sobota, 3 listopada 2012

DYKTERYJKA

Pamiętacie cytrynowego dziadka? 
Jeśli nie, to kliknijcie tutaj.

Ostatnio usłyszałam od jego sąsiada pewną historyjkę.
Dziadek obecnie mało ruchliwy, pozbawiony nawet prawa jazdy, ze względu na stan zdrowotny, swego czasu mieszkał w domu, przy którym hodował kury. Tuż obok przebiegała droga. Pewnego razu, wtedy jeszcze nie dziadek, wyglądał przez okno i zobaczył auto, które przejechało jego kurę. Wybiegł z domu i zobaczył kierowcę ładującego potrąconą kurę do bagażnika. Rezolutnie zapytał:
"Rozumiem, że zabiera ją pan na pogotowie?"

Dobrego końca tygodnia Wam życzę i pamiętajcie, że już czas nastawiać ciasto na pierniczki.

25 komentarzy:

  1. Jeśli możesz Małgosiu to przypomnij kiedy podawałaś przepis;albo gdzie szukać w Twoich książkach /poszperam również,to może znajdę sama/.
    Dziadek faktycznie błyskotliwy.
    Pozdrawiam Ania K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już podlinkowałam ostatnie słowa do przepisu.

      Usuń
  2. Mam nadzieje, ze humor dziadka nie opuszcza do dziś! To mnie rozweselilas a wlasciwie dziadek!
    Z przyjemnoscia wrocilam do wpisu z 2009 roku, cytrusy to moj smak i zapach, uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano nie, chociaż czasami trudno mi go zrozumieć, bo ma po operacji tembr głosu niczym Jan Himilschbach.

      Usuń
  3. Dobre :) Cytrynowego Dziadka pamiętam :).
    A jego tekst dobry.
    Ciasto na pierniczki oczywiście już stoi i dojrzewa :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, Tobie o pierniczkach nie trzeba przypominać :)

      Usuń
  4. Chi, chi... wydaje mi się, że mam taka samą spódniczkę jak Ty. Kupiłam ją w Zakopanem, oczywiście w sklepie z włoską odzieżą i butami włoskim. Pod spodem ma taką haleczkę z falbanką w drobne prążki.
    Pozdrawiam :))**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej mojej wystająca falbanka z podszewki nie ma prążków, bardzo lubię tę spódnicę, bo nie trzeba jej prasować.

      Usuń
  5. Dowcipny dziadzio. Przy okazji zajrzałam do wspomnianego posta i .....nie pamietałam ,że taki był. To znak ,ze trzeba koniecznie wrócić do początków .Bardzo ciekawe rzeczy o cytrusach. A jak tam Twoje drzewka? Będą zomować na zewnątrz ? Chciałabym być w tej cytrynowej szklarni ,gdy drzewa zakwitną. Uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasze pojechały do zimowego hotelu, choć akurat nie u dziadka. A po zapachy kwitnących cytryn przyjedź wiosną, mogą już być wystawione na zewnątrz.

      Usuń
  6. Mistrz ciętej riposty. Bravo!
    A pierniczki nigdy w życiu mi nie zmiękły, więc tak czy siak, lądują na choince, gdzie miękną błyskawicznie! Mam czas ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to może to jest sposób na nie? Wieszać na choince przed konsumpcją :)

      Usuń
  7. :))))))))))))))))))))))))))
    Dziadkowi Cytrynowemu, zdobnemu w cytryny i Małgosię, życzę dużo zdrowia.
    Ale masz fajny sweterek!!
    Waham się z pierniczkami. Je się robi i robi, a potem tak szybko znikają... w biodrach.
    Echhhh...

    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dla samego procesu ich przygotowania nie patrzę na biodra. Najwyżej potem rozdam, komu się da :)
      A sweterek to taki starutek, nie jestem pewna, czy nie na ciuchach wyszperany.

      Usuń
  8. ...plasterki cytrynek na choinkę też już można zacząć suszyć. No a pierniczki to raczej trudne wyzwanie. Ciągle czekam na znak, że to już jest TEN rok, w którym jestem gotowa na pieczenie pierniczków. "Cytrynowy dziadzio" - na zdjęciu widać, że krzepki niczym smak cytryny. Gorąco pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu mnie masz, ja już pierwszą porcję ususzyłam. A pierniczki wcale nie takie trudne, a zapachy rozchodzące się po domu na każdym etapie ich powstawania są niepowtarzalne. Ja bym może i się za nie długo nie zabrała, ale gdy znalazłam kiedyś ten przepis, że mogę bez kupnej przyprawy, której tu nie uwidzisz, to szaleję każdego roku. To dla mnie niemal obrządek. Najpierw przygotowane wszystkie składniki, tłuczenie przypraw w moździerzu i obowiązkowe wylizywanie surowego ciasta.

      Usuń
  9. Świetny dziadek, cytrynowy i aluzyjny ! Dużo zdrowia i poczucia humoru dla tego Pana! Umysł ma w porządku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to bardzo sympatyczny pan, choć ta akurat dykteryjka pochodzi z jego dużo młodszych lat. Tak mi się spodobała, że chciałam się nią z Wami podzielić.

      Usuń
  10. No tak... nie ma jak świeża cytrynka do porannej cherbatki... prosto z podwórkowego drzewka...
    Pozdarwiam
    Paweł ze Szczecina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Malgosiu dzis otwarlam kalendarz aby zanotowac postepy w chorobie mojego tescia a tam adnotacja ZAROBIC CIASTO NA PIERNIKI,dasz wiare ,cos nas chyba laczy a swoja droga przepis jest prawie taki sam jak moj ale ja nie daje kakao,reszta identyczna tylko ,ze ja robie z podwojnej albo potrojnej porcji.Pozdrawiam irena z Poznania

      Usuń
    2. Pawle, ja akurat do herbaty ładuję już przetworzoną. W ogóle to swoich cytryn na razie mam za mało, żeby robić z nich przetwory :)
      Ireno, coś ludzi do siebie ciągnie, myślę że tutaj, nie tylko Toskania :) Właściwie to nawet wiem o tym, bo mam tego dowody :)

      Usuń
  11. Dziekuję Małgosiu za przypomnienie przepisu; już dzisiaj zarobiłam ciasto.
    Pozdrawiam Ania K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój Tato wytrzymał z nimi przez kilka miesięcy i były ciągle smaczne. U mnie się tak długo nie uchowają :)

      Usuń