Pokazywanie postów oznaczonych etykietą laboratorio da Margherita. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą laboratorio da Margherita. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 marca 2015

JAJECZNIE

Innego tematu nie mogłam wybrać w marcu, jak jajeczne świece. Wszak w sam raz znalazł na Wielkanoc. Było bardzo żywiołowo, z fontannami parafiny, gdy olbrzymie jajo postanowiło uwolnić się z knota. W końcu uczestniczki ruszyły same w poszukiwaniui nowych rozwiązań. Przy okazji i ja odkryłam nowe rozwiązanie na wygładzenie mozaikowych świec o kształcie jaja. 
A gdy miałam już wrażenie, że nie uda mi się opanować chaosu, przyszedł moment zakończenia i  bardzo zadowolone miny są najlepszym podsumowaniem zajęć. Już widzę ich dumę, gdy będą się chwalić gościom, że świece zrobiły same. 



niedziela, 15 lutego 2015

NA WIELE SPOSOBÓW

Walentynki obchodzę ... szerokim łukiem. Rzekłabym: "nie rozumiem, nie dotyczy". Zapomniałam, że jednak pośrednio dotyczy, gdy ustala się termin warsztatów. Wczoraj dotarły tylko dwie najbardziej wytrwałe panie, ale dzięki temu mogłam im poświęcić całą  moją uwagę. Powstało więc wiele świec opartych o jedną formę. Zdradziłam kilka tricków, jak radzić sobie z kurczącą parafiną, jak skutecznie i szybko osadzać knot oraz pokazałam kilka metod opracowania powierzchni. Kocham  ten moment, gdy twarze zaczynają się rozjaśniać uśmiechem, nawet, jeśli początki bywają trudne i trzeba zdzierać nieudane próby.
Antonella i Carla

wtorek, 27 stycznia 2015

PIERWSZE K(N)OTY ZA PŁOTY

Skoro napisałam o jednej z moich warsztatowych propozycji, dzisiaj chciałam pokazać zrealizowaną.
W ostatnią sobotę zaczęłam cykl świecowych spotkań. Na pierwszym spotkaniu powstały świece-słoneczniki.

Co tu dużo pisać? 
Sami zobaczcie:

poniedziałek, 12 stycznia 2015

ZAPROSZENIE

Wiem, że blog czytają Polacy mieszkający niedaleko ode mnie, na pewno zrozumieją, co napisałam na plakacie, a tutaj tylko wyjaśnię, że to kontynuacja zeszłorocznych kursów. 
W końcu wymyśliłam, jak urządzić warsztat świecowy w parafialnej świetlicy, więc w tym roku raz w miesiącu będziemy się spotykać, by wykonywać różne typy świec według moich projektów.  

Pierwsze spotkanie już 24 stycznia.



sobota, 27 grudnia 2014

ŚWIĄTECZNA OPOWIEŚĆ - część kościelna

W tym roku zaszalałam, stroiłam i dom i kościół.
Kościół przygotowałam nie sama, tylko z grupą kobiet chodzących do mnie na zajęcia. Krzysztof też miał w tym swój udział - pomagał zbierać szyszki w lesie i suszyć je w przyśpieszonym tempie, co okupiliśmy poważnym przeziębieniem. Nie było tak źle, wykorzystałam ten czas na przygotowanie domowych ozdób, ale o tym w następnym wpisie.
Wysuszonymi szyszkami okleiłyśmy 19 stożków różnej wielkości, potem porozstawiałam je we wnętrzu, dodając czerwone akcenty z gwiazd betlejemskich. Dodałam świece, zupełnie proste, tylko ze zgrubieniami naśladującymi śnieżki.

Mamy w planie zrobić z tego tradycję, by "Laboratorio da Margherita" dekorowało kościół na Święta Bożego Narodzenia.
Same nabożeństwa niemal bez zmian, chociaż jedna wzruszyła mnie niemal do łez. Około siedmiu lat temu byłam na obiedzie u pewnych parafian. Na zakończenie posiłku ich mały syn zagrał na saksofonie. Nie było to nic powalającego, chłopiec dopiero zaczynał prywatne lekcje. A teraz ... Chłopiec wyrósł na przystojnego mężczyznę - Italiano vero :) i zagrał podczas Mszy św.
Nie na saksofonie, to wiem, ale przyznam się bez bicia, że zawsze mam problem z odróżnieniem oboju od klarnetu, więc nie wiem, na czym grał Alessandro. Nie chcę się sugerować tytułem zagranego przez niego utworu Ennio Morricone z filmu "Misja". (I już się dowiedziałam: to saksofon sopranowy!- dziękuję Elu)
W końcu też przypomniałam sobie o zrobieniu zdjęć pewnemu charakterystycznemu tutaj zwyczajowi - ucałowaniu Dzieciątka.
Oprócz żłóbka, umiejscowionego u nas pod ołtarzem bocznym, każda parafia ma figurkę Gesù Bambino, która na początku jest przykryta, odsłania się ją dopiero na "Chwała na wysokości", by po zakończeniu pasterki i świątecznych nabożeństw podać do ucałowana wszystkim uczestnikom.
(dopisane: Dowiedziałam się, że w Polsce jest taki zwyczaj u dominikanów w Jarosławiu).

Zapraszam do włączenia ścieżki dźwiękowej z Natale A.D. 2014 w Parafii San Pantaleo all'Ombrone. Jeśli nie widzicie poniżej zdjęcia z odtwarzaczem, tylko szary ekran, spróbujcie, proszę, odświeżyć stronę.

poniedziałek, 10 lutego 2014

MASKA - CZY TYLKO PRZEDMIOT?

W ubiegłą sobotę umówiłam się z paniami na następny kurs.
Z 5 uczestniczek jedna zapomniała, jedna nie była w stanie pokonać obaw, a trzy powiedziały, że stawią czoła zadaniu.
W czym problem?
Otóż mają mocno wdrukowane użycie maski weneckiej, jako przesłony, dzięki której można było sobie pozwalać na zło. Patrząc nawet na maskę jako przedmiot, myślą o tym, że zazwyczaj za nią kryje się ktoś. I ta niewiadoma, to poczucie, że ktoś się czai, wywołuje w nich bardzo nieprzyjemne odczucia.
Nie robiłam większych badań, by zobaczyć, jakie to ma przełożenie na tubylczą społeczność, ale mam wrażenie, że to może być szersze zjawisko. Podatność na emocjonalne stany, na lękliwość, mało racjonalizacji, wręcz zabobonność.
Przyjmuję to do wiadomości i nie mam ochoty ich na siłę przekonywać. Rozmawiamy swobodnie o maskach, które dla mnie są głównie środkiem teatralnym. Przypomina mi się znaleziona gdzieś interpretacja, że maska nie tylko zakrywa, ale i odkrywa. Wszak wybór tego, czym zakryjemy twarz też wiele o nas mówi. A potem myśli wędrują mi do życiowych masek i pewnego człowieka spotkanego dawno, dawno temu. Poznałam go w czasie, gdy już nieodłącznie zrosła się z nim maska cynika, ale było jeszcze odrobinę widać, że jej nałożenie było wynikiem gołębiego serca, obawy przed zranieniem przez świat.

Wracając do warsztatów.
Moim zamysłem jest powoli oswajać uczestników z działalnością plastyczną, nie wystawiać ich na zbyt poważne próby cierpliwości, dlatego przygotowuję zajęcia możliwe do przeprowadzenia podczas jednego spotkania, wcześniej więc przygotowałam bazy gipsowe. Znalezienie odpowiedniego gipsu nie było łatwą rzeczą, te w sklepach budowlanych tężeją nawet 48 godzin, a w działach hobbystycznych przełożenie ilości gipsu na cenę sprawia, że jego użycie oznaczałoby jeszcze dokładanie do warsztatów.
Znalazłam w końcu sklep, w którym mieli gips do odlewów.
Przygotowałam materiały poglądowe i bazy (z zapasem).
Gips jest kruchym tworzywem, i faktycznie, podczas kursu jedna maska  upadła i potłukła się. Na szczęście na początku zajęć.
Głównym problemem moich podopiecznych była kompozycja i to, że miały narysować wzór z wolnej ręki, nie mogły bezpośrednio skopiować, tylko patrzyły na zdjęcia ze wzorami.
Uważam jednak, że jak na pierwsze tego typu działania, zadanie bardzo im się udało, a na koniec żadna nie wspominała już o lękach związanych z maską.
Wszystkie nadały maskom delikatną karnację, wzorem mojej przykładowej - z brązami. Podczas zajęć pokazałam, że można zrobić bazę innego koloru. Zaczęłam od błękitu, który jak się okazało, wcale im się nie spodobał. Powiedziały mi to na ostatek, zaskoczone, że po cieniowaniach, po dodaniu fioletu, wszystko dobrze się skomponowało. Maska tak się spodobała, że została od razu zakupiona przez jedną z uczestniczek.