piątek, 11 stycznia 2019

OCZAMI I SŁOWAMI DZIENNIKARZA

Dokładnie tydzień temu napisał do mnie pewien człowiek przedstawiając się jako dziennikarz lokalnej gazety o zasięgu powiatowym "Il Giornale di Pistoia". Massimo Vitulano dowiedział się skądś  o wystawie i umówił się ze mną na niedzielę, bo wiedział, że obiecałam zawsze po Mszy pojawić się na miejscu. Rozgadaliśmy się niemożebnie, aż zbliżyła się pora szykowania obiadu. Dziennikarz stwierdził, że krótka notka to za mało i poprosi przełożonych o więcej miejsca. Umówił się ze mną na drugi wywiad, tym razem na plebanii.
Ciekawie było obserwować jego reakcje, zadziwienie zakresem wykonywanych przeze mnie prac. Rozmowa była przesympatyczna, okupiona przeze mnie utratą przeziębionego wcześniej głosu.
Ale warto było, chociażby dla wręcz surrealistycznej sceny, gdy Massimo zaśpiewał mi ciepłym, miłym głosem jego ulubioną piosenkę o Florencji.
Trudno się dziwić, że czekałam niecierpliwie, na efekt naszych dwóch spotkań.
Dostałam pozwolenie na przetłumaczenie i pokazanie gazety, której założeniem jest forma tradycyjnie papierowa.

O tym, że moja postać musiała nieźle poruszyć i przełożonych, świadczy fakt że pojawiłam się w zapowiedzi (il personaggio = osobowość) na klasycznych potykaczach stojących przed kioskami, że zapowiedziano artykuł na pierwszej stronie tygodnika, a nawet w małej rubryczce, w której pismo przyznaje jednej osobie kciuk w górę, drugiej w dół (żeby nie było wątpliwości, jestem tą pierwszą, "na plus", obok burmistrza "na minus").




Zapraszam do lektury:


Polska artystka 
Malgorzata Matyjaszczyk, gosposia księdza Krzysztofa, która przyprowadziła malarstwo do Tobbiany.

MONTALE (vms) Jej rola jest dobrze określona w miejscowości takiej jak Tobbiana. Wszyscy ją znają jako gosposię księdza, postać, której kiedyś nie mogło zabraknąć w żadnym domu dobrego proboszcza. Dzisiaj, we Włoszech, zachowała się w niewielu rejonach, skupionych przede wszystkim na Południu. Ale ona, Małgorzata Matyjaszczyk, Polka (jak i ksiądz Krzysztof) znana parafianom jako Margherita, mówi, że w jej stronach tradycja zatrudniania gosposi jest ciągle żywa.
Praca na pełen etat nie przeszkadza jej w oddaniu się wielkiej pasji - sztuce.
Widać to po plebanii, gdzie mieszka, odkąd ksiądz Krzysztof został nominowany proboszczem Tobbiany. Każda ściana jest ubogacona dziełami, ujawniającymi znajomość użycia barw, widać lekkie pociągnięcia pędzlem, w których jest zabawa i eksperyment przekraczające klasyczne podejście do sztuki. Dzięki jej niestrudzonym rękom malarstwo przejawia się począwszy od płócien malowanych akrylami, przez zamalowane deski, aż po kaligramy i miniatury na pergaminie,  Margherita wszak nie jest nowicjuszem sztuki figuratywnej. Ona pierwsza, podczas nauki w liceum, uwierzyła, że jej zainteresowania mogą stać się czymś odpowiednio rozwijanym. Dlatego w 1987 roku postanowiła zmienić przyjęty kierunek, z profilu matematycznego przeszła na nową drogę.  [tutaj pan trochę skrócił lata, ale mniej więcej o to chodziło].
Akademia Sztuk Pięknych [obecnie Uniwersytet Artystyczny] w Poznaniu wydawała się doskonałym początkiem. Tutaj przez sześć długich lat [nie tłumaczyłam, że wzięłam dziekankę] Margherita zmierzała się z różnymi technikami, mającymi znaczenie w świecie sztuki, przeszła pracownie grafiki, malarstwa, rzeźby, fotografii, a nawet bioniki, nauki, która studiuje żyjące w naturze organizmy, by je odtwarzać jako obiekty dizajnerskie, bioniki która łączy formę z  technologiami zaawansowanymi, urządzeniami używanymi w biomedycynie [to było wyjaśnienie dla czytelników, czym jest bionika, co nie znaczy, że tym się zajmowałam, na uczelni projektowaliśmy np. zabawki w oparciu o mechanizmy rządzące naturą].
Uczyniwszy skarbnicę z nabytych umiejętności, Margherita zaczęła uczyć, starając się, by każdy uczeń, od niepewnego dziecka po leniwego licealistę, nie dał się zniechęcić wobec wielkości sztuki, ale przetwarzał wiedzę we własną formę ekspresji. Należało zacząć od młodych, jednak żeby lepiej ich zrozumieć, pomóc im odnaleźć własny wymiar, Margherita uczęszczała na zajęcia podyplomowe z reżyserii teatru dzieci i młodzieży. Dzięki nim mogła przygotowywać spektakle, w których pod jej opieką powstawała [także] scenografia.
W 1997 roku zaczęła prowadzić kursy plastyczne i teatralne, zajmowała się też grafiką komputerową w Gminnym Ośrodku Kultury w Czerwonaku. Tym razem jej podopieczni byli w większości dorosłymi [tu mnie pan nie zrozumiał, pracowałam z chętnymi począwszy od 5 roku życia aż po ...], którzy po upadku sowieckiego reżimu stawali się na nowo panami swojego wolnego czasu, by odkrywać długo odkładane na bok pasje.
Wszystko to trwało do 2007, roku przybycia, na zaproszenie księdza Krzysztofa, do parafii San Pantaleo w Pistoi.
Trochę nagromadzonego zmęczenia, pewnej monotonii, która zaczynała zmuszać do wykonywania pracy, pomogło Marghericie przyjąć propozycję i odżyć. Jednak, tym razem, wybór był o wiele bardziej odważny. Włochy, nowy język, nowe zwyczaje i tysiące kilometrów od domu. Margherita nie traci ducha, w głębi było to, czego pragnęła. Podróżować, znaleźć czas dla swojej sztuki i poświęcić więcej czasu Kościołowi oraz wspólnocie.
I wydaje się, że to osiągnęła.
W Tobbianie odnowiła figurę św. Alojzego, porzuconą na strychu plebanii, wykonała obrazy ze świętym Michałem i innymi świętymi. I, jak by to nie wystarczyło, niedługo zaczyna kurs robienia świec z mieszkankami Tobbiany. Wcale nie jest łatwo znaleźć taką gosposię.


"Portret Tobbiany",
wystawa bez ruszania się z miejsca
Pierwsze wrażenie nie zawsze jest właściwe. Na dzień dobry ktoś może nam się jawić tak sympatyczny, że chcemy na nowo go spotkać, albo tak irytujący, że nie chcemy z nim mieć nic wspólnego. Błyski chwili, które trochę trwają.  Trudno powiedzieć, czy tak czy siak
Najlepsze przeczucia rodzą się z pierwszych wrażeń. Tego nas uczy historia człowieka. Jeśli  wrażenie wyraża się w sztuce, wtedy rezultat może być jedyny w swoim rodzaju.
Kto do 31 stycznia może wybrać się do sali parafialnej, znajdzie tam wystawę naprawdę wyjątkową. Nie z powodu techniki wykonania obrazów farbami akrylowymi, w żywej gamie barwnej, nie nawet z powodu liczby eksponatów. Przede wszystkim niech się wybierze dla obiektów, które były inspiracją wystawy. Tytuł dużo mówi. "Portret Tobbiany" zrodził się z dokładną intencją przedstawienia osób, które tam mieszkają. Oczywiście nie ma tam porterów wszystkich mieszkańców, także ze względu na powierzchnię wystawową, ale 40 jest dobrą ich reprezentacją. Małgorzata Matyjaszczyk, znana przez wszystkich jako Margherita, nie znała nawet niektórych imion sportretowanych. Coś musiało ją przyciągać. O Romanie wiedziała, że śpiewa w parafialnym chórze i tu przyszedł pomysł, żeby w tle namalować nuty ulubionej jej pieśni. Poznała historię Siro, najstarszego mężczyzny w miejscowości, który pieszo wrócił do Włoch po zakończeniu wojny. Wiele ucisku, wiele cierpienia w tych błyszczących oczach, które dotąd nie przestają mówić, zostało przetłumaczonych na tło, które wydaje się być szkłem tkniętym wieloma kroplami deszczu, czy płaczem. Wrażenia spersonalizowane, odczucia nie do końca odsłonięte. Najpiękniejszy hołd dla małej społeczności.

16 komentarzy:

  1. Świetny! Raz jeszcze gratulacje :) I coś już na kształt wstępu do biografii jest.
    Dominika (ronja)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo trafne i pozytywne! W pełni zasluzone

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aniu, i za teraz i za twoją obecność na wernisażu. Mimo, że nie miałam czasu, by z Tobą dłużej pogadać, czułam, że jesteś.

      Usuń
  3. SWietny artykul! Malgosiu, jeszcze raz serdeczne gratulacje! Zasluzylas sobie talentem, pracowitoscia I miloscia do sztuki!Polacy, a raczej Polka gora!

    OdpowiedzUsuń
  4. Brava! Jestem dumna z Ciebie Małgośka!Rób tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
  5. Polka potrafi..i to jak! Podziwiam talenty wszelkie a przede wszystkim nieustanne ich rozwijanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polka dziękuje :) Przyznam, że narodowość w tytule napawa mnie dumą.

      Usuń
  6. Małgosiu jeszcze raz Ci gratuluję niezwykłej wystawy, gratuluję też, że budzisz emocje, że się rozwijasz artystycznie i że dzięki Tobie słowo Polka wciąż brzmi dumnie! Cieszę się że Cię poznałam! 😍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, dziękuję za wszystkie dobre słowa, dzięki wielu nam "Polka" brzmi dumnie :) Radość z poznania jest odwzajemniona, możesz być tego pewna :)

      Usuń
  7. Gratuluje Malgosiu, i ciesze sie ,ze tak duzo sie o Tobie dowiedzialam z tego artykulu,a myslalam ,ze wiem duzo....???a
    ciagle odkrywam Cie na nowo ale jakie to mile ,ze chodzilysmy tymi samymi ulicami Al.Marcnkowskiego..Czerwonak ..te okolice sa mi bardzo bliskie do dzisiaj bo tutaj mieszkam.
    Zasluzylas ,Malgosiu na ten blask wokol swojej osoby calym swoim bezinteresownym zaangazowaniem dla lokalnej spolecznosci,az im zazdroszcze .
    pozdrawiam bardzo serdecznie irena z Poznania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irenko, mieszkasz w Czerwonaku? Widzisz z tym odkrywaniem to tak jest. Pomyśl, że i tak powiedziałam tylko tyle, ile chciałam :) Dziękuję za komplementy, ogrzeję się nimi w te chłodne zimowe dni.

      Usuń
  8. Chyba się starzeję bo się ciągle wzruszam (moja moja babcia mówiła, że to znak, że się dojrzewa ;) ) Wzruszam się Pani historią ale przede wszystkim sztuką i reakcjami na nią ze strony innych ludzi. Reakcjami i odczuciami tak podobnymi do moich. Wzrusza mnie Pani wrażliwość i sposób w jaki odbiera Pani ludzi... Wzrusza i porusza :) I cieszę się bardzo z Pani sukcesu, bardzo Pani na niego zasługuje :) Pozdrawiam serdecznie
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzień dobry,coś niesamowitego, choć z drugiej strony nie zdziwiłbym się gdyby tych wywiadów było więcej, a może i dla telewizji? Gorące podrowienia z żaśnieżonej małopolski Anita

    OdpowiedzUsuń