niedziela, 25 stycznia 2015

DO TRZECH RAZY BAPTYSTERIUM

Dzisiaj wyjątkowa świeżynka, z przedwczoraj. Przycupnęła na stosie zaległości, więc nie pozwolę jej stać się jedną z nich. A że rzecz dotyczy bardzo przeze mnie po macoszemu traktowanej na blogu, a przecież ukochanej, Pistoi ...

To było trzecie podejście do wyjątkowego zwiedzenia baptysterium.
Pierwsza próba, jeszcze przed Bożym Narodzeniem, nie powiodła się z powodu mojej choroby.
Druga ponoć nie wyszła, gdyż było za mało chętnych.
A trzecia przy tej samej liczbie chętnych, i kilka godzin po trzęsieniu ziemi, odbyła się, przebiegając nad wyraz interesująco.
Zmieniono nam przewodniczkę, nie znam, jak oprowadza tamta, która miała nas wcześniej zagłębić w tajniki baptysterium, ale piątkowa pani sama w sobie stanowiła nie lada atrakcję i czasami tak się w nią wpatrywałam, słuchałam tembru jej głosu, zbierałam każdy gest, aż traciłam cel, dla którego przyszłam. Dodajcie do tego olbrzymią wiedzę, lekkość, dowcip, zakreślanie tła, by dać szersze pojęcie o tym, co widzieliśmy. Asia, z którą (oprócz Krzysztofa i znajomego) się wybraliśmy, przed oczami miała jeszcze swoją uwielbianą babcię. Ah! Oh!
Umieszczam dlatego najpierw jej zdjęcia, z trudnym błękicikiem, żebyście też mieli minimalną nakładkę na prezentację.

Baptysterium. Co to za budowla? We Włoszech zachowało się kilka tego typu budynków, w samej Toskanii spotkałam cztery wolno stojące - we Florencji, w Pizie, w Volterze, no i właśnie w Pistoi, zawsze przy katedrze, a ściślej rzecz biorąc, naprzeciw wejścia do niej, by ochrzczonych procesyjnie wprowadzić do świątyni. Nazwa najsłynniejszych drzwi do baptysterium, florencka "Brama Raju" ma swoje wytłumaczenie właśnie w fakcie przeprowadzania do katedry po liturgii chrztu, od chrztu, do ołtarza, a "poprzez ołtarz", do raju. Chociaż legenda mówi także o zachwycie Michała Anioła i nazwaniu dzieła Ghibertiego Bramą Raju. Poza miastem chrzczono w nadrzędnych kościołach (pieve).

Pistojskie babtysterium zaczęto budować około 1300 roku, ale nie było pierwszą tego rodzaju świątynią w tym mieście, przed nim, w tym samym miejscu, stał mały kościł pełniący także funkcje chrzcielne. Jest ostatnim ze średniowiecznych baptysteriów Italii, już nie romańskim, ale w stylu gotyku włoskiego. Znajdujemy się w budowli wysokiej na 40 metrów (łącznie z latarnią). Autorstwo projektu przypisuje się Andrea Pisano, ale jest to tylko hipoteza, wynikająca ze śladów jego bytności na placu budowy.

Oktagonalność budynku jest związana z symbolicznym pojmowaniem liczby 8 jako wieczności. Składa się na nią sześć dni stworzenia plus siódmy dzień odpoczynku - obrazujących czas ziemski, oraz ósmy dzień - dzień wieczności, dzień Zmartwychwstania prowadzącego ku zbawieniu. A że chrzest jest tym doskonałym punktem wprowadzającym na drogę ku wieczności, osiem jest też liczbą symbolizującą odrodzenie przez ten sakrament. W Pizie ośmiokątna jest sama misa chrzcielna.

Budynek pistojskiego baptysterium posiadał kiedyś dwie kaplice, zachowały się tylko ślady jednej z nich, poświęconej św. Łucji. Dokładnie naprzeciw wejścia jest absyda na prostokątnym planie (tak samo, jak we Florencji), utworzona już po wybudowaniu oktagonalnej świątyni. Obecnie wypełnia ją, nieprzystający stylem do włoskiego gotyku, złocony ołtarz z drewna, przeniesiony tu z pobliskiego Sanktuarium Matki Boskiej Pokornej (widocznego z autostrady, z kopułą).

W ołatrzu umieszczono obraz z rzadkim przedstawieniem Ukrzyżowania. Chrystus wisi na ciekawym krzyżu,  którego forma nawiązuje do innych, bardziej rozbudowanych, form krzyża jako Drzewa Życia, tego typu jak na fresku w refektarzu Bazyliki Świętego Krzyża we Florencji.

Najważniejszym obiektem baptysterium jest, oczywiście, misa chrzcielna, a może basenik chrzcielny? Niezwykła jest historia zachowania się chrzcielnicy w tak dobrym stanie. Otóż przez wieki była zamurowana i służyła jako olbrzymi postument dla rzeźby Jana Chrzciciela, autorstwa Andrei Vaccà. Odkryto ją po II wojnie światowej, dzięki opadającemu z murów tynkowi. Nasze baptysterium, nie było pokryte freskami, jak na przykład parmeńskie, łatwiej było się więc rozstać z odpadającymi płatami. Podczas prac nie odkryto więc fresków, ale zrzucając tynk ze ścian uszkodzono murowany postument i odkryto rzecz niezwykłej urody, z lekka tajemniczą. Restauracji dokonano dopiero w 1975 roku! Znaleziono datę 1226, i autora - Lanfranco da Como, wujka rzeźbiarza, który wyrzeźbił pizańską chrzcielnicę - Guido Bigarellego, także autora niektórych obiektów w Pistoi i Lukce.

Mamy do czynienia z bardzo symboliczną konstrukcją na planie kwadratu - w średniowieczu reprezentującym ziemię, życie na niej. Kwadratowe były też aureole ludzi żyjących, w odróżnienu od zmarłych, uznawanych za świętych.  W kwadrat wpisane jest koło - symbol nieba, a więc poprzez chrzest, żyjący na ziemi mogą dostać się do nieba.
Tajemnicą, ciekawie rozwiązaną, są cztery dodatkowe cylindryczne otwory w narożnikach misy.  Podobne zachowały się w Pizie.
Jeśli nie wiadomo, gdzie szukać odpowiedzi, najlepiej zapytać Dantego.
W XIX pieśni Piekła napisał:
Ujrzałem stoki i żłób skały szarej,
Usiane gęsto w wyżłobione jamy,
Wszystkie okragłe, wszystkie jednej miary.
Krój ich i wygląd był właśnie ten samy,
Jak u lubego mi Świętego Jana
Dotąd studzienki chrzcielne oglądamy.
Jednę ja niegdyś, za co mi przygana
Niesłuszna, stłukłem, ratując dziecinę;
Niechże niewinność ma będzie uznana.

Obecnie we florenckim baptysterium nie ma chrzcielnicy opisanej przez Dantego, gdyż zburzono ją pod projekt Buontalentiego, wykonany z okazji chrztu długo wyczekiwanego syna Ferdynanda I Medycejskiego.
Co stłukł Dante ratując dziecko? Jeden z pojemników z terakoty, które wkładano do takich otworów, jakie zachowały się w pistojskim baptysterium. Dlaczego takie pojemniki? Ano łatwo było je wyjąć ze studzienki, oczyścić z ewentualnych zabrudzeń. Sama studzienka była o wiele trudniejsza w utrzymaniu czystości. Przy mniejszych otworach chrzczono raczej przez polanie wodą, do środkowej niecki po schodkach wchodzono w celu zanurzenia.
Krzysztof podejrzewa, że otwory są cztery, gdyż chrzczono wiele dzieci jednocześnie, co robiło zapewne kilku księży, a chrzczono tylko dwa razy do roku - w Wielką Sobotę i na Zesłanie Ducha Świętego.

Chrzcielnicę obłożono kamiennymi, acz koronkowymi w większości, tablicami, powtarzającymi układ koła wpisanego w kwadrat. Nie ma dwóch powtarzających się paneli, te od strony wejścia są najbardziej zdobne. Z lewej widać głowy symbolizujące czterech ewangelistów (głowa anielska, orla, bycza i lwia), na prawej tablicy są po prostu ludzkie i zwierzęce głowy - te pierwsze symbolizują możliwość zbawienia, te drugie tylko przyziemność życia.

Misterność rzeźbień wykazuje ewidentne wpływy arabskie, tak jak wszelkie zdobienia portali w innych średniowiecznych kościołach, nie tylko Pistoi. Skąd w tym czasie? Otóż pizańczycy handlowali z Syrią, Arabowie dotarli tu także poprzez Sycylię, handel sprzyjał zatrudnianiu muzułmańskich mistrzów ornamentu.

Może zauważyliście, że od razu "weszłam" z Wami do środka? Tak też przebiegała nasza wizyta, by zostawić największą jej gratkę na sam koniec.
Otóż od pewnego czasu, w ramach atrakcji turystycznej, zdarza się, że można wejść na rusztowania postawione z okazji prac renowacyjnych. Było mi już tak dane, chyba dwa lata temu, zobaczyć z bliska freski we florenckiej Bazylice Świętego Krzyża. No, ładnie! Wydało się. Nie opublikowałam wpisu, który mam niemal ukończony. Wytłumaczę się, że wtedy był zakaz robienia zdjęć, i jeszcze nie sprawdziłam, czy go zniesiono. Może w tym roku?
My tymczasem wyjdźmy, podziwiając pięknie wyrzeźbione przez Pier Francesco Venturę XVI wieczne drzwi, przed pistojskie baptysterium, obecnie mało atrakcyjne dla ogólnych zdjęć.

Na szczęście, mam zdjęcia bez rusztowań, byście mogli zobaczyć wspaniałe pasma marmuru oplatające budowlę.
Tę bardzo charakterystyczną okładzinę spotykamy w różnej skali, w niemal wszystkich średniowiecznych kościołach Pistoi.  Powstała w czasie bumu gospodarczego, gdy odnowiono miejskie świątynie, nie mogło jej zabraknąć na nowym (wtedy) baptysterium.

Biały marmur pochodził najczęściej z Carrary. Zielony z Prato nazywa się wężowym (serpente) ze względu na rysunek żyłkowań przypominającym skórę gada. Obecnie kamieniołomy zielonego są zamknięte, wydobywa się z nich marmur tylko dla celów konserwatorskich.
Za rzeźbiarski program elewacji odpowiadał Cellino di Nese, który potem miał swój udział w finalnych pracach nad baptysterium z Pizy.
Przy naszym nie rozwinął skrzydeł, zostawił skromny, acz piękny wystrój.
Najwięcej dzieje się nad głównym wejściem, gdzie wita nas Madonna z Dzieciątkiem, Janem Chrzcicielem oraz św. Jakubem (prawdopodobnie).

U ich stóp rozgrywają się cztery sceny związane ze Świętym Janem - (Przed Herodem, Uczta Heroda i Taniec Salome, Ścięcie, Pogrzeb).
Uczta jest też w moim odczuciu, spoglądam z bliska na detale, oglądam psa wyjadającego resztki ze stołu Heroda, widzę instrumenty, na jakich muzycy przygrywają Salome do tańca, nabieram apetytu na wyrzeźbiony chleb.

Pomiędzy scenami ulokowano herby, ten z biało-czerwoną szachownicą to pistojski. Z prawej, herb z kluczami, należał do rodu Gori i wprowadził w błąd ludzi usiłujących odczytać, kim jest postać nad herbem. Myślano: "Klucze, a więc musi to być św. Piotr".

Dziwne by to było, podczas gdy miasto ma tak zacnego patrona i jego relikwię, fragment kości zza ucha.  Przy okazji nadmienię, że Pistoia pod tym względem jest bardzo wyróżniona wśród włoskich miast, tylko sześć z nich posiada cenne pamiątki po św. Jakubie, z czego trzy są na Sycylii, jedna na Sardynii, jedna w Weronie no i szósta w Pistoi.
A wracając do herbu z kluczami, czyż nie jest rozczulające jego zawieszenie na gwoździu?
To jeszcze nie koniec poruszeń.
W kapitelach z prawej strony portalu kłębią się putta, walczą z lewem, wężem, grają, ssą palce.
Zniszczone warunkami atmosferycznymi, ale jeszcze potrafią pokazać kunszt i finezję ich twórcy.
Żeby je zobaczyć, najlepiej podróżować z lornetką, ale w takim razie na co takie ozdoby, gdy ich nikt nie może zobaczyć gołym okiem? Kiedyś były nie tylko wyraźniejsze - były kolorowe! Tak, tak, ten szlachetnie biały marmur malowano.
Rusztowanie zbliżyło nas jedynie do ozdób przy głównym wejściu.

Chciałoby się jeszcze wyżej, ku rozecie, ku szpicom, sterczynom i stojącym na nich postaciom, a w końcu ku latarni.

Może do niej bliżej już z dzwonnicy? Sięgnęłam więc do zdjęć zrobionych 9 lat temu, gdy trzęsącymi się ze strachu nogami wspięłam się na wysokości campanile.

Pamiętajcie, że taka wycieczka jest możliwa i obecnie, frajda wielka zobaczyć panoramę Pistoi z takiego miejsca.
Przedwczoraj byliśmy dużo niżej, zobaczyliśmy widok na jeden z piękniejszych placów Toskanii, widziany z rzadkiej perspektywy.

Zdejmą rusztowania i zostanie "tylko" dzwonnica, lecz z niej nie widać dobrze ludzi: pana, którego często widzę, gdy czyta na ławecze w portyku katedry, przechodniów i przejeżdżaczy, czy też szalonej kobiety wyśpiewującej pod budynkiem Sądu własne hymny o sprawiedliwości.

Zamykam rozmaślone oczy, zabieram pod powiekami spokojne piątkowe przedpołudnie, czekam na następną wycieczkę, na inne rusztowania :)



9 komentarzy:

  1. Chyle czoło. Nisko.Bardzo nisko. Arcyciekawy wpis !

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, nie mogłam oderwać oczu i uszu od naszej Przewodniczki :) Jej ogrom wiedzy jest powalający ! Piękny poranek :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałoby się zrobić jakiś zrzut na dysk z jej mózgu :)

      Usuń
  3. I pięknie i mądrze i jak zawsze interesująco. I dzień taki piękny, słoneczny. A u mnie szaruga - ni to zima, ni przedwiośnie. Dobrze, że jest Twoje ok(n)o na świat!
    Pozdrawiam Małgosiu z burej i wilgotnej Legnicy
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym słońcem to było różnie, część zdjęć, zwłaszcza baptysterium z ogólnym planem pochodzi z wcześniejszych sesji zdjęciowych. Tego dnia i tak nam wystarczyło trzęsienie ziemi, jako wątpliwa atrakcja.

      Usuń
  4. Małgosiu fajnie, że jesteś tu gdzie jesteś i dzięki Tobie mogę i ja choć w wyobraźni... pozwiedzać, poczytać i się pozachwycać, a i z przepisów skorzystam chętnie, oczywiście tylko z tych, które będę umiała powtórzyć... nad pozostałymi machnę językiem po brodzie i mlasnę ... a co ? nie wolno pomlaskać :) Pozdrawiam z mojego miejsca na ziemi i wysokości IV piętra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czysta przyjemność dzielić się radością i po trochę smakami :) Myślę, że wszystkie przepisy są do powtórzenia, bo kuchnia toskańska nie jest skomplikowana. Pozdrawiam z pierwszego piętra :)

      Usuń
  5. Ależ tam u Ciebie pięknie... a u mnie biało i mroźno - cóż zima w końcu. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

KONTAKT (proszę pamiętać o wpisaniu maila)

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *