Lecz nią posługując się, zmalowałam wczoraj obrazek dla dziadka cytrynowego, czyli tego pana, co nam podarował cytrusy. Nazwałam go "Cytrynową Madonną". Mam nadzieję, że jakoś to wyrazi wdzięczność za niezwykłe dary.
Rzecz jest namalowana na dachówce wypukłej. Tutejsze dachy są pokryte dużymi płaskimi dachówkami przykrytymi na stykach półokrągłymi. Przy okazji przypomniało mi się, że od wielu miesięcy czeka na odtworzenie kopia naszego kościelnego fresku, którą namalowałam na płaskiej dachówce.
Czekała sobie na znalezienie jej dogodnego miejsca i wmurowanie i ... została stłuczona. Rozpadła się na trzy części. Skleiłam je i zostawiłam na długie dni. Wczoraj w miejscach pękniętych domalowałam brakujące fragmenty, jak się dobrze przyjrzeć, niestety, widać ślady łączenia.
Największą trudnością przy wykonaniu tej kopii była skala. Fresk ma ponad dwa metry wysokości a ja to naiwnie chciałam zmieścić na dachówce. Brakowało mi umiejętności miniaturzysty, no i nie chciałam aż tak szarawych odcieni, więc ożywiłam gamę barwną. Ciekawe, kiedy Krzysztof ją gdzieś bezpiecznie umieści? Ma tyle zajęć, że nie mam sumienia męczyć go o zajęcie się moją kopią.
Etykiety: ręką dzieło
Nowszy post Starszy post Strona główna
agnieszka pisze...
Pięknie. Sama nie wiem, która mi się bardziej podoba.
Pozdrawiam jesiennie ze złotych Mazur.
12:53
majana pisze...
Wspaniałe - obie! Cudo!:))
Pozdrawiam cieplutko z Gdańska:)
12:57
niebieska pisze...
zdecydowanie Cytrynowa Madonna !
kolorystyka ,kompozycja , spojrzenie , dłonie .... IMIĘ :)))
---
szkoda że nie mam takiego domu w którym mogłaby zamieszkać
15:44
Michał pisze...
Gosia, błagam, jak tak dalej pójdzie, to rzucę w kąt wszystkie zajęcia, pranie, sprzątanie, gotowanie, dzieci puszczę samopas, a ja zacznę malować, bo pomyślę, że ja też tak umiem... :)
właśnie wróciliśmy z Michałem z Kościoła, mamy przygotowania do czuwania Taize. W tym roku Modlitwa Taize odbywa się w Polsce, w Poznaniu, więc pielgrzymi zostaną rozlokowani po wszystkich parafiach. Nasza dostaje "w spadku" 50 sztuk młodych francuzików :) Oj się naśpiewałam, a teraz leczę struny nalewką wiśniową, która ma być na święta, a Ty mi tu znowu takie cuda pokazujesz! pozdrowienia od nas Monika z Poznania
22:21
Anonimowy pisze...
Z kim przestajesz....Pani jak widzę z Giottem .Można powiedzieć Toskania trzyma się razem ! i Giotto i Pani Małgorzata.Uwodzi mnie takie przedstawianie dłoni.Gratuluję!
20:44
Anonimowy pisze...
Tez bede "robic" dachowke, ale na kursie decoupage'u.
Pozdrwienia
Linn
08:26
Justi pisze...
Podziwiam za pomysły, talent i piękno tworzenia!
09:54
wildrose pisze...
Alez Malgos utalentowana jestes! Wspanialy prezent za cytrynke :)
19:21