Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje obrazy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje obrazy. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 października 2021

OBY WERNISAŻE ZAWSZE MI SIĘ TAK UDAWAŁY

Tym razem trudniej było uchować całość w sekrecie bo salę przyległą do baru, z wielkim entuzjazmem właściciela, z udzialem proboszcza, zamieniliśmy na salę wystawową. Tam można tylko było zasugerować, żeby nie zaglądano, ale wiecie, ludzka ciekawość to wielka siła. Poprzednia sala, do której nikt bez klucza nie ma dostępu, stanowi obecnie magazyn Pro Loco i jest mniej przytulna jak na temat, którym są delikatne, lotne stworzenia. 

Pod obstrzałem obiektywu od wielu lat śledzę ptaki, głównie pobliskich mieszkańców, albo i ciut dalej mieszkających, chociażby w Polsce. Stąd tytuł "Nie tylko sąsiedzi". Zaczęłam malować tę serię jeszcze przed pandemią i myślę, że długo jej nie skończę, Będą dolatywać następne latające piękności, będę o nich zdobywać wiedzę, poszukiwać ich nazw, zwyczajów Pewnie nie raz zdarzy ni się jakieś niezwykłe odkrycie, że tak upierzoną czaplę złotawą spotyka się w czasie godowym, A ich włoska nazwa to czapla strażnik byków. 

Na wernisaż przybyło około 80 osób, wśród których rozlosowałam nagrodę

A potem jeszcze przeprowadziłam krótki konkurs na to, kto odgadnie, który mały ptaszek był przejściem do większego formatu. Odpowiedź prawidłowo padła dość szybko, a nagrodą był też druciany ptaszek, ale na stópce z przeciętego wzdłuż korka

Na wernisażu ludzie zobaczyli 22 małe obrazki o wielkości 10x10cm oraz 13 wielkoformatowych prac. Nie dowierzam sama, ale siedem już sprzedałam. 

Najpierw rzut na całość, potem pojedyncze obrazy.





































Wybaczcie jakość, fotyobrazów strzeliłam telefonem, lepiej sobie radził z niezbyt dobrym oświetleniem. Zresztą to były jedyne foto zrobione przeze mnie, inne mam dzięki uprzejmości kilku osób.











Fajny był pan, który krążył cały czas wokół kaczek krzyżówek, w końcu pyta mnie o cenę, której wysokość wyraźnie mu się nie spodobała, więc lekko oburzony pyta "ile?". No to ja się grzecznie zapytałam, a ile by pan dał, i tu zaległa kojąca cisza :) 

Dodatkowo urządziłam "kącik edukacyjny". Pokazałam pióra zebrane tylko wokół domu, pokazałam naczynia, które sfiksowana na tym temacie kupuję, ale też i dostaję jako prezenty. Prezentam od mojego śp. Taty są trzy wielkie segregatory z atlasem ptaków polskich, był tam też starusieńki atlas podarowany mi przez czytelniczkę. Ostatnią grupą były różne ptasie dekoracje wykonane przeze mnie na Święta Wielkiejnocy. 

Do późnego wieczora ludzie się schodzili, rozchodzili, wcale aż wiele nie zjedli, a Avvio okazał się hojnym sponsorem aperitivo.

I już zupełni nic nie kosztował nas widok z okna. 

W gazecie "La Nazione" zdążył pojawić się artykuł, który postaram się Wam przetłumaczyć:


GOSPOSIA Z TOBBIANY ODKRYWA SIĘ JAKO MALARKA

Wystawa Margherity, prawdziwej prawej ręki Don Cristoforo odniosła dobry sukces. 

Dużo ludzie wzięło udział w wernisażu, który odbył się w wewnętrznej sal BarLume w Tobbianie. Było to otwarcie wystawy Małgorzaty Matyjaszczyk, przez wszystkich nazywaną tu Margheritą, która jest także gosposią Księdza Krzysztofa. Wystawione obrazy są wspaniałymi portretami ptaków z naszych okolic: kosów, szpaków, kaczek krzyżówek, srok, płomykówki, kopciuszka, gawrona, całe ptasie zrzeszenie, które śpiewa i fruwa wokół naszych domów, niespostrzeganych przez większość osób. Margherita nazwała wystawę "Nie tylko sąsiedzi" aby przykuć większą uwagę do obecności wielobarwnych i dźwięcznych. 

W 2018 roku, na poprzedniej wystawie Margherita sportretowała osoby z Tobbbiany, teraz chciała rozszerzyć swoją sztukę na sąsiedztwo naturalnego środowiska, wybierając za bohaterów ptaki. Wizytujący wystawę podziwiali nie tylko naturalizm, z jakim są przedstawione ptaki, ale i wrażliwość z jaką malarka potraktowała każdego ptaka, właściwie jako towarzysza życia , jako kogoś z własnym usposobieniem.

"Ptaki są dla mnie znakiem obecności Boga" powiedziała Margherita przedstawiając wystawę ludziom uważnym i zaintrygowanym. "One także są naszymi parafianami" dodał Ksiądz Krzysztof. 

Artystka zorganizowała nawet loterię hojnie dając w nagrodzie własną pracę. 

Margherita uzyskała tytuł magisterski w Szkole Sztuk Pięknych, a następnie była dyplomowana na podyplomowych studiach teatralnych. w Polsce pracowała jako instruktor sztuki i teatru w ośrodku kultury. Z wielką pasją oddaje się malarstwie miniaturowemu i kaligrafii. 


PRZYPOMNĘ, ŻE WYSTAWA BĘDZIE TRWAĆ D 19 GRUDNIA, WYSTARCZY SIĘ ZE MNĄ SKONTAKTOWAĆ, PODEJDĘ DO BARU I OPROWADZĘ. 

piątek, 16 kwietnia 2021

MAŁY OBRAZ Z WIELKĄ HISTORIĄ W TLE

Tytuł jest nad wyraz dosłowny, bo faktycznie chodzi o tło obrazu, a nie jego powstania. C. poprosiła mnie o namalowanie niewielkiego kolorowego portretu, w oparciu o jeszcze bardziej niewielką fotografię w sepii. Bohaterką starego zdjęcia jest jej babcia, której nie miałam możliwości poznać. Wiedziałam, że studzienne dzbany były z miedzi. Naszukałam się, jakiego koloru mogła być sukienka wiejskiej dziewczyny. Potem odkryłam, że coś, co wygląda na kolczyk w uchu nie jest tak bardzo oczywiste, jak niezbyt oczywistą była wtedy biżuteria na wsi. Za to bardzo oczywisty jest czas zrobienia fotografii, który odczytałam z tła. 

Na pewno ujęcie powstało po 1933 roku, a ściślej po 28 października, bo tak liczono kalendarzowo erę faszystowską (tutaj mamy skrót AN i XII). AN oznacza Anno Nuovo (nowy rok). Jeśli jeszcze gdzieś się zachowały tego typu napisy, możecie zobaczyć odmiany, np. EF (era faszystowska), albo EN (nowa era). Pierwszy rok zaczął się 28 października 1922. 

Skąd myśl, że studnia zyskała oprawę mniej więcej w 1933 roku? Bo są na niej symbole faszystowskie, czyli rózgi liktorskie (fasces) z zatkniętym w nie toporem, przejęte z symboliki starożytnych Rzymian, którzy z kolei przejęli je od Etrusków. Zdjęcie mogło powstać maksymalnie podczas wojny, ale widziałam inne, wojenne, na którym bohaterka jest już starsza, tak mniej więcej o 10 lat. Po wojnie raczej byłoby trudno zrobić tego typu zdjęcie, gdyż nagminnie niszczono oznaczenia ery faszystowskiej, co czasami równało się jedynie z wydrapaniem numeracji. Gdy zobaczyłam tło zdjęcia i przypomniałam sobie wiele tablic z wydrapanymi literami, pomyślałam, że historii nie da się wymazać, skreślić, choćby nie wiem, jak była bolesna i trudna dla danego narodu. 

Oczywiście, C. w ogóle nie zależało na podkreślaniu charakteru studni, była wielce zadowolona z portretu babci. Z radości klaskała w ręce, gdy zobaczyła moją realizację.  A jak mi było trudno, możecie sobie wyobrazić, gdy porównacie wielkość zdjęcia, wysokiego na 8 cm, z obrazem, i tak niewielkim. 




wtorek, 5 stycznia 2021

SCHEDA

Po śmierci Taty musiałam zmierzyć się z tym, co po nim materialnie zostało. Zadanie trudne, nie udało mi się w całości, dużo zostawiłam siostrze. Jednak ta część mojego "porządkowania" kazała spojrzeć na swoje życie pod kątem, co po mnie zostanie i, czy w ogóle, musi zostać. Mój Kochany Tatko potrafił wydawać pieniądze na rzeczy obecnie nieprzydatne, nic niewarte, jemu wydawało się, że zabezpiecza nas na przyszłość. Działał jednak w dobrej woli, tylko potem my stanęłyśmy bezsilne wobec jego decyzji. To kazało mi jeszcze bardziej zastanowić się nad tym, co ma wypełniać moje życie i co zostawię po sobie.

Pierwszą myślą było swego rodzaju czyszczenie. Postanowiłam jeszcze mniej się rozpraszać medialnie. Zobaczyłam, jak bardzo irytuje mnie Facebook, zobaczyłam, że blog jest jednak o wiele bardziej "moim" miejscem, też czymś, co może po mnie dobrze "zostać". Nie znaczy to jednak, że wpisy będą pojawiać się częściej, jednak najbardziej chciałabym przekazać swoją sztukę. Mimo, że zaraz po śmierci Taty, miałam problem z wejściem do pracowni wiedziałam, że do niej wrócę, bo to jest dar od Boga, który ciągle chcę pielęgnować, rozwijać i zostawić po sobie, mając nadzieję, że uniwersalny język obrazu wzbogaci życie innych osób, nie tylko moje. Nie mogę i nie chcę pokazać Wam nad czym obecnie pracuję, gdyż całość na pewno będzie bardziej czytelna, niektóre obrazy z nowego cyklu tłumaczą się i wzbogacają przez swoje miejsce w grupie. 

Mogę pokazać Wam kilka prac wykonanych równolegle do cyklu. 

Zupełnie drobiazgami były świece, te na świąteczny stół, ale nie tylko mój. Zamówienie od rodaczki z północy Włoch zmobilizowało mnie do zrobienia kilku podobnych "toskańskich" świec, gdyż najlepiej robi się je serią. Wymyślona przeze mnie technika wymaga konkretnych czasowo etapów pracy, nie da rady ich przyśpieszyć, ale, w oczekiwaniu na następny krok, może powstawać równolegle kilka świec, tu na zdjęciu tylko duże prostopadłościany, ale zrobiłam też malutkie, cylindryczne. Poszły już na prezenty bożonarodzeniowe.




Tuż przed chorobą Taty zaczęłam obraz inspirowany ikoną, namalowałam patrona dla małego Tadzia, który walczył o przyjście na świat. Po powrocie z Polski zostało jeszcze tylko kilka ostatnich muśnięć pędzlem.


Po śmierci Taty, z wielką męczarnią dla mnie było namalowanie portretu małżonków. Była to wygrana w licytacji na rzecz chorego Marcela, więc zagryzałam zęby w żałobie i malowałam. Trzeba było zawalczyć o młode życie.

No i dalej dziergam, dziergam, dziergam.  Bardzo dla siebie, tuż przed końcem roku, skończyłam wypatrzony na Pinterest sweter. Dodałam pompony, zamiast sugerowanych na tego typu modelach chwostów, nauczyłam się przy okazji warkocza 3D. 

A już w tym roku wróciłam do ołówka, by w podziękowaniu za pewną przysługę narysować właścicielowi jego konia.


A teraz już w pełnym wymiarze pracownia, a czasami jeszcze dzierganie, tym razem dla maluśkiego Kacpra, oczka w głowie naszej rodziny.