czwartek, 3 kwietnia 2014

W OGRODZIE

Napiszę krótko: wiosna!
Ciepła i słoneczna, nie pozwala siedzieć w domu, ale ja siedzę, bo wymyśliłam sobie nowe projekty, więc dłubię i dłubię.
A za to niedziela...
Pomysł wiązał się z niedaleką Lukką.
Wymyśliłam ogród botaniczny.
Od razu uprzedzę, nazwa szumna i nie napiszę jej wielkimi literami, bo na to zasługują inne widziane przeze mnie ogrody, chociażby znany mi najbardziej poznański, plus Palmiarnia z tegoż samego miasta.
Już cena wstępu powinna dać do myślenia - 3€. Pani bileterka tłumaczyła, że to z powodu nadmiaru atrakcji w Lukce, więc to niby w trosce, by ludzie nie zbankrutowali.
Akurat!
Ogród jest bardzo skromny, ale, oczywiście, wszędzie można znaleźć jakiś kawałek piękna, no i  ciekawe rośliny.
Sądząc po naszych plebanijnych kameliach (a mamy ich już niezłą kolekcję liczącą 9 sztuk), wiedziałam, że kwitnienie tych krzewów można powoli uznać za zakończone. Jeszcze gdzieniegdzie trafialiśmy na ciekawe okazy. Właściwie to wszystkie już gdzieś widziałam, w innych toskańskich ogrodach. Jednak jedna kamelia zaskoczyła mnie absolutnie. Gdyby nie podpis (to jest zaletą ogrodu botanicznego), nie miałabym pojęcia, że zwiewne delikatne kwiaty kamelii Tsaii należą do tego samego gatunku.
Kamelie są krzewami kwitnącymi zimą, wczesna wiosna należy do rododenronów. I znowu bogactwo kształtów i barw.

W końcu znalazłam odpowiedź na nurtujące mnie pytanie o nazwę krzewu, który wydaje się być obłożony bukiecikami konwalii. Szkoda, że tak nie pachnie, ale przynajmniej wiem, że to pieris japoński.
Oczarował mnie też oczar chiński, jeśli dobrze wywnioskowałam z nazwy.
dopisane:
Dzięki czujnemu Panu Klemensowi, dowiedziałam się, że to roślina należąca do oczarowatych, ale nie ma polskiej nazwy, a oczar chiński to inna sprawa :) 
Kwiaty w dotyku zdają się być najdeliktaniejszą, właśnie chińską, bibułką.
Zupełnym przeciwieństwem delikatności są mocne guzowate korzenie oddechowe cypryśnika błotnego. Wspaniałe formy, pierwszy raz zobaczyłam je na oczy. Z daleka wyglądają jak ludzkie sylwetki w długich płaszczach.
Ujmującą formą mogą poszczycić się rozwijające się liscie paproci.

Jedno zdjęcie muszę pokazać osobno. To absolutny mój ulubieniec z tego dnia.
Mimo, że wiosna już rozbuchana, innych kwiatów jakoś niewiele:
Może wszystko kwitnące jeszcze przed ogrodem? Sądząc po czekających donicach:

Nawet w tak małym ogrodzie znajdziecie sekwoję i cedr libański. Ta pierwsza nie osiągnęła jeszcze imponujących rozmiarów, natomiast cedr można by nazwać biblijnym. Niestety nie mam zdjęć, gdyż rzadko mi się to zdarza, ale wzięłam zapasową baterię, lecz ... nienaładowaną. Przyznam, że tak mnie to wybiło z rytmu, iż dopiero po  wyjściu z ogrodu pomyślałam o przeproszeniu się z aparatem w telefonie.
Aha! Zapomniałabym wspomnieć, że w lukkańskim ogrodzie są oranżerie, palmiarnie, sukulenciarnie? Jak zwał, tak zwał. Stoi tam kilka szklanych budynków, lecz rośliny w nich ulokowano bardzo ciasno, wydają się być też mocno zaniedbane.
No, dobrze, już nie marudzę.
Warto do nich zajrzeć dla kilku okazów, łącznie z owocami kawy:

Ogólnie to się cieszę, że zobaczyłam ten kawałek zieleni wciśnięty w narożnik słynnych murów.



Po prostu miałam większe od rzeczywistości wyobrażenia, a przecież miejsce samo w sobie jest piękne, przyjemne i ciche. Na murach tego dnia spacerowało wiele osób, rzec by można tłumy, mało kto zaszedł do ogrodu, jest to więc następne odkryte w Lukce ustronie. Dobre na wyciszenie i rysowanie, ale to nie ja rysowałam, tylko napotkana rodzina, co sprawiło mym oczom wielką radość.

A na koniec, jeszcze inne poruszające się stworzenia, choć może niezbyt szybko:

17 komentarzy:

  1. Takie widoki bardzo lubię, az sie dusza śmieje na widok tych wszystkich budzących się do życia i kwitnących roślinek!
    W moich włoskich rejonach nie było kamelii, ale Tokio spokojnie mogłabym nazwać krajem kwitnących kamelii, tyle ich wokół i rozmaitych i kwitną od późnej jesieni i wciąż jakieś nowe inne rozkwitają! Ten oczar jak nazwałaś chiński tez tutaj widuję, zastanawiałam sie co to jest, rozwiązałaś wiec jedna z moich zagadek!
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może za ciepło na Południu na kamelię? U nas też zaczęły kwitnąć już w listopadzie, marwtiłam się, że już nic po Nowym Roku nie zakwitnie, ale dały z siebie wszystko, choć to jeszcze nie duże krzaczki, poza jednym. Widziałam u Ciebie kwitnące wiśnie - to dopiero oczarowuje :) Pozdrawiam Cię z daleka, daleka :)

      Usuń
  2. Wiosna piękna, bogata i kolorowa.Niech żyje !

    OdpowiedzUsuń
  3. Na Twoich zdjęciach, Małgoś, to nawet najbardziej zapuszczony kąt w tym ogrodzie sprawiałby wrażenie wiszących ogrodów Semiramidy :).
    U nas też wiosna. Wcześniejsza, moim zdaniem o jakieś trzy tygodnie.
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, chyba mam nie tylko różowe okulary, ale i różowy obiektyw :)

      Usuń
  4. Korzenie cypryśnika wyglądają jak pochód pokutnych, zakapturzonych mnichów.

    Czy żółwie tam żyją dziko? Kiedyś widziałam przy drodze maszerującego, sporego żółwia, i bardzo się zdziwiłam. Nawet go chciałam zabrać, bo myślałam, że uciekł komuś i sam sobie nie da rady, ale że nie miałam warunków, jako turystka, na opiekę nad żółwiem,to go tylko przeniosłam dalej od drogi, żeby go jakis samochód nie przejechał. To znaczy, że niepotrzebnie się o niego martwiłam?

    Gdzie wiosna, tam wiosna, w Gdańsku zimno jak w piekle i nawet słońce niewiele zmienia. Zazdroszczę!!

    Serdeczności,

    Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie ludzkie z daleka, nieprawdaż?
      A co do żółwi, to przyznam, że nie wiem, czy te akurat są zasiedleńcami, czy też mieszkają zupełnie na dziko. W jednym z parków Pistoi są ich tłumy. Wyczytałam, że są dzikie żółwie w Toskanii, więc Twój być może był tego dowodem i dobrze, że go odsunęłaś od drogi :) A co do wiosny, może pocieszy Cię fakt, że dzisiaj raz przy razie leje!

      Usuń
  5. Iwonko, ciepło to w Gdańsku nie jest, ale przecież słońce świeci i kwiatki kwitną na moim podwórku - przepięknie pachną fiołki, świecą jak słoneczka żonkile, a stokrotki, zielone listki i trawa - wiosna całą gębą! Ale ja też tęsknię za Toskanią i dzięki Małgosi jedną nogą ( no, może połową! ) po niej sobie wędruję. Ucałowania z Gdańska, jutro ma być cieplej! Annamaria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas nadal pada, ale jutro może nie? Oby :)

      Usuń
    2. A w Greve pełne słońce, ludzie siedzą przy stolikach na piazza!

      Usuń
  6. Lubię odwiedzać ogrody botaniczne, mają taki cudowny klimat, a cyprysy błotne z korzeniami, które mi raczej przypominają grzyby po drzewami widziałam m.in. w Kórniku pod Poznaniem własnie w Ogrodzie Botanicznym.
    Kolejne ciekawe miejsce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, zobacz, tyle razy byłam w kórnickim arboretum, a nie zauważyłam :)

      Usuń
  7. Dzień dobry Pani Małgorzato!
    Od lat podczytuję Pani blog, ale jakoś nigdy jeszcze nic nie napisałem. Żałuję, że dopiero teraz dowiaduję się o istnieniu ogrodu botanicznego w Lucce bo z pewnością bym go odwiedził podczas wizyty w tym pięknym mieście. Muszę jednak sprostować kwestię rzekomego oczaru chińskiego: faktycznie tłumacząc angielską nazwę (chinese witch hazel) otrzymujemy oczar chiński, jest to jednak angielska nazwa potoczna a te zazwyczaj nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. W rzeczywistości mamy tu do czynienia z rośliną Loropetalum chinense (nie posiada nadanej polskiej nazwy więc można ją nazwać np. Loropetalum chińskie:)), która należy, co prawda, do rodziny oczarowatych, lecz oczarem nie jest. Mam nadzieję, że w miarę jasno wytłumaczyłem i pomogłem nieco. Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego. Klemens Jakubowski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry Panie Klemensie, jak dobrze jest popełnić botaniczny błąd, by wyciagnąć Pana z czytelniczego cienia :) Przyznam się, że dlugo szukałam odpowiednika łacińskiej nazwy, bo taką się posługiwałam i w końcu trafiłam na oczarowate, więc nie mając głębszego pojęcia o systematyce, przyjęłam, że i ten podobny kwiat do oczaru należy :) Poprawiam w tekście :) Dziękuję za czujność :)

      Usuń
  8. Twój spacer Małgosiu po ogrodzie botanicznym zachęcił mnie do odwiedzenia Parco Giardino Sigurta w Valeggio. Ogród jest bardzo zadbany, miasteczko się nim szczyci. Bilety wstępu w cenie 8 euro regulują ruchem chętnych spacerowiczów w parku. Dziękuję za lekcję botaniki. Rośliny są wdzięcznymi obiektami do fotografowania- piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od razu poleciałam szukać zdjęć, faktycznie zadbany i bardzo przestrzenny. Jedź, jedź i potem to ładnie opisz, tak jak to Ty potrafisz :)

      Usuń

KONTAKT (proszę pamiętać o wpisaniu maila)

Nazwa

Adres e-mail *

Wiadomość *