Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gubbio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gubbio. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 października 2014

UMBRYJSKIE WĘDROWANIE cz.2

Powróćmy do Umbrii. Szkoda byłoby puścić w niepamięć jeszcze parę jej zakątków.
Pewnego dnia, po zajęciach, większość grupy pojechała do Asyżu, a mnie ciągnęło "nowe".
Zaopatrzona w słońce na niebie ruszyłam ku Gubbio. Wiedziałam, że jest średniowieczne, wiąże się je z historią o wilku i św. Franciszku, właśnie Gubbio uważa się za miejsce radykalnego nawrócenia biedaczyny z Asyżu, no i ... służy jako tło we włoskiej wersji serialu "Ojciec Mateusz" - tutaj "Don Matteo".
Nie miałam pojęcia, że wyrosło na zboczu góry i jest spektakularnie położone nad dużą doliną.
Zaparkowałam na parkingu nieopodal kościoła św. Franciszka, z punktu informacji turystycznej wzięłam plan miasta i ruszyłam powoli w górę, czasami z lekka na boki :)

Zaczęłam od Kościoła św. Jana. Przypuszcza się, że postawiono go na miejscu pierwszej katedry, co może potwierdzać obecność kaplicy poświęconej właśnie Janowi Chrzcicielowi. Romanizm miesza się tu z gotykiem. Ciężkie łuki we wnętrzu (oparte na przedziwnej konstrukcji z dwóch kolumienek) nie przypominają lekkiego gotyku, mimo, że mają ostre zakończenie. Jedynie kaplica poswięcona patronowi strzeliście potwierdza nowy styl. Nad kolumienkowym ołatrzem zawisł krucyfiks, nawet takie odsunięcie od ludzkiego wzroku nie przesłoni cierpienia wyrzeźbionego w postaci Chrystusa.

Powolutku pnę się ku górnym poziomom miasta.
Obserwuję budynki, rozpoznaję teren. Chłonę atmosferę.








Amifiteatralność Gubbio aż się prosi o podziwianie, o bycie widzem. Aktorem jest panorama.


Ale, ale ... Coś skutecznie z nią konkuruje, odciąga wzrok. Z drugiej strony, od gór za miastem nagle pojawia się ciemne kłębowisko chmur.




Sunie szybko, w oddali słychać grzmoty. Myślę: burza, przejdzie, będę dalej zwiedzać. Gdzie tu się schować?
Trafiam na pomieszczenie prowadzące do jakiejś windy. Wsiadam i docieram nieopodal katedry. O! Kościół, dobre miejsce, żeby się schować.
Udało się uciec przed ulewą. Nagle straszliwie grzmotnęło, prąd się schował, pozostawiając po sobie wspomnienie w postaci przeraźliwie łkających głośników.
Nie wiem, co się stało, zaległy ciemności a w uszach (przez ponad pół godziny oczekiwania na choć trochę mniejszy deszcz) brzmiał wiercący czaszkę dźwięk.



Światła jak na lekarstwo, usiłowałam przekonać aparat, że da radę pracować w tak trudnych warunkach. Wyniki mało zadowalające, ale tyle zdołałam zrobić.

Gdy w końcu deszcz zmalał, przeskoczyłam do muzeum po drugiej stronie. Pomyślałam, że upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu, a raczej na jednej burzy - przeczekam ją i obejrzę eksponaty. Ba! Ale nie przewidziałam, że problem z prądem nie dotyczył tylko katedry.
Spod łuku wejścia do muzeum zrobiłam chociaż zdjęcie fasady katedry i ruszyłam dalej.

Właściwie to było to schodzenie w dół, z wyszukiwaniem miejsc, które osłonią mnie przed ustępującą burzą, na szczęście krople padały co raz rzadziej.
Niewiele zdołałam zobaczyć, bo burza wcale nie ustąpiła, no, chyba że miejsca następnej burzy.















Cóż, wsiadłam do samochodu i całą drogę do Perugii lękliwie spoglądałam na szalony spektakl. W pewnym momencie trafiłam na opuszczone auto stojące w poprzek drogi, oparte maską o skałę. groźnie to wszystko wyglądało.

Na szczęście, już bez większych problemów dotarłam do klasztoru.
Gubbio! Ja do ciebie jeszcze wrócę :)