środa, 18 czerwca 2014

AHOJ, FLORENCJO!

Nie tylko Ksaweremu z poprzedniego wpisu potrzebny jest Anioł Stróż.  Ja to chyba mam całe stado, wąsko wyspecjalizowanych Opiekunów.
Wycieczka, na którą pojechaliśmy we troje (Tata, Krzysztof i ja) miała znamiona niezwykłości od samego początku, czyli od jej wypatrzenia w spisie propozycji "Ukrytego Miasta". Już dawno temu miałam pozaznaczane interesujące mnie wycieczki, więc nie spodziewałam się, zaglądając na ich stronę, zobaczenia czegoś nowego, chciałam jedynie doprecyzować jakiś inny punkt programu.
A tu patrzę i oczom oraz mej znajomości włoskiego języka nie wierzę - rejs po Arno!
Upewniłam się, czy dobrze zrozumiałam i napisałam do nich prośbę, czy wyjątkowo może dołączyć do grupy Tata - nie będący wszak członkiem stowarzyszenia. Nie było żadnego problemu.
Pozostało mieć nadzieję, że pogoda dopisze, co było dość trudne, gdyż po olbrzymich upałach nadeszły burze.
W strugach deszczu jechaliśmy do Florencji, nie traciliśmy nadziei, chociaż starsznie grzmiało i błyskało, ale jechaliśmy z dużym wyprzedzeniem, więc niebo mogło się rozjaśnić.
Miałam jeszcze do załatwienia zakupy w sklepie dla plastyków, potem pod parasolami poszliśmy na  przepyszne lody w Gelateria Neri (na ulicy o tej samej nazwie) i w końcu dotarliśmy na miejsce zbiórki.
Poproszono nas o zaczekanie, za kilka minut miała nadejść decydująca informacja.
I nadeszła - płyniemy!
Od momentu przejścia przez bramę wiodącą na nadbrzeże nie spadła na nas ani kropla wody, a słońce wyszło zza chmur, więc, zgodnie z zapowiedzią, płynęliśmy o zachodzie słońca.
Podzielono nas na dwie łodzie o płaskim dnie.
Są to obiekty, same w sobie zabytkowe, mające około 100 lat.


Należały do renaioli - czyli mężczyzn trudniących się wybieraniem rzecznego piasku (rena). Taka jedna łódź mogła pomieścić aż trzy tony piachu.
Nasi renaioli to członkowie stowarzyszenia, które 20 lat temu postanowiło odrestaurować łodzie, przywrócić życie na rzece, prowadzić poszukiwania historyczne wokół zagadnienia oraz dbać o należyte utrzymanie Arno we Florencji.
Usiedliśmy w dwóch łodziach (dwóch z zachowanych dziesięciu), które związano ze sobą, by wszyscy mogli korzystać z opowieści przewodniczki.


Właściwie nie trzeba by nic mówić, bo sama możliwość zobaczenia nadbrzeża z perspektywy wody stanowi nie lada atrakcję.
Rejs zaczyna się między Ponte alle Grazie a Ponte Vecchio, w pobliżu Piazza Mentana zwanym kiedyś Piazza delle Travi, bo tu właśnie składano drewniane belki przybyłe z lasów Casentino czy Vallombrosy. Naturalnie zaraz przy takim placu powstawało wiele stolarskich warsztatów. Dzisiaj ślad po nich zaginął.
O Ponte alle Grazie pisałam tutaj, więc nie będę powtarzać wiadomości.
Dodam tylko, że kiedyś był on pierwszym miejskim mostem, dlatego był bardzo masywną budowlą, by odperzeć pierwszy atak wysokich wód nadciągających do Florencji.
Płyniemy z nurtem rzeki i przyglądamy się najpierw prawemu nadbrzeżu.
Mijamy Izbę Handlową, a następnie Palazzo dei Castellani położony przy Piazza dei Giudici - obecnie jest to siedziba Muzeum Historii Nauki, do którego mam nadzieję kiedyś też w końcu dotrzeć - drogą lądową :)

Każdy ruch długą tyką powoli przesuwa nas do bocznej części Uffizi, pod którą nad samym nabrzeżem widać siedzibę florenckich wioślarzy (cannottieri).




Miejsce jest zapewne znane widzom filmu "Hanibal" i, mniej znane, z włoskiego filmu, który wszedł niedawno do dystrybucji "Uscio e bottega". Kiedyś pomieszczenia pod Uffizi zajmowały stajnie. Z okazji odsłonięcia elewacji florenckiej Katedry postanowiono urządzić pierwsze regaty na rzece. Dokładnie od tego momentu (koniec XIX wieku) możemy pisać o florenckich wioślarzach.
http://larivegauchecinema.files.wordpress.com/2013/11/han01.jpg

Przesuwamy się wzdłuż Korytarza Vasariego (też już kiedyś opisanego od wewnątrz) . Zadziwiająca jest konstrukcja postawiona na tak niepewnym gruncie, właściwie zawieszona, a trwająca od XVI wieku.
Jeszcze bardziej zadziwiający jest czas powstania korytarza - 5 miesięcy!

I już jesteśmy pod Ponte Vecchio.



Mnóstwo ludzi, a właściwie chyba obcokrajowców, nazywa go Mostem Złotników, ze względu na towar, który się na nim sprzedaje. Myślami i wyszukiwarką przeglądam moje wpisy i nie znajduję konkretnego opisu budowli. Tylko, czy jest potrzebny? Pewne informacje przedstawiłam w różnych artykułach, ale chyba tych głównych nie trzeba pisać, to tak znane miejsce, dobrze opisane w przewodnikach.
Zastanawiam się tylko, czy wiecie np. że nie płaci się podatku od nieruchomości za domek posiadany na moście?
Z natury rzeczy nieruchomością nie jest, nie postawiono go na stałym lądzie.
Most postawiono w najwęższym miejscu rzeki, murowana wersja z 1347 przeżyła nie tylko katastroficzne powodzie, ale i II Wojnę Światową, i to decyzją niemieckiego okupanta. Być może dzięki temu, że Hitler bardzo się nim zachwycił, gdy wizytował Florencję w 1938 roku. Dla niego powstały te trzy wielkie okna w Korytarzu Vasariego.

Ocalał most, ale nie wieże broniące strzegące go na krańcach. Odnowiono je w latach 50 XX wieku.
Niedaleko mostu stoi Torre dei Consorti, jedyna na nadbrzeżu, cudem ocalała z bombardowań, a sięgająca swymi poczatkami 1000 roku.

Nazwa Consorti pochodzi od powiązanych ze sobą florenckich rodów, którym przewodniczył najstarszy członek grupy. Jedną z ich działalności było wzajemne wsparcie przy organizacji uroczystości, typu zaślubiny. Zachowana wieża należała do zrzeszonych ze sobą 18 rodów.
Większość budynków wokół wieży pochodzi z 50 lat XX wieku.
Za chwilę gdzieś w przerwie między budynkami, możemy obejrzeć wieżę Kościoła św. Apostołów, znajdującego się przy Piazza del Limbo. Przy samej świątyni jest tak ciasna zabudowa, że trudno zobaczyć jej dzwonnicę w całej okazałości.


Podpływamy do Mostu św. Trójcy.

Najpierw jednak mała przygoda - renaiolo traci drewnianą tykę ze stalowym okuciem na końcu (zwaną la stanga), właściwie to wbija ją w dno, co powoduje wyrwanie jej z rąk.


Pomocniczym kijem przybliża uciekinierkę. Wszystko odbywa się spokojnie, a my mamy dodatkowe wrażenia, tak jak duża ryba, która nagle wyskoczyła z brudnej wody i ochlapała renaiolo.
Wracamy pod most.
Ponte Santa Trinità był najnowszym ze średniowiecznych mostów - zbudowano go z drewna w 1252 roku, ale już 7 lat później zawalił się pod ciężarem tłumów uczestniczących w jakiejś uroczystości. Odbudowano go w kamieniu, lecz wielka powódź z 1333 roku nie dała mu szans na przetrwanie. To samo stało się w XVI wieku, gdy po powodzi skonstruowano obecną formę. Architekt Ammannati zbudował most na życzenie Cosimo I, z 1559, według rysunków Michała Anioła.
Kształt mostu budził powszechny zachwyt. Michał Anioł zaproponował w nim paraboliczne przęsła.



Ta bardzo elegancka krzywa linia pojawiła się też i w schodach Biblioteca Laurenziana i w nagrobkach Kaplic Medycejskich przy San Lorenzo.
W dawnych czasach z mostem związane były różne zwyczaje. Np. na św. Marcina odbywał się tu kiermasz trabbicoli, rzec by można, średniowiecznych termoforów.
http://www.mepiemont.net/foto_stor/cosemem/preive.jpg

http://4.bp.blogspot.com/_MQWoxy8PamI/SQ446ry9sBI/AAAAAAAABpo/orSCfX1RmiQ/s320/Scaldaletto+IS.jpg
Na moście ustawiono ławki, by z kolei w ciepłe dni ludzie mogli zażywać chłodniejszego powietrza od rzeki. Aby relaks był pełen, wieczorem łancuchami zamykano wozom przejazd.
Most uległ wojennemu zniszczeniu, ale niebywałe jest to, że rekonstrukcję oparto na oryginalnych elementach wyłowionych z rzeki. W 1958 odnaleziono wszystkie XVII wieczne rzeźby, z wyjątkiem głowy Wiosny (rzeźby stojącej u wejścia na most, po prawej stronie, idąc od Kościoła Santa Trinità). Inicjator odnalezienia figur ponownie zaapelował o poszukiwania, obiecał nagrodę 5000 dolarów dla znalazcy. W 1961 właśnie renaioli znaleźli ją w wodnych odmętach Arno.
Wśród zdobień mostu są dwie olbrzymie baranie głowy, najlepiej widoczne właśnie z poziomu lustra wody. To patrzące na rzekę, jedna w kierunku źródeł, druga ku ujściu koło Pizy. Dlaczego baranie? A ponieważ należał do symboliki Cosimo I, ponieważ był symbolem odrodzenia.



U wejścia na most stoi następny Palazzo Spini Feroni pochodzący z XIII wieku.
W tym czasie był największym prywatnym budynkiem mogącym konkurować z Palazzo Vecchio. Przeszedł bardzo burzliwe koleje losu. Dopiero po zjednoczeniu został ujednolicony do jednej bryły. Był siedzibą pierwszego włoskiego rządu. W 1938 roku zakupił go projektant Salvatore Ferragamo i urządził w nim główną siedzibę dla swoich projektów. Obecnie w pałacu mieści się muzeum mody, jaka powstała pod marką Ferragamo.

Pałac był łukiem połączony z wieżą, która stała na samym nadbrzeżu. Łuk ten popularnie nazywano łukiem szczypiących, gdyż panownie niecnie wykorzystywali wąskie i ciemne przejście do podszczypywania przechodzących kobiet. Strukturę zniszczono podczas regulacji rzeki w XIX wieku. Podejrzewam, że panie odetchnęły z ulgą.
Za Mostem św. Trójcy w pierzei budynków dominuje niesymetryczny Palazzo Corsini. Tworzy rzadki we Florencji przykład barokowej architektury, niechętnie przyjętej przez mieszkańców miasta. Oryginał przewidywał symetryczne ramiona scenograficznie rozłożonej nad rzeką budowli, ale pewnie zabrakło środków ne jego realizację.

Dopływamy do Ponte alla Carraia, którego nazwa pochodzi od Bramy alla Carraia, a ta z kolei dlatego, że tędy przebiegał handlowy trakt, więc przejeżdżały nią wozy (carri) i karoce (carrozze). I ten most uległ zbombardowaniu. Ciekawostką jest to, że odbudowano go ze środków państwowych, nie miejskich, a więc o wyborze architektów decydował ktoś niezwiązany z miastem, co oczywiście spowodowało, że Florentyńczycy nie zaakceptowali "garbatego" projektu.
Dalej już nie płyniemy, zawracamy, gdyż za mostem jest duży stopień wodny, regulujący i spowalniający przepływ wody - drugi, pierwszy jest przed Ponte alle Grazie.
W gęsto zabudowanej drugiej stronie, rzeki bez ulicznego nadbrzeża, wyróżnia się tylna część kościoła św. Jakuba nad Arno, zwanego kościołem z tyłkiem w wodzie - obrałam łagodniejszą formę tłumaczenia.
Określenie nabierało znaczenia, gdy woda rzeki podnosiła się dotykając absydy.
Świątynię poświęcono św. Jakubowi, którego ciało ponoć przybyło do Hiszpanii na łodzi bez żagli, dlatego 25 lipca florencki proboszcz organizował regaty łodzi służących do wydobycia piasku. Wyścigi odbywały się od XIII aż do końca XIX wieku. Zwycięzca był nagradzany gąsiorem wina i całą prosciutto. Nasi renaioli próbowali w 2002 roku odnowić zwyczaj, ale po sześciu latach zaprzestali. Impreza się nie przyjęła, śmialiśmy się, że pewnie skończyła się prosciutto. Ale chyba chodziło o zbyt dużo organizowanych we Florencji imprez i ta nie wypaliła.
Zupełnie odmiennym obiektem, widocznym w murze wyznaczającym koryto rzece, jest otwór zwany la botte.

To ujście kanału odprowadzającego do rzeki wodę z młynów położonych przy Arno. Młyny wybudowano wewnątrz miasta, by wydłużyć możliwość przeżycia oblężenia. Zostały wyburzone dopiero, gdy uregulowano rzekę i wybudowano nadbrzeże zwane Lungarno (wzdłuż Arno).
Wysiadamy na wysokości Palagio Capponi, ale o nim już też napisałam.

Ten niemal godzinny rejs miał też swoje następne niezwykłe skutki, ale o tym w następnym wpisie.

Tutaj dodam, że znalazłam na stronie renaioli.it informację o organizowaniu spływów. Od maja do września można pod numerem telefonu +39 347 7982 356 zarezerwować taką atrakcję. Ceny nie podano, gdyż zależy od liczby uczestników, prośby o przewodnika, itp.












16 komentarzy:

  1. Dzięki Tobie popłynęłam nurtem rzeki . Super . Dziękuję za piękne zdjęcia i niezwykłą opowieść. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że przypadła do gustu nie tylko mi :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Cały czas się zastanawiam, jak piękne byłyby Twoje zdjęcia :)

      Usuń
  3. Co za uczta ach .pozdrawiam
    Warmianka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się właśnie czułam - ucztowałam :)

      Usuń
  4. Nadzwyczajny wpis, a info o możliwości spływu bezcenne! Skorzystam może w lipcu. Jeszcze się wczytam, na razie przebiegłam okiem zachłannie - i jedno pytanie o te okna dla Hitlera (nie żebym tego Hitlera celebrować chciała) - trzy okna? tam widzę trzy razy po trzy i trzy duże arkady?

    serdeczności,

    iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam też na stronie cannottieri, że mają jakieś kursy, ale to są wioślarze, więc podejrzewam ich o widzianą kiedyś na Arno gondolę - chyba dość sztuczny twór we Florencji? A co do okien, to dobrze widzisz - trzy potrójne okna - zaprzeczenie idei, że miało to być przejście sekretne, idący Korytarzem nie miał być widoczny dla pospólstwa. Arkady są oryginalne, vasariańskie,podporządkowano im rytm tych dużych okien.

      Usuń
    2. Dziękuję za ostrzeżenie przed gondolą - gondoli we Dlorencji stanowcze nie :-)

      Usuń
  5. Od dawna czytam Pani bloga. Zdjęcia naprawdę powalają, a spływ Arno robi wrażenie. Pozdrawiam serdecznie i czekam na więcej.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zdjęcia zrobiły wrażenie, bo oznacza to, że oddają moje odczucia podczas spływu.

      Usuń
  6. Odpłynęłam, że tak się wyrażę ... ! Cieszę się, że i Tata się zabrał :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pani opis pięknie uzupełnia mój majowy spacer brzegiem Arno. Florencja oczarowała mnie, pokochałam ją bezgranicznie (tak jak całą Toskanię). Zrobiłam wiele zdjęć ale najlepsze wyszły mi właśnie we Florencji bo piękna z niej modelka. Pozdrawiam Panią serdecznie i czekam na kolejne "zapiski". Bożena. Ps. Przejeżdżałam koło San Pantaleo - kapitalne miejsce! Jadąc z hotelu Lago Verde (Serravalle Pistoiese) w kierunku Florencji zobaczyłam i przez okno pojazdu uwieczniłam w ostatniej chwili. Gdyby nie brak czasu wpadłabym na Plebanię po autograf mojej ulubionej Artystki :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Fantastyczne spojrzenie na Florencję, zdjęcia cudowne :) takie spojrzenie na miasto i te domy z innej rzecznej perspektywy, momentami wręcz wiszące. Brzegi Arno zdają się być czyste, a sama woda, o ile pamiętam mętna lecz wolna od zapachów jak woda z Wisły /niestety czuć kolektory na Wisłostradzie/. Popłynęłabym, bo to niesamowite przeżycie i możliwość zobaczenia miasta, innego ale jednak tak pięknego. Dziękuje za fantastyczną wycieczkę i zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepiękne, Małgosiu, i jakie szczęście, że pogoda się udała! Uwielbiam widoki zrobione o zachodzie słońca, to ciepłe światło - no i jakość, bo jak autorka jest Artystką, to mucha nie siada! A ja zgrałam swoje zdjęcia i wspominam, wspominam... Annamaria

    OdpowiedzUsuń
  10. Florencja z innego punktu widzenia wygląda równie pięknie, jak z każdego innego :). A już na Twoich zdjęciach - to w ogóle. Zawsze chce się tam wracać, prawda?
    Kinga

    OdpowiedzUsuń