I znowu przyszedł październik. Tak piękny, jak nigdy od ośmiu październików, które tu przeżyłam. Dzisiaj na Festa della Madonna ubrana byłam w letnią sukienkę i nawet o rajstopach nie pomyślałam.
Samo święto pokazywałam już kilka razy, ale i w tym roku naszło mnie, żeby zrobić kilka migawek z kościoła i procesji.
O ułożenie kwiatów Krzysztof poprosił w tym roku dwie kobiety - bliźniaczki. Zgodziły się, a potem wpadały w co raz większą panikę. Jak widać na zdjęciach, zupełnie niepotrzebnie. Świetnie sobie dały radę.
A na procesji to było tak:
Już właściwie wszystko się skończyło, sprzedano 500 pączków, naleśniki z mąki kasztanowej, wygrano na loterii wszystkie możliwe do wygrania nagrody, gdy przyszła burza. To się nazywa Dar Niebios!
Skoro Festa, to już tradycją staje się parafialny kalendarz. W tym roku miałam nad nim dość mało pracy, gdyż główną rolę mają grać stare zdjęcia od naszych parafian. Na niektórych widać jeszcze pewną strukturę, przez którą wchodziło się do kościoła. Niezwykle nasycone emocjami są fotografie ślubne.

