poniedziałek, 6 maja 2019

MUZEUM SZALEŃSTWA

Tytuł artykułu jest tytułem bardzo ciekawej i pełnej emocji wystawy zorganizowanej w Lukce, wcześniej pokazywanej już w innych miejscach Włoch.
Jej kuratorem jest krytyk i historyk sztuki, dziennikarz, ostatnio też polityk, wielki celebryta, osobowość telewizyjna - Vittorio Sgarbi. Wcale mnie nie zdziwiło, że to on wsparł powstanie wystawy, której założeniem jest pokazanie choroby psychicznej, najogólniej rzecz mówiąc, poprzez sztukę. Sam w sobie jest szaleńcem, potrafiącym wykrzyczeć najbardziej nieprzyjemne opinie.
Wystawa porusza wiele zagadnień, próbuje osadzić chorobę psychiczną w życiu człowieka, pokazać stany umysłu poprzez sztukę, podejmuje zagadnienie wolności i jej ograniczeń w szpitalach psychiatrycznych, upodlenie pacjentów, wręcz ich uprzedmiotowienie.




Uzasadnia zamknięcie, szpitali, bądź zamianę na zupełnie inne struktury, małe oddziały przy zwykłych szpitalach, placówki dziennego pobytu, itp. Zamknięcie? Tak, Włochy są jedynym chyba krajem na świecie, który po 1978 roku zamknął szpitale psychiatryczne; nie znalazłam informacji o takim przypadku w innych krajach.

Wystawa nie ogranicza się do dzieł sztuki powstałych na temat szaleństwa, bądź malowanych przez chorych psychicznie.












To także dokument o jednym ze szpitali, zbiór przedmiotów związanych z tą instytucją, opowieść o psychiatrze, który doprowadził do likwidacji "psychiatryków".







To niepokojąca sala ze zdjęciami pacjentów, z wydrapanymi nosami, udało mi się zrobić jej zdjęcie sferyczne, co nie było łatwe, by nie ująć zwiedzających.


To drzwi, za którymi głos mówi, że teraz już tak łatwo nie uda Ci się poza nie wyjść.
To kilka filmów dokumentalnych, w tym jeden o więziennych szpitalach psychiatrycznych.

Nie dałam rady zobaczyć całej wystawy, nie sprostałam własnym emocjom i wspomnieniom, a właściwie to nie chciałam się w nich grzebać.
Wiele, wiele lat temu leczyłam się z depresji na małym oddziale w klinice psychiatrycznej. Nie widziałam może wielce "spektakularnych"  przypadków, chociaż nieźle zostałam nastraszona przez schizofreniczkę, którą wkurzał mój płacz, albo spać mi nie dawały dźwięki przeraźliwego słowotoku zza ściany, którego nie udawało się wyciszyć lekarzom przez wiele godzin. Najcięższe przypadki nie trafiały do kliniki, dominowały w niej depresje poporodowe, menopauzalne i takie, jak moja, powstałe wynikiem jakiegoś doświadczenia.
W momencie, kiedy nie miałam sił i woli, by walczyć o własne życie, właśnie w szpitalu poczułam się bezpieczna, że nie zagrażam sama sobie. Zostałam doprowadzona do stanu, dającym mi możliwość podjęcia ciężkiej pracy nad sobą.


Piszę o tym, żeby Wam wytłumaczyć, iż jako była pacjentka szpitala, nie postrzegałam go jako zła, nie rozpoznawałam zaprezentowanego mi w dokumentach okrucieństwa, beznadziei, odczłowieczenia.







Na pewno rozumiem poczucie izolacji, dla mnie zbawiennej. Poznałam problem sztuki tworzonej podczas kuracji i przejmowania jej przez szpital. Sama, z własnej woli, podarowałam oddziałowi swoje rysunki, które pomogły mi dźwignąć się z depresji. Nigdy jednak nie zastanowiłam się, ile niezwykłych dzieł przejmowała i sprzedawała obsługa szpitali psychiatrycznych, a ponoć był to (miejmy nadzieję, że użyłam odpowiednio czasu przeszłego) wielce lukratywny rynek. Dzieła największych artystów-pacjentów sprzedawano bez ich wiedzy. W jednym z dokumentów wystawy uzasadniających likwidację szpitali psychiatrycznych przypuszczono, że Vincent Van Gogh mógł tworzyć swoje wspaniałości, bo szedł, gdzie chciał, wybierał sobie plenery, nie ograniczały go szpitalne mury.
Sztuka na pewno ma niesamowite walory terapeutyczne. Wiem to nie tylko z doświadczenia pacjenta, ale i nauczyciela, który "zastosował" teatr, jako remedium na problemy wychowawcze.
Na wystawie podziwiałam wiele dzieł, czując, ile cierpienia kryje się za nimi.





Nie jestem psychiatrą, trafiłam na dobrych lekarzy, chociaż pani psycholog niezbyt dobrze oceniła moje predyspozycje, stwierdzając, że ze swoją nadwrażliwością będę zawsze obrywać od życia. Nie do końca miała rację, bo nauczyłam się swojego charakteru, wiem, jak omijać sytuacje, które mogłyby mi zaszkodzić. Nie znaczy, że nie przeżywam, jak każdy, stresu, swoistego bólu egzystencji, że nie miewam gorszych dni. Staram się czerpać ciągle z doświadczeń przeszłości, przeobrażać je na korzyść i być wdzięczną ludziom, na których trafiłam w chwilach najtrudniejszych dla mnie.



A jednak wystawa nie była mi łatwą do zwiedzenia. Ujawniam Wam fragment swojej przeszłości, by nie tylko wytłumaczyć, skąd moje emocje w "Muzeum szaleństwa", ale też i po to, by może chociaż jednej osobie pomóc, dać nadzieję, że depresja to nie koniec świata, że po niej wschodzi słońce, czasami toskańskie słońce. Trzeba się tylko mocno, mocno napracować.
Czy wróciłabym na wystawę? Chyba tak. Chciałabym jeszcze raz zobaczyć niektóre prace, dokończyć jej zwiedzanie, wiedząc, że odkurzone wspomnienia nie zagrażają mojemu poczuciu szczęścia. To świetnie urządzona ekspozycja, bogata warstwowo, budząca wiele refleksji, niepokojąca, intrygująca, dająca zadowolenie, że drzwi, za które się weszło, ciągle stoją otworem, pozwalają wyjść na zewnątrz.
Wejdźcie, ale nie szukajcie trasy zwiedzania, jedyną drogą jest strata. 



Strona wystawy: http://www.museodellafollia.it

Garść informacji praktycznych: wystawa jest czynna do 18 sierpnia 2019 roku, mieści się w budynkach byłej stajni, przy murach Lukki. 

Otwarta jest przez cały tydzień od 10:00 do 20:00, ale wejść można do 18:45. Wstęp 12€, a jeśli ktoś jeszcze chce, za 2,50€ może wypożyczyć wielojęzyczny audioprzewodnik. 

5 komentarzy:

  1. W ostatnich zdaniach ujęłaś to, co chciałam napisać: że wystawa jest niepokojąca, a jednocześnie intryguje i fascynuje...
    I dziękuję za Twoją opowieść :* Cieszę się bardzo, że znalazłaś swoje toskańskie słońce... :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mam zielonego pojecia Malgosiu, zeby jakikolwiek komentarz tu napisac. Notka bardzo poruszajaca. Moze kiedys dorosne, zeby ja skomentowac. Tymczasem, serdecznosci
    Malgosia Neuss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tego nie trzeba komentować. Napisałam o tym, żeby pokazać, że po depresji wychodzi słońce :) Czasami toskańskie słońce :)

      Usuń

KONTAKT (proszę pamiętać o wpisaniu maila)

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *