poniedziałek, 5 listopada 2012

WYJĄTKOWY TRYPTYK

Dzisiejszy wyjazd do Florencji przewrócił mi cały porządek dnia i myślenia.
Wróciłam wyczerpana ... euforią.
Chciałam sobie odpocząć, ale, no nie mogę.
Myślałam, że spokojnie będę siadać i pisać nowy artykuł przez kilka dni, złapawszy chwilę pomiędzy tym, czym się obecnie intensywnie zajmuję, ale wiem, że czytają mnie osoby, które mają Florencję w zasięgu wycieczki, a taka okazja może się już więcej w życiu nie powtórzyć!
Jeszcze do 11 listopada w Baptysterium zestawiono ze sobą dzieła trzech mistrzów: Brunelleschiego, Donatella i Michała Anioła.
Nie nazwano tego wydarzenia wystawą, uważa się je za okazanie, świadczy o tym chociażby to, że rzeźby nie są podpisane.
Kolejka chętnych na wejście przesuwała się powoli ku północnemu wejściu.
Dreptałam rozanielona, nawet okoliczności oczekiwania były niezwykłe, ale o tym kiedy indziej.
Skupmy się na samych krucyfiksach, bo to one są bohaterami tego wpisu.

Tego autorstwa młodego Michała Anioła jeszcze nie widziałam, gdyż podczas wizyty w Kościele Santo Spirito kazano nam przerwać zwiedzanie przed zbliżającą się Mszą św.
Dzieło Brunelleschiego, i owszem widziałam, nawet w postaci malowanej przez Masaccio w Trójcy Świętej na ścianie Bazyliki Santa Maria Novella. Wspominałam o związku rzeźby z freskiem we wpisie pt. "Renesansowa awangarda".
Zacytowałam też anegdotkę Vasariego o krzyżu Donatella (z 1406-1408 roku), który sprowokował właśnie Brunelleschiego do wyrzeźbienia swojej wersji Ukrzyżowania (datowanego na ok. 1410-1415 rok). Krucyfiks Donatella ma swoje miejsce w Kościele Santa Croce, ale widzieć go, i to z niezbyt bliska, mogą osoby, które wchodzą do części wydzielonej na modlitwę, niedostępnej zwiedzającym świątynię turystom.

Co łączy te trzy obiekty? Na pewno tematyka, no, i że są z drewna polichromowanego.
Dwa powstały w podobnym czasie. I chyba to wszystko. Nie umiem i nie chcę wybierać, nie chcę przyznać żadnemu rzeźbiarzowi palmy pierwszeństwa.

Za to hołd oddam każdemu.
Opowiem o nich w kolejności dat powstania.

Zacznijmy więc od Krucyfiksu Donatella.
Sama data powstania pokazuje, że współcześni historycy sztuki odżegnują się od anegdoty Vasariego. Postać Chrystusa wyraża prawdę ludzkiego cierpienia. Istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że Donatello zrealizował zapotrzebowanie franciszkanów na dzieła ekspresywne, wręcz patetyczne, by dobitnie przemawiały do zwykłego ludu, by dawały mu możliwość współodczuwania. Wskazuje też na to mechanizm opuszczania ramion, by móc złożyć figurę w symbolicznym grobie.  Krępa sylwetka w swoisty sposób dyskutuje z panującą w tym czasie klasyczną elegancją.  Na pół otwarte oczy i usta wywołały we mnie wrażenie, że Zbawiciel właśnie oddaje ostatnie tchnienie. Prawie widziałam poruszenie klatki piersiowej.

Niewiele lat później Brunelleschi wyrzeźbił swój krucyfiks. Od razu widać zupełnie odmienną od Donatella stylistykę. Chrystus na krzyżu jest dostojny. Artysta precyzyjnie przestudiował anatomię i proporcje ludzkiego ciała, a swoje inspiracje widział w antycznych rzeźbach, dlatego zrezygnował z przepaski, pozostawiając nagą postać. Właściwie najpierw się zachwycam, a potem dopiero myślę nad treścią rzeźby. Ciekawe, że jako jedyny z okazanych, ten krucyfiks wyobraża Chrystusa z koroną cierniową.

Jakże odmienne jest dzieło osiemnastoletniego Michała Anioła. Wyrzeźbił je z wdzięczności za możliwość studiowania zwłok z przykościelnego szpitala. Po burzliwych kolejach, zniknięciu i ponownym odkryciu, wędrówce do Casa Buonarotti , krucyfiks wrócił do Bazyliki Świętego Ducha.
Przeszedł także gruntowne badania ... medyczne. Na ich podstawie orzeczono, że jako model rzeźbiarzowi posłużyło ciało czternastolatka, nieżyjącego od kilku godzin.
Nawet jeśli się nie zna odkryć medycznych, nie idzie nie zauważyć delikatności, pewnej miękkości sylwetki, bezbronności Chrystusa, Jego kruchości w męczeństwie.
Ciekawostką jest fakt, że korpus został ułożony w niespotykanym dotąd w sztuce skręcie oraz tabliczka z wypisaną winą (titulus) jest napisana w lustrzanym odbiciu.

Co za spotkanie!
Trzy krzyże ustawione niczym na Golgocie, ale bez złoczyńców.
Krzyże właściwie nieporównywalne ze sobą.

21 komentarzy:

  1. Niewiarygodne zdarzenie. Żałuję ,że mnie tam nie ma.Przed każdym z nim osobna mogłabym przestać pół dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i to był właśnie problem, bo ludzie w kolejce czekali, a ja sobie bezkarnie wariowałam w środku. Na szczęście, inni szybko wychodzili, więc nikt nas nie przegonił. A już pełnią szczęścia była możliwość zrobienia zdjęć. Tym bardziej, że Krzysztof nieopatrznie (!) zapytał wpuszczającej, czy można robić foto. Usłyszał, że nie. Po czym weszliśmy, a tam hulaj dusza, strażnik nikogo nie przeganiał, teraz to już żałuję, że statywu nie miałam. Ale to chyba byłaby zbyt duża bezczelność :)

      Usuń
  2. Malgosiu, niecodzienne zdarzenie. Nie dziwie sie, ze jestes caly czas pod wrazeniem tego co zobaczylas.
    Kazdy z tych Krucyfiksow jest inny i niepowtarzalny, a ja pochylam czolo nad Twoja wiedza.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    A teraz wracam do archiwum Twojego bloga, bo mam straszne zaleglosci:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedzę nabywam, wcale nie mam wszystkiego pod sklepieniem :) A zdarzenie faktycznie z głowy wyjść mi nie może.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Oj, tak. No i tutaj nagość nie razi :)

      Usuń
  4. Dzieki za to doznanie jestem zafascynowana Michal Aniol....coz za osobowosc
    pozdrawiam irena z Poznania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wielką radością się tym podzieliłam, aż żal to zatrzymywać dla samej siebie :)

      Usuń
  5. Zobaczyć... To chyba coś szczególnego, zobaczyć trzy takie dzieła w jednym miejscu. Tak wrażenie jest ogromne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak jakiś niezwykle rzadki układ planet, nieprawdaż? Taki jedyny raz. Perła na całe życie.

      Usuń
  6. No i znowu taki interesujacy wpis! Niesamowite to zastawienie, zastanawiam sie, czy nie za dużo, to znaczy czy nie doznałabym czegos w rodzaju przesytu? zagubienia? ale chciałabym sprobować, poddac sie takiej konfrontacji. Taak, legenda Vasariego jest bardzi silna, ja - mimo ze wiem, iz została "zaprzeczona naukowo" - zawsze, jak patrze na te dwa krucyfiksy, w Santa Croce i SMN, to mam w pamięci "chłopa na krzyżu". A zresztą, czy tzw. obiektywna prawda zawsze jest prawdą? W czasach Vasariego taka historie uważano za prawdziwą, powstała zapewne z potrzeby uzasadnienia różnicy tych dwu dzieł. Nigdy nie myślałam, że możliwe jest ich zestawienie, to znaczy nie wyobrażałam sobie, że to w ogóle może się zdarzyć. Ale jak widać, we Florencji wszystko sie może zdarzyć. Niestety, jestem daleko, ale jakze się ciewzę, że choc wiem o tym, dzuęki Tobie!

    Trzeci, Michała Anioła, znam - zobaczyłam go w Santa Croce zupełnie sie tego nie spodziewając, tuz po konserwacji. Zgadzam sie z Twoim opisem - ja dostrzegłam tez jakby nutkę liryzmu - u Miachała Anioła? Wzruszający jest ten Chrustus, jeśli sie przywoła późniejsze prace mistrza, taki kruchy i bezbronny. Chrystus z fresku Sykstyny mógłby go zmiazdżyć.

    Jeszcze raz dziękuje za ten wpis i inne poswięcone sztuce. Zdaje sobie sprawę, ile trzeba włożyć pracy, żeby taki wpis miał ręce, nogi i głowe, i do tego wszystko na swoim miejscu. A u Ciebie zawsze tak jest

    serdeczności,

    iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, na początku trudno zdecydować, któremu poświęcić uwagę. Ale potem, gdy się okazuje, że można do woli, że z każdej strony, że wcale aż tak tłumnie pod samymi krzyżami nie jest, wtedy zaczyna się delektowanie. Ten Donatellowski "chłop" faktycznie bardzo przysadzisty, zwłaszcza, że wzrok zaraz potem wędruje na niemal efemerycznego Michałowego, ale uzasadnienie wydaje mi się ciekawe. Taki prosty człowiek musiał się jakoś identyfikować, czuć, że nawet potężnego i silnego człowieka może dotknąć śmierć i cierpienie, taki ludzki wymiar krucyfiksu. A jeszcze o Michałowym wyczytałam, że mimo braku tej potem rozpoznawalnej stylistyki mocnych umięśnionych ciał, kolano jest czymś już bardzo charakterystycznym. Bo to właśnie MA pierwszy je poprawnie wyrzeźbił, na skutek znajomości budowy tej części ciała.
      Bardzo się cieszę, że doceniasz te wpisy o sztuce, bo właśnie prawdą jest, że zabierają mnóstwo czasu. Lecz i ja mam z tego wielką korzyść, porządkuję i wzbogacam własną wiedzę. Odkrywam nieznane lądy, trafiam w ciekawe miejsca :) Dziękuję za dobre słowa :)

      Usuń
  7. Wyjątkowe spotkanie trzech Mistrzów. Na dodatek w wyjątkowym miejscu! A Mistrzyni to po mistrzowsku opisała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za podlizywanie się ? :) Dziękuję, ale słowa na wyrost, oczywiście te z drugiego zdania :)

      Usuń
  8. Piękne wydarzenia w tym roku z okazji FLORENS!
    a na piazza Santa Croce Małgosiu teraz byłaś?
    Pozdrawiam serdecznie,
    Małgorzata Kistryn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym, gdzie jeszcze byłam, będą następne wpisy :)

      Usuń
  9. "dzieło Donatella" takie ludzki i poruszające. Niesamowite.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, to mi się w nim podoba, że mimo, iż niby założeniem był adresat z prostego ludu, przemawia do każdego, porusza serce :)

      Usuń
  10. Cos mi nie wyszlo:) napisalam, ze bardzo podobaja mi sie oliwki na stronie glownej!!! Pozdrawiam. Asiak

    OdpowiedzUsuń
  11. do mnie przemawia najbardziej Chrystus Donatellego, a przecież nie sa porównywalne, pozdrawiam Małgosiu serdecznie
    j

    OdpowiedzUsuń