środa, 18 listopada 2009

KOMENTARZOWISKO

Już prawie miesiąc nie odpowiadałam.

No to zaczynam od komentarzy pod ostatnim komentarzowiskiem i uspokajam, że jednak przetłumaczyłam niebieskiej przepis. Sama niech się przyzna, czy upiekła cantuccini według Felicetty.

Anna W. się pyta o nienaganną figurę. Ależ Aniu, wystarczy dobry program do obróbki zdjęć, odpowiednia odległość obiektu od aparatu i najlepiej to ustawienie 3/4, żeby ani profilu pełnego ani szerokim czołem nie uderzyć :)

Czas wrócić do posta "Makrofotografia przyjaźni". Pamiętajcie Drodzy Czytelnicy, że napisałam go głównie dla Was a nie Pani Marzeny, bo uważałam, że to Wam się coś więcej należy. Za płomienne słowa wsparcia wszystkim dziękuję. Dawno nie było tu tylu komentarzy. Widać jak temat poruszył Wasze serca - to dobrze. I powiem Wam, że nie tylko w naszym kraju mają ludzie z tym problem. Tutaj też bywa różnie, na szczęście biskup ufa Krzysztofowi i pozostawia mu sprawę do własnych rozstrzygnięć. Przyjechałam tu za jego pozwoleniem i nawet anonim napisany jeszcze przed moim przyjazdem nie zmienił stanowiska biskupa. Tak czy siak, sami mogliście doświadczyć, że cały świat nie zwariował. To było dla mnie cenne doświadczenie, za które z serca dziękuję.

Aha! I jeszcze chciałam dodać krótką odpowiedź tylko na wpis od Barta i Oli, że je nie mam żadnej teorii przyjaźni, ja jej doświadczam :)

Na widok Cytrynowej Madonny ktoś wspomniał o dłoniach, dokładnie chyba tak samo odczuwamy, tę niezwykłość formy w średniowiecznych i renesansowych dłoniach. Też się czuję uwiedziona!

Przy okazji ciasteczek zmarłych w komentarzach wypłynął problem, z którym sama nie mogę się uporać. Na ile mój blog jest moją własnością, na ile ktoś może podawać linki do innych miejsc? Zdarzyło się kiedyś, że komentarz napisała mi osoba wprost reklamująca swoją działalność. Wtedy nawet się nie zastanawiałam, tylko wykasowałam. Jeden człowiek, poproszony przeze mnie, by zmienił w ustawieniach obserwujących osób swój profil, bo też miał odnośnik do własnej działalności, nie umiał tego zrobić, ale zrozumiał, że go wykreśliłam z listy osób. Wywarł na mnie pozytywne wrażenie reakcją i szybką odpowiedzią.
A ja wybrałam blogspot dlatego właśnie, że nie ma na nim nachalnych reklam. Sama nie myślałam, że mój blog stanie się reklamą dla książki, ale w końcu jak by nie było to moja książka :) Trudno postawić tutaj wyraziste granice, więc Wam zostawiam ten problem do samodzielnego rozstrzygnięcia. Także tu nie można się dać omamić i wszędzie węszyć tylko czyjś interes. Dzięki aktywnym podpisom w komentarzach trafiłam w wiele ciekawych miejsc w sieci.

Agnieszko a ja w Polsce robiłam limoncello i moczone cytryny i jakoś żyję po dziś dzień. Więcej powiem: nie "jakoś" tylko bardzo dobrze :)

Grażyno nie widziałam rozkrojonej "Ręki Buddy" (skądinąd brzmi to makabrycznie), z opisu wynika, że to niemal sama skórka ze śladowymi ilościami miąższu, dlatego używa się jej owoców do produkcji kandyzowanych skórek.

O bombkach już pisałam, szklane, zakupione jeszcze w Polsce wprost z fabryki bombek. Z tego, co wiem, mniejsze ilości można kupić w internecie. Moje właśnie już są na ukończeniu i niebawem pokażę efekt końcowy.

Zdjęć z familijnego obiadu nie wkleiłam, bo ich nie zrobiłam. W przypadku takich okazji raczej nie zabieram ze sobą aparatu. Czułabym się co najmniej niezręcznie fotografując moich gospodarzy. Chyba że impreza taka bardziej szeroka, jak np. chrzciny w zeszłym roku.

wildrose "tubylcy" najczęściej dają tu prawdziwki. Te były zebrane przez samego gospodarza

niebieska no nie wiem, co się stało z gadżetami, które kupowałam do książki we Florencji, wydawnictwo miało prosić, żeby choć na Święta je dołączono. Dziwna i tajemnicza sprawa.

majana sny ponoć są obawami bądź marzeniami czy wręcz proroctwami, wybór należy do Ciebie :) odpowiedź dotyczy snu o Pistoi

wildrose a ja mam ideę fix, że świeca jest przedmiotem do zapalenia. Dlatego szukam takich form, których płomień nie "zniszczy". Stąd anioł czyli rozwiana dama w bieli na wietrze (jak ją ładnie nazwała niebieska) nie ma głowy, bo nie cierpię jak się główka pali aniołom albo innym stworkom. Często można świeczkę nadpalić i potem w środek włożyć tealight. Poza tym daję cienkie knoty, żeby ścianki zostawały i powstawał rodzaj lampionu. A poza tym zawsze można zrobić następną świeczkę :) A co do mody, to chyba ją się też kreuje, ja takich świec jak moje raczej nie widziałam, a teraz się ludzie w kwiaciarni dopytywali kiedy będzie następna dostawa. Hurra!

No i jestem przy komentarzach z ostatniego wpisu. Druso wszystkim pięknie dziękuje za życzenia, merda radośnie ogonkiem i się pyta, dlaczego nie podrzuciliście mu nic do jedzenia?

I znowu odpowiadam wildrose. Tutaj wałęsający się pies jest rzadkością i budzi poruszenie.

A jeśli chodzi o książki " z Toskanią w tle" to wpisuję na listę te przeczytane i to nie wszystkie. A na "1000 dni w Toskanii" dopiero czekam. Będę czytać w grudniu.

ufff! Napisałam, wracam do bombek, za oknem ponad dwadzieścia stopni i słońce. Cytryny na potęgę dojrzewają w foliowym namiocie. Idzie zima?


5 komentarzy:

  1. przetłumaczyłaś :) dziękuję !
    właśnie dlaczego jeszcze nie wcieliłam przepisu w życie ?
    nie mam kiedy , bo albo buszuję po fantastycznym blogu :)
    http://toskania.matyjaszczyk.com/ , wiem wiem nie powinnam reklamować .
    albo szperam w merlinie .....
    i tak mi życie ucieka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kumpel męża zalewa cytryny. My próbujemy z żurawiną, ma piękny kolor, ale jaki będzie smak, oto jest pytanie. Będzie więc wymiana.
    A mi świeca skojarzyła się po mazursku z szantą, "i ona taka w tej białej sukience, jak piękny ptak, który zapiera w piersi dech"
    " I cała w żaglach, jak w białej sukience"
    Jak się okazuje, autor co innego miał na myśli:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Małgoś, to zdecydowanie marzenie !:)
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Sama nie myślałam, że mój blog stanie się reklamą dla książki, ale w końcu jak by nie było to moja książka :) "

    A to nie na odwrót ta książka to Twój blog?

    OdpowiedzUsuń