niedziela, 14 sierpnia 2016

AD USUM FRATRIS

Dzisiaj bardzo nietypowo zaproszę do obejrzenia albumu ze zdjęciami poza blogiem. Zdjęcia są moje, tylko jest ich tak dużo, że szkoda mi miejsca na platformie bloggera, a szkoda też nie pokazać tego pasjonatom miniatury.
Obejrzałam tę wystawę w czerwcu, ale ciągle nie było kiedy o niej napisać. Tak się nawarstwiają wydarzenia, sprawy, zajęcia.

Ad usum fratris - "na użytek braci" to wystawa 53 manuskryptów powstałych między XI a XIII dla  franciszkanów z Santa Croce we Florencji. Dzieła wsytawiła Biblioteca Laurenziana.
Zapraszam do obejrzenia, żałując, że takie manuskrypty można oglądać tylko na otwartych stronach. Ale z drugiej strony, domyślacie się, że bym obfotografowała każdą miniaturę, więc może i lepiej, że jest tak?

Proszę kliknąć tutaj:  AD USUM FRATRIS

7 komentarzy:

  1. Piekna, misterna praca. Uwage moja przyciagnely uwagi na marginesach (np.storna 31). Jako ktos, kto niewiele wie o sredniowiecznych manuskryptach, patrze na nie jak na dziela sztuki, przede wszystkim koncentrujac sie na ich formie wizualnej; anotacje przypominaja mi o tym, ze mialy one swoja funkcje uzytkowa i zawieraja tresc - taka mala zmiana perspektywy widzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wymyslilam nowe polskie slowo - powinno byc 'adnotacje' a nie anotacje (spolszczylam angielskie slowo annotate). Przepraszam, jesli urazilam kogos moja koslawa polszczyzna.

      Usuń
    2. Zawsze to coś nowego. Poza tym, gdyby tak podrążyć, to można by dopasować "anotacje" do zapisków na marginesach. Traktując te główne zapisy jako notacje, te na marginesach mogłyby być a-notacjami :) Tak sobie zabawiłam się tym słowem, bo mi się spodobało. A co do zapisków na marginesach - dostarczają wielu dodatkowych informacji, od potwierdzeń notarialnych, po osobiste wrażenia piszących mnichów, którzy pisali, że są już zmęczeni, że ręce i plecy bolą, itp. Zapiski to taki mały świat manuskryptów :) Faktycznie mogą zmienić perspektywę widzenia :)

      Usuń
  2. ależ oni mieli talent i do pisania i do tych ozdób. Świetnie się zachowało i dobrze, że może cieszyć nasze oko.

    Pamiętam ogromnie kolosalne mszały (nie wiem dokładnie czy mszały) w Watykanie bodajże. Oczu nie mogłam oderwać jakie cuda i jakie z kolei tamte były ogromnych rozmiarów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może w Sienie? W katedrze, w Bibliotece Piccolomini? Te największe nie są mszałami, to graduały i antyfonarze. Były tak wielkie, żeby mnisi mogli z daleka śledzić tekst i zapis nutowy. Kładziono je na olbrzymich pulpitach. Mszały z racji funkcji, czyli używania z bliska podczas Mszy tylko przez jednego kapłana, nie musiały mieć tak dużych rozmiarów.

      Usuń
    2. o no to to nie były mszały w takim razie :) ale były ogromniaste. Właśnie na takich wielkich pulpitach. Kurcze w Sienie też byłam może to nie był Watykan ... hmmm nie pamiętam.

      Usuń
    3. Ja z kolei nie pamiętam tak dokładnie Muzeów Watykańskich, więc głowy nie dam sobie uciąć, że tam nie ma manuskryptów.

      Usuń

KONTAKT (proszę pamiętać o wpisaniu maila)

Nazwa

Adres e-mail *

Wiadomość *