niedziela, 18 marca 2018

OPLECIONE

Zapewne już Was trochę przyzwyczaiłam do przedświątecznego spowolnienia na i tak już powolnym blogu?
Nie da się inaczej, jeśli chce się porządnie przygotować Święta, nie tylko w swoim domu.
Dzisiaj krótki reportaż z tego, co pojawi się w niektórych domach na tegoroczną Wielkanoc.
Znowu zaprosiłam parafian (a właściwie parafianki) do nauki robienia stroików. Nauczona doświadczeniem, nie proponowałam szerokiego wachlarza możliwości, skupiając całe wysiłki uczestniczek na upleceniu wiklinowej klatki. Mimo wielu problemów,  jakie stwarza wiklina i słuchanie instrukcji, zwłaszcza po polskim włosku. Mimo tego, że moje uczennice uparcie na witki mówiły filo (drut, nić, itp.), a ja nie znałam słowa ramoscello (gałązka), język gestów funkcjonował dobrze. W trakcie plecenia wzmacniałam kobietki nie tylko dobrym słowem, ale i mazurkami. Jedna uczestniczka na początku mocno się zniechęcała i marudziła,  że wymieni swoje dzieło na któryś z moich pokazowych modeli. Na koniec już nie chciała się wymieniać. Wiedziałam, że tak będzie. Kocham te uśmiechnięte miny wychodzących z moich zajęć.

Oggi, un breve reportage di ciò che apparirà in alcune case per la Pasqua di quest'anno.
Di nuovo, ho invitato i parrocchiani (in realtà le parrocchiane) a imparare a fabbricare le gabbie. Non ho offerto una vasta gamma di possibilità, concentrando tutti gli sforzi dei partecipanti come intrecciare una gabbia di vimini. Nonostante molti problemi creati dal vimini ed ascolto delle istruzioni, in particolare l'italiano polacchi. Anche se i miei studenti hanno parlato ostinatamente di filo, io non conoscevo la parola ramoscello (ramoscello), il linguaggio dei gesti funzionava molto bene. Durante la intrecciatura, ho rafforzato le donne non solo con una buona parola, ma anche col polacco dolce pasquale "mazurek" . Una partecipante all'inizio fortemente scoraggiata e si lamentava che avrebbe scambiata il suo lavoro per uno dei miei modelli. Alla fine, non voleva scambiarla. Sapevo che sarebbe stato così. Adoro quei volti sorridenti che escono dalle mie lezioni. 

Wszystkie zdjęcie / tutte le foto:

LE GABBIE DI VIMINI

6 komentarzy:

  1. Tutte donne sono brave! Complimenti!
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przyjmuję komplementy za cierpliwość, że przeczekałam ich zniechęcenie i doprowadziłam pani do końca dzieła, te ich uśmiechy mówiły wszystko :)

      Usuń
  2. Świetny pomysł z takimi warsztatami.Pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to takie zastosowanie mojego starego życia zawodowego do nowych, toskańskich sytuacji :)

      Usuń
  3. Już świąteczne przygotowania do Wielkiej Nocy, a robótki z wikliny wcale nie są łatwe, choćby i papierowej.
    Zasyłam serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to był ostatni dzwonek na takie warsztaty. Ja swoje przygotowania zaczęłam duuuużo wcześniej, ich wynik niebawem przekażę. Nigdy nie robiłam z papierowej, pewnie ma tę zaletę, że nie trzeba jej moczyć i nie pęka, ale z kolei jej wykonanie to dla mnie byłaby chyba mordęga :)

      Usuń