środa, 16 maja 2012

RENESANSOWA AWANGARDA

W końcu trafiłam na facebookową reklamę, z której z chęcią skorzystałam. Od razu czułam, że to coś dla mnie. Chodzi o projekt Grand Tour - Spotkania ze Sztuką. Jego założeniem nie jest typowe zwiedzanie, lecz prezentacja monograficzna jednego dzieła, zagadnienia itp. Twórcy pomysłu wyszli z założenia, że często nie wiemy, jak patrzeć na dzieło, zatrzymujemy się przed nim na kilka chwil i idziemy dalej. Oni chcą, byśmy dłużej przyjrzeli się tym namacalnym śladom po wielkich artystach.
Długo się nie zastanawiałam. Przejrzałam pierwsze oferty, zapytałam firmę o plany na przyszłość, by podjąć decyzję, czy kupić abonament, czy pojedynczą konferencję. Zdecydowałam się na pierwszą opcję, mam zamiar brać udział w wielu propozycjach Grand Tour, w takim przypadku nie dość, że taniej, to mogę zabrać ze sobą osobę towarzyszącą.
Na pierwszy wykład wybrałam się sama, jeszcze przed warsztatami, ale byłam nimi zbyt zakręcona, by zająć się opisaniem tego, co usłyszałam i zobaczyłam.
Prowadzący - Luca Vivona, ze swadą opowiedział o "Teologii perspektywy w Trójcy Świętej Masaccio".
Wykład nagrałam i przesłuchując go doszłam do wniosku, żeby jednak jeszcze bardziej uporządkować wiedzę o tym konkretnym dziele i życiu Masaccio.
Zacznę od samej wymowy nazwiska.
Przez lata mówiłam je z bezdźwięcznym "s". Po przyjeździe tutaj dotarło do mnie, że to mniej więcej Mazaczjo. Jakże byłam zdziwiona, gdy Luca Vivona uparcie mówił Masaczjo. Okazało się, że pochodzi z południa Włoch, stąd inna wymowa, właśnie ta używana przeze mnie przez lata.
A dlaczego używana przez lata? O tym niżej, teraz skoncentrujmy się na życiorysie malarza. Jakże krótkim.
Słowo "Masaccio" jest przydomkiem przetworzonym z jego imienia - Tommaso, które przyjął od patrona dnia swoich narodzin św. Tomasza Apostoła. A urodził się w San Giovanni Valdarno, w 1401 roku (wtedy, gdy ogłoszono konkurs na drzwi do florenckiego baptysterium), prawdopodobnie jako syn notariusza. Informacji stricte biograficznych wiele to się nie zachowało. Jego ojciec umiera nagle, osierocając 5 letniego syna, drugi potomek narodził się jako pogrobowiec, znany potem pod przydomkiem Lo Scheggia (drzazga).  Masaccio miał jeszcze dwie przyrodnie siostry z drugiego małżeństwa matki. Kiedy w 1417 roku umiera jego ojczym, 16 letni młodzieniec staje się głową rodziny. Dziadek przyszłego malarza był znany z ozdabiania  skrzyń mieszczańskich, zwłaszcza posagowych. Przyrodnia siostra wyszła za mąż za malarza, a sam Masaccio już chyba w wieku 12 lat zapisał się do malarskiego warsztatu. Jego mistrzem mógł być między innymi Lorenzo Bicci, na pewno współpracował z Masolino da Panicale, ale przypuszcza się, że  to mistrz szybko zaczął czerpać z artystycznych dokonań ucznia, którego styl był o wiele bardziej surowy i prosty. Wiemy, że przeprowadził się do Florencji w wieku 21 lat. Tam zapisał się do cechu lekarzy i aptekarzy. Dlaczego takie połączenie? Nie było wtedy sklepów dla plastyków, to w aptekach  sprzedawano pigmenty do mieszania farb.
Masaccio działał głównie we Florencji i Rzymie, gdzie zakończył swój żywot w wieku jedynie 27 lat (!). Nie ma jednoznacznych dowodów na to, co było przyczyną śmierci, ale podejrzewa się jakże wtedy popularne otrucie.  Włos na głowie się jeży, gdy wyobraźnia mówi, co jeszcze mógł namalować ten niezwykły malarz.
Niezwykły?
Co w nim, a raczej w jego sztuce, było niezwykłego?
Był najmłodszym z trójki artystów, od których zaczyna się wykład o renesansie. W architekturze tytuł twórcy renesansu przypada Brunelleschiemu, w rzeźbie zazwyczaj wspomina się o Donatello, a w malarstwie właśnie o Masaccio. Można by rzec, że sprowadził ludzi na ziemię, jego postaci mają ciało, łapią naturalne oświetlenie, dosłownie stoją nogami mocno na ziemi, a nie tylko na palcach.
Ale nie będę rozpisywać się o całym dorobku Masaccio. Chcę napisać jedynie o dziele, które przy pierwszym spotkaniu wywołało we mnie dreszczyk zachwytu, że oto patrzę na coś, co stanowi sztandarowy przykład zastosowania perspektywy. Nie jestem pewna, czy o Masaccio uczono nas już w szkole podstawowej, ale jestem pewna że najpierw nazwisko Masaccio wiązałam właśnie  z "Trójcą Świętą".
http://www.ordopraedicatorum.org/wp-content/uploads/2012/02/trinity-551x1024.jpg
Napisałam w tytule "renesansowa awangarda", gdyż Masaccio wybiegł przed swoje czasy, tak mniej więcej o 20 lat względem daty stawianej jako początki renesansu we Florencji. Piszący o nim 100 lat później Vasari już widzi w nim wielkiego artystę. A jednak współcześni artyście nie do końca chylili przed nim czoło. Świadczą o tym chociażby słowa właśnie ojca historii sztuki:
"W nowym dominikańskim kościele Panny Marii w nawie poprzecznej nad ołtarzem św. Ignacego namalował fresk przedstawiający Trójcę Św. oraz Matkę Boską z lewej  i św. Jana z prawej strony, adorujących Ukrzyżowanego. Po bokach obrazu umieścił artysta dwie klęczące postacie będące prawdopodobnie postaciami fundatorów, jednak źle widocznymi, bo pokryto je złotym ornamentem."
Owe złocenia to była próba nadanie dziełu bardziej gotyckiego wyglądu, trudno było widzom pogodzić się z prostotą i surowością fresku, czy ograniczeniem barw, zwłaszcza względem takich dzieł gotyku międzynarodowego, jak chociażby "Pokłon Trzech Króli" Gentile da Fabriano.
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/8c/Gentile_da_fabriano%2C_adorazione_dei_magi.jpg
Bogata Florencja także w dziełach malarskich oczekiwała wyrażenia swojego statusu, więc fresk Masaccio mógł nie przypaść jej do gustu.
Wróćmy do treści malowidła.
Widzimy tutaj bardzo charakterystyczne ujęcie tematu: Bóg Ojciec króluje nad Ukrzyżowanym Synem a pomiędzy nimi unosi się Duch Święty w postaci gołębicy - ten typ przedstawień nazywa się "Tronem Łaski".
Widzi się też tutaj rodzaj swoistej eucharystycznej sceny Podniesienia - Bóg jako kapłan okazuje krzyż, niczym kielich. Jego ubiór (czerwona tunika i niebieski płaszcz) symbolizuje dojrzałość. Aureola otaczająca  głowę Stwórcy zdaje się dotykać sklepienia, przez co mamy wrażenie największej, bardzo masywnej sylwetki. Ciekawostką jest fakt, że to pierwsze historycznie dzieło, na którym pokazano stopy Boga Ojca. Chodzi o podkreślenie naszego podobieństwa do Boga.
Na pierwszy rzut oka trudno dojrzeć gołębicę, bo z podniesionymi ku górze skrzydłami z daleka sprawia wrażenie fragmentu ubioru:

Należy podkreślić, że fresk wykonano w kościele dominikańskim, a dogmat o Trójcy Świętej stanowił znaczący wymiar duchowości tego zakonu.
W ten wątek wchodzi inna, klasyczna wręcz, sceneria "Ukrzyżowania".
Chrystus Masaccia bardzo przypomina rzeźbiarski krucyfiks Brunelleschiego, wiszący zresztą w tym samym kościele, po lewej stronie od prezbiterium. To nie jedyny wpływ architekta widoczny we fresku, lecz o tym później.
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/17/Crocifisso_di_brunelleschi%2C_1410-15_02.JPG
Chrystus jest martwy, a nie tak jak często wcześniej pokazywano go z otwartymi oczami.
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/35/Masaccio%2C_trinit%C3%A0%2C_dettaglio.jpg
To reakcja na herezję głoszącą, że był On Bogiem, a nie i Bogiem i człowiekiem w jednej osobie. Po bokach krzyża stoją postaci opłakujące Jezusa Chrystusa. Maryja zdaje się swoim gestem mówić: no i patrzcie, coście Mu zrobili! Nie jest młoda, nie zachwyca urodą, ale jej wzrok umęczonego smutku przeszywa mi serce.
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/ec/Masaccio%2C_trinit%C3%A0%2C_dettaglio_01.jpg
Po drugiej stronie krzyża stoi Jan Ewangelista. Jego dłonie raczej krzyżują się w geście załamania, niż składają ku modlitwie, aż czuję to zaciśnięcie palców do bólu.
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/e2/Masaccio%2C_trinit%C3%A0%2C_dettaglio_02.jpg
Na przednim planie klęczą sylwetki, najprawdopodobniej donatorów.  Być może mężczyzna, przepięknie wymalowany, z niemal odczuwalnym ciałem pod szatami, był bratem przeora klasztoru. Donatorzy sami w sobie stanowią następną nowinkę tego dzieła, gdyż są tej samej wielkości, co Matka Boska i św. Jan. Wcześniej lokowano takie osoby w nisko perspektywie hierarchicznej, były malutkie, nawet gdy logika mówiła nam, że są na pierwszym planie.
Poniżej tej iluzorycznej kaplicy Masaccio wymalował sarkofag, na którym położył szkielet (prawidłowy anatomicznie!), a nad nim umieścił swoiste memento mori: Byłem tym, kim jesteście, a tym, kim jestem, wy będziecie. W oryginale ta fraza jest rymowana :  IO FU’ GIÀ QUEL CHE VOI SETE, E QUEL CH’I’ SON VOI ANCO SARETE.
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/b2/Masaccio%2C_trinit%C3%A0%2C_dettaglio_7.jpg
Szkielet może być uznawany za Adamowy, gdyż według legendy Jezus Chrystus został ukrzyżowany właśnie nad miejscem spoczynku naszego protoplasty.
Dlatego krzyże często umiejscawia się na małych wzgórzach (tak jest i tutaj), symbolizujących Golgotę.
To dzieło, jak i wiele innych renesansowych, jest w kontrze powszechnej opinii, że człowiek odrodzenia desakralizował swoje życie, stawiając siebie w punkcie centralnym. Używał jedynie bliższych jego pojmowaniu świata środków, by nazwać to, co trudne do nazwania. Aż korci zrobić badania statystyczne, by zobaczyć, ile wspaniałych dzieł wskazujących na troskę o zbawienie wyszło spod pędzli i dłut odrodze niowych twórców.
Tutaj, na przykład, mamy do czynienia z nowatorskim zestawieniem kilku zagadnień: wyobrażenia Trójcy Świętej, Ukrzyżowania, śmierci, a nawet rozkładu.
Zniszczenia (widoczne nawet po konserwacji pod koniec XX wieku) pochodzą z wcześniejszych lat. Fresk nie zaznał spokoju, nie dość, że najpierw go pozłocono, w późniejszych latach w ogóle go ukryto pod innym obrazem, zgodnie z modą, że dawne dzieła muszą ustąpić współczesnym. Prawdopodobnie przyczynił się do tego Vasari, ten sam, który w "Żywotach" tak się zachwycał dziełami Masaccio. W XIX wieku podczas pierwszych prac restauratorskich odkryto starsze malowidło i przeniesiono je na ścianę wejściową do kościoła, po czym po zdjęciu ołtarza i odkryciu dolnej części ze szkieletem, postanowiono dołączyć górną część fresku i w ten sposób wrócił na swoje miejsce.
A miejsce jest o tyle znaczące, że i obecnie najczęściej używane wejście, to drzwi prowadzące z krużganków będących przyklasztornym cmentarzem. Fresk jest położony dokładnie naprzeciw tych drzwi. Tak więc i wchodząc i wychodząc z kościoła mamy przed sobą miejsca do zastanowienia się nad własną śmiertelnością.
Górna część fresku przypomina rodzaj kaplicy, łuku triumfalnego, dolna faktycznie sprawia wrażenie, jakby pod ołtarzem umieszczono czyjś grób. I to one stanowią przyczynek, dla którego malowidło traktuje się jako dzieło awangardowe. Otóż uważa się, że jest ono malarskim wyrażeniem badań Brunelleschiego nad perspektywą. Ponoć mistrz Filip pomagał nawet Masaccio w wyznaczeniu linii zbiegu. Mogło to wyglądać w ten sposób, że w punkcie zbiegu wbito gwóźdź i do niego prowadziły sznurki odbijane w mokrym tynku, wyznaczające charakterystyczne punkty fresku. Sama forma kaplicy także przypomina renesansowe projekty architektoniczne twórcy florenckiej kopuły.
Vasari pisze o tej iluzorycznej kaplicy tak:
"To, co tam jest najpiękniejsze oprócz figur, to beczkowe sklepienie narysowane perspektywicznie i podzielone na kasetony z rozetami. Zmniejsza się ono i skraca, tak że zdaje się przenikać w głąb muru."
Kaplica jest tak precyzyjnie odmalowana, że już wiele osób pokusiło się na rekonstrukcję obrazująca jej trójwymiarowość.
http://3dvisa.cch.kcl.ac.uk/project73.html
http://www.istitutomaserati.it/prospettiva/Immagini/masaccio.jpg
Co ciekawe, mimo tak precyzyjnego wykreślenia architektury, nie wszystkie postaci podlegają prawom perspektywy zbieżnej. I mimo, że dzięki układowi domyślnych linii zbiegu nasz wzrok koncentruje się na Trójcy Świętej, to Ona sama jest w Boski sposób ponad prawami ludzkimi (naturalnymi). Sylwetki Boga i Ukrzyżowanego są za duże, lecz nie jest to oczywiście błędem. Erwin Panofsky, analizując perspektywę jako formę symboliczną, stwierdza, że artyści często świadomie rezygnowali z czystej teorii na rzecz wyrazu artystycznego.
Ciągle myślę, co by było, gdyby Masaccio żył dłużej? Jak potoczyłyby się dzieje sztuki?
Już 23 lata później w kościele Św. Wawrzyńca pojawia się takie oto tabernakulum:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/ec/San_lorenzo,_ciborio_di_desiderio_da_settignano.JPG
Czy coś Wam przypomina? Czyżby Desiderio da Settignano znalazł inspirację w młodym już nieżyjącym malarzu i stworzył rzeźbiarską oprawę dla drzwiczek tabernakulum?
Renesans od początków po jego krańce, to był jakiś niezwykły czas. Michał Anioł wyrzeźbił Dawida i watykańską Pietę przed ukończeniem 30 lat. Masaccio dokładnie w tym wieku zostawił po sobie między innymi kaplicę Brancacci (pisałam o niej tutaj). A ja w jego wieku ukończyłam studia nie mając pojęcia o tym, co chcę dalej ze sobą w artystycznym życiu począć.

18 komentarzy:

  1. Nie możesz ominąć ani jednego z tych spotkań!!! Świetnie opisane...!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie tylko spotkanie, ale też wynik działania książkowej i internetowej ryjówki nornicy :)

      Usuń
  2. Racja, renesans był niezwykły, ale może dlatego, że patrzymy nań przez pryzmat ogromnego kontrastu w stosunku do 'ciemnego' średniowiecza? I może dlatego, że to pierwsza dosyć dobrze udokumentowana, lub może zinwentaryzowana, epoka, m.in. właśnie przez Vasariego?
    Fresk Trójca Św. niepozornie i cicho trwa na ścianie bocznej nawy, nie szokuje rozmiarem - jednak faktycznie, przy bliższym 'poznaniu' robi piorunujące wrażenie ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę, tylko nie "ciemnego", nawet w cudzysłowie. Mam czołobitny stosunek do średniowiecza :)

      Usuń
  3. Piękny wykład . Widziałam to na własne oczy lecz zapamiętałam jedynie twarz Matki Boskiej. Muszę tam wrócić z tą wiedzą. Czekam na cd.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, starałam się z całego serca :)

      Usuń
  4. Dziękuję;) Lubię przekazywanie wiedzy w taki sposób;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja lubię ją zdobywać i przekazać. Samo szperanie, wiązanie faktów ze sobą jest fascynujące :)

      Usuń
  5. MAŁGOSIU:)
    Jak Ty to wszystko robisz? Kiedy?
    Nie nadążam za Tobą, nawet nic nie robiąc;)
    Ach! zazdroszczę Ci tej pasji. Jesteś nieprawdopodobnie kreatywna i pracowita.

    Byłam dzisiaj bliziutko Ciebie. Śledzę Giro d'Italia, wczoraj i dziś z ogromnym zainteresowaniem i łezką w oku. Zmusiłam też mamę do oglądania dzisiejszego etapu. Nareszcie stwierdziła że jednak pięknie w tej Toskanii! W końcu! po sześciu latach:)
    Pozdrawiam! Tęsknie za gg...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, wtedy kiedy dom odłogiem leży. A wiesz, że ja zapomniałam o GG, bo i tak nie odzywałaś się, a jedynie dla Ciebie jeszcze je uruchamiałam.
      Nawet wyjątkowo wiedziałam, że Giro jechało przez Pistoję, ale ja taka antysportowa jestem.

      Usuń
  6. Dzięki Tobie też bierzemy udział w projekcie :), zazwyczaj odkładam sobie Twoje posty na wieczór i dzielę na dwa razy, żeby wszystko sobie ze spokojem przeczytać i poukładać jak na akademickim wykładzie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny wykład internetowy. Właśnie wróciłam z Toskanii - jakże żałuję, że nie jadę dopiero teraz. Proszę o więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się, że tak serdecznie został przyjęty ten wpis. To wspaniale, że ludzie mają zapotrzebowanie na sztukę z Toskanii :) Dla mnie to jest jeden z jej głównych atutów :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Podziwiam pani pracowitość i tak się cieszę, że zadaje sobie pani tyle trudu - by potem jasno, prosto i ciekawie nam o wszystkich tych wspaniałościach opowiadać! Ucztujemy tutaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogę dzielić to piękno i jeszcze znajduję wdzięcznych odbiorców :)

      Usuń