piątek, 27 lipca 2007

PARAFIALNE OPOWIASTKI

Zapomniałam dopisać paru szczegółów o mszy środowej, którą Krzysztof odprawiał za małżeństwo z 50 letnim stażem. Podglądałam trochę przez tajne okienko, resztę dopowiedział K. Pani wydawała się mało ciekawa, ale jak się odstrzeliła na Mszę to jej proboszcz niemal nie poznał  Nawet pazurki u rąk na ostrą czerwień pomalowała. Kościół pęłen gości, msza byłą poza normalnym rytmem, więć byli to tylko wyłącznie ludzie zainteresowani wspólnym przeżyciem z jubilatami. Ludzie sami zgłosili się do czytania czytań, co jest tutaj bezproblemowe. Nawet  wdzień powszedni nie trezba nikogo prosić o czytanie, sami między sobą to ustalają. Kiedyś widziałam też jak tuż przed różańcem w Asyżu prowadzący podszedł do przypadkowych ludzi w ławkach i prosił o prowadzenie konretnego dziesiątka, nie odmawiali, jak to by u nas w Polsce było. Za to podczas tej mszy swoistym curiosum było, że cżłowiek który czytał, nie miał żadnych obiekcji by potem, jeszcze podczas liturgii wyjść przez cały kościół na... papieroska  A to ci siła nałogu! Małżonkowie specjlanie na tę uroczystość kupili nowe obrączki i te zkaładali sobie podczas celebracji. A gdy wychodzili z kościoła, zostali obsypani ryżem i pszenicą. Ależ miałam potem do sprzątania, bo goście nerwowo nie wytrzymali napięcia i sypali już w kościele.
Druga opowiastka to spotkanie wczorajsze w sprawie cmentarza. Krzysztof stara się dopomóc ludziom zrozumieć w jakiej sytuacji się znaleźli, ale kręci sobie chyba tym tylko bicz. Rzadko która parafia to czyni. Inni księża, wiedząc chyba czym to pachnie, w ogóle nie ruszają tematu. Otóż Italia wydała nowe przepisy zgodnie z którymi gmina przejmuje na własność cmentarze i po 2024 roku będzie w pełni dysponować miejscami pochówku, nawet tymi już "zagospodarowanymi". Niby nic, u nas tez po pewnym czasie trzeba na nowo opłacić grób. Problem jednak się zrodził taki, że w latach 50-tych ś.p. proboszcz Bertini wziął od ludzi pieniądze za prawdopodobnie wieczystą dzierżawę. teraz okazuje sie, że te groby z 2024 rokiem przejdą na własność gminy. Napisałam prawdopodobnie, bo ludzie nie mają żadnych świstków na to, a jedyna umowa o przejęciu grobów międzu gminą a parafią wskazuje na to, że groby te nie były na sprzedaż. Jedynym wyjściem jest zawiązanie stowarzyszenia. I tu się zaczynają schody! Jak przekonać ludzi, w ktorych interesie należy właśnie powstanie stowarzyszenia, że jest to ich interes? Właściwie Krzysztofa nie powinno to w ogóle obchodzić. Na spotkanie z obecnymi najemcami grobów przyjechał z gminy architekt (w nawiasie dodajmy, że przyjechał z półgodzinnym opóźnieniem). I zamiast być przedstawicielem gminy to on pomagał ludziom zrozumieć ich stanowisko i namawiał ich do zawiązania stowarzyszenia. Kwestia cmentarza to przecież też pieniądze i jeśli gmina przejmie cmentarz, to chociażby opłaty za prąd też przejdą pod jej kontrolę. Za prąd? Zapytacie się. Tak, za prąd. Ponieważ tutaj każdy grób ma swoje podłączenie elektryczne, żeby mogła się tam wieczyście palić lampeczka zmiast znicza. Obecnie zarządza tym parafia. Spotkanie trwało 2 godziny i na razie stanęło tylko na tym, że ludzie mają się zastanowić nad swoją zgodą. Następne spotkanie miałoby zawiązać stowarzyszenie. Co najlepsze, zgoda na to, żeby stowarzyszenie reprezentowało interesy rodzin pochowanych musi być jednogłośna. Ciekawa jestem, jak się to rozwiąże.
A jeśli chodzi o spóźnienie architekta, to niby Włosi mają takie luzackie podejście do czasu, ale gdy jedna kobieta chcąc być grzeczną wyraziła się, że "pan architekt tutaj uprzejmie do nas przyjechał" z sali padło krótkie pytanie: "uprzejmie?".

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza