poniedziałek, 10 grudnia 2012

SZEPTY WIELKIEJ SZTUKI

Czekałam i czekałam na opublikowanie tego wpisu, bo chciałam uzupełnić go o pewien istotny fragment.
Wyobraźcie sobie, na jaką próbę cierpliwości zostałam wystawiona, jeśli wszystko zaczęło się od pewnego upalnego wrześniowego popołudnia.
Ale zacznijmy od tego, na co nie musiałam czekać.
Eee, jednak nawet na to czekałam.
Otóż od dawna przymierzałam się do podążenia toskańskim śladem "Angielskiego Pacjenta" (nagrodzonego 9 Oskarami). Wszystkich miejsc podejrzewam, że nigdy w życiu nie zobaczę, na razie nie ciągnie mnie do Tunezji, część scen skonstruowano w studio filmowym, a wymienione wszystkie znajdziecie tutaj.
Zapewne już się domyślacie, że chodzi mi o miejsce z cmentarzem, na który chodziła Hana.
Klasztor Sant'Anna in Camprena jest położony blisko Pienzy.
I właśnie wizytę w tym miejscu pominęłam we wpisie pt. "Ostatni dzień wakacji".
Jechaliśmy szutrową drogą w lesie, który mnie trochę zaskoczył.
Spodziewałam się z daleka widocznej budowli, bo wszak wszędzie tu pola, pola, pola, lecz od strony Pienzy - nie.
Zaczęliśmy właśnie od cmentarza, do którego prowadzi stareńka aleja cyprysowa.
Wszystkie krzyże skłoniły się pod ciężarem czasu, ale w rogu zobaczyłam zaskakująco zadbany grób.
Zadbany właściwie oznacza, że ciągle odwiedzany, pełen kwiatów, ze zdjęciem pochowanej tam 50 letniej Giordany Capri. Zastanawiałam się, kim była zmarła w 1997 roku kobieta.  Po powrocie do domu poszukałam i znalazłam bardzo smutne wyjaśnienie. To była burmistrz niedalekiej Trequandy, która popełniła samobójstwo. Przybysz z północnej części Włoch, usiłowała wyrwać się z lewicowych schematów rządzenia małym miasteczkiem w Toskanii, traktowana jak obcy, popadła w depresję.
W swoim życiu znałam osobę, która się zabiła, dotąd nie mogę jej zapomnieć i ciągle gdzieś podskórnie czuję ciemność, która nią zawładnęła. We włoskim ten stan nazywa się male oscuro (ciemne zło).
Na szczęście będąc na cmentarzu Sant'Anna in Camprena nie znałam okoliczności śmierci pani Giordany, mogłam więc z czystą radością pójść w kierunku klasztoru.
I tam także wiodą cyprysy.
Klasztor nie pełni już funkcji monastycznej, ale pozostał pod dozorem kościelnym, co, niestety jest chyba głównym powodem w opóźnieniu publikacji tego artykułu.
Założył go w XIV wieku Bernardo Tolomei jako pustelnię dla benedyktynów oliwetańskich. Jak to bywa w przypadku tego typu budowli i ta nie uchroniła się przed stylistycznymi zmianami.
Sam kościół ukończono w XVI wieku. Od niego zaczęliśmy zwiedzanie klasztornego kompleksu.
Wnętrze niezwykle przestronne, mocno zaznaczające linie poziome, przez co bryła wydała mi się przysadzista. Puste nawy, bardzo jednorodnie zagospodarowane ściany wprowadzały nastrój zapomnienia.
Ciekawe, czy jeszcze odprawia się tu Msze św.? Podejrzewam, że ślubne tak, ale o tym później.
Zauważyłam, że trudno o jakąś regułę, czy lepiej najpierw przygotować się do wycieczki, czy zdać się na improwizację. Bywa, że przez to przegapię coś istotnego i potem jęczę po cichutku, gdy opracowuję wpis, a bywa odwrotnie.
W przypadku Sant'Anna in Camprena niewiele więcej widziałam ponad to, że była planem filmowym, że to były klasztor, no i gdzie jest położony.
Absolutnie nie miałam pojęcia, że można wejść do chiostro.
A z chiostro do refektarza i ... stanąć tam oniemiałą, zapatrzoną we freski Giovanniego Antonio Bazziego, znanego bardziej pod pseudonimem Sodoma.
Pisałam o nim w relacji z pobytu w Monte Oliveto Maggiore. Malował w głównej siedzibie oliwetanów, to i "coś" pozostawił w niedalekiej Camprenie. Przewrotnie nic więcej tutaj nie napiszę, co poniżej wyjaśnię.
Klasztor posiada jeszcze całkiem przyjemny ogród, ale wstęp do niego mają tylko turyści wynajmujący cele przerobione na gościnne pokoje.
No i zaczął się galop myśli.
Miejsce naznaczone Sztuką? Turyści? Pokoje? Cudowne okolice? Niedaleko najsłynniejsza kapliczka Vitaleta? Val d'Orcia pcha się pod powieki?
A może by zorganizować tu warsztaty?

Od września Joanna o konkrety walczyła dzielnie jak lew. Ja znalazłam nawet "odgórne" dojście.
W końcu dostałyśmy wiążącą odpowiedź, na podstawie której chciałam zaprosić Was na
Warsztaty plastyczne i fotograficzne 
w dniach 27.04 do 4.05.2013
"SZEPTY WIELKIEJ SZTUKI"
Rzecz do tanich nie należy, gdyż przy skromnych pokojach, o ciągle klasztornym charakterze, przy wspólnych łazienkach, ceny za nocleg są bliższe bardziej wyrafinowanego agriturismo. Ale tutaj przemawia geniusz miejsca i nie ma zmiłuj!
Łącznie z noclegiem,  posiłkami oraz opłatą za warsztaty przybliżona cena wynosi 800 euro.

Od razu wyjaśnię, dlaczego nie możemy podać konkretnej ceny. Podczas pierwszych warsztatów okazało się, że od ustalonej kwoty odpadł koszt transportu podczas warsztatowych dni, ten zapewniły sobie same uczestniczki. Dlatego tym razem nie ujmujemy opłaty za przejazdy. Tego typu rozliczenia nastąpią po uściśleniu, iloma i jakimi środkami lokomocji będziemy dysponować.
Z kolei powyżej 5 osób w danej grupie obniżymy cenę warsztatów.

Warsztaty rysunkowe, a może i malarskie - dla chętnych - poprowadzę ja. Dodatkowo dołączę do nich jeden wykład z historii sztuki, oczywiście o Sodomie.
Myślałyśmy też z Joanną, jak odpowiedzieć na powracające pytania o warsztaty fotograficzne. Kilka osób było zainteresowanych nie tyle wiedzą o technicznych aspektach fotografowania, co o tych artystycznych, jak kompozycja, światło. Znam bardzo dobrze osobę, która może spełnić i takie i takie oczekiwania. To Monika Zawadzka, doświadczony pedagog, ale, co ważne i artystka, z bogatym życiorysem zawodowym, także fotograficznym. Założeniem jej warsztatów będzie nauka fotografowania bez względu na posiadany przez uczestnika sprzęt.
No, może tym razem nie posuniemy się do propozycji budowania camera obscura, ale kto wie, czy i kiedyś nie zaproponujemy, by przyjechać do Toskanii jedynie z pudełkiem na buty i skonstruować z niego aparat?
Chętnych na warsztaty fotograficzne zapraszam do portfolio Moniki Zawadzkiej oraz kontaktu z nią poprzez FB.

Mimo podanych dat, można przyjechać na warsztaty wcześniej i dłużej zostać w klasztorze. Na razie nie znamy przecież propozycji linii lotniczych na następny sezon. Może się też zdarzyć tak, że Monika Zawadzka zacznie warsztaty wcześniej. Ja mogę z kolei zacząć dopiero od 29 kwietnia, ale za to mogę je przedłużyć na życzenie. Wszystko do ustalenia. Na pewno ścisłych dni warsztatowych będzie minimum 5, i to od rana do wieczora :)

W cenę pobytu wliczyłyśmy:
- 7 noclegów
- 7 śniadań
- 4 wspólne kolacje
- udział w warsztatach plus niezbędne narzędzia (plastyczne: ołówki i bloki rysunkowe plus niespodzianka; fotograficzne: sprzęt niezbędny do omówienia prac uczestników)

Całością zawiaduje Joanna Sznajder z VisiToscana i to właśnie do niej należy zgłosić się z wszelkimi pytaniami logistycznymi. Monika i ja odpowiadamy za część merytoryczną.

Nie dość, że tak długo uzyskiwałyśmy pozwolenie na zoganizowanie warsztatów w Sant'Anna in Camprena, to jeszcze jesteśmy zmuszone do przekazania ostatecznej decyzji o rezerwacji miejsc do 15 stycznia. Oznacza to równocześnie wpłacenie zaliczki wysokości 200 euro.

Dodam, że istnieje możliwość przyjazdu z osobą towarzyszącą, wykupienia dodatkowych noclegów, wyboru pokoju z osobną łazienką, itp.

A wszystko to w takim otoczeniu:

23 komentarze:

  1. I jak ja mam teraz zasnąć po tym co tutaj zobaczyłam i przeczytałam?
    Porażona pięknem, ogarnięta smutkiem ...pozostaje mi tęsknić, śnić, marzyć i zazdrościć...
    Dawno temu prosiłam Cię o wycieczkę śladami"Angielskiego pacjenta":-) Pewnie nie pamiętasz, ale ja tak.
    Dziękuję) szkoda że dopiero teraz bo tak wiele razy ostatnio kręciłam się w okolicy a kto wie czy będzie mi jeszcze dane?
    Trzymam kciuki za warsztaty. Ach! Szkoda że nie dla mnie taka gradka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miejsce faktycznie niesamowite. Freski piękne, wyraziste. A samobójstwo jest czymś koszmarnym. Samotność? Choroba?
    Pomysłu na warsztaty gratuluję, bo miejsce wydaje się być wymarzone.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy warsztaty fotograficzne są wliczone w cenę? czy trzeba umawiać się z Panią Moniką dodatkowo?
    Pozdrawiam,
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ nie, nie :) Cena jest jednakowa, bez względu na przypisanie do grupy. Z Panią Moniką proszę się kontaktować w sprawach merytorycznych, a kwestia noclegu, pokoju, opłat, to gestia VisiToscana :)

      Usuń
  4. Cieszę się :) już wysłałam wiadomość do Pani Asi, że jadę :)Będę sama, mam nadzieję, że grupa będzie wesoła i mnie przygarnie. Mój mąż już się martwi,że bez niego i bez samochodu nie dam rady :))
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkiemu zaradzimy :) A grupa musi być świetna, bo do Toskanii inne mają wstęp wzbroniony :)

      Usuń
    2. Witaj Olu!
      Skąd jesteś, jak planujesz dojazd? Też bym chciała się wybrać, ale na męża nie mam co liczyć. Może połączymy siły? Ala R.

      Usuń
    3. A może samolotem, a potem zorganizujemy jakiś odbiór?

      Usuń
    4. To jest myśl, przemyślę to. Jeszcze się odezwę teraz muszę wyjść, praca wzywa. Alicja R.

      Usuń
  5. Pomysł kapitalny, szkoda ze nie moge skorzystać, ale następnym razem
    pozdrawiam
    j

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uda nam się zorganizować coś w równie atrakcyjnym miejscu :)

      Usuń
  6. Obiecuję sobie, że kiedyś na takie warsztaty się zapiszę. Ciągle jestem pod wrażeniem tego, co potraficie z dziewczynami wymyślić i nabieram coraz większej ochoty :))).
    Ale piękne to miejsce!
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ty będziesz mieć swoje warsztaty, to już wystarczy na jeden rok :)

      Usuń
  7. ło rany Małgosia. Ależ pokusa. A ja się platałam po okolicy i nie trafiłam do tego miejsca. ale to wszystko przez brak wiedzy. Teraz to ja mądra jestem. Idę urabiać połowicę :-).Chciałabym bardzo.Całusy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urabiaj, urabiaj, miejsce niezwykłe :)

      Usuń
  8. Witaj Alu R.
    jestem z Warszawy, ale przyjadę z Wenecji (tam zostawię swoje dzieci i męża, żeby mi głowy nie zawracali).
    Martwię się trochę brakiem zorganizowanych posiłków np. obiadu.
    Bez samochodu ciężko mi będzie znaleźć jakiś sklep...
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj!
      Też jestem z Warszawy. Małgosia pisze, że można zorganizować dojazd z lotniska, jezeli się zdecyduję to chyba właśnie tak. Nie martw się brakiem posiłków, byłam dwa razy w Toskanii tam nie da sie umrzeć z głodu. Na rezie pozdrawiam Ala R.

      Usuń
    2. Proszę tylko, zwróćcie uwagę, na niechcianą przez nas zmianę miejsca. Ze swojej strony obiecuję, że wyjdzie to warsztatom tylko na lepsze :)

      Usuń
  9. Byłam w S.Anna! W 2011 - i też zachwyciłam się refektarzem, Sodomą, też niespodziewanie. Nigdzie wcześniej o nim (dostępnym refektarzu) nie czytałam. Lubię takie niespodzianki! No i muszę być odporna na na uwagi mojego męża, typu: po co tam idziesz, na pewno nie wolno, gdzie cię znowu niesie, ile czasu będziesz to oglądać... Ale jak już sam zobaczy, to się też zachwyci! Annamaria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja mam szczęście do towarzystwa, Krzysztof (gdy jedziemy wspólnie) akurat jest taką osobą, że jeśli nawet się nie wciągnie w miejsce, czy wystawę, dzielnie czeka, aż ja się nasycę.

      Usuń
  10. i znów miejsce które i ja odwiedziłam zeszłego roku. Byliśmy w tym klasztorze akurat jak grupa Szwajcarów przyjechała na jakieś występy i w ogrodzie ćwiczyli cudne śpiewy :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać Szwajcarzy mają większą siłę przebicia, niż my :)

      Usuń