Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fiesole. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fiesole. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 czerwca 2021

UŚMIECHNIĘTA KATEDRA

"Jadę do kurii w Fiesole."
To krótkie zdanie wystarczyło, że od razu zadeklarowałam się jako pasażerka. 
Fiesole, puste, lekko senne, niemal bez turystów. Wybrałam jeden obiekt, bo nie miałam zbyt wiele czasu. Tym razem wróciłam do katedry, której chyba nigdy porządnie nie opisałam, a to błąd. Postanowiłam naprawić go tym artykułem. 
Pierwszy uśmiech zakwitł na mojej twarzy gdy weszłam do środka, a tam grupka turystów kończyła zwiedzanie i zostałam absolutnie sam na sam z wszystkimi cudeńkami. 


Eh! Wyjdź.
Przecież nic nie opowiedziałam o bryle kościoła, a ta, mimo wielu przeróbek, zachowała romański charakter, łącznie z półokrągłą absydą prezbiterium i dużymi kamiennymi blokami szarego kamienia. 



Dokumenty mówią, że świątynię zbudowano w XI wieku i od tego czasu, aż po nam współczesne, pełni funkcję katedry, głównego kościoła przedziwnej diecezji. Wyobraźcie sobie, że ta diecezja nie ma ciągłości terytorialnej, co widać wyraźnie na mapie, zadziwiło mnie też, że należy do niej tak znany rejon jak Chianti, położony na południe od Florencji, a przecież samo Fiesole jest położone na północ od niej.

Di Paolo3577 - Opera propria, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=46341053

Fiesolańską katedrę przebudowano wiele razy, najbardziej znamienne i widoczne zmiany to krenelaż ponad 40 metrowej dzwonnicy, czy XIX wieczna fasada, skromna, z prostymi, głównie reliefowymi zdobieniami.


 Elewacja ma wyrazisty podział sugerujący niższe nawy boczne, lecz wcale nie odtwarza wiernie przekroju pionowego, wystaje ponad dach. Nie jestem dobrze obeznana w terminach architektonicznych, ale myślę, że taki typ fasady nazywa się kurtynową. We włoskim to zupełnie inne określenie, bezpośrednio nieprzetłumaczalne. Widzimy więc wyraźnie uskoki, w przeciwieństwie do fasad dominujących na północ od Alp, z dwiema wieżami wbudowanymi w przód świątyni.  


Trzy wejścia prowadzą nas do wnętrza. Ani na froncie, ani na żadnej innej elewacji nie znajdziemy trójwymiarowych rzeźbiarskich zdobień. Potrzebę romanizmu zaspokaja jedynie wspomniana już przeze mnie zaokrąglona absyda.
We wnętrzu jest inaczej, cały układ jest charakterystyczny dla tutejszych średniowiecznych świątyń. Trzy nawy, w tym boczne niższe, oddzielone są od siebie prostym rytmem kolumn z rzeźbionymi kapitelami. 


Podniesione prezbiterium daje miejsce krypcie, a całość przykrywa, jakże często tu spotykany sufit  z odsłoniętą więźbą dachową. 
Wszystko wypełnia szara tonacja kamienia, dzięki czemu nasz wzrok od razu przyciąga mieniąca się złotem i intensywnymi barwami późnogotycka nastawa ołtarzowa w postaci poliptyku "Madonna z Dzieciątkiem i świętymi" namalowana w połowie XV wieku przez Bicci di Lorenco. 



W tle nad nim, niczym czasza ochronna, rozpościera się historia San Romolo (patrona katedry), namalowana w XVI wieku przez Nicodemo Ferrucci. 



Niestety, (a może i dobrze?) nie da rady podejść pod sam ołtarz, by przyjrzeć się tym pięknościom. Po bokach prezbiterium umieszczono tryptyki nawiązujące do stylu ołtarza, lecz będące późnymi, XIX wiecznymi realizacjami. 
Mogłam zajrzeć jeszcze do kaplicy z prawej strony, umieszczonej na tym samym, wyższym poziomie, zwanej Kaplicą Salutati, w której oko cieszą i fresk na sklepieniu przypisywany Cosimo Roselli i wspaniałe dzieła Mino da Fiesole, rzeźbiarza działającego w XV wieku. 



To następne miejsce wyróżnione z szarości kamienia katedry, wyróżnione bielą marmuru, potraktowanego delikatnie i zwiewnie.
Muszę na chwilę choć zatrzymać się nad samym Mino, bo wbrew określeniu da Fiesole, nie pochodził z tej miejscowości, ani nawet z Poppi, bo i tak był określany - da Poppi. Vasari dodał jeszcze inne miejsce przy imieniu artysty. Jak widać, trzeba zawsze brać poprawkę na to, co pisał pierwszy nowożytny historyk sztuki. W rzeczywistości Mino urodził się niedaleko miejscowości Stia, w Papiano. Z jego wczesnych dzieł, mimo widocznych wpływów toskańskich, trudno wywnioskować, czy uczył się w jakimś słynnym warsztacie. 
Gdy patrzę na nastawę ołtarzową mam wrażenie malarskości, pewnie udzieliły mi się pobliskie obrazy w złotej ramie i tryptykowy podział, to wrażenie podtrzymuje reliefowe tło dzieła. Temat tej nastawy ołtarzowej (Także Madonna z Dzieciątkiem i Świętymi) został pokazany w renesansowym "naturalizmie", postaci już nie siedzą sztywno, gestykulują, nawiązują ze sobą bezpośredni kontakt. 



Madonna w zwiewnych szatach z czułością przygląda się dwóm brzdącom - Jezusowi i jego kuzynowi Janowi Chrzcicielowi. Mam wrażenie, że stojący po jej lewej stronie San Leonardo, trzymający modlitewnik, nie czyta, tylko spogląda zza niego na dwóch baraszkujących chłopczyków. Trudno mi odczytać, kim jest niewymieniona w tytule postać, leżąca u stóp św. Remigiusza, być może to król Franków Chlodwig, ochrzczony przez tegoż świętego, choć bardziej bym się skłaniała ku komuś potrzebującemu zdrowotnej pomocy, zadżumionemu, bo święty jest patronem wzywanym w zagrożeniu epidemią. Jak znalazł na obecne nam czasy.
W nastawie marmurowej ciekawe są dysproporcje między klęczącą Madonną a świętymi, Mino w renesansowy sposób przemycił średniowieczną hierarchę postaci, Matka Boża wszak klęczy a i tak jest wyższa od Leonardo i Remigiusza, nie wspominając o popiersiu Zbawiciela, który wydaje mi się być już zupełnie nie z tej kompozycji, dosłownie wieńczy dzieło.
Kaplica Salutati wzięła swoją nazwę od nazwiska biskupa Leonardo Salutatiego, którego nagrobek, dzieło także Mino da Fiesole, możemy w niej podziwiać. To od tego z maestrią wyrzeźbionego popiersia przyszedł mi na myśl tytuł całego artykułu.  



Moje poszukiwania na temat samego biskupa zakończyłam fiaskiem, znalazłam dwa tytuły książek, ale nie mogłam dotrzeć do ich treści.
Lekko tajemniczy uśmiech biskupa nałożył mi się filtrem na oczy i potem już wszędzie doszukiwałam się uśmiechu, nawet wśród ukrytych w cieniu bocznych naw popiersi, z wysoka spoglądających na moją radość. 



Rozanielona weszłam do krypty. Nie mam pojęcia skąd te moje ciągoty do miejsc z założenia będących pochówkami. Może to ta wyrazistość przestrzeni, las kolumn, skupienie wymuszone niskim sklepieniem?




Po prawej stronie zejścia czeka skromna, jak na tamte czasy, chrzcielnica wyrzeźbiona przez autora kolumny z Placu Świętej Trójcy we Florencji. 


Wśród kapiteli cieszą mnie te z prostymi figuralny,i dekoracjami.

 
Zza kraty z XIV wieku wzrok przyciąga srebrna szkatułka z emaliowanymi dekoracjami, kryjąca relikwie San Romolo, patrona i katedry i Fiesole. 


Szukałam, kogo tak pięknie uhonorowano. Trudno wśród legend znaleźć, co jest prawdą. Ograniczę się tylko do faktu, że był biskupem Fiesole, być może pierwszym, wprowadził chrześcijaństwo na ziemie położone na północ od Florencji. 
Właściwie już musiałam wychodzić, ale pokręciłam się jeszcze po świątyni, do czego i Was zapraszam:

 

Nie zapomnijcie też zajrzeć do

piątek, 1 kwietnia 2016

JAK TO Z PLANOWANIEM BYŁO ...

Prognozy pogody namawiały, by przesunąć piknikowy charakter Wielkanocnego Poniedziałku na Niedzielę, oczywiście, Wielkanocną.
Z kolei ciągłe problemy z błędnikiem (efekty pogrypowe) kazały ograniczyć zasięg jazdy.
Gdy tak brałam pod uwagę obydwa czynniki, wpadło mi w oko ogłoszenie o miejscach dodatkowo otwartych podczas Świąt.
Ciepło, słońce - aż się prosiło o jakąś willę z ogrodem.
Mówisz, masz.
Taa ...
Wiedziałam, że willa będzie zamknięta, ale pomyślałam, że założenie parkowe wokół niej duże, z ciekawą historią, warto się poszwendać, a może i przysiąść, porysować? No i chciałam zobaczyć siedzibę Międzynarodowego Uniwersytetu Sztuki - chociaż z zewnątrz.
Kierunek: Villa Il Ventaglio we Florencji.
Ile jeszcze razy zapomnę, by czytać między wierszami, by nie oczekiwać fajerwerków?
Okazało się, że i owszem ogród był otwarty, nic nadzwyczajnego, zazwyczaj jest otwarty, z wyjątkiem poniedziałków. Jednak z olbrzymiego założenia parkowego dostępna jest tylko pierwsza łączka z wodnym oczkiem, kilkoma kaczkami i masą żółwi.

Widać było, że niektórzy też oglądali prognozy pogody i przełożyli piknik na niedzielę.
My już byliśmy po obiedzie.
Nie będę się pałętać ludziom po posiłkach.
A że byliśmy w północnej części Florencji, u podnóża otaczających ją wzgórz, to wystarczyło pokonać wiele zakrętów w górę i znaleźć się we Fiesole.

Zwróćcie baczniejszą uwagę na zakręty i wspomniany na początku artykułu błędnik. Już myślałam, że Fiesole to sobie tylko z perspektywy baru z herbatą zobaczę.
Kochana herbatka!
Pomogła.
Wspaniale!
Nie wymyśliłam nic nowego, chciałam po prostu pójść uliczką wiodącą do punktu widokowego, bo na Florencję mogę gapić się godzinami.
Ale zanim na nią z westchnieniem spojrzałam, zapraszam na spacer po Fiesole. Czasami już wydeptanymi przeze mnie uliczkami, czasami nowymi zaułkami. Tym razem tylko część powyżej głównego placu.

Kliknij, by zobaczyć zdjęcie sferyczne placu

Zaczęłam od zajrzenia do Kościoła Santa Maria Primerana. Mimo, że niemal w cieniu katedry, rozrósł się z maluśkiego oratorium do sanktuarium. Jakoś nigdy wcześniej nie przyjrzałam się sgraffito na fasadzie. Może to ukrycie w cieniu zadaszonego portalu nie było bez przyczyny? Ale w końcu się przyjrzałam i zachichotałam. Opisywane jako rzadki przykład sakralnego ornamentu w stylu groteski szumnie nazywane jest "dziełem" Ludovico Butiego żyjącego na przełomie XVI/XVII wieku. A może to jakaś kwadratura groteski? Czyli groteskowa groteska?

Na szczęście, we wnętrzu można obejrzeć kilka (faktycznie) dzieł, obrazy, freski, rzeźby. Poziom absolutnych wyżyn. Tu nie mam wątpliwości że stoję przed cudem dzieła ludzkich rąk: Ukrzyżowaniem della Robbi, malowanym krucyfiksem z XIV wieku, czy freskiem ze szkoły Taddeo Gaddi.  Wymieniłam trzy najdłużej mnie zatrzymujące, a przecież i lichtarze są niezwykłe, i ołtarz i inne obrazy.



Zawsze zaskakuje mnie spotykanie tak pięknych obiektów w tak niewielkich świątyniach. Dobrze, że te nie zostały przeniesione do muzeum, ciągle możemy je oglądać w miejscu, dla którego powstały.
Jeśli chcecie pokręcić się ze mną po świątyni, zapraszam do obejrzenia zdjęcia sferycznego  (troszkę obciętego, ot, niedoskonałość aplikacji).

A teraz ruszamy w górę, by potem spojrzeć w dół.
zakaz gier wszelakich z 1710 roku

Katedralna dzwonnica jeszcze powyżej naszych głów


Powoli zaglądamy ludziom w dachy.

Wyżej, wyżej.


Trochę kiczu dla otrzeźwienia.

I jeszcze wyżej.


Bogata kolekcja sukulentów.

rytmy

rytmy




Najwęższy dom we Fiesole. 

Co podziwiać? Sztukę przycinania roślin, czy blachy?

Czy taka kołatka zaprasza gościa do pukania?
A teraz dzwonnica katedralana taka maluśka. 
Jak widać, amatorów widoku na Florencję nie brakuje. 

Ja im się wcale nie dziwię, no bo jak tu nie czuć wspaniałości, historii, jak nie widzieć ciepłej barwy miasta?


Co wybrać?
A może jednak komin?
A ja bym chciała tak, ale to fotomontaż. Mój obiektyw nie pozwala robić takich zdjęć:

Czasami wzrok przesuwa się na bliższe budynki i każe wyobraźni umiejscowić siebie w którejś z posiadłości.

Słońce schowało się za chmury, ale kwitnące rośliny dalej rozgrzewały serce:

Na koniec zestaw wypatrzonych drzwiczek od liczników wszelkiej maści, gazowych, elektrycznych, itp.

Aha! Żeby nie było. Wszystkie zdjęcia powstały w Niedzielę Wielkanocną:


Dokładnie w momencie dochodzenia do parkingu spadły pierwsze krople deszczu, cóż za błogosławiona precyzja!