sobota, 7 czerwca 2014

DOBRZY LUDZIE OD ŚWIĘTEGO MARCINA, CZYLI "UKŁAD ZAMKNIĘTY" PO FLORENCKU


 Nie obejrzałam filmu "Układ zamknięty".  Wiem, że jestem na niego za słaba, wiem tym bardziej, że znam osobiście niektóre pierwowzory filmowych postaci. Znam też podobne przypadki, które "nie wzbogaciły" treści filmu. Sytuacja niszczenia czyjegoś biznesu, niezdrowej konkurencji, czy to gospodarczej, czy politycznej, poraża mnie aż po odczuwalny ból serca. Na szczęście, w całym poczuciu beznadziei, usłyszałam też o przejmująco wzruszającej postawie ludzi, sąsiadów, przyjaciół, którzy wzięli na siebie ciężar pomocy w przetrwaniu, w zdobyciu najbardziej podstawowych środków do życia.
Dlaczego o tym piszę?
Gdyż jest takie miejsce we Florencji, gdzie trudno nie myśleć o skrzywdzonych przeciwnikach.
Zabieram Was dzisiaj w pięćsetletnią podróż. Zaczyna się ona za czasów Kosmy Medyceusza, pierwszego znaczącego przedstawiciela florenckiego rodu. Rywalizująca z nim rodzina Albizzi usiłowała zamordować Kosmę, a gdy to się nie udało, spowodowała jego uwięzenie, zamienione na wyganie, i konfiskatę majątku. Przezorny Medyceusz nie dał się pozbawić środków, czując pismo nosem, wcześniej ulokował je z dala od Florencji. Zarządzający miastem stwierdzili, że na nic ich zachody, pozwolili wrócić Kosmie. Wtedy zaczyna się światłe i znaczące jego panowanie, które jednak nie było wolne od nieczystych rozgrywek politycznych. Chcąc wyeliminować swoich przeciwników z gry, Kosma nałożył na nich tak drastyczne podatki, że polegli, popadli w straszliwą biedę.
Nazywano tych bankrutów "wstydliwymi biednymi", ale nie ze względu na finansowy upadek, lecz z powodu ich dumy, która nie pozwalała im wyciągnąć ręki po pomoc - zbyt się tego wstydzili.
Wtedy, w sposób prosty i klarowny przyszedł im z pomocą dominikanin Antonino Pierozzi, późniejszy arcybiskup Florencji. Odważył się przeciwstawić Medyceuszom, odważył się stanąć po stronie ich adwersarzy.
Znalazł sposób na taką pomoc potrzebującym, która nie raniła ich poczucia godności. Założył kongregację działającą przy kościele św. Marcina, a mającą na celu gromadzenie i dystrybucję środków wśród "wstydliwych biednych".
Kongregacja (właściwie bez przerwy) istnieje do dziś. Nie ma już kościoła św. Marcina, zostały po nim resztki muru fasady z nabudowaym na nich budynkiem oraz kaplica zwana Oratorium Dobrych Ludzi od św. Marcina (Oratorio dei Buonomini di San Martino), z wejściem z drugiej strony (kiedyś od strony ołtarza). O miejscu pisałam już chyba kilka razy, ale w końcu poznałam je od podszewki.
Czekając na spotkanie z jednym z prokuratorów kongregacji (tak określają swoją funkcję), jeszcze raz, szczegółowo przyjrzałam się kaplicy i freskom ze szkoły Ghirlandaio.


Notariusz podczas zaślubin.
Notariusz podczas inwentaryzacji. 
Głodnych nakarmić, spragnionych napoić.
Nagich odziać.
Chorych nawiedzić.
Umarłych pogrzebać.

Podróżnych w dom przyjąć.
Więźniów pocieszać.

Jezus ukazuje się św. Marcinowi podczas snu.

Św. Marcin dzieli swój płaszcz.
Patrząc na niektóre malowidła, mam nieodparte wrażenie, że mistrz bardzo czuwał nad przebiegiem prac. Myślę tak patrząc zwłaszcza na twarze o wyraźnie zindywidualizowanych rysach. Są spoza szablonu, zdają się być realnymi postaciami z flamandzką stylizacją mistrza Domenico.

Przedsmakiem przeniesienia się w czasie są też wyobrażone na freskach przedmioty codziennego użytku. Asiu! Jeden z nich sfotografowałam z wyraźną aluzją do Ciebie, zgadniesz, który?

Przeniesienia w czasie?
Tak, bo celem spotkania zorganizowanego przez Città Nascosta nie było samo oratorium, lecz spotkanie z jednym z członków kongregacji oraz zwiedzenie bardzo istotnych dla jej funkcjonowania pomieszczeń.
Po prawej stronie ołtarza, w którego niszy delikatnie uśmiecha się do nas Sant'Antonio, dłuta Verrocchio, okute metalem drzwi prowadzą do siedziby kongregacji.
Czas tu się zatrzymał na dostarczeniu prądu. Nie ma telefonu, nie ma komputera. Najnowocześniejszym urządzeniem są maszyny do liczenia drobnych monet. Wszystko jest pisane ręcznie, a stareńką maszynę do pisania pokrył kurz. Funkcjonuje ciagle ten sam od ponad pięciuset lat system głosowania: białe fasolki = głosujemy dalej, czarne = głos za.

Florencja jest podzielona na sześć dzielnic (sesti), które ma pod opieką po dwóch prokuratorów oraz jeden asystent. Cała kongregacja składa się więc z 18 mężczyzn. Oczom własnym nie dowierzam, ale na tablicy z wypisanymi datami przyjęcia w zaszczytny skład najstarszy prokurator objął swoją funkcję w 1949 roku!!! Gdy któryś umiera, wybierają następcę. Muszą to być panowie godni zaufania, myślę też, że nie narzekający na swój status materialny, ale od początku założeniem był wybór ponad podziałami klasowymi. Chociaż w spisie członków kongregacji znajdujemy nawet Medyceuszy. Aby żadnemu z prokuratorów władza nie uderzyła do głowy, przewodniczą tej grupie (nazywając tę funkcję prepozyturą) jedynie przez jeden miesiąc, czyli wychodzi na to, że raz w roku.
W pierwszym pomieszczeniu kongregacji stoi sześć biurek, każde z nich jest stanowiskiem dla przedstawiciela poszczególnej dzielnicy. Na ścianach piękne dzieła sztuki i przedmioty użytkowe podkreślają charakter miejsca.
Z salki można przejść do mniejszego i mniej uporządkowanego miejsca - siedziby prepozyta. Tam na ścianie wisi niezwykły dokument - list napisany ręką samego pomysłodawcy utworzenia instytucji Buonomini - Sant'Antonino.
Spotkania kongregacji odbywają się bezwzględnie w każdy piątek roku, około godziny 14. Jeśli więc będziecie przechodzić kiedyś koło Oratorium w taki dzień i zobaczycie 12 mężczyzn wchodzących do środka, wiedzcie, że są prokuratorami Kongregacji Buonomini di San Martino.

Informację o potrzebujących, albo własną prośbę, można wrzucić do otworu znajdującego się na zewnątrz, po lewej stronie wejścia do oratorium. Natomiast, jeśli ktoś chce zostawić datek na szczytny cel pomocy zubożałym, może to zrobić anonimowo poprzez otwór z prawej strony wejścia. Aż pięciu papieży nadało specjalne przywileje odpustowe dla ofiarodawców, o czym informuje wmurowana tam marmurowa tablica. Nad nią można podziwiać, choć trudno go sfotografować, fresk ze św. Marcinem wspomagającym biednych.
Obdarowywani są objęci absolutną tajemnicą, nie ujawnia się publicznie ich nazwisk, chociażby ze względu na potencjalne przyszłe wzbogacenie się, a  wtedy taka informacja o przyjęciu jałmużny mogłaby im odebrać wiarygodność.
Niewiarygodnym faktem jest ten, że właściwie nigdy kongregacja nie została bez pieniędzy. Sant'Antonino polecił, by pieniądze dystrybuowano jak najszybciej, bez zbędnego ich przetrzymywania, a jeśli kasa zaczynała świecić pustkami, pozwolił w dyskretny sposób poinformować mieszkańców Florencji o tym fakcie. Sposób ten nawiązywał do świecy zapalanej przy umierającym, by widzieć, że jeszcze oddycha. Stan agonii nazywano "essere in lumicino" - dosłownie: być w świeczce. Gdy więc Buonomini zapalali świeczkę, mówiono, że są zredukowani do lampki - "sono ridotti al lumicino". Ostatni raz apel świecy zapalonej przy wejściu do Oratorium, pojawił się w 1949 roku i wcale to nie oznacza, że nie ma osób, którym się pomaga. Wręcz przeciwnie, ich liczba, wynikiem kryzysu, potroiła się.
Napisałam, że dystrybuowano pieniądze, ale pozyskiwano je nie tylko jako bezpośrednie donacje,  bywa, że kasę zasila sprzedaż czyjegoś spadku. A w czasach czarnej dżumy, głównie tej z 1522 roku, poprzez specjalny otwór w ścianie wydawano także pieczywo. Otwór, obecnie zamurowany, oznaczony wewnątrz informacyjną tablicą, miał zapobiec zarażeniu członków kongregacji chorobą.
Widać go na prawej (od wejścia) ścianie kaplicy.
Bogatą wiedzę o funkcjonowaniu kongregacji można zdobyć dzięki zachowanemu kompletnemu archiwum! Czujecie już mój dreszczyk emocji? A wyobraźcie sobie, że podsycali go i inni zwiedzający, tak samo zwariowani na punkcie świadectw dawnych czasów, śladu ręki człowieka sprzed wieków.
I tu widzimy od podszewki dokumentację działalności Buonomini di San Martino. Drzwi z lewej strony ołtarza otwierają się na wąską i stromą klatkę schodową, która wiedzie na pięterko o charakterze strychu. Pierwsza sala jawi się jako mało zagracony magazyn.
W drugiej wystrój stanowią drewniane meble, a z niej po schodkach wchodzi się do wyżeszego pomieszczenia pełnego metalowych regałów dźwigających ciężar ludzkiej biedy, godności i hojności.

Najstarsze zwoje pergaminów, z pieczęciami leżą w szufladach.
Pani archiwistka bez żadnych obaw, chwytała je gołymi rękami, niezabezpieczonymi rękawiczkami i rozwijała, pokazując testamenty, bulle papieskie i inne różności z cudownie wykaligafowanym pismem.

Opowiadała o tuszach, które zawierając żelazo, dziurawiły karty ksiąg i o innych szkodnikach i niebezpieczeństwach dla drogocennego archiwum.

Papierowe księgi (wszystkie szyte!) miały kiedyś okładki z pergaminów. Niektóre można rozpoznać z daleka po charakterystycznych dziurach pozostałych po kończynach zwierząt.
Oglądaliśmy z dziecięcym entuzjazmem dziennik prowadzenia jakiegoś gospodarstwa rolnego, zdobienia na okładkach, ciekawe formaty ksiąg. Pilnie przyglądałam się krojom pisma, znakom w postaci tyldy  (czyli wężyka ~oznaczającej zastosowanie skrótu, jak chociażby na grzbiecie jednej z ksiąg, obok której zaraz można było przeczytać pełną formę tego samego wyrazu.

Z archiwum często korzystają stare rody, szukają tutaj wieści o ludziach i przedmiotach.

Na koniec naszej podróży przedstawię Wam dwoje naszych przewodników.
Pani archiwistka z biura konserwacji zabytków stanowiła swoim t-shirtem (z Disnejowskimi krasnalami) niesamowity kontrast z przedmiotem swojej pracy.

Natomiast Franco de Peverelli (prokurator kongregacji od 29 listopada 1996 roku) to przeuroczy dystyngowany starszy pan, od którego nie mogłam oderwać wzroku. Mówił pięknie, z wyraźną pasją i dumą. Odpowiadał z chęcią na każde pytanie, także na moje o możliwość zrobienia zdjęć. Usłyszałam wtedy, że jest to zakazane, ale wyjątkowo mi pozwoli. Ach!
Nie dziwcie się więc, że śledziłam go obiektywem aż po chwilę jego odejścia do domu.




21 komentarzy:

  1. Bardzo dobre zdjęcia ... dzięki "zapiskom" mogłam wrócić do Florencji ... dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna historia. Italia ma to niezwykłe trwanie ludzkich działań, rodzin, budynków, takich jak te z Twojej historii. Każdy kraj ma jakiś ułamek tego, ale tam ta ciągłość historii jest niezwykła, sięga tysiącleci wstecz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to jest to, co mnie zawsze porusza - ciągłość.

      Usuń
  3. Niesamowita ciągłość a przecież świat tak się zmienia i przyzwyczajenia i zwyczaje..
    Staroświeckie? nie i jakie piękne archiwa. Świetna ta wyprawa w przeszłość...

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam,czy ta Kapele mozna zwiedzac ,jesli tak to kiedy?
    Wybieramy sie pojutrze do Florencji,moze uda sie zobaczyc
    Dziekuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samą kaplicę można zwiedzać 10-12 i 15-17 z wyjątkiem piątków i niedziel. Udanego pobytu!

      Usuń
  5. "Ubogich zawsze mieć będziecie u siebie .. ' J 12,1-11 i to prawda, podziwiam z jaką dyskrecją pomagano, to świadczy o wrażliwości tych ludzi. Dużo moglibyśmy się nauczyć. A jaka organizacja.
    Piękny wpis z pięknymi dziełami sztuki i ciekawostkami.
    Dziękuję Marysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dotąd pomagają i w tym też niezwykłość tej instytucji :)

      Usuń
  6. Oj, oj !!! Taka sama jak moja ta beczuszka ;) Bardzo wyciszajace jest to miejsce, jedno z moich ulubionych we Florencji. Tak rzadko mozna zastac otawrte drzwi, Ale jak juz zobaczycie to koniecznie wchodzcie, tym bardziej z takim przewodnikiem w reku ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Do tej kaplicy zabrała nas Pani Ania podczas florenckiej wycieczki w trakcie warsztatów kulinarnych, niezwykłe miejsce, sama wycieczka tez byla superowa, same ciekawostki, pozdrów Małgosiu nasza Panią przewodniczke, jeśli ją zobaczysz, Iwonka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie omieszkam, na pewno się ucieszy :)

      Usuń
  8. Kaplice odwiedzimy,
    Dziekuje za odpowiedz
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam do niej szczególny sentyment, bo gdy ją zobaczyłam pierwszy raz, nie zapisałam nazwy, a potem trudno było znaleźć ją w jakichkolwiek przewodnikach. Gdy już znalazłam, zapamiętałam na całe życie :) Czego i Państwu życzę :)

      Usuń
  9. Nadzwyczajne! Wspaniale, że udało Ci się zobaczyć "zaplecze", kaplicę znam, nie wiedziałam jednak, że "dobrzy ludzie" nadal działają - to mnie we Włoszech zachwyca nieustanie, ta ciągłość, że historia łączy się z dniem dzisiejszym tak naturalnie, ze czasem niezauważenie. Podobny (chyba) charakter ma florencka Misericordia (która tez działa, jak najbardziej). Kiedyś udało mi sie tam wejść z wycieczka Włochów, nie wszystko więc rozumiałam, ale kule czarne i białe od czasów Medyceuszy te same. Nawet glosowaliśmy za ich pomocą, ale nie wiem za czym (wrzuciłam białą!).

    Serdeczności!

    Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Misericordia ma bardziej ogólny charakter. Dobrzy od św. Marcina są wąsko wyspecjalizowani. Przy czym oni działają w niezmieniony sposób, a Misericordia właściwie oderwała się już od Kościoła, chociaż nadal ma z nim silne powiązania. U nas w Pistoi też jest jedna ze starszych instytucji tego typu. Obecnie Misreicordia jest potężnym przedsiębiorstwem świadczącym nie tylko darmowe usługi medyczne, opiekuńcze i pochówkowe.

      Usuń
  10. Malgosiu
    ależ nam ucztę dla ducha i ciała urządziłaś, nic lepszego dzisiaj nie mogło mnie spotkać, tyle wspaniałych dokumentów, wiem coś na ten temat gdyż z mężem pisaliśmy genealogie rodu naszego zakończyliśmy ja na roku 1532 nie wiem czy na zawsze ale wcześniejszych dokumentów nie pozyskaliśmy , nie było ich ani w kościołach ani w biskupich pałacach, ani w archiwach, a tutaj tyle dobra, ech, piękne to archiwum nie ma co!
    pozdrawiam i z okazji imienin przesyłam najlepsze życzenia nieco spóźnione, pozdrawiam
    j

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, ja tylko miałam do dyspozycji dokumenty pozostawione przez mojego dziadka, więc dotarłam chyba z 5 pokoleń wstecz. Życzenia to raczej przedwczesne, bo ja październikowa jestem, ale za pamięć z całego serca dziękuję :)

      Usuń
  11. Małgoś , jestem w czerwcu . Sporo zaległości ale myślę,że dam radę. byliśmy w tej kaplicy i przyznam ,że opowieść o kongregacji, gdy usłyszałam o niej pierwszy raz ,mocno mnie poruszyła. Twoja ,uzupełniła wiedzę . Niezwykła to rzecz móc dotykać tego wiekowego kurzu choć pewnie kurzu to tam raczej nie ma .

    OdpowiedzUsuń