wtorek, 21 listopada 2017

RADOŚĆ

Zastanawiałam się dość długo, jaki napisać tytuł, bo sprawa wydaje się z pozoru prosta i błaha. Zwykła jesienna sagra, zorganizowana na własne potrzeby małej Tobbiany.
Ale to tylko fragment pewnej układanki.
Istotne były osoby, które zorganizowały Festa d'Autunno, a raczej pewne ugrupowania, które skrzyknęły się, by wspólnie się radować.

Na efekt końcowy złożyły się organizacje:
Pro Loco di Tobbiana (dotychczas samodzielnie przygotowujący kasztanowe święto), Rione Tobbiana (osoby związane z drużyną piłki nożnej), Frattelanza Lavoratori Tobbianesi (Braterstwo Pracowników z Tobbiany, domyślacie się, jakiej polityczniej proweniencji są schyłkową reprezentacją?), Bar Lume, no i , oczywiście ... Parafia, pod osobą księdza i gosposi.

Udało się połączyć te "rzeczywistości", co nie myślcie, że było wcześniej normą, i że obecnie wszystkim się spodobało. Nie miejsce tu na głębsze wyjaśnienia, ale uwierzcie, że sytuacja jest, oględnie mówiąc, "skomplikowana".

Tobbiana to głównie gaje oliwne, kasztanów tutaj niemal jak na lekarstwo, więc sprowadzono je z Marradi - zagłębia kasztanowego. Każdy owoc musiał być nacięty, by nie wybuchł podczas pieczenia.




Specjalistyczny nożyk przypomina szczypco-łyżki, które wewnątrz mają nacinak.

https://www.casalinghishop.com/images/upload/600/molla_pinza_taglia_castagne.jpg


W pistojskich górach sagrę kasztanową nazywa się fruggiata. Jeśli więc kiedyś zobaczycie ogłoszenie z tym słowem, możecie być pewni, że załapiecie się na cieplutkie brązowe owoce, pieczone nad ogniem z zapalonego drewna, tak smaczne, że i ja się na nie nawróciłam, a wcale nie byłam miłośniczką pieczonych kasztanów.


Dodatkowo można było u nas spróbować castagnaccio, którego nadal nie jestem amatorką, ze względu na gumowatą konsystencję placka.
Każdy, kto chciał przedłużyć smaki na następne dni, mógł kupić surowe kasztany, albo mąkę kasztanową.


Proboszcz zaproponował, by rozszerzyć menu o fettuntę (grzankę, opieczoną także na ogniu) polaną parafialną oliwą.


Jeszcze bardziej istotne było to, że zaprosił festę na parafialny plac, który jest o wiele bardziej atrakcyjnie położony, niż małe boisko piłki nożnej, z trudnym dostępem.
Lokalny bar podarował 30 litrów pysznego grzańca (vin brulè), za którym nie wszyscy przepadają, więc było i vinsanto, czy świeżutkie vino novello, bardziej soczkiem zalatujące, niż procentowym popitkiem, plus inne trunki niewyskokowe.


 

 Ja zajęłam się częściowo wystrojem oraz przygotowałam oprawę konkursu, o czym na końcu artykułu.
Wymyśliłam, by wszystkie murki obłożyć owocami kaki, czyli persymony. Nie chodziło tylko o ozdobę, ale i o to, by ludzie nie siadali na niskich murkach, które z drugiej strony mają wysokość kilku metrów.

Jedna pani mówiła mi, że z daleka, od siebie z domu, spostrzegła pomarańczowe linie i bardzo ją zaciekawiło, czym są.
Do barierki przywiązałam znalezione na plebanii stare patelnie do pieczenia kasztanów.


Pro Loco przyniosło trochę starych sprzętów związanych z tematem festy, zorganizowało gałęzie kasztanów, które uwiązaliśmy przy murach.

Pogoda łaskawie obdarzyła  nas słoneczną niedzielą, wbrew wcześniejszym zapowiedziom zachmurzenia.
Przez okno z plebanii atmosferę podgrzewała muzyka, oczywiście, włoska.
Było tak bardzo normalnie, radośnie, niezobowiązująco, ale nie obyło się i bez większych emocji.

Wywołał je konkurs na najlepszą oliwę.
Pierwszy w historii Tobbiany.
Wyobraźcie sobie, że zgłosiło się aż 20 uczestników, co może Wam dać choć trochę pojęcie o tym, ilu tu jest producentów oliwy.
W jury zasiedli trzej panowie (od lewej): cukiernik o międzynarodowej sławie (który wymyślił, między innymi, pralinę z oliwą), właściciel doskonałej restauracji "I Colli" (do której ciągle jeszcze nie dotarłam, choć widzę ją z okien),  oraz burmistrz gminy Montale. Wszyscy trzej są mieszkańcami Tobbiany.

  Nagroda była bardzo skromna,  - ozdobione przeze mnie oliwnymi motywami butelka i świeca. Do tego świadectwo udziału i dyplom.


Nie przyłożyłam się wielce, bo wszyscy twierdzili, że to tylko zabawa. Taaaaa, zabawa. Musielibyście widzieć to oczekiwanie na werdykt, te komentarze, to napięcie.
Co robią zielone jabłka na stole jury? To nie ozdoba.


To "oddzielacze i czyściki" smaków.
Nie mieliśmy możliwości nalania oliwy do niebieskich kieliszków, które są wskazane do degustacji, bo kolor oliwy nie jest brany pod uwagę. Jestem w posiadaniu tylko jednego egzemplarza testowego.

Dzięki temu, podczas rozlewania oliwy do białych plastikowych kubeczków, mogłam się przekonać, jak bardzo oliwy różniły sę między sobą. Nie tylko barwą, ale i gęstością.
   

Ponoć trzy były bardzo niedobre, reszta na wyrównanym poziomie, a trzy wybijały się ponad poziom.
O powodzeniu oliwy decyduje nie tylko pogoda, ale i czas zbierania, liczba dni, przedział czasowy między zbiorem a dostarczeniem do frantoio, a nawet to, czy podczas tłoczenia nie przegrzano oliwy w procesie wirowania.
Pewna starsza pani powiedziała mi, że czeka na wynik konkursu, by dowiedzieć się, od kogo kupić oliwę. Myślę, że była rozczarowana, bo zwycięzca produkuje swoje cudo tylko na użytek rodziny.
Zresztą, rzadko kto jest tutaj większym producentem, jak już wspomniałam na blogu, to nie jest łatwy zarobek. Ludzie się starzeją, mają inne zajęcia i nie są w stanie opiekować się nawet małymi skrawkami upraw, zdarzają się więc w Tobbianie i opuszczone gaje. Może ktoś z Was zechciałby się takim zaopiekować?
Rozmawiałam z wieloma uczestnikami Festa d'Autunno. Wszyscy zgodnie podkreślali wagę wydarzenia, wyrażali radość ze współpracy, ze spotkania na placu przed kościołem, mówili dobrze o swoim proboszczu.




krótki film:
 

8 komentarzy:

  1. Pozostaję pod wielkim wrażeniem mistrzostwa Krzysztofa w umięjetności połączenia tych wszystkich światów, tak krańcowo różnych.
    No i jak pięknie to wszystko zagrało! A oprawa artystyczna przedsięwzięcia! :)
    Kocham takie imprezy. zawsze, gdy zdarza mi sie mijać grupy festujące w jakims wloskim mieście, zazdroszczę ludziom, którzy są w środku tego całego zamieszania.
    My, Polacy, chyba tak nie potrafimy... Większe z nas ponuraki i indywidualiści chyba...
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są plusy i minusy, skupmy się na tych pierwszych :) Jest dobrze :)

      Usuń
  2. Wspaniała lokalna impreza. A twoje zdjęcia i dekoracje wyjątkowej urody.
    U nas też już ludzie w małych społecznościach potrafią się dobrze zorganizować i urządzają lokalne święta, np. pieczonego ziemniaka, zbiorów różnych owoców itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym sama z siebie chyba omijała takie imprezy, ale życie mnie przerobiło, wciągnęła i teraz cieszą :)

      Usuń
  3. Chciałoby się tak namacalnie znależć w tym klimacie radości:):)
    Po prostu piękny dzień...ze smakiem i obrazem):):)
    Cudne Twoje dekoracje:)Urzekły mnie zdjęcia:
    1.z widokiem na wzgórza,z magicznym światłem:)na murku owoce kaki i kubek z napitkiem:)
    2.sito(mam takie:))i kasztany:)
    3.patelnie do pieczenia kasztanów,przywiązane do barierki:)
    4.linia z owoców kaki na murku
    Do fettunty,to ja pierwsza oczywiście z tą wyróżniona oliwą:))pozdrawiam Roksana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takim był ten dzień, jeszcze czuję zapach dymu i smak oliwy :)

      Usuń
  4. Świetna uroczystość.Podziwiam zaangażowanie organizatorów i uczestników. Pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń

KONTAKT (proszę pamiętać o wpisaniu maila)

Nazwa

Adres e-mail *

Wiadomość *