wtorek, 7 października 2014

BARWY PROWANSJI

Zanim zaczęłam się przygotowywać do wyjazdu, miałam nikłe pojęcie o Prowansji. Nie, żeby teraz było ono szalenie rozległe. Zmieniło się jednak moje kojarzenie Prowansji z rozbielonymi szarościami i ewentualnie fioletem lawendy. Choć oczywiście tych nie brakuje, są nawet lawendowe misie, laleczki, a jeśli ktoś ruszy na spacer, to być może spotka i lawendową siostrę zakonną.

A gdyby tak mocniej podrążyć temat, to wszystko zaczyna się zmieniać, tak, że i zebrę można spotkać.
I to wcale nie zebra spowoduje, że się bedzie miało wrażenie przeniesienia na inny kontynent.

Niedaleko od Opactwa Sènanque jest miejscowość Roussillon, w której znajdziecie Szlak Ochry. Dobrze kojarzycie - to nazwa barwy, głównie takiej żółtawej, w dzieciństwie zwanej przeze mnie, proszę wybaczyć, "sraczkowatą".
Ale ochra jest też zwietrzałą skałą, akurat w przypadku prowansalskim, zażelazioną. Jeśli więc żelazo, to należy się spodziewać głębokich czerwieni, pomarańczy, a nawet brązów, czy fioletów.
Miałyśmy szczęście, gdyż poprzedniej nocy padało, nie groził więc nam kurz, po którym wyglądałybyśmy jak marcheweczki. Szczęście było podwójne, gdyż z okazji dnia dziedzictwa narodowego wstęp na szlak był bezpłatny. Jeśli jednak miałybyśmy wykupić bilet, zdecydowałybyśmy się na droższą wersję, by zobaczyć wszystkie cudowności miejsca.












Już same formy geologiczne grają mocno w duszy. Nie da rady jednak nie zauważyć niesamowicie głębokich, świeżych, wręcz szmaragdowych zieleni drzew, które w kontraście wzmacniają odbiór barw. A  w tym maleńcy ludzie. Wszystko galopuje wśród ogromu zachwytu, tylko słowa jakieś małe, płaskie, niewystarczające.










Szlak Ochry jest "cywilizowany", ma uregulowany szlak, dużo wzmocnień pięknym drewnem. Marzyła mi się choć grudka takiej ziemi do świec, które dotąd robiłam z sieneńskich "wykopów". Pocieszyłam się pigmentami do produkcji farb według śedniowiecznego przepisu, czego nauczyłam się w już w zeszłym roku w Perugii, a co pogłębiałam właśnie na warsztatach w Prowansji. Jest to więc dla mnie najlepsza z możliwych zakupionych pamiątek.

Spokoju nie dawała mi wyczytana w przewodniku informacja, że jest jeszcze coś takiego jak Prowansalskie Colorado. Niestety, albo i stety, skręciłyśmy za wcześnie, zmylone drogowskazami prowadzącymi do kempingu o nazwie Colorado. Nie zobaczyłyśmy więc drugiego niezwykle efektownego miejsca, za to ze spokojem mogłam wziąć sobie trochę ziemi do świec.








Byłam w trakcie przygotowywania tego wpisu, gdy w kuchni rozprawiałam się z jeszcze jedną pamiątką przywiezioną z Prowansji - kupiłam u mnichów dynię z ich ogrodu.
Gdy ją rozkroiłam ...








21 komentarzy:

  1. Jakie niebanalne spojrzenie na Prowansję, dlaczego dopiero teraz poznałam szlak Ochry?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama kiedyś widziałam zdjęcia, ale o nim zapomniałam. Na szczęście znajomy mi przypomniał :)

      Usuń
  2. Jestem pełna zachwytu. Wspaniała wyprawa. Pewnie będzie mi spędzała sen z powiek zanim sama tam się nie znajdę. Do tej pory nie słyszałam o tym miejscu i od tej pory będę kombinować jakby tam dotrzeć.
    Uściski za cud natury :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Małgosiu, to najpiękniejsze kolory skał jakie są na świecie....alez chciałabym je na własne oczy zobaczyć. Na Islandii też można było spotkać takie żelaziste kolorowe góry.... :)))
    I wydaje mi się ,że nigdy nie ma się dosyć oglądania takich cudów. Całuski
    Ela W

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elu, jak nic masz nowy pomysł na wakacje :)

      Usuń
  4. cuda cuda!!!musze przemyslec, jak zorganizowac wycieczke w tamte strony..malo znane a fantastyczne!ania m

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukając opcji samolotowych, wybrałam w końcu ... auto :) 7 godzin jazdy :)

      Usuń
  5. ależ zmysłowo ;-) PIĘKNIE tam i już widzę że trzeba, zwłaszcza że jestem maniaczką wszelkich skalnych miast ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mało miasteczkowe te struktury, ale piękne, o owszem :)

      Usuń
  6. Hmmm... że tak powiem: Zebra rządzi :))))))))))))))
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
  7. Oszalałam! Jak Ty się ubrałaś na tą wyprawę? Dobrze sie przygotowałaś?Bo Aneczka jak zwykle zakonweniowała... hihihi ;-)ściskam czule

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam strasznie niekompatybilna, a poza tym Aneczka to chodzący obiekt do fotografowania. Obiektyw ją kocha :) Więc po co miałabym się stroić?

      Usuń
  8. Miło tak powspominać te prowansalskie kolory - zdjęcia jak zwykle u Małgosi robione ze smakiem :) - a tak na marginesie teraz to anioły będą chyba jeszcze piękniejsze dzięki tym nowym barwnikom (jednak się zastanawiam czy mogą być jeszcze piękniejsze :)
    Nicko Zaffon :) zaprzyjaźniony bibliotekarz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Tobie tam trafiłyśmy, bo mi przypomniałeś o ochrze. A aniołów akurat tymi pigmentami nie maluję, choć kto wie, może i to się zmieni?

      Usuń
    2. To Ty mi przypomniałeś o ochrze :) Dziękuję. Anioły maluję innymi farbami, ale pigmenty na pewno nie zapleśnieją :)

      Usuń
  9. Widać, po kolorach, w jakiej ziemi rosła dynia. Kocham tę barwę. Też chcę pojechać na ten szlak. Zdjęcia zrobiłas cudowne, zresztą jak zawsze. Całuski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dynia akurat w mniej barwnej ziemi rosła, ale niedaleko od ochry. Dziękuję za koplement co do zdjęć :)

      Usuń
  10. Nic nie piszesz co z tej dyni powstało? Jak smakowała? Alicja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie zrobiłam zupę krem. Reszta zamrożona w woreczkach czeka na inne potrawy :)

      Usuń