poniedziałek, 13 sierpnia 2007

DOBRA TRADYCJA

Narodziła się nowa świecka tradycja - niedzielne wycieczki. Tym razem cel niedaleko, 14 km od domu, ale... po drodze:
        
Te białe plamki to krowy florenckie, z których produkuje się bistecca fiorentina. Dalej tak sobie kręcąc kierownicą nagle naszym oczom ukazuje się lśniąca w słońcu willa medycejska:
  
U podnóża wzgórza jeszcze rzut oka na opuszczone oratorium, a potem zaraz uderzenie w twarz - tablica z wymienionymi zabytkami w tym paese. No jak to? Takie małe a ma takie rzeczy?! XI, XIII wiek?? Niesprawiedliwość wielka!!! A może raczej szczęście, że to teraz w zasięgu ręki?
    
  
   
  
To "cudnej" urody tondo umieściłam tu dla ochłody, że nie wszytko jest ach i och, zdarzają się też takie grzmoty. A poniżej jeszcze system przytrzymywania okiennic. Uderza mnie jego prostota i skuteczność. Ten półokrągły element  metalowego elementu w murze jest ruchomy, wystarczy po otworzeniu okiennicy podnieść go do góry, by skutecznie zablokować ją przed zamknięciem pod wpływem wiatru.
Jakoś nam czas leniwie schodził, nie chciało się nam jeszcze wracać do domu, a w paese wszystko było pozamykane. Wstąpiliśmy więc do leżacego nieopodal Vinci na kawę i pączki z kremem. Wiem, wiem, brzmi to niemal snobistycznie. Ale jakoś nie mogłam oprzeć się przyjemności wstąpienia do sklepiku przymuzealnego, w którym wbród papierów przecudnych. Choć pooglądać, podotykać! Zdjęć z Vinci brak, bo już ich wiele wśród wcześniejszych podróży.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza