środa, 12 maja 2010

KOMENTARZOWISKO

Zacznę tym razem od podziękowań za wszelkie uwagi dotyczące nowego wystroju bloga. Jak napisałam, sama nie do końca jestem nim usatysfakcjonowana, ale może latem coś zmienię, gdy już się nauczę, co i jak. Dlatego dziękuję zwłaszcza Eugenii za reakcję i zaangażowanie nawet syna w wyjaśnienie mi, co i jak. Nie chcę tak od razu znowu zmieniać layoutu, więc poczekam parę miesięcy, aż ten Wam się znudzi. Widzę też, że Blogger powoli dostrzega konieczność wprowadzenia jakiegoś mechanizmu tworzenia własnych szablonów i znalazłam w jego wersji testowej nawet cudne cytrynkowe tło, ale jeszcze sobie pomyślę nad swoim własnym szablonem.
Basiu pytasz o filmy z Toskanią w tle - po prawej stronie znajdziesz taką listę.
Dublinio wracając do skorpiona - on najpierw parę godzin był w słoiku, bez tych kropel wody, chyba jakiś brudas z niego był i się tak na śmierć paru kropli przestraszył. Swoją drogą głupio. A o pogodę się nie martw, ponoć ma się do tego czasu poprawić.
Chiaro trafiłaś z dokładnie z określeniem Taty - ja go nazywałam sobie w dawniejszych czasach świętym od dnia powszedniego. Wybacz Tatko, że zdradzę tu publicznie, ale dotąd podziw budzi we mnie, że stałeś dla nas po artykuły higieny intymnej w długaśnych kolejkach, gdy wata była rarytasem.
Emilystar pytasz o Czacz - otóż tutaj jest mnóstwo punktów handlu starzyzną. Nie znam tak wielkich, jak ten w Czaczu, ale sama tutaj przepadam u jednego rigattiere. Są też takie miejsca na powietrzu. Mozna w nich zakupić stare cegły, marmurowe rzeźby, klatki na ptaki, bramy, meble itp. Tylko mieć pieniądze ...
Kingo podejrzewam, że nie rozpoznałaś śpiącego Drusa, bo mu się ogon prostuje gdy śpi, przez co traci na zawadiackości świńskiego skrętu.
Mażeno o tym psie nie można napisać, że lubi jakąś kuchnię - on po prostu wprost przepada za jedzeniem, nieważne, czy włoskie, polskie, byle było. Jedynie odpada sałata, ale już inne warzywa jak najbardziej i owszem.
Jo cieszę się, że dopomogłam kotlecikami. Sama nie mogę wyjść z zadziwniena nad prostotą pomysłu.
Wszystkim bardzo dziękuję za gratulacje z okazji ukazania się drugiej książki. Jeszcze chyba nie ochłonęłam i słabo to do mnie dociera. Ogrom pracy odbija mi się trochę czkawką. Za to cieszę się wzbogaconą formą o przysłowia, nowe teksty i rysunki. Na blogu książki ktoś żałował, że nie ma ona takiej struktury jak bloge ze zdjęciami przy tekście. Ze względów cenowych jest to niemożliwe, musiałaby kosztować chyba jeszcze raz tyle. Cieszę się, że wydawnictwo dokonało samo wyboru zdjęć, bo pewnie dotąd książka by się nie ukazała, gdybym ja miała to zrobić.
Bogusiu uzupełniłam w dziale ogłoszeń adres mokotowskiej biblioteki, w której odbędzie się moje spotkanie autorskie.
Aniu audio już też zostało wydane.
Kingo Twoje życzenie dobrej pogody płynęło z serca, bo fakltycznie na niedzielę Pierwszej Komunii św. się rozpogodziło. A skrót klawiaturowy ctrl+Z znam, lecz akurat w tym momencie nastąpiło automatyczne zapisywanie i nie miałam się już do czego cofnąć. Jakoś jednak skleciłam ten tekst od nowa.
Anonimowa osoba napisała przy ziołowym konkursie odnosząc się do posta o Komunii "a może by tak ks. Krzysztof", ale niezbyt rozumiem, co on?
Cieszy mnie Wasz udział w konkursie, doszło około 10 odpowiedzi, czekam na jeszcze. Liści laurowych wystarczy, wszak żywopłot długi.
Co do wystroju kościoła, przekazałam Wasze zachwyty katechetkom i buźka im się w piękny uśmiech przyoblekła. tym bardziej, że o dziwo nikt tutaj poza proboszczem im nie podziękował. Tym bardziej zastanawiający fakty, że te kobiety robią to zupełnie ochotniczo. Ale okazywanie wdzięczności jest tu ogólnie rzadko spotykane. Gdy moja tutejsza koleżanka dała córeczce na zakończenie żłobka róże, by po jednej wręczyła każdej osobie z obsługi , to się na nią inne matki patrzyły, jak na wariatkę.
Justi nawet wolałam nie patrzeć w momencie Komunii, czy przystępują, bo co mam o nich myśleć źle. Ale domyślam się, że część na pewno tak zrobiła, bo kilkukrotnie byłam świadkiem, gdy ktoś absolutnie nie powinien przystępować do Komunii, a to robił. Ja to nie widzę problemu, że ktoś by nie przystąpił do tego sakramentu, za to brak poczucia sakrum jest według mnie smutny.
Przypominam, że Mażena szuka wiadomości o "oliwkowcu". Sama z chęcią bym się czegoś o nim dowiedziała.
No i doszłam do wpisu ostatniego o Giaccherino.
Niebieska bardzo żałuję, że nie ubiegłam tych fabrykantów z Prato i nie kupiłam klasztoru, ale akurat wtedy nie miałam tych 3,5 mln €, teraz musiałabym mieć znacznie więcej, a wtedy kosztował "grosze". Dobrze chociaż, że na razie go nie sprzedali i mogę tam wchodzić.
Dziękując za wszystkie komentarze chciałam przypomnieć, że jeśli ktoś nie umie się zalogować to może pisac jako anonim, tylko proszę wtedy o podpisanie się w treści komentarza, bym wiedziała, komu odpowiadam. Poza tym to tak milej. A wejście do opcji komentarzy znajduje się tuż pod tytułem posta i nijak nie chce mi wrócić na stare miejsce pod wpisem.
No to wracam do pracowni i do świec. Za oknem burze, dni z ciągłymi deszczami, chwile upału, nic stabilnego. Właśnie zaczęło padać.

6 komentarzy:

  1. Bardzo dziękuję za miłe słowa
    Pozdrawiam
    Eugenia

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie o Tobie Małgosiu myślałam i mnie odwiedziłaś:) Chyba Cię przywołałam telepatycznie:)

    Pozdrawiam ciepło:)

    Ps. Książka jest świetna!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani Malgorzato,jak Pani rozciaga dobe,ze moze zdazyc ze wszystkim?Jestem pelna podziwu nad wszystkim,co wychodzi spod Pani rak,z gotowaniem wlacznie!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Od kilku tygodni czytam bloga od początku - dzień po dniu :D ... dotarłam tu i lecę dalej ... czyta się świetnie, ach jak wspaniale ... pozdrawiam. Bożena

    OdpowiedzUsuń
  5. Ps. 25.04.14 lecę do Włoch ... Giaccherino też jest na liście miejsc które muszę zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, ale Giaccherino nie jest otwarte do zwiedzania.

      Usuń