Dawno nie pokazywałam tutaj swoich prac na jedwabiu. Zacznę od ostatniej, cytrynowej - stąd odpowiednia mina na zdjęciu :) Potem moje ulubione zestawy różu z zielenią, no, i z ulubionymi ptakami. A na końcu oliwkowo - tylko na szalu, bo w tym roku nie zbieraliśmy - muszka zaatakowała gaje oliwne, więc jeśli ktoś nie spryskiwał lekarstwami, nie ma oliwy w tym roku. Dla wielu osób będą to już znajome szale, ale trudno mi się ogarnąć czasowo i wrzucać też na bloga, łatwiej kliknąć na Instagramie, czy Facebooku.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malowanie na tkaninie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malowanie na tkaninie. Pokaż wszystkie posty
środa, 30 października 2019
wtorek, 15 maja 2018
wtorek, 13 lutego 2018
ODPLAMIACZE
Skoro już zaczęłam pokazywać prace namalowane farbami do tkanin, to może wrócę do początków i pokażę Wam, skąd w ogóle wziął się pomysł.
Otóż jestem dosyć nieuważną osobą, brudzę ubrania, jeśli nie profesjonalnie, to kulinarnie. Znając swój charakter, staram się mocno rozdzielać przeznaczenie ubioru, odpowiednio: do pracowni, w tym osobno do robienia świec, do kuchni, ogrodu, na wyjście, itp.
Zabrudzenia na na ubraniach pracownianych absolutnie mnie nie ruszają, oczywiście, ciuchy lądują w pralce, ale tylko w celu odświeżenia. Gorzej z tym, co ma być poza pracownią.
Nie jestem chyba wybitną praczką, bo zdarzają mi się tłuste plamy, z którymi nie umiem sobie poradzić. Bywało, że wrzucałam nawet kolorowe wdzianka do wybielacza, jako jedynego ratunku, ale nie wszystko tak się da.
Wymyśliłam więc zamalowywanie plam.
I tak już powstało kilka "nowych" sukienek, bluzek.
Niektóre moje "odplamiacze" spodobały się podczas warsztatów z Basią Bodziony.
Zrodził się wtedy pomysł, by zaproponować ofertę malowania na tkaninie, inspirowaną malarstwem z manuskryptów.
Znając właściwości farb, sposób nanoszenia wzoru na tkaninę, wiedziałam, że lepiej zacząć od przykładu malarstwa, który będzie poniekąd kolorowanką. Do tego nadaje się wspomniany w poprzednim artykule styl białej winorośli, po włosku nazywany "bianchi girari".
Przygotowałam już kilka wzorów.
Na dwóch torbach są kopie renesansowych inicjałów.
Na trzeciej wprowadziłam cyprysy zamiast litery.
Potem poszłam jeszcze dalej, zmieniłam kolorystykę (w klasycznym stylu jest to zestaw niebieskiego, czerwonego, zielonego, bieli i złota), porzuciłam złoto i w ten sposób uratowałam następne ubranie.
Spodobało mi się to "odplamianie", mimo, że farby nie kładą się tak dobrze, jak na innych podkładach, gdy maluję na zagruntowanym płótnie, desce, czy dachówce. Zaletą jest spersonalizowany ubiór, oczywiście, z możliwością jego prania, raczej ręcznego.
Edytowane po latach: Obecnie najczęściej piorę w pralce w 30 stopniach, bez uszkodzeń i wypłowienia farby.
Otóż jestem dosyć nieuważną osobą, brudzę ubrania, jeśli nie profesjonalnie, to kulinarnie. Znając swój charakter, staram się mocno rozdzielać przeznaczenie ubioru, odpowiednio: do pracowni, w tym osobno do robienia świec, do kuchni, ogrodu, na wyjście, itp.
Zabrudzenia na na ubraniach pracownianych absolutnie mnie nie ruszają, oczywiście, ciuchy lądują w pralce, ale tylko w celu odświeżenia. Gorzej z tym, co ma być poza pracownią.
Nie jestem chyba wybitną praczką, bo zdarzają mi się tłuste plamy, z którymi nie umiem sobie poradzić. Bywało, że wrzucałam nawet kolorowe wdzianka do wybielacza, jako jedynego ratunku, ale nie wszystko tak się da.
Wymyśliłam więc zamalowywanie plam.
I tak już powstało kilka "nowych" sukienek, bluzek.
Niektóre moje "odplamiacze" spodobały się podczas warsztatów z Basią Bodziony.
Znając właściwości farb, sposób nanoszenia wzoru na tkaninę, wiedziałam, że lepiej zacząć od przykładu malarstwa, który będzie poniekąd kolorowanką. Do tego nadaje się wspomniany w poprzednim artykule styl białej winorośli, po włosku nazywany "bianchi girari".
Przygotowałam już kilka wzorów.
Na dwóch torbach są kopie renesansowych inicjałów.
Na trzeciej wprowadziłam cyprysy zamiast litery.
Potem poszłam jeszcze dalej, zmieniłam kolorystykę (w klasycznym stylu jest to zestaw niebieskiego, czerwonego, zielonego, bieli i złota), porzuciłam złoto i w ten sposób uratowałam następne ubranie.
Spodobało mi się to "odplamianie", mimo, że farby nie kładą się tak dobrze, jak na innych podkładach, gdy maluję na zagruntowanym płótnie, desce, czy dachówce. Zaletą jest spersonalizowany ubiór, oczywiście, z możliwością jego prania, raczej ręcznego.
Edytowane po latach: Obecnie najczęściej piorę w pralce w 30 stopniach, bez uszkodzeń i wypłowienia farby.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























