wtorek, 19 lutego 2013

SMUTNA PERŁA

W ostatnią sobotę wybrałam się na następny wykład przygotowany przez Grand Tour.
Taaa!
Nie opublikowałam jeszcze poprzedniego, ale wszystko jest na dobrej drodze.
W tym artykule nie chcę spisywać wykładu, tylko wspomnieć o miejscu niezwykle przejmującym.

Wynikiem różnych zbiegów okoliczności, pojechałam do Florencji dużo wcześniej przed wykładem. Zastanawiałam się, czy spacerować tylko, czy coś może obejrzeć. Pogoda sprzyjała przechadzce, ale, chyba w sobotę rano, gdy jeszcze przeglądałam materiały w książkach i w internecie, trafiłam na ogłoszenie o udostępnieniu zwiedzającym odnowionego po latach specyficznego grobowca Ruccelai.
Pomyślałam: pójdę - zobaczę.
Nie przewidziałam tylko stania niemal godzinę w kolejce, ale skoro już nabrałam ochoty na rarytas, to nie mogłam odpuścić.
Kolejka wynikała z tego, że do środka wolno wpuszczać maksymalnie 25 osób na pół godziny. Dodatkowo był to pierwszy dzień otwarcia kaplicy i z tej okazji wejście było za darmo.
Normalnie będzie kosztowało tyle, co bilet do Muzeum Marino Marini, przez które trzeba przejść.
I to właśnie wywołało we mnie smutek.
Bo muzeum mieści się w zdekonsekrowanym kościele San Pancrazio.

Czkawka napoleońska męczy mnie w takich wypadkach straszliwie. Wynikiem kasacji świątynię przerobiono na siedzibę Francuskiej Loterii, potem urzędował w niej Sąd, potem chyba produkowano tam wyroby tytoniowe, następnie stała się magazynem koszarów wojskowych, by zostać muzeum współczesnego artysty Marino Mariniego. Nikt mnie nie przekona, że szalunkowe balkony to wybitna aranżacja przestrzeni, że świetne możliwości wystawiennicze. To nie to miejsce. Goryczy dolewa fakt, że drugie muzeum Marino Mariniego (urodzonego w Pistoi), właśnie w rodzinnym mieście znajduje się także w zdekonsekrowanym kościele pokrytym cudownymi freskami.
I chciałam zaznaczyć, że wcale nie mam nic przeciwko artyście, wręcz przeciwnie, lubię niektóre jego prace.
Absolutnym kuriozum jest pozostawienie fragmentu kościoła konsekrowanym. To znaczy, dobrze, że ta część ocalała, ale oczekiwanie w kolejce było dla mnie traumą. Starałam się nawet nie rozglądać po tym, co zostało ze świątyni i cierpliwie czekałam na spotkanie z perłą.

Kaplica Świętego Grobu stanowi długie wąskie pomieszczenie, obecnie traktowane jako niewielki kościół. Odprawiane nawet są tutaj Msze św.
Niewiele w niej się mieści. Ołtarz, kilka ławek, ozdoby z pietra serena, płyty nagrobne w podłodze. Wszędzie widać herb rodu Rucellai, którego Palazzo tyłem sąsiaduje z zabudowaniami należącymi do byłego kościoła.
Jest we Florencji dużo słynniejsze miejsce związane z rodem - dominikańska Bazylika Santa Maria Novella. To właśnie Giovanni Rucellai zamówił u Albertiego wykonanie nowej fasady, na której, w belkowaniu dzielącym część górną od dolnej, dumnie "powiewają" żagle (motyw z herbu rodowego), a tuż pod tympanonem ciągnie się "skromny" napis: Giovanni Rucellai, syn Pawła.
Także w środku bazyliki ród pozostawił po sobie trwały ślad w postaci kaplicy.
A jednak sam Giovanni chciał być pochowany gdzie indziej, niedaleko domu. Poprosił więc swojego wielkiego przyjaciela, architekta i teoretyka sztuki - Albertiego, o zaprojektowanie grobowca będącego repliką Grobu Świętego. Według Vasariego projekt został wykonany po specjalnie wcześniej w tym celu odbytej podróży do Jerozolimy. Powstał obiekt jedyny w swoim rodzaju, perła nad perły. Przywrócona po latach do pełnej świetności. I to dla tego grobowca stałam w kolejce. Znajduje się on w drugiej połowie kaplicy.
Zamawiający jeszcze 14 lat mógł oglądać miejsce swojego pochówku, które ukończono w 1467 roku.
Jego szczątki spoczywają tam do dziś, o czym powiadamia nas napis nad niewielkimi drzwiczkami prowadzącymi do wnętrza.
Tak jak pisałam, forma została zainspirowana Grobem Świętym, ale nałożono na nią struktury klasycystyczne. Na planie prostokąta o dodanym z tyłu półkolu powstała budowla wyznaczona pionami korynckich pilastrów, pomiędzy którymi bardzo regularnie rozłożono tablice z marmurowymi inkrustacjami.
Dwie mi umknęły, więc mam sfotografowane 28 kompozycji, a każda z nich jest niepowtarzalna.  Gdzieś pomiędzy nimi widać emblematy nawiązujące do herbów rodowych, w moim kolażu dałam je wszystkie w jednym pionie.
Oczywiście zaczęłam do wydętego żagla - Giovanni Rucellai.  Poniżej trzy pierścienie zachodzące na siebie - Lorenzo Magnifico. Pierścień z dwoma piórami  - Piero de' Medici. I na dole rodzaj męskiego nakrycia głowy zwany mazzocchio, tu z trzema piórami - Cosimo il Vecchio. Jak widać, Rucellai był silnie związany z Medyceuszami, nie tylko poprzez wspólne interesy, ale i rodowo - jego syn Bernardo ożenił się z Lukrecją, siostrą Wawrzyńca Wspaniałego.
Wśród innych inkrustacji botanicy zobaczą liście lauru czy dębu, a kto interesuje się astrologią, odczyta znane sobie symbole. Ja może jeszcze liście rozpoznam, ale na astrologii się nie znam i nie chcę znać :)

Nad belkowaniem, po całym obwodzie bryły biegnie łaciński napis
Yhesum queritis nazarenum crucifixum surrexit non est hic. Ecce locus ubi posuerunt eum 
Jest to cytat ze św. Mateusza: "Gdyż wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego.  Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział. Chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał." (tłum. Biblia Tysiąclecia)
Całość wieńczy piękne blankowanie w kształcie lilii.
Kiedyś po środku, ale w XIX wieku przeniesiona dla lepszej widoczności, niczym malutka świątynka wyrasta latarnia.
Do wnętrza prowadzi niski otwór. Wejść nie można. Gdy zaglądałam do środka, niechcący oparłam się o ścianę grobowca, od razu zwrócono mi uwagę, że nie wolno dotykać. Na szczęście, mogłam wykręcić ekranik w aparacie i podejrzeć, co jest w środku.
Nad prostym sarkofagiem dostrzegłam fragment fresku z Chrystusem Zmartwychwstałym, dzieło jednego z uczniów Piero della Francesca - Giovanniego da Piamonte.
Potem doczytałam, że na samym sarkofagu leżała figura Zmarłego Chrystusa. Obecnie jest wyniesiona do niszy w ołtarzu.
Pół godziny, jakie miałam na zwiedzenie kaplicy minęło straszliwie szybko.
Czułam niezwykły spokój, zapewnie udzieliła mi się harmonia dzieła Albertiego.
Grobowiec wydaje się być dość prosty, lecz właśnie to wyczucie ilości użytych środków, przemyślany podział, powtarzalność, rytmy, doskonałe wyważenie nadały mu wielce elegancki wygląd.

Zwyczaj budowania kaplic Bożego Grobu jest powiązany z obchodami liturgii Wielkiego Piątku. Dla nadania im większej wagi miejsca te często zyskiwały przywilej odpustu zupełnego. Wszak mało kto mógł pielgrzymować do Jerozolimy. Giovanni Rucellai chciał, by jego Santo Sepolcro nie tylko formalnie odnosił się do tego jerozolimskiego, lecz by miał cechy duchowe i sakralne. W 1471 roku bullą Papieża Pawła II został nadany przywilej odpustu zupełnego dla każdego, kto przyklęknie przed grobem w czasie wielkanocnym.  Na ścianie przed florenckim Santo Sepolcro pozostał widomy ślad przywileju.
Ciekawe, czy dotąd zachowała się ważność tej bulli?

Nie jestem odosobniona w tym, że Tempietto di Santo Sepolcro Albertiego wywarło na mnie wielkie wrażenie. I nie myślę o sobotnich tłumach oczekujących na możliwość jego zobaczenia.
Przez całe wieki dzieło stało się przykładem dla wielu artystów i architektów. Inspirowano się nim też przy budowie podobnych kaplic. Jedna tego typu zachowała się w Polsce, w Miechowie.  Jest to najstarsza w kraju forma naśladownictwa Grobu Jezusa Chrystusa.  Znawcy widzą ewidentne nawiązania do florenckiego obiektu. No może, gdyby zdjąć górną część?
http://x.garnek.pl/ga6416/12a3a48d02b792a4996331a3/miechow_bazylika_grobu_bozego.jpg

25 komentarzy:

  1. Ja tam powyrzucam przewodniki po Florencji! Po co się pytam, mam trzymać takie wybrakowane???? Kawał dobrej roboty Gosiaku!!! Asia/www.visitoscana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To byś sobie narobiła! Przeca ja strasznie wybrakowany przewodnik, no i taki mocno sentymentalny :)

      Usuń
  2. Droga Malgosiu,
    Jestem pod ogromnym wrazeniem .Taka lektura przed snem....Jutro przeczytam jeszcze raz,ale juz teraz wiem,ze nie odczepie sie od tej Toskani nigdy w zyciu,no nie ma szans...
    Caluski
    Grazyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda sił na odczepianie się :) Lepiej się w niej nurzać :)

      Usuń
  3. Prawdziwa perła, cudo Asia ma rację po co przewodniki? Małgosiu jesteś najlepszym naszym przewodnikiem .
    Pozdrawiam Warmianka

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ eleganckie miejsce pochówku!
    Prześliczne.
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze było mieć przyjaciela, który taki grób zaprojektuje :)

      Usuń
  5. Ja po raz pierwszy zobaczyłam zdekonsekrowany kościół w Wenecji, byłam tym wstrząśnięta, wchodząc do środka nie spodziewałam się tego co zobaczyłam. Pozostał tam tylko duży samotny krzyż przed którym był klęcznik na którym uklękła pani w średnim wieku z małą dziewczynką,a wokół spacerowali oglądacze. To było smutne.
    Dziękuję za ciekawy artykuł i pokazanie perełek, które dobrze wpisują się w czas wielkiego postu.
    Marysia R.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Pistoi w jednym z takich jest restauracja. Tutaj główną przyczyną dekonsekracji był chyba XIX wiek - najpierw spustoszenie w zakonach zrobił Napoleon, potem dobił Garibaldi, a i władcy młodego Państwa Włoskiego nie pozostali bezczynni. Trudna historia.

      Usuń
  6. Cudeńka ciekawe. Resztę przemilczę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapomniałam: podoba mi się nowy, kolorowy nagłówek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, obrazek już chyba pokazywałam, ale teraz mnie naszło, żeby uspokoić górę blogu :)

      Usuń
  8. Jesteś naj..., naj..., naj...,
    Uściski :)))*

    OdpowiedzUsuń
  9. W Anglii jest mnostwo zdekonsekrowanych kosciolow. Sa w nich kina, dyskoteki, restauracje, adaptuje sie je na mieszkania... za kazdym razem serce boli.
    A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Anglii to chyba kwestia XX wieku? No bo Napoleon na pewno tam nie szalał. Choć i tak to boli.

      Usuń
  10. Dzieki Malgosiu za kolejna lekcje na tak ciekawy wyklad i zdjecia.Pozdrawiam.irena z P.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zrobilam blad mialo byc ...na tak ciekawy temat...
    pozdrawiam irena.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ogromna emocja mnie ogarnęła, jak zobaczyłam temat wpisu. A było to tak... Podczas mojego styczniowego pobytu we Florencji dużo spacerowałam, bo temperatura w końcu na to pozwalała (latem jest za gorąco). Doszłam do Palazzo Ruccelai i zrobiło mi się smutno. Pałac, o którym się uczyłam, który jest reprodukowany w niemal każdej historii architektury, który jest u Białostockiego, mojej pierwszej lektury z historii sztuki - taki martwy, żadnej tabliczki, informacji, nic. Naprzeciwko loggia, bardzo elegancka, według projektu Albertiego, we fryzie żagielki i pierścień, wzniesiona... (mniejsza o to, to nie mój blog, się zapędzam), w loggii sklep, chyba z butami, całe szczęście otwory arkadowe przeszklone, a nie zaślepione. I znowu - żadnej tabliczki, żadnej informacji, można przejść i nie zauważyć. Trochę postałam i poszłam do San Pancrazio, do muzeum nie wchodziłam, znalazłam Capella della Sepolcro, na niej tabliczka mosiężna, że odbywają się messe prefestivi w soboty, poza miesiącami lipiec - sierpień - wrzesień, o 17,30. Pomyślałam - jest sobota, styczeń, świetnie się składa. Wróciłam po piątej, czekałam, ze mną czekała jeszcze jedna Włoszka, z Neapolu, nie doczekałyśmy się, ale co najdziwniejsze, ona, ta Włoszka, nie wiedziała, że w środku jest dzieło Albertiego i bardzo się zdziwiła, kiedy jej to powiedziałam. Kilka razy powtarzała "Alberti? Leon Battista?" A ja nie zapytałam - skoro nie wiedziała o Albertim, to po co czekała, żeby wejść do kaplicy? Przecież nie fasada ją urzekła. I to mnie do dziś nurtuje. Byłam bardzo, ale to bardzo zawiedziona, cieszę się, że mogłam to zobaczyć Twoimi oczami. Dziękuję.

    iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że chociaż tak zobaczyłaś Albertiego. A wiesz, że nigdy nie zobaczyłam, że Rucellai jest tak po macoeszmu potraktowany. Ponieważ wiedziałam, co to jest, nie przyszło mi na myśl, że brakuje tym obiektom opisu. Spostrzegawcza jesteś!
      Nie widziałam też tabliczki o Mszach, co dziwne, że w ogóle wtedy taka wisiała, bo przecież kaplica była długo remontowana. Może jakoś mieli sposób na odprawianie tam nabożeństw?

      Usuń
    2. Nie mieli, w barze naprzeciwko poinformowali nas, ze mszy już dawno nie ma i że w planach jest udostępnienie kaplicy od strony San Pancrazio właśnie. Tabliczka z info o mszach była na fasadzie, mała, mosiężna, słabo widoczna. Może zdjęli ją po otwarciu kaplicy dla zwiedzających. Swoja drogą - kolejka do wejścia w lutym?! W końcu Alberti dla przeciętnego turysty to nie Leonardo czy inny Michał Anioł. A jednak.

      Usuń
    3. Czyli tabliczka pamięta czasy sprzed renowacji kaplicy. Widzisz, ta kolejka była wybitnie włoska, nie słyszałam w niej żadnego obcego języka. Myślę, że część osób tak jak ja chciała od razu zobaczyć, nie czekać do "kiedyś potem", a do części przemawiała zapewne bezpłatność, choć cena wstępu do muzeum nie jest wielka.

      Usuń