do tak pięknego miasta, w tym szczególnym okresie oczekiwania na przyjście Pana. Dobrze obejrzeć zwyczaje i tradycje innych, przez to też docenia się swoje. Dziś jadąc wieczorem widziałam wracające dzieci z rorat z lampionami - wyglądało to przeuroczo. Wysypały się z kościoła jak świetliki. Wszystkiego dobrego.
    Marysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rorat bardzo mi brakuje. A i kolęd mamy dużo więcej. Na pewno nasze zwyczaje są dużo bogatsze :)

      Usuń
  3. Małgosiu, dziekuję za takie miłe chwily... i moja ukochana lilia jest...
    Liebe Grüße
    Angelika

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ja lubię takie właśnie wpisy! Doskonale potrafisz oddać nastrój i atmosferę, czuję się, jakbym tam była i przebieżała (jako pasterze przybieżeli!) ulice, uliczki i place. Uwielbiam włóczyć się tak bez celu, gapić się na wystawy, na ludzi, zajrzeć tu czy tam. Ostatnio zwróciłam uwagę na to, że jest pewien dźwięk, który we Florencji można usłyszeć zawsze - to turkot kółek ciągniętej walizki. O każdej porze dnia i nocy ktoś własnie wyjeżdża, a inny ktoś przyjeżdża.

    Piękny zwyczaj z szopką bez dzieciątka - Adwent, czyli oczekiwanie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie wszyscy wytrzymują napięcie i pojawia się Dzieciątko, a nawet Królowie, ale mam nadzieję, że ta tradycja nie zaniknie.

      Usuń
  5. Pozwolę sobie z dzisiejszego wpisu wyróżnić trzy fotki- z bombką, z flagami i to zamykające wpis.Jak zawsze zabrałaś nas Małgosiu, jak to ty potrafisz najlepiej, na ciekawy spacer po przedświatecznej Florencji. Pozdrawiam.Bożena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Bożenko, w imieniu fotografii :)

      Usuń
  6. Zabrakło mi słów. Wszystko takie magiczne)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego, mimo nadmiaru zajęć przedświątecznych muszę chociaż raz wybrać się do Florencji :)

      Usuń
  7. Piękne zdjęcia,a to ostatnie niezwykłe,magiczne,juz czekałam na Twoją grudniową
    Florencję,Iwonka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło pomyśleć, że znasz już trochę moje zwyczaje i wiesz, czego oczekiwać :)

      Usuń
  8. Pięknie! I nastrój, i zdjęcia, i choinka... I lody o każdej porze roku :).
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie nie ciągnęły, było naprawdę mocno rześko!

      Usuń
  9. Bardzo Ci dziekuje za ten spacer. Do tej pory ogladalismy Florencje wiosenna(czasem wilekanocna). Pozdrawiam z Alzacji, swiatecznej stolicy Francji;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ u Ciebie pięknie i świątecznie. Już dodałam do obserwowanych blogów :)

      Usuń