niedziela, 30 maja 2010

KRAKOWSKIE IMPRESJE

Powoli dochodzę do siebie, cały dzień przeplatany jest podsypianiem po dużych niedoborach snu spowodowanych zbyt wysokim poziomem adrenaliny. A wszak same przyjemności mnie spotykały, jednak mój organizm uważał je za stres. Byłam bardzo przejęta spotkaniami, wzruszeń tylu w tak krótkim czasie chyba nigdy nie doświadczyłam i jeszcze Kinga podejmowała mnie tak po królewsku, że czasami mi już pokory brakowało, by to wszystko przyjąć.
W piątek miałam iście krakowską ucztę. Najpierw spacer z Nelą - krakowską przewodniczką. Mogłam się czuć niemal jak VIP a raczej z włoska MIP czyli la persona molto importante . Leniwy spacer przeplatany ciekawostkami a do tego cudna pogoda. Akurat dokładnie w tym dniu słońce przypomniało sobie o swoich powinnościach. Tak żeśmy się schodziły, że do pęcherzy po wysokich obcasach doszły pęcherze po pełnych butach założonych na gołą stopę, gdyż jakoś sandałków nie przewidziałam w bagażu. A nie chciało mi się chodzić po sklepach, by coś znaleźć. I tak z trudem wyszukałam komplet ubrań na podróż, bo i w tym zakresie miałam niedobory.
Krakowa opisywać nie mam zamiaru, zdjęcia i tak zdradzają, co o nim myślę. Powiem Wam tylko, że mam wielki niedosyt, że głupio było mi zatrzymywać Kingę, Nelę i Agnieszkę, z którymi miałam okazję poszwendać się tu i ówdzie. Za spacer jestem bardzo wdzięczna jego organizatorce :)
 
 
Chwila wypoczynku i wieczorem udałyśmy się w niewiadomym mi celu. Dostałam tylko wytyczne, że mam się przebrać w coś bardziej strojnego (to akurat jeszcze miałam) i zabrać aparat. Faktycznie wszystko się przydało, gdyż Kinga sprawiła mi ogromną frajdę zaproszeniem do Teatru Słowackiego na "Tango Piazzola", idealne przedstawienie na lekki wieczór, po stresach bycia panią autorką. A aparat? Oczywiście nie na fotosy ze spektaklu, tylko przyjrzenie się wystrojowi teatru. Co za przepych! Co za detal!

Sobota to powinności wysyłkowe, spędziłam więc trochę czasu na poczcie, a potem odwiedziłam moją kochaną katechetkę Siostrę Barbarę, która mnie prowadziła do Pierwszej Komunii św. Na nasycenie się wizytą czasu jak zwykle za mało. Trzeba było wracać, zrobić jedynie słuszne zakupy (czyli kabanosy Krakusa oraz polskie słodycze), wsiąść do samolotu i o 23.00 zostać przywitaną niemal histerycznie przez stęsknione smoki.
Mimo pięknej pogody nigdzie dzisiaj nie wyruszyliśmy, bo ja zamieniłam się w śpiącą niekrólewnę, a Krzysztof miał dwie uroczystości - w drugiej parafii I Komunię św. a u nas właśnie skończyła się Msza św. z bierzmowaniem. Ale o tym następnym razem.
Zapraszam jeszcze do wpisu ze spotkaniem w Trattoria da Cesare, który w końcu uzupełniłam o zdjęcia.

4 komentarze:

  1. OOO! I nawet te ciacha z Izraela!:))))
    K.z K.

    OdpowiedzUsuń
  2. Otóz i Małgosia do grona VIP-ow dolaczyla no a jakze ja sie tam nie dziwie i sadzac po zdjeciach, stwierdzam, ze bardzo szykownie i odpowiednio wygladalas :)
    Teatr piekny u w ogole zdjecia swietnie jak zawsze ilustruja Twoje opowiesci :)
    Pozdrowienia z upalnego Napoli :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A cóż to za piękne miasto :)

    OdpowiedzUsuń

KONTAKT (proszę pamiętać o wpisaniu maila)

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *