niedziela, 6 lipca 2014

SŁODKO - GORZKO

I znowu będzie o ślubie, ale nie tylko. Właściwie to był pretekst, żeby pojechać i obejrzeć kościół i okolice. Nie miałam nic do czynienia z tym ślubem. Ludzie trafili do Krzysztofa poprzez stronę Joanny,  potrzebowali  polskiego księdza.
Kościółek San Donato, w którym miała odbyć się uroczystość, jest położony w Luccardo, niedaleko Certaldo. Romański w swoich korzeniach, ale poczułam się lekko rozczarowana, bo pomyliłam go z inną świątynią. A przecież to bardzo ładne, proste wnętrze.

Krzysztof poszedł szykować ołtarz, a ja zagadałam do pewnego pana (dajmy mu imię Lorenzo), pytając go o freski Cenniego di Francesco. Okazało się, że mocno mi się pokręciło. Próżno ich szukać w San Donato. Są, i owszem, ale w Pieve di San Lazzaro. Zapytałam, czy jest otwarta, a pan mi odpowiedział, że on ma klucze. To się nazywa zadać odpowiednie pytanie odpowiedniej osobie. Pan się zadeklarował, że pojedzie pokazać mi wnętrze. Miałam czas. Wręcz planowałam sobie, podczas ślubu pojeździć po okolicy, z chęcią skorzystałam z jego propozycji.

Gdy zobaczyłam Pieve di San Lazzaro, zdziwiłam się, że Młodzi wybrali Chiesa di San Donato. Gdybym miała wybór, a oni mieli, to bym się ani chwili nie zastanawiała. Wystarczy popatrzeć na zdjęcia i zrozumiecie, dlaczego.

Kościół został "oczyszczony" z naleciałości następnych epok. Nie pochwalam takiego podejścia do architektury. Cieszę się, gdy coś przetrwa w stanie jednolitego stylu, jak na przykład Sant'Antimo, ale     nie, żeby niszczyć inne drogocenne obiekty, ołtarze, freski. Tak się, niestety, stało w przypadku Pieve di San Lazzaro.

W prezbiterium zostawiono przedziwnie odkrytą kryptę, od ołtarza dzieli ją murek. Na samej mensie ołtarzowej widać niezwykłej urody, bardzo ciekawe antepedium. To malowana skóra! Ramę dla niej stanowi ponad stuletni obrus, wyhaftowany przez siostry zakonne, które kiedyś mieszkały w przylegającym do pieve klasztorze.
My jeszcze pozostaliśmy w kościele. Fresków Cenniego nie zostało za wiele, ale Madonna z Dzieciątkiem jest wielkiej urody. I nie myślę o jej urodzie, jako postaci, bo piękniejsze spotyka się w gotyckiej sztuce. Ale jest właśnie taka stylowa, taka średniowieczna, taka, jakie lubię :)

Pozostałe na filarach freski, można policzyć na palcach jednej ręki. Mój cicerone powiedział, że pamięta restrukturyzację kościoła, przeprowadzoną w latach 50 XX wieku. Skuto cały tynk, oderwano od ścian barokowe ołtarze i zamieniono w gruz rozsypany dokoła. Konserwacja zabytków "godna" wandali.
Z lewej nawy można przejść do siedziby byłego Bractwa Najświętszego Różańca. Duża kaplica została zamieniona w skrzyżowanie magazynu z muzeum.

Wchodziliśmy do kościoła od strony dziedzińca, mocno zaniedbanego miejsca, lecz dającego wyobrażenie, jak mogło kiedyś funkcjonować. W murach, które wyrosły się po pożarze, przycupnęła romańska kolumna. Wokół niej narosły następne czasy, a ona sobie tak tkwi.

Wróciliśmy do kościoła, w którym nasi rodacy mieli obiecać sobie miłość do końca życia. Zdążyłam jeszcze rozejrzeć się wokół. Wypatrzyłam dawno temu odwiedzoną kaplicę Semifonte z proporcjonalnie zmniejszoną kopułą florenckiej katedry. Krajobrazy pełne zieleni i powietrza.  Chciałoby się przyjechać tu na wakacje.

Wszyscy goście weszli już do środka. Trochę się naczekali, aż w końcu przyjechała Panna Młoda. Przywiózł ją ojciec.
Pamiętacie ostatnią relację ze ślubu? To chyba jakiś trend - wianki z żywych kwiatów, zamiast welonu? Podzieliłam się tą obserwacją z panem Lorenzo, a on bardzo rezolutnie spostrzegł, że panny z takimi wiankami kojarzą się z bohaterkami obrazów Botticellego.
Widać, że nie tylko wianek był przemyślanym elementem stroju. Wielu panów miało słomkowe kapelusze typu panama, byli ubrani w lekkim, niezobowiązującym stylu. Żadnych przesadnych garniturów. Młode i piękne Polki (jak z castingu) miały na sobie zwiewne sukienki.
Właściwie tu bym mogła zakończyć wpis.
Młodą Parę obsypano przy wyjściu płatkami kwiatów. Wszyscy udali się na wesele zorganizowane w jakiejś fattorii.

Gdzie więc "gorzko" z tytułu?
Gdy miałam napisać wyjaśnienie, przypomniało mi się, że po wyjściu ze Mszy św. taki okrzyk przywitał Młodych, lecz to  nie jest odpowiedź.
Otóż ów pan Lorenzo, siedemdziesiątletni, emerytowany mechanik samochodowy, krążył i krążył wokół mnie, aż w końcu przyszedł do auta, w którym czytałam sobie książkę, usiadł na miejscu kierowcy i zaczął mi opowiadać o swoim życiu. Obok mnie mówił, a właściwie monologował, rozgoryczony życiem samotny człowiek, który nigdy się nie ożenił, będąc posłusznym nieżyjącej już od 18 lat matce. Uważa, że wszyscy go wykorzystują. Auta są już zbyt nowoczesne, by je rozumiał. Jedyna pani, która wydawała się być kandydatką na dozgonną towarzyszkę, lubiła bardzo podróżować, a on nie chciał spędzać pół roku na Kajmanach. Lorenzo mieszka niedaleko swojej siostry, która go opiera, nie ma z nim zbyt dobrych relacji. Otwarcie powiedział mi, że on wie, że ja jestem obca, że spotyka mnie pierwszy raz w życiu, ale on musi to z siebie wyrzucić. I tak się snuły jego opowieści, coraz smutniejsze, w coraz większym, gorzkim kontraście do ślubu, który stał się dla mnie pretekstem ...



16 komentarzy:

  1. Właśnie w telewizorze śpiewa *Maryla " ja to mam szczęście, że w tym momencie, żyć mi przyszło, w kraju nad..." Wisłą powinno być, ale możesz Gosiu wstawić np Arno, albo Tybr...
    Pozdrawiam i ...do zobaczenia wkrótce :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty się ciesz, że ja piszę, nie spiewam :) A z tym "do zobaczenia" rozumiem, że obiecujesz?

      Usuń
  2. cudny slub, taki cichy i romantyczny!najlepsze zyczenia dla Mlodej Pary, ktora dane mi bylo poznac!samych slonecznych dni na nowej drodze zycia....bardzo ciekawe miejsce..ania m

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to zupełnie nie ci, których spotkałaś z Krzysztofem. Dlatego napisałam na FB, że to wysyp polskich ślubów. gdyż tego lata to jeszcze nie koniec. Opisany przeze mnie ślub do cichych raczej nie należał, łącznie z kilkudziesięcioma gośćmi i florenckim zespołem śpiewającym muzykę gospel.

      Usuń
  3. Małgosiu, ładny wpis, może i gorzkawy, ale takie jest życie.
    Ja jestem chyba ślepa, ale nie mogę znaleźć na zdjęciach Madonny, o które piszesz. Widzę freski na filarach, widzę kurdyban, widzę obrus, a nawet kryptę - ale Madonny nie. Nie ma jej na zdjęciach?

    Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups, nie wrzuciłam. Już poprawione :)

      Usuń
    2. :-) Dziękuje ślicznie!

      Piękna - nie znam artysty, wygooglałam, że florentyńczyk, Madonna jednak jakby w sieneńskim, nieco somnabulicznym klimacie.

      Usuń
    3. Napatrzeć się na nią nie mogłam. Coś ma w sobie, nieprawdaż?

      Usuń
  4. Ładna Madonna. I biedny Lorenzo.
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to przykład życia straconego. Chyba nikt już mu nie pomoże.

      Usuń
  5. Ojej! Gdzie Ty zawędrowałaś:)
    Byłam tam! Mieszkałam ok 200 metrów od kościoła.
    Ile wspomnień...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, muszę więcej pisać o znanych Ci okolicach, przynajmniej wtedy się odzywasz i wiem, że żyjesz :)

      Usuń
    2. Najczęściej brak mi słów tak jak tym którym taką cudną kapliczkę wyrychtowałaś:)
      Jesteś tak niesamowicie kreatywna że tchu aż brak, a ja cóż! coś z tego smutnego dziadka mam...:)

      Usuń
    3. A ja żywię nadzieję, że jednak gdzieś jest w Tobie radość. I ona się przebije!

      Usuń
  6. Gosiu, piękne zdjęcia. Historia Lorenza poruszyła mnie. Sama znam kilku Włochów dobiegających pięćdziesiątki, którzy wciąż są na garnuszku u mamusi i nawet już nie potrafią sobie wyobrazić, że mogłoby być inaczej. Dopiero gdy braknie mammy, pojawia się samotność i refleksje nad zmarnowanym życiem. Swoją drogą, to niesamowite jak silne jest zjawisko "mammonismu" we Włoszech. Biedne, pogubione w swych uczuciach matki i biedni synowie. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano. Ten już ma 70, więc raczej jest bez szans na zmiany, choć próbował. Patrząc na średnią wieku, może jeszcze długo pożyć taki nieszczęśliwy. Bardzo smutna historia.

      Usuń