piątek, 9 marca 2012

SKRAWKI WENECJI - miejski patchwork

Wenecja to miasto. Zdanie proste i oczywiste.
A jednak chyba nie ja pierwsza najpierw skupiłam się na wodzie przenikającej niezwykłą miejską strukturę, pełną zakamarków, powolną prędkością chodu człowieka.

Gdy się idzie wolno, krok po kroku zostaje się wchłoniętym przez nadmiar. Trochę to oniryczne, trochę jak kalejdoskop. Trochę jak patchwork.
Co zobaczyłam?
Właściwie to kierując się przewodnikiem zwiedziłam niewiele obiektów, na większość trafiłam metodą szwendactwa pospolitego. Nie miałam żadnego systemu, chodziłam gdzie mnie oczy poniosą, więc w tym wpisie nie doszukujcie się jakiegoś logicznego ciągu. Zagapiałam się na budynki, te pięknie odnowione i te nadżarte zębem wody. Chyba najbardziej zaskakiwały mnie place. Przed wyjazdem nie przyjrzałam się zbyt szczegółowo mapie, nastawiłam się na wąskie uliczki, zakamarki, lecz nie spodziewałam się tak wielu pięknych placów.
Na jednym z nich zobaczyłam ceglaną fasadę, dość prostą, acz z ciekawym zwieńczeniem, do którego wrócę w tym wpisie. Było jeszcze wcześnie, kościół stał zamknięty. Ja jednak miałam na razie przed sobą mało uduchowioną potrzebę zaspokojenia głodu. Zaszłam więc do baru na panino i ... herbatę - obowiązkowo z cytryną. No co ja poradzę? Kawa może dla mnie nie istnieć.
Potem wyszłam, przysiadłam w słońcu na czerwonej ławce, a dzięki mojej nieśpieszności doczekałam się otwarcia kościoła Św. Jana Chrzciciela.
Wydawać by się mogło, że nic nadzwyczajnego wśród wielu sakralnych skarbów Wenecji. Oprócz pięknych dzieł sztuki, wyróżnia go chrzcielnica, a raczej jedna z ochrzszczonych przy niej osób - sam Antonio Vivaldi, rudy ksiądz umilający nam wszystkie pory roku :)
Dość szybko przemknęłam przez nawy, bo do świątyni wchodzili ludzie (nieturystyczni), może szykowało się jakieś nabożeństwo?
Drugi kościół wybrałam bardziej świadomie kierując się do sestiere (dzielnicy) San Polo. Wiedziałam już, że będę miała do czynienia z gotykiem, ale nie miałam pojęcia, że z tak olbrzymim. Trafiłam na plac bez placu, gdyż jego powierzchnię zapełniała świątynia Santa Maria Gloriosa dei Frari. Co mnie tam przyciągnęło? Ano nazwiska takich artystów jak Tycjan, tamże pochowany, z "Wniebowzięciem NMP"
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/9/9e/Tizian_041.jpg
 i "Madonną rodu Pesaro":
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/5/5a/Tizian_039.jpg
 Donatello z "Janem Chrzcicielem" (pokrewny w stylistyce "Pokutującej Marii Magdalenie" z Florencji).
http://www.bramarte.it/400/img/don4.jpg
Bellini z przepięknym tryptykiem, w którym (chyba przez te architektoniczne elementy tła) panuje zaciszność i spokój.
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/a3/Trittico_dei_frari_01.jpg 
Kto jest wielbicielem madrygałów Monteverdiego, może tam go uczcić przed bardzo skromnie oznaczonym miejscem pochówku.
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/e0/Tomba_di_Claudio_Monteverdi.jpg
Miłośnicy trochę młodszej sztuki, w wykonaniu rzeźbiarza Canovy, mogą wspomnieć go z kolei przy mało skromnym olbrzymim grobowcu w kształcie spłaszczonej piramidy. Właściwie to nie grobowiec, tylko cenotaf, w którym skryto jedynie serce artysty, pozostałe szczątki spoczywają w jego rodzinnym mieście
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/4d/Canova_tomb.jpg
Sam kościół tak jak i z zewnątrz, tak i wewnątrz robi wrażenie swoimi rozmiarami. To przestronny budynek, w którym na pierwszy rzut oka trudno wyodrębnić nawy, wydaje się być jedną halą z niezwykłą, rzadko już dziś spotykaną strukturą. To chór wysunięty w nawę główną, jeszcze przed transept.
http://www.slowtrav.com/blog/annienc/frari.jpg 

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/7b/Veneto_Venezia8_tango7174.jpg 

Wychodząc wyjściem głównym trafiamy na mały plac, a kilka kroków dalej wchodzimy już na mostek zbudowany nad kanałem - no tak, Wenecja.

Drugą zaplanowaną do zwiedzenia świątynią była, oczywiście, Bazylika Świętego Marka.
Bizantyjska, egzotyczna z mozaikami na podłodze i sklepieniu. Trudno ją zwiedzać w skupieniu, w tłumie ludzi nieposłusznie głośnych i nieposłusznie błyskających fleszami. W trakcie zwiedzania zaszłam pomodlić się przed ikoną Madonny z Nicopei, gdy zorientowałam się, że trwają przygotowania do Mszy św.
http://venezia.myblog.it/media/00/00/1494255855.jpg
Zostałam, wyciszyłam się, a nieopodal przechodzące tłumy stały się jednostajnym szumem.
Wróciłam jeszcze raz w niedzielę. Tym razem cały kościół był dla garstki uczestników Mszy św. i co najwyżej lekki szum nawiewu ogrzewania zakłócał dostojność miejsca.
Mnie jeszcze rozpraszał ikonostas. Nijak nie mogłam doliczyć się figur apostołów. W książce "Wenecja. Sztuka i architektura" jest tylko napisane, że jest tam Maryja oraz apostołowie. Ale przecież tam jest czternaście sylwetek! Od bezsenności dociekań uratowała mnie dopiero świetnie zrobiona strona bazyliki. Jak mogłam nie pomyśleć, że w takim miejscu dodatkowo do szacownego grona dołączył św. Marek Ewangelista? Patron nie tylko kościoła, ale i całego miasta.O czym przypominają na każdym kroku skrzydlate lwy.

Trzeciej świątyni właściwie nie planowałam, chciałam wyważyć czas pomiędzy zwiedzaniem a spacerowaniem po Wenecji, nie zamierzałam więc już oglądać żadnych wnętrz.
Akurat byłam w sestiere Dorsoduro, mocno zgłodniałam i niewybrednie usiadłam w napotkanym pubie, by zjeść cokolwiek. Czekając na podanie posiłku, najpierw wypatrzyłam wszystko, co się dało za oknem.

Potem sięgnęłam po przewodnik. Otworzyłam go na przedziale omawiającym dzielnicę, w której byłam. No nie mogłam nie pójść do kościoła pod wezwaniem San Pantalon. Dla samego patrona. Okazało się, że warto i dla niezwykłego iluzjonistycznego sufitu poświęconego męczeństwu świętego.
wikimedia.org/
Warto odnaleźć automat włączający oświetlenie, by zobaczyć nad sobą kłębowisko postaci i historii męczeńskich patrona i naszej parafii. W przewodniku ten barokowy popis określono jako ekscentryczne cudo. Coś w tym jest. Kto nie zna historii świętego, niestety zatrzyma się tylko na formie. Może w końcu kiedyś przysiądę i napiszę coś więcej o San Pantaleonie?
Aparat wrzutowy znajduje się przy jednej z kaplic bocznych, która kryje dzieło Paola Veronese przedstawiającego świętego podczas uzdrawiania .. No właśnie kogo? W opisach spotkałam określenie, że to  dziecko. Ale jego nogi wydają się być mocno zużytymi kończynami dorosłego człowieka. Obraz też należy doświetlić poprzez wrzucenie monety 0,50€. Niestety dzięki tej czynności zwiedzający tylko przekonuje się, że dzieło wisi na miejscu. Nie ma mowy o obejrzeniu szczegółów, tak daleko są od patrzącego.
http://www.historiasztuki.com.pl
Więcej zdjęć z wnętrz nie będzie. Ale ... miałam jeszcze wspomnieć o kościołach. Chodzi mi tylko o te gotyckie. Gdy tak po raz któryś trafiłam na ceglaną fasadę z delikatnymi białymi zdobieniami, pomyślałam że gdyby poskładać ze sobą wszystkie zwieńczenia, wyszłaby olbrzymia attyka.
Czyżby to jakaś charakterystyczna cecha weneckiego gotyku?
Tak jak napisałam., więcej nigdzie już nie wchodziłam, lecz był jeszcze jeden obiekt, którego szukałam w oparciu o przewodnik. Nie miałam dokładnej mapy, więc zadanie znalezienia niezwykłej klatki schodowej nie należało do łatwych. Pokluczyłam, pokluczyłam i znalazłam. Chodzi mi o Palazzo Contarini del Bovolo akurat poddawany pracom konserwatorskim. Najciekawsza jego część znajduje się od strony podwórza - to wieża.  Jest ona wynikiem zastosowania zewnętrznych schodów w okrągłej bryle (del bovolo = ślimak) . Jej rytmiczne arkady rozciągają się na przybudówkę łączącą wieżę z pałacem. Stałam na podwórku i przez metalowe szpice ogrodzenia gapiłam się na piękny zestaw cegły z białym marmurem.
Ani jednego człowieka, cisza, tylko kilka kanałów dalej zaczynał się sobotni gwar karnawału.
To była jedna z niewielu chwil, gdy posłużyłam się mapą. Mam wrażenie, że w Wenecji bardzo trudno jest zabłądzić. Snując się po jej uliczkach i mostach zawsze w końcu trafiałam na drogowskazy wiodące do głównych atrakcji turystycznych.
Czym jest jeszcze moja Wenecja? To brak zdecydowania, oczywiście mojego.
Na czym się skoncentrować, co wyłuskać z bogactwa obiektów, faktur, rytmów?
Przede mną  niemal 1300 fotografii.
Wobec tej liczby trudno nie pisać o skrawkach
Tylko trzy dni, a i tak zebrałam kilka kolekcji.
Skoro o Vivaldim była już tu mowa, to gdzieś w głowie krótkie pociągnięcia smyczków wtórowały rytmom architektury.
Niektóre mury miały swoje opowieści, wyrywające się z ich płaszczyzn.
Były i oczywiście zupełnie oderwane od architektury rzeźby, a wśród nich wypatrzony na jednym podwórku Mitoraj.
Nie mogłam też oderwać wzroku od szyldów.
Od lamp.
Dzięki potrzebie patrzenia w dal, o której pisałam w "wodnym" artykule o Wenecji, zobaczyłam kominy. Wszak dal była najczęściej tylko wzwyż.
Przyglądałam się wszystkiemu zachłannie, nie chciałam niczego przeoczyć. W koncentracji na detalu doszłam do abstrakcji, widziałam już tylko faktury i tekstury. Nie dziwi więc zdjęcie środkowe z poniższego kolażu.
Bo co mają pory do Wenecji? Wszędzie można takie? Zapewne tak. Te po prostu leżały sobie na półce kramu z warzywami na Mercato Rialto.
Tyle zdołałam uszyć.
Pozostały jeszcze samotniaki, albo jak by je szumnie nazwać "the best of"









Pokaż Wenecja na większej mapie

20 komentarzy:

  1. Jak to miło sobotnim rankiem odwiedzić Wenecję! Zdjęcia jak zawsze prześliczne, kościoły, detale, atmosfera... Dziękuję! Annamaria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam Ci umilić poranek :)

      Usuń
  2. Równy jak posadzka San Marco - mamy takie domowe powiedzenie, a w pamieci pofaldowaną mozaikę w świątyni :)
    Place weneckie; opwiadala przewodniczka jakiejś grupie, a ja podsłuchałm:
    kiedys każda wyspa miała kościół i studnię. Jeżeli widzicie na placu dwa kościoły i dwie studnie, to znaczy, ze kanał między nimi zostal zasypany :)
    Mitoraja na podworku tez widzialam - i ogromne zdziwienie w oczach dozorcy, ktory z naszej rozmowy zapewne zrozumial tylko to jedno slowo.
    Dziekuje za znowu Wenecje, panią tesknot i wspomnien.
    qd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na żadnego dozorcę nie trafiłam, za to na parę zdziwionych moim zainteresowaniem turystów.

      Usuń
  3. Przepiękne zdjęcia. Byłam w Wenecji 2 razy na szkolnej wycieczce. Mieszkaliśmy 60km od Wenecji i w mieście spędziliśmy tylko 5 godzin, strasznie nad tym ubolewam. W twoim obiektywie wygląda niesamowicie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój pierwszy raz w Wenecji był chyba jeszcze krótszy niż 5 godzin.

      Usuń
  4. Po raz kolejny -dziękuję !Za piękną opowieść,cudne zdjęcia :)
    sciskam ciepło
    asia

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam poszukiwania tych "innych" wież w Wenecji wypatrzonych z Camapillii.. Twoje zdjęcia dla mnie to nie skrawki, to płachty uroczych, ciekawych i magicznych miejsc, detali i myśli.
    Miałaś czas /możliwości/ na szkicowanie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mażenko, czas by się i może znalazł, ale nie pogoda.Do szkicowania na żywo potrzeba jednak cieplejszych dni, by móc bez zagrożenia dla zdrowia przysiąść gdziekolwiek. No i nie trzeba sobie radzić z zimowym płaszczem:)

      Usuń
  6. jedna z najlepszych stron na necie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie :)

      Usuń
  7. Wenecja to moje miasto. Pokochałam je od pierwszej chwili. Od pierwszego spaceru. Od pierwszego błądzenia po uliczkach. Bo podobnie jak Pani uważam, że Wenecję należy zwiedzać błądząc po labiryntach. Wtedy poznaje się jej prawdziwy urok. Dociera się do jej głębi i odkrywa się jej czar. O tak, Wenecja potrafi oczarować.
    Od kilku lat mam marzenie, by poznać Wenecję z perspektywy jej mieszkańca. Chciałabym znać to miasto jak swoje. Chciałabym odczuć także jej wady, chciałabym żyć z jej problemami. Po prostu przekonać się czy jej czar przeminie czy może pokocham ją jeszcze mocniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że Wenecja jest niezwykle frapująca, ale po kilku latach mieszkania w Toskanii uznałam w końcu swoją niemożność poznania wszystkich interesujących mnie zakamarków Ziemi. Czasami myślę, że na samą Toskanię życia nie wystarczy:)

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ech..., Małgosiu, w przyszłą sobotę 17 marca lecę do Werony i przez tydzień obejrzę Północne Włochy. Pojadę do Wenecji, Ferrary, Bolonii, Genui, Mediolanu, będę także nad jeziorem Garda. W Weronie już byłam, pozostałe miasta dopiero zobaczę. Przed wyjazdem zajrzę jeszcze do Ciebie.
    Może masz jakieś szczególe linki z Twojego bloga, które powinnam przeczytać przed moja wyprawą. Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo, przepraszam że się dopiero odzywam. Ja z północnych Włoch mam bardzo niewiele wpisów, chyba tylko jeden o Bolonii oraz o jeziorach na północ od Mediolanu. To jeszcze mocno nierozpoznany przeze mnie kawałek Italii.

      Usuń
    2. "Czasami myślę, że na samą Toskanię życia nie wystarczy:)" - tak napisałaś w odpowiedzi Pannie D.
      Tyle przepięknych miejsc wokoło Ciebie...
      Czasami mam wyrzuty sumienia, że jakieś miasto, czy też miasteczko zwiedzam pobieżnie. Tym razem też tak będzie. Ale to ma także swoje dobre strony, bo wyrabia nawyk kojarzenia i łączenia faktów historycznych, rozpoznawania artystów...
      Pozdrawiam ciepło:)))

      Usuń
  10. Już chyba czas na kolejną książkę - przewodnik ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jo, ale ze mnie żaden pisarz. Ja jestem manualna:)

      Usuń
  11. Dziękuję za te piękne zdjęcia. Odwiedziłem Wenecję we wrześniu i nadal mam jej obraz pod powiekami. Pozdrawiam z dzielnicy Warszawy - Włoch :)

    OdpowiedzUsuń