poniedziałek, 2 września 2013

DWIE LOGGIE - DWA ŚWIATY

Już nawet nie usiłuję dociekać daty. Ciągle jesteśmy gdzieś w lipcu.
Właściwie to nie "gdzieś", lecz we Florencji pod Loggia dei Lanzi.
Czekam na spotkanie niespodziewanie wyznaczone w środku lata przez Stowarzyszenie "Ukryte Miasto".
Skusiła mnie nie tyle Loggia dei Lanzi, spod której wychodziliśmy i do której wróciliśmy na koniec spaceru, co inny rarytas, o którym nie znajdziemy zbyt wielu informacji w przewodnikach, a  już na pewno rzadko kto ma możliwość tak gruntownego jego zobaczenia, o czym za chwilę.
Wbrew tytułowi, artykuł poświęcę tylko Loggia del Mercato Nuovo, do której turyści idą, by kupić skórzane pamiątki z Florencji, albo ... pogłaskać po pysku XVII wieczną kopię antycznego dzika, zwnanego pieszczotliwe Il Porcellino  (prosiaczek, świnka), zamówionego przez Ferdynanda II Medyceusza.
Najpierw ustawiono go na dłuższym boku budynku, od strony apteki; w XIX wieku przeniesiono na obecne miejsce, by nie zakłócać ruchu.
Tak jak Loggia dei Lanzi z miejsca spotkań Signorii stała się muzeum rzeźby, tak Loggia del Mercato Nuovo nie zatraciła swojego pierwotnego przeznaczenia, ciągle jest zadaszonym placem użyczającym na dzień schronienia handlarzom.  Fontanna, oprócz niewątpliwych zalet estetycznych, pełniła rolę źródła wody dla kupców. W wersji okrojonej mamy i dziś okazję posmakowania atmosfery dawnej Florencji, w skórzanej głównie wersji. A wodę dostarcza współczesne ujęcie przy jednym z filarów, woda, po naciśnięciu na przycisk, płynie silniejszym strumieniem, niż te parę kropelek cieknących z pyska dzika, który i tak zachwyca turystów, tych współczesnych, jak i z poprzednich epok. Jednego z nich, Christiana Andersena, upamiętnia tablica, który ponoć był pod takim wrażeniem rzeźby, że zainspirowała go do napisania baśni.
Cofnijmy się o jeden wiek przed powstaniem fontanny z brązu.

W połowie XVI wieku Kosma Pierwszy (młody Książę Florencji) wziął się za porządki w mieście, postanowił rozwiązać jego problemy ekonomiczno-handlowe.
Ztrudnił architekta Giovan Battistę del Tasso, by ten zaprojektował nową loggię, gdzie miałyby być sprzedawane głównie jedwabne tkaniny i złoto. W asortymencie była i żywność,  czy inne wytwory florenckich cechów. Wymieniano też tu walutę, pod koniec XIV w Loggi ustawiały się aż 72 kramy-kantory.
Z zewnątrz obłożona jest charakterystycznym dla Florencji brązowym piaskowcem zwanym pietraforte.  Jej narożniki akcentują mocne filary o kwadratowym przekroju.

Zdobią je tylko trzy posągi z końca XIX wieku.
Pierwsza rzeźba ukazuje Giovanniego Villani, żyjącego na przełomie XIII i XIV wieku, kupca, pisarza i pierwszego florenckiego kronikarza.
Druga jest wspomnieniem Bernardo Cenniniego - złotnika i pierwszego drukarza Florencji.
Trzecia upamiętnia Michele di Lando, który był jednym z przywódców rewolty Ciompich, można nazwać go politykiem, pod koniec życia ciężko prześladowanym.
Trudno orzec, dlaczego są tylko trzy figury, fachowcy nie dotarli do żadnej informacji na ten temat.
Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to możemy podejrzewać, że o pieniądze? A raczej ich brak :)



Pod gzymsem, nad łukami, na każdym boku loggi są kartusze, ale tylko jeden jest zapisany treścią, która, w wolnym tłumaczeniu z łaciny, wieści, że Kosma Medyceusz,  Książę Etrurii ufundował tę loggię, by ochronić przed deszczem kupców, co nastąpiło w 1548 roku.

We wnętrzu (jeśli można tak napisać o budynku bez ścian) powstało 20 kolumn z  delikatniejszego, szarego piaskowca pietraserena z kapitelami w porządku kompozytowym, czyli takim, w którym miesza się porządek koryncki (koszyk z liści akantu) z jońskim (ślimacznice). Tutaj wykonane z niesamowitym pietyzmem, z wielką atencją wobec detalu i precyzji.

Nad kolumnami rozpościera się sklepienie żaglowe, którego nazwa pochodzi od kształtu naśladującego wydęty żagiel.  Jeśli się przyjrzycie temu elementowi architektonicznemu, będziecie mieć wrażenie, że wiszą nad Wami prześcieradła uchwycone za cztery rogi  i wzniesione wiatrem wiejącym od dołu.
Każdy zwornik w sklepieniu to znowu szary rzeźbiony kamień. Czasami robię jakieś małe elementy przestrzenne, wiem, ile to trudu, więc jestem pełna podziwu dla chęci ozdabiania, dla poświęcenia czasu na wykonanie takiego "tylko" kamienia spinającego sklepienie.
Zworniki z Loggia del Mercato Nuovo są jednym z emblematów rodu Medyceuszy, z którego wywodziła się matka Cosimo I. To cztery pierścienie osadzone w diamentach przeplatane wstęgą z napisem "semper". Użycie rodowych symboli miało wskazywać na władcę nie tylko jako na tego, który przyczynił się do rozbudowy miasta, ale także na tego, który je scalał, jak zwornik sklepienie.

Mercato Nuovo ma pewien bardzo charakterystyczny punkt, niewidoczny, gdy stoją na nim kramy. Już kiedyś o nim wspominałam, ale teraz może szerzej wyjaśnię jego znaczenie.
W przypadku zagrożenia wojną przyprowadzano tutaj carroccio, rodzaj wozu na czterech kołach ciągniętego przez dwa byki, na którym umieszczano dzwon ostrzegający przed atakiem, informujący o porze powrotu wojska, odpoczynku. Z takiego wozu także ogłaszano miejskie zarządzenia.
Z wiekami wóz wyszedł z użytku, lecz został po nim ślad  w postaci kamiennego koła, które przekształciło się w "kamień wstydu". Za nieuczciwe postępowanie (głównie oszukańcze bankructwo) wykonywano tu bardzo specyficzną karę, delikatnie nazywaną "kołyską".
Delikwent wiązany był za nogi i ręce i podwieszany tak, by odkrytymi pośladkami szorować po kamieniu w kształcie koła.  Powstała rana sama z siebie była w tych czasach wielkim zagrożeniem dla życia, ale żeby wzmocnić jej działanie, przestępcę z zakrwawionym tyłkiem wrzucano na wóz pełen gnoju. Chyba nie muszę wyjaśniać, jak to się najczęściej kończyło?
Jak przystało na Toskańczyków, od sposobu wykonywania kary wzięło się wiele dotąd funkcjonujących powiedzeń i określeń.
Dzisiejsza płyta jest kopią z XIX wieku.

Zobycie nowych wiadomości o jednym z zabytków miasta prosto od fachowca, to sama przyjemność, a jeśli dołączy się do tego zobaczenie niedostępnego zazwyczaj poddasza - pełnia szczęścia.
Gdy otrzymałam mail informujący o zwiedzaniu, zastanawiałam się, którędy wejdziemy na górę. To wolno stojąca budowla, w grę nie wchodziła żadna kładka z sąsiedniego budynku (tak np. jest z muzeum Orsanmichele), drabinki, ani schodków dostawianych też nie widziałam. Podejrzewałam filary, lecz nie pamiętałam ich przekroju.
Dobrze kombinowałam.
Od wewnętrznej strony loggi w dwóch narożnikowych filarach ukryto wąskie klatki schodowe.
Mogliśmy wchodzić małymi grupkami, co powodowało, że na obejrzenie góry mieliśmy określony czas. Po drodze śpieszyłam się więc z robieniem zdjęć.

Po wejściu na górę zaskoczyła mnie spora przestrzeń, w dawnych czasach wykorzystywana na sprawy biurowe i archiwalne. Gromadzono tu wszelkie dokumenty związane z funkcjonowaniem Loggia del Mercato Nuovo. Dzisiaj strych nie odbiegł zupełnie od swoich funkcji, o czym świadczy obecność współczesnego boksu.
Przechowywanie łatwopalnych obiektów w tym miejscu wiązało się z dużym ryzykiem ich zniszczenia. Nie dość, że odkryta więźba dachowa jest z drewna, to sami odczuliśmy, jak gorąco jest tam w upalne letnie dni.  A jeszcze należy pamiętać, że do oświetlania używano lamp oliwnych, wejścia są tylko dwa i to bardzo wąskie. O pożar nietrudno, dlatego koniecznym było dostarczenie na górę wody.
Do dzisiaj zachowały się kamienne zbiorniki (zasłonięte rupieciami), które napełniano wodą dostarczaną filarami, w których nie ma klatek schodowych
Pomyślano i o umyciu rąk, ciekawe, że nie zadowolono się owymi zbiornikami, lecz wybudowano kamienną umywalkę.
Przestrzeń aż się prosi, by być miejscem wystawowym. I tak właśnie jest.
Jednak wszystkich chyba zaintrygował i ubawił widok rozstawionego stołu do tenisa stołowego, świadczący o elastycznym podejściu do roli pomieszczenia.
A jeśli takiemu urzędnikowi gromadzącemu dokumenty w Logii brakowało kontaktu ze światem, mógł wyjść na balkonik i chociażby zaczerpnąć świeżego powietrza. Balkonik także mnie zaskoczył, wydawało mi się, że z zewnątrz znam ten budynek, lecz nigdy stojąc od strony Il Porcellino nie zadarłam głowy do góry.
Tą samotną wyprawą do Florencji znowu zaspokoiłam moją pasję szperacza i wtryniania nosa tam, gdzie wąsko, bywa, że dosłownie wąsko.

15 komentarzy:

  1. Gdzie przecietny turysta nie może tam Gośka się wciśnie :) Świetna wycieczka !!! No a mecz ping ponga w takich okolicznościach to super zabawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowa wersja "Gdzie diabeł nie może"? A wycieczka faktycznie była wspaniała :)

      Usuń
    2. uwielbiam te Twoje fotodetale i niedetale i tak myślę coraz mocniej o zmianie aparatu na taki z lepszym okiem ;-))

      Usuń
  2. I znowu miejsce zupełnie niezwykłe. Życia nie starczyłoby nawet stałemu mieszkańcowi Florencji, a co dopiero turyście, by to wszystko zobaczyć. A dzięki Małgosi - możemy przynajmniej część.
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grzechem byłoby nie korzystać z takiej bliskości Florencji :)

      Usuń
  3. Ciekawostka historyczna i architektoniczna, dotykalam swinki calkiem nieswiadoma tylu historii i anegdot...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej wiesz, o jakim miejscu pisałam :)

      Usuń
  4. Miejsce to najczęściej widziałam nocą, nocą też głaskałam dzika. Ale wycieczka niesamowita.
    Widzę, że góra zmieniona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nocą ma zupełnie inny charakter, nieprawdaż? Taka odrealniona bez handlarzy. A góra od momentu napisania Twojego komentarza zmieniła się znowu :)

      Usuń
  5. Małgosiu,nie znajduję słów zachwytu!W przewodnikach podają,że we Florencji jest około 300 zabytków do zobaczenia.Gdybyś napisała przewodnik to byłoby ich 3000000! pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście ja się nie rwę do pisania przewodnika :) Nie umiałabym policzyć zabytków :) Zawsze zastanawiam się, jak ktoś liczy zabytki, czy całe budynki, czy osobno obrazy?

      Usuń
  6. Super opowieść. A słyszałaś Małgosiu ta legendę,że to właśnie w Loggia Mercato Nuovo powstał pierwszy bank . Był to mały stoliczek , przy którym dokonywano transakcji. Stąd zresztą nazwa banków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie słyszałam, ale za to znam inną, historyczną wersję, pisałam o tym przy okazji relacji z wystawy http://toskania.matyjaszczyk.com/2012/01/piekno-i-bestia.html

      Usuń
  7. Wspaniała wycieczka, udokumentowana - jak zwykle - znakomitymi zdjęciami. Po takiej lekturze zawsze chce się wracać do opisanych miejsc i przeżyć na nowo zachwyt i wzruszenie - tę przestrzeń już mamy jakoś oswojoną!Dzięki Małgosiu!
    Pozdrawiam serdecznie
    Ewa z Legnicy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze tam z chęcią wracam, tylko nie zawsze o tym piszę, lecz to jest jedno z wielu miejsc we Florencji, które nigdy się nie nudzi/

      Usuń