środa, 15 czerwca 2016

TUŻ PRZED NEAPOLEM

Nie chodzi o odległość geograficzną, na chwilę dam Wam odpocząć od zwiedzania i zaproszę na coś pysznego.

Wydaje mi się że tłumaczenie najbliższe prawdy to 
KRÓLIK PO MYŚLIWSKU (CONIGLIO ALA CACCIATORA)
Bardzo lubię mięso królicze, ale często zapominam o jego istnieniu, a że w moim sklepie nie ma go w pobliżu kurczaków i indyków, omijam nieświadomie miejsce, które by mi przypomniało o tak wyśmienitym produkcie.
Do tablicy wywołał mnie królik podarowany przez kogoś Krzysztofowi.
Najwyższy czas zmierzyć się nie tyle z królikiem, ale oliwkami. Do niedawna w ogóle ich nie jadałam, dlatego nie chwytałam się przepisów z oliwkami.
Zmieniam to po myśliwsku. Przepis zaczęrpnęłam z "Il Grande Libro della Vera Cucina Toscana" Paolo Petroniego. Od razu dodam, że proces gotowania nakazuje dodanie oliwek pod koniec, więc, jeśli ktoś za nimi nie przepada, może je potem odsunąć na talerzu. Mięso nie przechodzi ich smakiem.

Królik ok. 1kg
2 ząbki czosnku
gałązka rozmarynu
1 szklanka bialego wina
400 g pomidorów "pelati" (obranych, z puszki, u mnie własne, ze słoika)
200 g wydrylowanych czarnych oliwek
oliwa
sól i pieprz

Królika należy podzielić na części, odrzucająć głowę i łapy. Oczywiście, łapy, jako takie, nie rezygnować z udek. Podzielić na kawałki. Autor nawet wyraźnie mówi o liczbie tych kawałków (12), ale nie przesadzajmy. 
W rondlu, albo na głębokiej patelni lekko podgrzejcie posiekany czosnek i rozmaryn (można też ząbki i gałązkę zostawić w całości). Gdy tylko czosnek zaczyna się leko rumienić wrzućcie królika i podrumieńcie na dużym ogniu. Zalejcie winem, posólcie i posypcie pieprzem. Poczekajcie aż alkohol zupełnie odparuje. Dodajcie pomidory (mogą być pokrojone w kawałki) i duście godzinę (co najmniej), podlewając co pewien czas gorącą wodą.
Mniej więcej na kwadrans przed zdjęciem z ognia dodajcie oliwki (możecie ciut później, jeśli nie chcecie, by smak mięsa nimi przeniknął). Sos powinien być mocno zagęszczony. 
Smacznego!


Królik na zdjęciach został podany z płatkami ziemniaczanymi pieczonymi w formie od muffinów, ale nie doczekałam momentu, gdy się jeszcze ładniej zetną. Przed włożeniem do foremek zostały wymieszane z roztopionym masłem, parmezanem, wyciśniętym czosnkiem i tymiankiem. Powinny się piec godzinę w temp. 190 stopni Celsjusza. Jako warzywo, moje ukochane, szybko smażone wszystko, co miałam pod ręką (kliknij po przepis). Aha! Jeśli nie możecie patrzeć na królika, spróbujcie zamienić go na kurczaka. Jadłam i taką wersję.

4 komentarze:

  1. mniom mniom mniom. Jadła bym aż bym pękła. Love obydwie pozycje ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm, co za apatyczne danie.
    No, a zdjęcia mistrzowskie, jak zawsze :)

    OdpowiedzUsuń