wtorek, 19 kwietnia 2011

DRAPANE, RYTE, MISTERNE

Jestem pod wrażeniem filmu:




Samo dzieło rzemieślników z Volterry niebawem do obejrzenia. Wysokość 2,40 metra! Najpierw dotarłam do wiadomości, że to półtora roku pracy, ale poprawiam na trzy lata!
Skala 1:25. I jeszcze ta kruchość tworzywa, jakim jest alabaster (6 rodzajów). Czapki z głów!
Więcej informacji na stronie La Torre Pendente in Alabastro
ZWIEDZANIE:
Znalazłam dwie różne informacje o miejscu:
- Sala Wystawowa w byłym szpitalu na Piazza San Giovanni w Volterze. 
- Palazzo dei Priori na Piazza dei Priori


Od 20 kwietnia do 31 grudnia 2011 roku. W godzinach od 10.00 do 13.00 i od 15.30 do 19.30


Najlepiej będzie się dowiedzieć w punkcie informacji,który jest nieopodal ratusza.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

PLECIONE, ŚWIĘCONE

Nie wszystko święcone, ale plecione zapewne, tylko tworzywa różne.
Zaczęło się od zeszłej środy, gdy spotkałam się z koleżankami w cudnych okolicznościach przyrody, czyli u mojej imienniczki, mieszkającej na skraju Pistoi. Podjęła nas takimi pysznościami, że trudno było pleść coś innego, niż trzy po trzy. Namówiłam jednak dziewczyny na uplecenie dużych jaj z wierzby, którą za całuska dostała Asia od baaardzo starszego pana. Dziewczyny mają teraz tylko jeden problem: jak ozdobić te jaja? Sama też ozdobię moje, ale czym, gdzie powieszę? Jeszcze nie do końca jestem pewna. Czasu już mało, coś wymyślę.


W niedzielę Męki Pańskiej w powszechnym użyciu są gałązki oliwne i robią za palmy, nieplecione, w stanie "surowym", lub są "przyprawione" wstążeczką, czy sprayem, zwłaszcza metalizującym. 
Pojawia się też i prawdziwa palma misternie pleciona w krzyże, lub inne wzory (nie moja robótka). Ta jest jednak w stanowczej mniejszości, bo to poświęcone gałązki oliwne mają dać dobry plon szkółkarzom, gdy zatkną je w ziemię. A poza tym, jaka palma? Tutaj króluje "Olea europaea", tak jak w Polsce bukszpan, którego choć odrobinę poutykałam w mojej palmie alla polacca, oczywiście na bazie gałązek z oliwek.


piątek, 15 kwietnia 2011

W NIEDZIELĘ DAM GŁOS :)

Nie będę brała udziału w żadnych wyborach, lecz między innymi o swoich życiowych wyborach opowiem w Radio Plus Warszawa. Jest to wynik rozmowy z Redaktor Martą Komorowską, która gościła u mnie 4 kwietnia na obiedzie :)
Serdecznie zapraszam po 16.00 - 17 kwietnia. Miłośnicy Druso usłyszą nawet i jego szczekanie :)
Audycję można będzie usłyszeć przez internet wchodząc na stronę Radia. Tam należy kliknąć "Słuchaj radia online". 
Potem ponoć zostanie zarchiwizowana.
A na razie tekstowa zajawka, która pojawiła się na radiowym portalu.


niedziela, 10 kwietnia 2011

PRAWIE WAKACJE

Prawie - a jaka różnica, ale nawet w codziennym zabieganiu można wydziergać chwile czysto wakacyjne. Zaczęło się wczoraj od kolacji. Kojarzy mi się z wakacjami, bo tego typu posiłek miałam okazję zjeść pierwszy raz podczas moich pierwszych toskańskich wakacji, gdy jeszcze przez głowę mi nie przyszło, że tu zamieszkam. Wtedy faktycznie tylko jadłam, a tym razem kilka godzin soboty poświęciłam na dekorowanie miejsca.
Umyśliłam sobie magnolię, która już właściwie przekwita, do tego dostałam granatowe serwetki (bo takie organizatorki z Circolo miały na stanie) oraz prośbę, bym zajęła jak najmniej miejsca na stole. Wiadomo - jedzenie ważniejsze!
Serwetki pozaginałam, co zajęło mi dwie godziny, ale 100 serwetek szybko się nie układa. Potem jeszcze strojenie stołu, za to uwieńczeniem tego była pyszna kolacja z toskańskimi przystawkami, lazanią, płatami schabu z pieczonymi ziemniakami oraz cytrynowymi cantuccini z sosem z mascarpone. Poziom dźwięków przekraczał wszelkie moje przyzwyczajenia, ale co zrobić, jeśli w takiej przestrzeni zasiadło około 100 osób? Jeden stół zajmowały, a raczej zakrzykiwały dzieciaki. Rodzice wymyślili dobry system, jeden był na pewien czas oddelegowany do całej ferajny, a reszta smakowała potrawy i rozmowy, potem następowała zmiana warty. Ja jakoś już się przyzwyczaiłam, ale mój Tatko goszczący u nas od wtorku patrzył na całe wydarzenie z dużym zainteresowaniem. Czegoś takiego to on jeszcze nie widział i nie słyszał, hi hi hi - aparat z ucha musiał wyjmować, żeby doszczętnie nie ogłuchnąć :)
Dzisiaj więc zaserwowaliśmy mu dużo spokojniejsze doznanie. Ze względu na popołudniowe zajęcia Krzysztofa, wybraliśmy się znowu na piknik ale do parku przy Giaccherino.
Słońce grzało tak ostro, że nawet mój Rodzic-zmarzluch schował się w cieniu.
Jak już napisałam o poprzedniej niedzieli, tak i tym razem nie zaszły wielkie zmiany w zachowaniach. Tym razem do polegujących dołączył Tata, a ja kręciłam się, jako i Druso. Choć w pewnym momencie i Boguś pozazdrościł spacerów w alejach cyprysowych i nas wyśledził.
Generalnie jednak Boguś wolał dołączyć do męskiej części pikniku.
Psiaki miały większą swobodę, bo teren jest zamknięty i niedostępny publicznie, nie było więc w pobliżu żadnych czworonożnych, czy nawet dwunożnych obiektów zainteresowania.
Temperatura uruchomiła cały spektakl wiosennych zapachów, nie mogłam się więc opanować i do domu zabrałam naręcze jednego z nich.
Piszę szybko, bo wieczorem wybieramy się z kolei do znajomych na pizzę, a potem to już tylko zgon :) Tym bardziej nie mam co liczyć na chwilę wytchnienia w ciągu tygodnia, na razie koniec wakacji :) To mocno wypełniony zajęciami czas. Mam nadzieję, że podołam wszystkim planom, niektóre są zależne od pogody.

czwartek, 7 kwietnia 2011

POSZUKUJEMY LEKU DLA MARLENY

Niedawno zatwierdzony w Unii Europejskiej. Światełko nadziei dla chorej na raka Marleny. 

ERBULINA (HALAVEN)


niedziela, 3 kwietnia 2011

CHARAKTEROLOGICZNE BYCZENIE SIĘ

Zadanie dostałam takie:
- piknik,
- z psami,
- najlepiej tam, gdzie nas jeszcze nie było.
- niedaleko od domu,
Piknik - schab grillowany na zimno w roli głównej, szast prast!
Z psami - one zawsze chętne, tylko powiedzieć słowo "spacer" i Druso szaleje.
Nowe miejsce - wiele takich.
Niedaleko - hmmmm

Pogmerałam po googlach i wypatrzyłam kawałek wody położony na północnym skraju Chianti, blisko od zjazdu z autostrady Firenze Sud. Z nadzieją, że zbyt wielu tubylców nie zakłóci spokoju miejsca, poprowadziłam wycieczkę do celu. I faktycznie,wszystko się udało. Zapewne dzięki temu, że zaufaliśmy prognozie pogody, która obiecywała rozproszenie gęstych chmur i mgły. Dotrzymała słowa!
Ludzi faktycznie było niewielu, więc zostaliśmy i byczyliśmy się bardzo niedzielnie. I tu właśnie zaobserwowałam zbieżność charakterów.
Krzysztof właściwie przespał cały pobyt, z wyjątkiem obiadu. Boguś mu w tym wtórował.
Ja kręciłam się, obserwowałam, czytałam, coś tam sobie projektowałam, tłumaczyłam. A Druso niemal to samo. No dobra - dwa pierwsze słowa. Ja za to nie wąchałam krzaków w poszukiwaniu smakołyków.
Jaki pan, taki pies :)
Gdzie się znaleźliśmy? Lago di Castelruggero. Chyba sztuczny zalew, woda ciemna, ale nie śmierdząca.
Zakaz kąpieli, nie do końca przestrzegany. Oczywiście więcej było amatorów słonecznej kąpieli. Ja się do nich nie zaliczam, więc półcień był korzystnym wyborem
Kilku wędkarzy trwało w poszukiwaniu okoniowego szczęścia.
Około 17.00 zaczęła się schodzić inna ekipa, bardziej hałaśliwa, dużo młodych ludzi. Ich czas się zaczynał, nas kończył. Nie ma sprawy.
Wypoczęliśmy!
Wróciliśmy drogą przez Antellę, żeby się trochę rozejrzeć po okolicy. Północny skraj Chianti,więc winnice, jeszcze nagie, ale i tak zieleń soczyście się panoszyła przy drogach.
Gdzieś przy drodze olbrzymi pies zapraszał do willi medycejskiej - może kiedyś?
W Antelli Krzysztof zrobił krótki postój na kawę, a że ja nie pijam, więc rozejrzałam się po placu.
I to już koniec mało treściwej, ale jakże przyjemnie leniwej wycieczki.
Tego mi trzeba było!

ZAJAWKA Z DUUUŻO WIĘKSZEJ CAŁOŚCI

Świeca pojechała jako prezent z pierwszą wizytą w domu Kasi w Fucecchio. Jest też jednym z projektów, do których instrukcja znajdzie się w książce. Nie dało się jej zapakować w miskę z wodą, a jakoś tak mi się dobrze ta świeca w wodzie prezentuje.

Oczywiście podarowałam drugą, niezapaloną :)